Rod Modell – Captagon
Paweł Gzyl:

Mistrz dubowych brzmień prezentuje własną wizję techno.

Vanishing Twin – The Age of Immunology
Jarek Szczęsny:

Eskapizm potrzebny od zaraz.

Sstrom – Drenched 1 – 12
Paweł Gzyl:

Surowe techno z uszkodzonego komputera.

Mirt – Greed
Jarek Szczęsny:

Wątłe struktury.

Various Artists – 10 Years of Monkeytown
Paweł Gzyl:

Spojrzenie wstecz.

EABS – Slavic Spirits
Jarek Szczęsny:

Jazz w bardo.

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II
Jarek Szczęsny:

Nie chciałbym przesłodzić.

Resina – Traces (Remixes)
Mateusz Piżyński:

Najnowsze wydawnictwo naszej rodzimej, bardzo utalentowanej, artystki, Karoliny Rec (aka Resina) to zestaw 5 utworów, gdzie cztery to genialne reinterpretacje, za którymi stoją Abul Mogard, Lotic, Ben Frost i William Criag.

Różni artyści – Portrety
Jarek Szczęsny:

Sami perkusiści.

Tracey – Biostar
Paweł Gzyl:

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

Laurence Pike – Holy Spring
Jarek Szczęsny:

Łyżeczką, a nie chochlą.

Altstadt Echo – This Work Contains Lead
Paweł Gzyl:

Rozdarcie między światem ducha i materii.

Luis Vicente & Vasco Trilla – A Brighter Side of Darkness
Łukasz Komła:

Rogate flow sięgające głębin.

Matias Aguyao – Support Alien Invasion
Paweł Gzyl:

Najbardziej wymagający album chilijskiego producenta.



Matt Elliott – Drinkings Songs


Matt Elliott w ciągu ostatnich kilkunastu lat dał się poznać jako gitarzysta doskonałej post-rockowej formacji Flying Saucer Attack, przede wszystkim jednak jako twórca projektu Third Eye Foundation, w ramach którego odważnie sięgał po eksperymentalną elektronikę, trip-hop czy IDM. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że pełnię swych możliwości Elliott pokazał na wydanych w latach 1998 – 2000 albumach „You Guys Kill Me” i „Little Lost Souls”, dziś należących do klasyki nowego grania. Tymczasem, w roku 2003 artysta zdecydował się na dość zaskakującą muzyczną akrobację – rozpoczął działalność sygnowaną własnym nazwiskiem, radykalnie zmienił również brzmienie swoich nagrań. I znów odniósł sukces.
Poszukiwacze połamanych dźwięków rodem z płyt Third Eye Foundation będą nieco zaskoczeni – „Drinking Songs” to album o bardzo akustycznym nastroju. Technologia, komputery, sample oczywiście są tu obecne, grają jednak rolę drugoplanową, Elliott kładzie tym razem nacisk przede wszystkim na naturalne brzmienia gitary, pianina, skrzypiec, akordeonu, zawodząc swoje porozciągane, smutne songi. „To muzyka do śpiewania po godzinach, która z założenia miała być radosna. Gdy zacząłem prace nad tym albumem okazało się jednak, że wszystko zaczyna zwalniać”. Efektem jest płyta przypominająca alkoholowe nagrania Toma Waitsa, pełna papierosowego upalenia, melancholijnego upojenia o intrygującej, quasi-folkowej prowieniencji. Odpychający opis? Wręcz przeciwnie – Matt Elliott stworzył melodie niezwykle piękne i delikatne, będące wypadkową jego estońskich korzeni i fascynacji tradycyjną muzyką wschodniej Europy. „Drinking Songs” to dla Elliotta kolejny etap wyzbywania się zachodnio-kulturowego zaczepienia, to podróż w niepoznane, muzyczne rejony, które swą nostalgią, tęsknotą czy dramatyzmem pozwalają odkryć zupełnie nowe pokłady własnych, nie tylko muzycznych wrażliwości. Posłuchajcie przejmującej, klaustrofobicznej ballady „Kursk”, której struktura przybiera coraz bardziej surrealistyczną formę, przy ciągłym zawodzeniu „Its cold Im afraid / Its been like this for a day / The water is rising and slowly were dying / We wont see light again / We wont see our wives again”. To bez wątpienia najmocniejszy fragment całego albumu, choć przecież również po nim czeka nas kilka kompozycyjnych perełek. Nawet kończący całość, hipnotyczny „The Maid We Messed”, mimo szaleńczego, drumnbassowego pulsu, nie jest pozbawiony akustyczno-folkowych fundamentów – co więcej, w jakiś dziwny sposób zdaje się doskonale korespondować z pozostałym materiałem, umiejętnie kierując go w rozgorączkowane, pełne zawrotów głowy rejony. Być może właśnie dzięki takiej strukturze „Drinking Songs” zyskuje swą wyjątkową, porywającą dramaturgię.
Matt Elliott stworzył folk jakiegoś nowego, własnego typu. Mimo fascynacji słowiańską muzyką zdaje się wciąż być wysłannikiem Europy Zachodniej. Próby tłumaczenia i rozumienia wschodniego ducha dały w ten sposób jakość zupełnie nową, intrygującą zarówno dla odbiorców, jak i zapewne dla samego twórcy. Ciekawe, w którą stronę Elliott pójdzie na swym kolejnym albumie. „Drinking Songd”, tymczasem, śmiało zaliczyć możemy do wąskiego grona najciekawszych albumów tego roku.
2005

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. bazzo

    A Howling Songs jeszcze lepsze.

  2. s.

    The Maid We Messed – 20 minut stanu ciężkiego do opisania.