Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.



Swayzak – dirty dancing


krążek ten idealnie wpisuje się w panującą ostatnio modę na syntetyczne dźwięki rodem z początków lat osiemdziesiątych. ten wielki powrót do nieskomplikowanych, często prymitywnych brzmień musiał być zauważony przez jamesa taylora i davida browna, którzy zawsze starali się iść z „duchem czasu”, a tym razem postanowili naprawdę iść na całość, nagrywając album – momentami – ekstremalnie syntetyczny. słuchając kawałków z „dirty dancind” odnoszę czasem wrażenie, że muzyka kraftwerk jest przy tych dźwiękach czymś złożonym i skomplikowanym, że „dirty dancing” to zbiór małych, zimnych pigułek, których przełknięcie może być dla niektórych sporym problemem. oto bowiem otrzymujemy muzykę której głównym elementem – jak na prawdziwy electro clash przystało – jest rytm, często wybitnie prosty i agresywny. do rytmu zaś doklejone są zimne, chropowate mikro – melodie, które czasem urzekają (otwierający album przebój „make up your mind”), czasem atakują umysł swą agresywnością („in the car crash”), innym razem porywają swoim tanecznym, transowym pulsem („celcius”). ascetyczne podejście do produkcji przywołuje na myśl ostatnią płytę gusgus czy krążek „unrest” erlenda oye. jednak podczas gdy na tych albumach możemy „uczepić się” jakichś bardziej złożonych struktur, na „dirty dancing” otrzymujemy bardzo przejrzysty, jednocześnie cholernie trudny momentami zestaw dźwięków. ciekaw jestem jak długo potrwa moda na electro clash i czy ta płyta przetrwa mody tej koniec. na razie należy napisać, że bez wątpienia „dirty dancing” jest krążkiem tworzonym z myślą o tanecznych parkietach, i chyba tam właśnie sprawdza się najlepiej.
2002

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. zul

    Dziś kupiłem tą płyte lecz znam ją od bardzo dawna 🙂 poprostu płyta to jest essencja muzyki elektronicznej i bardzo jestem zadowolony POLECAM JAK NAJBARDZIEJ WSZYSTKIM

  2. jidysz

    ….all I need przypomina mi kilka najpiekniejszych chwil w moim zyciu, plytka jest boska,polecam:)…

  3. daturas

    wszyscy znaja , wszyscy podziwiaja , jak zadna potrafi wymasowac moje narzady sluchu

  4. Izabela

    Płyta genialna, All I need przecudne 🙂 . Gorąco polecam! raczej nie słucham muzyki elektronicznej jednak ten krążek wprowadza w wyjątkowy nastrój, stwarza refleksyjną atmosfere, mozna się przy nim odprężyć, posiedziec z przyjaciólmi lub z ukochaną osobą 🙂 Pozdrawiam

  5. mata

    świetne brzmienie,kocham ten krązek:)

  6. piotrhist

    zgoda w 100%, płyta perfekcyjna, znakomita i godna polecenia!

  7. chaoss

    perelka wsrod mojej kolekcji, czesto wracam do tej plyty