Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


Fennesz – venice


christian fennesz jest jedną z ważniejszych postaci austriackiej sceny eksperymentalnej. ten pochodzący z wiednia gitarzysta konsekwentnie stara się odkrywać kolejne brzmieniowe rejony – jego płyty zawsze wypełnione są wybitnie eksperymentalną elektroniką; na tyle udaną, iż fennesz uznawany jest dziś za jednego z ważniejszych muzyczno-elektronicznych wizjonerów. jego wcześniejsza działalności w grupie maische, jego współpraca z peterem rehbergem [aka pita], wreszcie jego solowe albumy [szczególnie wydany w 2001 roku "endless summer"] zdają się potwierdzać opinię, iż fennesz jest jednym z bardziej wybitnych kontynuatorów klikowych prac oval, gitarowych ambientów spod znaku kranky czy avant popowych osiągnięć to rococo rot.
w marcu 2004 roku, nakładem wytwórni touch, ukazała się najnowsza solowa płyta fennesza – „venice”. materiał zaczyna się niemrawo – dwa pierwsze kawałki to wszechogarniający spokój – ograne już trochę klikowe schematy łączone z obowiązkowym brzmieniem gitary – w tym przypadku totalnie zdeformowanej, nasyconej delikatną estetyką lo-fi. znamy to bardzo dobrze z wielu innych współczesnych płyt – miło więc, iż fennesz kolejnymi kawałkami na „venice” idzie już w trochę inną stronę: oto bowiem trzeci numer, „city of light”, jest kompozycją zbudowaną z pojawiających się i umykających gdzieś gitarowych dronów – wszystko zaś podane jest w bardzo delikatnej, kojącej formie. i właśnie ten kawałek jest dla mnie prawdziwym początkiem albumu – fennesz odważniej bowiem wykorzystuje brzmienie gitary, stawia również na melodyjność – ot choćby w przepięknym, krankowym „circassian” czy w „transic” – jednej z niewielu..piosenek skomponowanych przez fennesza, zaśpiewanej w tym przypadku przez samego davida sylviana. to znakomity pomysł, nadający albumowi dramaturgii, to również dowód na to, iż klikowo – ambientowa elektronika potrafi sprawdzać się nieźle w bardziej tradycyjnych formach. inna sprawa, iż david sylvian udowodnił, choćby swym ostatnim solowym albumem ["blemish"], iż wśród nowych brzmień czuje się wyjątkowo dobrze. the lights are dimming / the lounge is dark / the best cigarette is saved for last śpiewa artysta z towarzyszeniem niezwykłych gitarowych tekstur fennesza. to nie koniec atrakcji – „venice” przynosi nam jeszcze jeden wspaniały kawałek – „laguna” to takie gitarowe szarpnięcie na koniec płyty. kompozycją tą fennesz zbliża się do konwencji stricte rockowych, z których jednak szybko ucieka dwoma ostatnimi utworami płyty.
mimo przenikliwego chłodu całości – nowa płyta fennesza nie pozbawiona jest melancholijnych, ujmujących fragmentów – i właśnie to jest źródłem jej siły. jestem muzykiem, nie komputerowym naukowcem – muzykę chcę pisać, a nie ją kodować. – mówił w jednym z wywiadów fennesz, który płytą „venice” tylko udowodnił szczerość swych deklaracji.
2004


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress