HVL – Rhythmic Sonatas
Paweł Gzyl:

Jak to się robi w Gruzji.

Marek Kamiński – Not Here
Łukasz Komła:

Patrzeć w gwiazdy leżąc wśród nich.

These New Puritans – Inside The Rose
Maciej Kaczmarski:

Na wzburzonym morzu.

Christian Löffler – Graal (Prologue)
Paweł Gzyl:

Popowo i trance’owo.

Ifriqiyya Electrique – Laylet el Booree
Łukasz Komła:

Jeszcze więcej krwi, potu i transu!

Tommy Four Seven – Veer
Paweł Gzyl:

Brytyjski mocarz powraca wreszcie z nowym albumem.

Stefan Goldmann – Tacit Script
Paweł Gzyl:

Konceptualna awangarda wywiedziona z techno i house’u.

DJ Spider – Democide
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku.

Sonmi451 – Nachtmuziek
Ania Pietrzak:

„Nie przeszkadzać”.

Janus Rasmussen – Vin
Mateusz Piżyński:

Deep house’owy kalendarz połówki Kiasmosa.

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 1
Paweł Gzyl:

Nowy cykl kompilacji kolońskiej tłoczni.

Psyk – A Moment Before
Paweł Gzyl:

Hiszpański producent wraca do swoich korzeni.

Mary Lattimore & Mac McCaughan – New Rain Duets
Jarek Szczęsny:

Cztery utwory, dwoje wykonawców i jedna sesja na żywo.

Chúpame El Dedo – No Te Metas Con Satan
Łukasz Komła:

Psychodeliczna cumbia staje do walki z Szatanem!



Justice – Cross


Po dziesięciu latach „french touch” zmartwychwstaje z hukiem i pompą godną powitania przybyszów z sąsiedniej planety w pamiętnym „Mars Attacks”. Święty znak wykorzystany na okładce sugerować może najbardziej niecne i obrazoburcze dźwięki, zwłaszcza jeśli popatrzy się na facjaty i niektóre kostiumy sceniczne autorów przedsięwzięcia, ale nic podobnego.
Justice, czyli Gaspard Augé i Xavier de Rosnay, zadebiutowali przed trzema laty nagraną wespół z Simianem dla Gigolo Records dwunastką „Never Be Alone”, której sprzedaż podreperowała finanse tego cokolwiek podupadłego obecnie labelu. Początek, niezły i przebojowy, zwiastować miał to, co w tym roku wybucha na naszych oczach potężną, wspartą również mocno przez indie media, erupcją new french electro oraz nu rave. Oczywiście, podobnie jak disco punk, będzie to kolejny jedno-, maksymalnie dwusezonowy lans, ale z pewnością przyniesie nam odrobinę radości. Brytyjczycy z Simian Mobile Disco już zdążyli nagrać cieniutką, wielece rozczarowującą płytę „ADSR”, Digitalism z Niemiec też nie do końca popisał się swoim „Idealismem”, ale już Justice nie tylko całkowicie deklasuje wymienionych, lecz serwuje jeden z najlepszych tanecznych albumów tego roku.
Może to kwestia specyficznego, francuskiego smaku, a może po prostu łut szczęścia – Justice rządzi i porywa prostym brzmieniem. Sukces „Krzyża” tkwi w jego niesamowitej, lekkiej przebojowości i wybijającym się ponad przeciętność połączeniem funkowego zacięcia Daft Punk, przesterowanych gitar, archaicznych klawiszy, francuskiego popu sprzed trzech dekad, electroclashowego zblazowania i przerysowania. Tam, gdzie kończył się „Homework”, zaczyna się „Cross” i idzie dużo dalej. Zamiast lukrowanego pop-houseu, pojawia się brudne disco i ghettotech, komercyjne zaśpiewy rnb topią się w zalewie lo-fi gitar, a atmosfera kojarzy się momentami z gonitwą Michaela Douglasa za największymi kryminalistami w „Ulicach San Francisco”.
Ponoć Michael Jackson ma powrócić w glorii należnej zombie – gdyby większą uwagę zwracał na to, co się dzieje wokół niego, a nie na czubku rozpadającego się niczym grecka waza nosa, mógłby z pomocą Francuzów nagrać godnego następcę „Thrillera”. „Old school”, „new school” i „too cool for school” – wszystko naraz, a nawet jeszcze więcej. Gorączka sobotniej nocy na miarę czasów. Jeśli „new french electro” ma się ostać do początku kolejnego sezonu ogórkowego, to życzyłbym sobie więcej płyt o takim potencjale i jak najwięcej live actów Justice w Polsce.
2007

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 52

  1. justice

    Electrohead, czy po tych siedmiu latach czujesz, że czas Tobie przyznał rację?

  2. wuef

    nie to żebym był pierwszym zakupowiczem płyt, ale niektórzy znawcy wymieniają różniaste nazwy. i ile z nich mają na legalnym nośniku, że tak się chwalą ich znajomością.

  3. masta

    zaje**** to opisałeś, właśnie tak odebrałem tą płytkę ale nie umiałbym tego tak zobrazować 😉
    pzdr

  4. Electrohead

    A jednak droga kaśko coś się zmieniło po tej gorącej dyskusji, już nie pisze wylgarna zdzira kaśka, tylko i aż kaśka. 😉 Właśnie przyszedłem do domu i zapuściłem sobie dobre electro…Pzdr.

  5. kaśka

    electrohead, daj już spokój. litości. czy ty nie widzisz, że się osmieszasz? idź do domu i posłuchaj electro. amen.

  6. Electrohead

    A co do Kraftwerk , to we wrześniu ukaże się maxi singiekl na winylu Aerodynamik / La Forme z nowymi aranżacjami…

  7. Electrohead

    Pocą to się nogi nocą ;P Najpierw posłuchaj a potem sie wypowiadaj, ja tak w przypadku powyższej płyty Justice zrobiłem. A co do karla bartosa, to bym był na Twoim miejscu tomidlak bardziej ostrożny. Ten dziadek jest wciąż elektronicznym guru dla wielu ludzi, wciąż działa w różnych projektach, jego Comunication jest oki. a kawałek We Are Celebrating (scandy) jest zajefajny!!!Over.

  8. laudia

    brygada RR, zatem do dzieła! Ścierwami nie rzucam, wyliczanki idzie Ci nieźle….tylko po co?

  9. Electrohead

    laudia —> SCANDY – 13 Ways to masturbate (2006), Benjamin Bates – Recyclomania (2007)
    btw. za słówka mnie nie łap i nie rzucaj ścierwami, a z tą dewastacją, to był cytat z Pokemona; by uchronić świat od dewastacji i zjednoczyś wszystkie ludy naszej nacji, by gwiazd dosięgnąć, będziemy walczyć…ble, ble, ble – brygada RR 😉

  10. laudia

    I jeszcze jedno Electrohead, ja rozumiem, że mroczny krzyż na okładce cię zwiódł i czujesz się być może oszukany, ale wszelkie walory dzwiękowe płyty padły w recenzji dość trafnie, więc o co chodzi? Może warto coś poczytać przed zakupem…? Posłuchaj sobie Simian Mobile Disco Attack, Decay, Sustain, Release – to jest dopiero oldschool, newschool,retrodisco,jazda 😀

  11. laudia

    Pisząc ścierwo w swoim pierwszym zdaniu, dewastujesz mój językowy obraz świata.

  12. laudia

    cytat:>>mam misję by uchronić świat od dewastacji ;-)>ścierwo

  13. tomidlak

    drum n base? 😀

    nie wiem, co to drum n base. chodzi ci o bitowa odmiane ace of base?

    drum n bass jest ok, a liquid divine pretensjonalny – to juz mowilem. elecktroids to epizod. a karl bartos zas juz dawno jest cieniem i karykatura samego siebie. i prosze, nie chron swiata od dewastacji, bo przypominasz exministra giertycha.

  14. Electrohead

    A i jeszcze jedno, mam misję by uchronić świat od dewastacji 😉

  15. Electrohead

    tomidlak, prawdopodobnie ściągnołeś sobie płytę LIQUID DIVINE – BLACK BOX ;)) z kawałkiem Technocracy. Jeżeli syntezę elektroniki XX wieku, z elementami drum n base nazywasz zżynką w dark klimatach to współczuję. Wspominałeś o Elecktroids, że to dla ciebie najlepsza płyta electro. To dużo straciłeś, bo w 2006 ukazała się w trochę podobnych klimatach Skandy – 13 ways to masturbate, gdzie przy utworze We Are Celebrating majstrował sam Karl Bartos z Kraftwerka. eLECTRO TO NIE TYLKO DARKWAVE; przykład Shiny Toy Guns – We Are Pilots czy Seabound – Double – Crosser. Chyba rzeczywiście szkoda na tracenie tutaj czasu. Mur ignorancji jest zbyt wielki. Pzdr.

  16. elvis

    Śmieszny z Ciebie megalomański przypadek Electrohead. Czy ty masz jakąś misje? Mam nadzieję, bo inaczej współczuję wysokiego poziomu frustracji.

  17. tomidlak

    ej, sluchalem devision ostatnio, specjalnie sciagnalem sobie najnowsza plyte – no i niestety, manieryzm, manieryzm, momentami nadety do granic. jeden numer mi sie spodobal, bodajze technocratics czy cos w tym stylu, poniewaz zawieral najmniej tego pretensjonalnego dark stajlu. poza tym nic nowego, a duzo ortodksyjnej zrzynki z idm-u. rzeczywiscie, rzecz dla SUPERPOWAZNYCH – a dla mnie w swym pretensjonalnym futuryzmie kicz totalny. taki matrix o 10 lat pozniej. wole sie bawic niz zaprzatac sobie glowe banialukami.

  18. Electrohead

    Gwarantuję, że z mojej strony nie padły żadne obrazliwe słowa pod czyimkolwiek adresem, no może w kierunku płyty Cross, jednak nie zamierzałem jej całej krytykować, jedynie większą jej część, jest tam parę utworów dających radę, ale żeby to było prawdziwe electro a nie retro disco, funk, potrzeba trochę więcej 😉 Niedługo ukazuje się najnowsza płyta Devision – NOOB (2007), jest jedną z najlepszych w ich karierze śmiem twierdzić. To prawdziwa nowość w electropopie, jak tytuł wskazuje, zaczerpnięty z żargonu graczy internetowych; Noob, czy Newbie to znaczy nowy . Zaiste jest to nowy powiew electro, trochę eksperymentalny, trochę retro, ale nowoczesny jednocześnie. Jak zwykle w tym nurcie sentyment i uczucia odgrywają doniosłą rolę w kreowaniu nastroju w muzyce elektronicznej. Może ta produkcja otworzy co niektórym czytelnikom tego portalu oczy. Życzę wszystkim niezapomianych wrażeń muzycznych bez kwasu i zalegającego afektu – just free your mind, open your mind, and let s go to ride 😉 Pzdr.

  19. laudia

    Mnie płyta odbrobinę znużyła, ale tak to już jest gdy na szali kładzie brzmienie tak radykalne, co z kolei owocuje niezapomnianymi wrażeniami odsłuchowymi, typu Let There Be Light, czy wspomniany już New Jack. Phantom aż bucha Daft Punkiem…ciut wstecznie, ale miło 🙂
    Natomiast z innej beczki – ja rozumiem gorącą dyskusję i rozmowy w tłoku, ale na Boga nie róbcie z tego serwisu rynsztoku, bo aż przykro się czyta…

  20. Electrohead

    Może i moje wynużenia są nudne, ale w ostatecznym rozrachunku historia przyzna mi rację ;P
    Właśnie słucham sobie synthpopowego lo-fi-fnk – Boyslife i nie ma nudy, do tego Shiny Toy Guns z alb. We are Pilots i jest zajebiście. Electro R u L E Z !!!

  21. wulgarna zdzira kaśka

    wiesz co electrohead? twoje wynurzenia są do porzygania nudne i pretensjonalne. buduj sobie co chcesz, mam to gdzieś. jesteś cienki.

  22. Electrohead - my electro domain ;P

    Droga wulgarna….hehe…właściwie z tym co Napisałaś ciężko jest dyskutować…Lubię nieszablonowość i powoew progresu, jednak jestem w miarę kulturalny, nie lubię takiego podszywanego szpanerskiego lansu w Twoim wydaniu…Właśnie ten postmodernistyczny (zresztą to już było) anarchizm, wywracanie muzycznej formy, nie zawsze może wyjść muzyce na dobre, może ją rozmyć i doprowadzić do ślepej uliczki w jej ewolucji. Obrazowo radzę poczytać Tango Mrożka, jest tam o pewnej modernistycznej, wyzwolonej rodzinie, która dla mody i wprowadza na salony pana Edka, prostaka i bandytę, który okazuje się dla tej rodziny wielkim zagrożeniem z czasem… Nie zawsze więc te lotne i tanie hasełka o anarchii jest takie dobre, bo często są to puste, wyświechtane hasełka nic nie znaczące i nie wnoszące do gatunku muzyki. Anarchia w końcu się nudzi i powraca się do starego porządku, na którym można coś zbudować na solidniejszych fundamentach… Pzdr.

  23. wulgarna zdzira kaśka

    kur**, Electrohead, co ty pierdo****?! Mam w dup** Twój epigonizm i anachronizmy. Po co Ci to Prawo i Sprawiedliwośc? A chu* z szufladkami i podziałami. Obudziłeś się z ręką w nocniku. Nie te czasy gościu, bo nowa muzyka nie znosi nadętego pragmatyzmu, kocha anarchie. Jeba* muzyczną megalomanie, niech frajerzy celebrują ten cały syf. Kur** ! Ale pisz dalej, mów, wypowiadaj się, masz do tego prawo. Ty wiesz swoje, ja wiem swoje i git. Strzała!

  24. K3

    Tak to jest, jak ludzie zaczną się o szufladki kłócić. 🙂 dla mnie to może być nawet electro-gothic-folk-disco-terror, byleby było dobre… Wyluzujcie się.

  25. japan monster

    Electrohead jakby nie patrzec to kapele o których piszesz cyzli np Covenant sa zaliczane do future pop albo synth pop.
    A na poczatku Covenant byl blizej electro-industrial…pozdro

  26. Electrohead

    *poprawka; album o którym pisałem to – 2 Pie Island 😉

  27. Electrohead

    Spokojnie człowieku, na nikogo tu nie pluję i nie mam żadnych niecnych zamiarów. Crossa D.A.N.C.E. mi się fajnie słuchało i oglądało klip, ale to prawie wszystko z tej płytki, za dużo trzasków…Jak będę w humorze to może na tym portalu smarnę jakąś reckę, może z electro właśnie, a może mojego ulubionego 2 Bit Pie – alb. 2 Bit Island (2006),. bo nie ma polskich recek za dużo, tego genialnego zespołu. Pzdr.

  28. Alamo

    a mnie ta płyta powaliła na glebę. powaliła mnie też poniższa dyskusja, aż zacząłem się zastanawiać na jaką cholerę panu Electrohead taka wiedza, skoro zamiast ją wykorzystać jedynie pluje na innych i nic poza swoim debilnym zacietrzewieniem nie prezentuje. nara człowieku! zabierz swoje jedyne prawdziwe electro i dyskutuj sam ze sobą, bo szkoda czasu na twoje pierdoły:)

  29. Venzz

    Aha .. ale stress będę trzaskał przez głośniki jak mi się przypomni, że sąsiadów nie lubię. 😉

  30. Venzz

    Cross właśnie mi się znudziła. 😀

  31. Adel

    Hehe ….Co z was za ludzie, traktujecie muzykę jak sport w którym liczy się rywalizacja, akurat w tym przypadku (nowej muzyki) kto zrobi coś nowego, kto wymyśli coś innego, hmm nie każdy artysta jest rewolucyjny. Przez wypowiedzi Pana Electrohead przewija się jad, zawiść etc. Na tej stronie jest pełno takich gości/artystów którzy sami nic nie osiągnęli ale za to są pierwsi w surowej krytyce wobec innych (wiadomo dlaczego ;]) życzę każdemu z was aby w życiu nagrał choć raz taką płytę, zdobył uznanie publiczności! Muzyka ma cieszyć, łączyć ludzi, a czasami droga do powstania czegoś świeżego nie wiedzie przez drogie studio, nowe syntezatory, wypasione VSTi, tylko przez kreatywność, pomysłowość i pasje i na tym longplayu wszystko jest!

  32. Electrohead

    Scena electro rzeczywiście nawiązywała do DM, do dzisiaj zresztą jest pod jej wpływem. Lecz już od dawna jest wielu artystów wyzwolonych, idących swoją drogą, mających pomysł na muzykę, potrafiących zrobić dobrą mainstreamową muzę, dobrą produkcję. W Polsce pojęcie o electro jest nikłe, mizerne, dlatego często nawet w audycjach radiowych wszystko spłyca się do powiązań z DM. Jednak DeVision nawet nie podchodzi wokalem pod Gahana, to swego czasu Camouflage podchodziło pod Depeszów, co nie przeszkodziło im zrobić dobry alb. Sensor. Zresztą dobra muzyka broni się sama. Wystarczy wejśc na myspace ( http://www.myspace.com/devisionmusic), Devision i posłuchać sobie snipetów z ich przyszłego albumu NOOB (2007), takich jak Life is suffering, Flavour of the week, czy Nine Lives…Jeśli to są post depechowskie popłuczyny to ja na lekcje muzyki nie chodziłem. 😉 Pzdr.

  33. b.

    Electrohead, zaprzeczasz jakoby De Vision wzorowali sie na tworczosci Depeche Mode? nie mam wiecej pytan. niedawno gdzies przeczytalem, ze swego czasu s.p. T. Beksinki puszczajac fragment jednej z plyt De Vision zapowiedzial ja jako… nowa plyte DM. zatem, tez sie smieje (hehehe) i tez pozdrawiam 😉

  34. tomidlak

    absolutnie nie przemawia do mnie lista twoich fascynacji – jednak mnie tez kojarzy sie to wszystko z post synthpopowym nudziarstwem. wole cos, co kojarzy mi sie jednak z oldskulem. naiwne i prymitywne rozumowanie? nie wiem za bardzo, co ty chcesz i komu udowndnic, ale zapewniam cie, ze cos, co ty nazywasz jedynym i slusznym electro, nie istnieje, a twoje gadki przypominaja perorowanie nadetego profesorka z uczelni, ktory mowi, ze to i to jest ok, a tamto nie jest ok.
    a dla mnie duzo bardziej cybernetyczna od wspomnianego przez ciebie wydawnictwa jest ostatnia produkcja dopplereffekt, ktorej pewnie nie jestes w stanie strawic.:)

  35. Electrohead

    I jeszcze jedno- cytat: dla mnie De Vision czy Covenant to jakies postdepechowskie popluczyny dla zbuntowanej, mrocznej mlodziezy i wlasciwie zastanawiam sie kolego Electrohead, po co siegnales po plyte Justice?
    Buhehehe uśmiałem się z tej wypowiedzi co nie miara 😉 Wbrew pozorom nie jestem mroczną młodzieżą, nie noszę się na czarno, lecz normalnie a nawet czasem kolorowo 😉 Twierdzenie, że Covenant czy Devision naśladują czy nawiązują DM, jest nie tylko nie trafione, lecz wskazuje na nieobeznanie w temacie i osłuchaniu wystarczającym piszącego takie banialuki. Radzę słuchać, słuchać i czytać ze zrozumieniem recenzje ich płyt. Pzdr.

  36. Electrohead

    Elecktroids jak na swój styl, grali ambitne, wzorowane na archaizmie minimalistycznym Kraftwerka electro…Jednak to już daleka historia! Oni naśladowali prymitywne roboty rodem z marnych powieści sf z początku robotyki, czyli diody, kable, żelazo i plastyk. Dziś to naiwne i prymitywne rozumowanie. Wiadomo, że roboty przyszłości nie będą rachitycznymi blaszakami, lecz tworami biomimetycznej inzynierii, łączącej sztuczny szkielet z żywą tkanką, wychodowaną w laboratoryjnych warunkach. Dlatego najbardziej cybernetyczną płytą w electro, a dokładniej w tzw. FUTUREPOPIE jest płyta ICON OF COIL – MACHINES ARE US (2004). Posłuchaj sobie ich świetnych dzwięków i tekstów, oni lepiej rozwiązali problem robotów w swojej muzyce. Pzdr.

  37. underhill_79

    To ja dodam, ze mnie tez Justice nie porwalo. Wrecz przeciwnie, odrzucilo… Zaden ze mnie znawca elektro, nie-elektro… Ot, wiem, co mi sie podoba, a co nie. Cross mi sie nie podobal. Za zgrzytliwy, ostry. Na walkmenie bylm – w moim mniemaniu – nie-do-sluchania. Moze w innych okolicznosciach? Kto wie. Ale, jak mowia, o gustach sie nie dyskutuje. 😉 Pozdr.

  38. krzychu81

    tyle zamieszania przez jedną płytkę 🙂

  39. b.

    dla mnie De Vision czy Covenant to jakies postdepechowskie popluczyny dla zbuntowanej, mrocznej mlodziezy i wlasciwie zastanawiam sie kolego Electrohead, po co siegnales po plyte Justice? przeciez mogles najpierw luknac na ich fotke, zeby wyrobic sobie o nich zdanie…
    i zostawmy to cale nieszczesne electro na boku, bo wspolczesna elektronika ucieka od sztywnych formulek wypracowanych w przeszlosci…
    dla mnie nowa plytka Francuzow zagrala idealnie w jednym momencie – New Jack . swietnie polamana rzecz…

  40. Venzz

    A ja wolę Jackson and His Computer Band ^^

  41. tomidlak

    nazwy kojarze, ale niestety – ten rodzaj, jak ty to mowisz, electro w wykonaniu devision, covenanta itepe kompletnie do mnie nie przemawia. wole chamski miami bass i detroit electro, bo jest suche, cybernetyczne, oldskulowe i ma te atmosfere, o ktora mi chodzi. dla mnie najlepsza plyta electro wszech czasow wyszla w ogole na warp records i jest to…http://www.discogs.com/release/3621…WSPANIAŁE. 1000% electro.

  42. Electrohead

    Jednemu się podoba takie pobrzękiwanie a innemu nie, cóż kwestia gustu. Gorączki sobotniej nocy nigdy nie lubiłem…Na szczęście Benjamin Bates człowiek z poza electro zrobił płytkę (Recyclomania) w stylu electro jakie lubię. Zresztą nowy album De/Vision – Noob jeszcze przed ukazaniem się bije wszystkie elektroidalne, rozrywkowe rzeczy jakie w tym roku na tym portalu się ukazały. Ja nie mam nic do tej recenzji, bo sam wiem jak niełatwo jest ją pisać. Po prostu już mnie nudzą takie pseudoelecrto projekty, nastawione na chwilę, by za jakiś czas zniknąć na zawsze i nikt tego nawet nie będzie pamiętał. A takie np. De/Vision trwa od ok. 1994r. i robi naprawdę udane electro. I nie pisz, że mam klapki na oczach, bo ja jako fan electro szeroko rozumianego interesuję sie housem i innymi gatunkami , z tąd moja obecność tutaj. Znam zespoły które zechciałeś wymienić, za to Ty nie znasz tych co ja podałem. 😉 I kto tutaj ma klapki na oczach? Pzdr.

  43. tomidlak

    wiem, co to new wave, wiem, co to the juan maclean i cala reszta. new wave odcisnal swe pietno na synth popie, new romantic, a pozniej electro punku i electroclashu. co do new french electro , to jest to termin bardziej medialny, a w recenzji zostala podkreslona krotkofalowosc tego zjawiska. taki powinien byc mainstream. a justice – czego chyba rowniez nie doczytales – czerpie ze starej szkoly electro, ale rowniez funku, disco, electro funku. lat 80-tych jest tu sporo, ale tych wczesnych, przepelnionych wygasajaca goraczka disco, bez new wave owych nalecialosci. moze irytuje cie wlasnie prawdziwa szczeniacka – dla mnie swieza i przekonujaca – wesolosc tej propozycji, moze dla ciebie powinno byc bardziej dekadencko, bardziej nu romantycznie, bardziej powaznie …no coz. ta produkcja brzmi na tyle zajebiscie i cwanie, ze przyrownywanie jej do disco polo jest co najmniej chybione.

  44. Electrohead

    afrika bambaataa, the egyptian lover, ale także Grandmaster Flash…to znam, jednak dzisiejsze prawdziwe electro wywodzi się raczej z New Wave u. Jeśli już o początkach electro to trzeba wspomieć o Garrym Numanie. Tymczasem tzw. francuska szkoła electro ; Les Rythmes Digitales, Justice, Cassius to bardziej electrofunk, dance..itp. Co do amerykańskiej szkoły electro, to właśnie uwielbiam współczesne amerykańskie electro/acid houseowe produkcje: The Juan MacLean czy John Selway – Edge Of Now. Bez urazy ale widać, że nie masz pojęcia o współczesnym alternatywnym nurcie electro, piszesz o kabarecie i dystansie w muzyce, tymczasem zobacz i posłuchaj sobie IAMX-„Kiss And Swallow”. To już się tam dzieje, tylko na lepszym poziomie. Pzdr.

  45. tomidlak

    ty sobie miej swoj rdzen electro, a ja i tak uwazam, ze ze starych rzeczy rdzeniem electro jest kraftwerk (europa) i model 500 (usa), a z nowych dopplereffekt czy i-f. widac, ze nie kumasz, co sie dzialo w usa w latach 80. i jakie to bylo esencjonalne dla sceny electro – afrika bambaataa, the egyptian lover, jonzun crew, miami bass itp., dzieki ktorym powstal breakdance i electric boogie. masz swoje klapki na oczach i miej dalej. tymczasem muzyka ewoluuje, przybierajac coraz bardziej kabaretowe formy i majac do siebie coraz wiekszy dystans. dla mnie jest to spoko, dla ciebie nie. jak juz powiedzialem, twoj problem. a jak chcesz pisac recenzje innych genialnych plyt, to pisz, kto ci broni?:)

  46. Electrohead

    Na castle party nie bywam, bo nie lubię gotyckiej kultury. Nie słucham starego Frontu bo nie lubię EBM u, za to lubię dobre syntetyczne, syntezatorowe granie!!! O Kraftwerk, które jest początkiem (no, jednym z początków) electro, każdy fan szeroko rozumianego nurtu ELECTRO zna i nie musisz mi o nich przypominać. Polecam solowy projekt Karla Bartosa – Communications. Dopplereffekt jest minimalistyczne i mało w nim dobrej muzyki, prócz ciekawych tekstów 😉 Wolę słuchać coś mainsteremowego jak np. Mesh – Who Watches Over Me, czy Devision z nowym Noob. To jest prawdziwy rdzeń, core prawdziwego electro, utrzynujący się i nie pojawiający od czasu do czasu , bo taka jest moda. Powiedzmy sobie szczerze, że tzw. szkoła tego kiczowatego francuskiego electro pojawiła się gdy powstała moda na lata 80 s. Jak chcę dobrego , wyważonego kiczu to sięgam do electroclashu. Dla mnie electro to; Tiga, mesh, Covenant, Icon Of Coil, Neuroticfish…itd. Zastanawia mnie dlaczego na tym portalu, który czytuję , bo jestem fanem dobrego house i electro, nie pojawiła się recenzja Liquid Divine – alb. Interface lub ich ostatni Black Box z 2007??? Te albumy pasują jak ulał do tego portalu i nowej muzyki, no i są awangardą elektroniczną we współczesnym real electro. Pzdr 😉

  47. tomidlak

    Electrohead, ty to masz dopiero zawężone pojęcie o electro. Takie a la castle party. Zapomniałeś o Kraftwerk, I-F, Dopplereffekt, Drexciya…Zresztą, electro jako styl wyewoluowało w najprzeróżniejsze kierunki, a ty myślisz, że wszyscy powinni słuchać jakichś popłuczyn po Front242 i EBM-ie. Słuchanie nabzdyczonego i napuszonego Covenanta to dopiero powód do żenady!:) A jeśli nie kumasz funka, starego disco czy ghettotech i nie widzisz w tej muzyce jaj i gier z konwencją, to twój święty przywilej i problem zarazem. Pzdr.

  48. electric sistaz

    dobra recenzja, trafne porównania.
    wiadomo, że taką muzykę traktuje się trochę z przymrużeniem oka 😛

  49. krzychu81

    Wyluzuj. Baw się 😉

  50. Electrohead

    ta płyta to totalny kicz, ścierwo francuskiego brzęku z paryskiego rynsztoka. Archaiczne disco-polo!!! Nie idzie tego słuchać!!!Ludzie wy na prawdziwym electro się nie znacie!!! Pr4awdziwe electro to: Covenant, Icon Of Coil, Seabound, Neuroticfish, Mind In A Box, Liquid Divine… A te Justice to wstyd, że wogóle porównuje suię do ELECTRO, którym nie jest!!!

  51. BH

    Zdecydowanie najlepsze electro jakie slyszalem w tym roku (a moze i w ogole). Numery takie jak np. STRESS sa genialne. Kopie czache!

  52. krzych81

    nic dodać nic ująć 😉