Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


Miasto 1000 Gitar – Czy spotkamy się kiedyś w Odessie?


Na swym poprzednim krążku, zatytułowanym „Vis-a-vis”, grupa Miasto 1000 Gitar zaserwowała nam garść nieco rozstrojonych i chropowatych kompozycji. Momentami całość była mocno niedookreślona, ale ten widoczny brak kontur dodawał tylko materiałowi niebywałego uroku.
Pod pewnymi względami nowa płyta jest powtórzeniem tych samych patentów – nadal jest świeżo i zabawnie. Natomiast da się wychwycić na tym albumie wiele tropów, które świadczą o jakiejś zmianie, nowo obranym kierunku. Na szczęście teksty wyśpiewywane w ojczystym języku Balzaca już się nie pojawiają. Jest jak najbardziej swojsko i zrozumiale, dzięki czemu można bez przeszkód pogrążyć się w odsłuchu.
Na pierwszy plan wysuwają się bardziej zdyscyplinowane niż uprzednio anty-przeboje, czy też – jeżeli można je tak nazwać – „odwrócone” szlagiery. Ich tematem przewodnim wydaje się być mroczna i najeżona paradoksami podróż po nienazwanym mieście, która osiąga na tym albumie kilka momentów kulminacyjnych. Mamy tutaj przecież i beznamiętną rekonstrukcję morderstwa, opartą na relaksujących partiach gitar czy rozmijających się chórkach („i wracam do minionych dni”); zręcznie skonstruowany komentarz do poczynań jazzowej awangardy („jazz nie jest martwy…”), czy też nieśpieszne, niemal kowbojskie ballady. Moją uwagę przykuły przede wszystkim dwa utwory – melodyjnie rozwiązany temat o finezyjnym tytule „co niezwłocznie wytkną goście od recenzji”, sprawiający wrażenie jakiegoś dziwnego post bluesa, i przeprowadzony w eskspresowym tempie, nadający się na singiel sympatyczny wymiatacz „kiedy ostatni raz spotkałem cię”.
Dość trafna okazała się konwencja tworzenia piosenek w pewnym negatywie; wszystko co się tutaj dzieje wydaje się być jakimś odstępstwem od normy – na tyle jednak udanym, aby bez większej dyskusji móc uznać i docenić wyobraźnię muzyków. Czas zresztą pokaże, czy zespół pozostanie jedynie ciekawym przedstawicielem tego, co w niektórych kręgach, dla żartu, bywa nazywane „miejskim folklorem”, czy może też przeobrazi się w odważne i naprawdę ciekawe muzycznie zjawisko. Przy odbiorze tej płyty nasuwa mi się jeszcze jedno – mianowicie, że grupa wciąż czeka na coś w rodzaju w finalnego dotknięcia. Czegoś, co sprawi, że kawałki Miasta 1000 Gitar będą słuchane tylko i wyłącznie ze względu na ich prawdziwą wartość, a nie jedynie przy okazji, jako ilustrujące pewną ciekawostkę na muzycznej mapie Polski.
2008


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress