KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.

Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.



Swayzak – dirty dancing


krążek ten idealnie wpisuje się w panującą ostatnio modę na syntetyczne dźwięki rodem z początków lat osiemdziesiątych. ten wielki powrót do nieskomplikowanych, często prymitywnych brzmień musiał być zauważony przez jamesa taylora i davida browna, którzy zawsze starali się iść z „duchem czasu”, a tym razem postanowili naprawdę iść na całość, nagrywając album – momentami – ekstremalnie syntetyczny. słuchając kawałków z „dirty dancind” odnoszę czasem wrażenie, że muzyka kraftwerk jest przy tych dźwiękach czymś złożonym i skomplikowanym, że „dirty dancing” to zbiór małych, zimnych pigułek, których przełknięcie może być dla niektórych sporym problemem. oto bowiem otrzymujemy muzykę której głównym elementem – jak na prawdziwy electro clash przystało – jest rytm, często wybitnie prosty i agresywny. do rytmu zaś doklejone są zimne, chropowate mikro – melodie, które czasem urzekają (otwierający album przebój „make up your mind”), czasem atakują umysł swą agresywnością („in the car crash”), innym razem porywają swoim tanecznym, transowym pulsem („celcius”). ascetyczne podejście do produkcji przywołuje na myśl ostatnią płytę gusgus czy krążek „unrest” erlenda oye. jednak podczas gdy na tych albumach możemy „uczepić się” jakichś bardziej złożonych struktur, na „dirty dancing” otrzymujemy bardzo przejrzysty, jednocześnie cholernie trudny momentami zestaw dźwięków. ciekaw jestem jak długo potrwa moda na electro clash i czy ta płyta przetrwa mody tej koniec. na razie należy napisać, że bez wątpienia „dirty dancing” jest krążkiem tworzonym z myślą o tanecznych parkietach, i chyba tam właśnie sprawdza się najlepiej.
2002

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. zul

    Dziś kupiłem tą płyte lecz znam ją od bardzo dawna 🙂 poprostu płyta to jest essencja muzyki elektronicznej i bardzo jestem zadowolony POLECAM JAK NAJBARDZIEJ WSZYSTKIM

  2. jidysz

    ….all I need przypomina mi kilka najpiekniejszych chwil w moim zyciu, plytka jest boska,polecam:)…

  3. daturas

    wszyscy znaja , wszyscy podziwiaja , jak zadna potrafi wymasowac moje narzady sluchu

  4. Izabela

    Płyta genialna, All I need przecudne 🙂 . Gorąco polecam! raczej nie słucham muzyki elektronicznej jednak ten krążek wprowadza w wyjątkowy nastrój, stwarza refleksyjną atmosfere, mozna się przy nim odprężyć, posiedziec z przyjaciólmi lub z ukochaną osobą 🙂 Pozdrawiam

  5. mata

    świetne brzmienie,kocham ten krązek:)

  6. piotrhist

    zgoda w 100%, płyta perfekcyjna, znakomita i godna polecenia!

  7. chaoss

    perelka wsrod mojej kolekcji, czesto wracam do tej plyty