Hauschka – A Different Forest
Jarek Szczęsny:

Intymny nastrój nie wystarczył.

The Chi Factory – The Mantra Recordings
Ania Pietrzak:

„Na początku była miłość.”

Jozef van Wissem & Jim Jarmusch – An Attempt To Draw Aside The Veil
Maciej Kaczmarski:

Muzyka jak poezja.

Wolność – Nowa Kolonia
Jarek Szczęsny:

Wolność na wolności.

Babadag – Šulinys
Jarek Szczęsny:

Nie budźcie śniącego.

Lee Gamble – In A Paraventral Scale
Paweł Gzyl:

Początek trylogii.

Maurice Louca – Elephantine
Łukasz Komła:

Gargantuiczna bliskość jazzowego kosmosu.

Hoera. – ≈
Łukasz Komła:

Uderzająca subtelność. 

Julia Kent – Temporal
Jarek Szczęsny:

Hipnotyzowanie słuchacza.

Bendik Giske – Surrender
Jarek Szczęsny:

Zagwozdka.

Wiktor Stribog – Poradnik Uśmiechu OST
Stanisław Bryś:

Grzybowe melodie w duchologicznym sosie. 

Orphan Ann – The Practice Of Surrender
Paweł Gzyl:

Piękno w mroku.

Ami Shavit – Yom Kippur 1973
Jarek Szczęsny:

Inspirowane wojną.

Jakub Lemiszewski – Podróż Na Wschód – Część I
Jarek Szczęsny:

Kuba i kamień filozoficzny.



Lu – Night Moves


To debiutancka solowa płyta wrocławskiego producenta, który na swoim koncie ma już kilka istotnych projektów (rozpoczynał w zamierzchłym roku 2000). Tym razem Lu oferuje nam w pełni autorski materiał, odwołujący się najczęściej do klasyki dwóch głównych „hopów” – trip i hip. Ten drugi hop definiuje kilka ostatnich lat dźwiękowej aktywności Lu, temu pierwszemu producent jest bliższy dziś – „Night Moves” to płyta rymowana tylko fragmentarycznie, najczęściej zaś prezentująca chilloutowe, sączące się jak koktajl „instrumentale”.
Na początku trzeba jednak napisać o najgorszym. Strzelam, że okładka tego albumu zniechęci nawet największego graficznego ignoranta. Banalne efekty, kiepskie zestawienie kolorów, to wszystko przepełnia kwaśnym poczuciem dziejącej się amatorszczyzny, co przecież w odniesieniu do samej muzyki jest wnioskiem mylącym i niesprawiedliwym. Cover „Night Moves” zdaje się mówić „omijaj”, zamiast „weź” czy „kup”. No szkoda, bo tracą na tym i dźwięki, i – zapewne – sam twórca. Na szczęście audio trzyma się bardzo mocno – mimo, iż całość nie zamyka się nawet w 40 minutach. Lu znakomicie zaplanował ten materiał i chyba jeszcze lepiej swój plan zrealizował. Wybrane utwory z „Night Moves” słyszałem wcześniej w jednej z radiostacji, i przez głowe mi przejść nie chciało, że to może być rodzimy produkt. A jednak – wrocławski muzyk zaangażował kilku zaprzyjaźnionych instrumentalistów, umiejętnie i z wyczuciem wplótł ich obecność w samplerowe otoczenie, na końcu zaś wypełnił ową scenografię kilkoma błyskotliwymi kompozycjami. Nocne posunięcia Lu zbliżają go zarówno do najsłynniejszych momentów Mobyego, jak i dokonań kilku znanych Dji (Shadow, Krush) – oczywiście z zachowaniem pewnych proporcji. Krótko mówiąc – Lu ma wielkie szanse stać się jednym z największych specjalistów autorskiego downtempo w naszym kraju. Może szkoda, że pojawiają się tutaj niezgrabne rymy w wykonaniu Jota czy Roszji, osadzających fragmenty albumu w rodzimym, nie zawsze porywającym hiphopie. Znacznie lepiej wypada w tej roli OSTR, choć i tak osobiście czekam na rozpływającą się w ustach (uszach) pozostałą część albumu.
Lu przyjemnie mieści się gdzieś w lekkich chilloutowych nastrojach, zgrabnie również kłania się swym hip-hopowym korzeniom. To również kolejna interesująca postać wrocławskiej sceny, muzyk, którego dźwięki mogłbyby wzudzić zainteresowanie gdzieś na Zachodzie. I chodziać takie klimaty są tam popularne już od dawna, u nas Lu jeszcze długo będzie należał do wyjątków. Chlubnych, jak najbardziej.
2006

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. edgar

    czytam czytam juz po fakcie i zastanowila mnie jedna rzecz

    od czego wzial sie wyraz rodzimy
    dziennikarz uzyl go w zdaniu rodzimy hiphop , zastanowilo mnie to
    bo gdyby chodzilo o rodzinny to bylby wyraz rodziny 🙂
    co to za slowo? skad sie wzielo?

    plyta dobra

  2. ferio

    zgadzam sie! bardzo dobra plyta. polecam! mam nadzieje ze i na winylu bedzie dostepna