Ciężar, hałas, perwersja, postindustrial – w ten sposób muzycy Nemezis opisują sięgające roku 1996 początki projektu. Tymczasem dziś, aby umieścić brzmienie zespołu w odpowiednim miejscu, musielibyśmy użyć antonimów wspomnianych określeń. A więc: żaden ciężar, lekkość za to. Hałasów brak, niezliczona zaś liczba wyciszeń. Zero perwersji, w zamian spokój, stateczność niemal. Postindustrial? Raczej downtempo, mniej lub bardziej nasycone eksperymentalną nutą. W ten właśnie sposób prezentuje się tegoroczny come back Nemezis – grupy, która na swój najnowszy krążek czekać nam kazała równe sześć lat.
Historia Nemezis pełna jest nie tylko wahnięć stylistycznych, ale też personalnych. Dziś projekt tworzy trio Łukasz Pawlak – Marcin Bociński – Konrad Kucz; prawdziwi wyjadacze, mający na swym koncie pękające w szwach elektroniczne CV. Muzycy reprezentują pokolenie dzisiejszych 30 – 35-latków, którzy nowe brzmienia promowali w czasach, gdy słowa typu „net-label”, „laptop” czy „Ableton” nic jeszcze w elektronice nie znaczyły. I trzeba podkreślić, że „Inbetween” przesycona jest nastrojami kojarzącymi się z ambientem czy downtempo właśnie lat 90 – sporo tu odniesień do najbardziej klasycznych płyt Biosphere, Petea Namlooka czy Briana Eno (który ambientowy krążek nie czerpie z jego dorobku?). Momentami jest również nieco trip-hopowo, pojawiają się też fragmenty leciutko dotykające pierwszych płyt Autechre (choćby „Aerodrome”, jeden z ciekawszych na płycie). Podstawę swej muzyki Nemezis opiera więc na brzmieniach dalekich od dokonań dzisiejszej nowej elektroniki – rezygnując z modnej perspektywy „mikro” (klików i kutów) trio przenosi się w rejon makro, proponując nam nieposzatkowane, niebanalne melodie, tworzące kameralny, przytulny, czasem tylko lekko szczypiący niepokojem nastrój. A wszystko w formie złożonej, wielowarstwowej, przestrzennej produkcji.
Członkowie Nemezis nie kryją swego muzycznego pochodzenia – sprawiają, że „Inbetween” nabiera momentami nieco sentymentalnego charakteru. Nie silą się też na szczęście na elektroniczną aktualność – grają po prostu swoje, konsekwentnie i na wysokim poziomie. Powrót Nemezis bardzo cieszy – zastanawiać się jedynie pozostaje, czy na kolejny krążek tria czekać nam przyjdzie do roku 2013…?
2007
10 KomentarzyDodaj komentarz
Dodaj komentarz










dilmun
7 sierpnia 2007
ale subiektywizm jest obiektywny;)
JuBa
6 sierpnia 2007
Drogi Anonimie zaiste to miejsce służy komentowaniu albumów ale czyż krytyka nie jest subiektywna? Obawiam się iż sam musiałbyś przekonać się czy warto płytę kupić czy nie .Biorąc pod uwagę załogę która ją stworzyła pewnie warto. Co do komentów to wierz mi czy nie właśnie dlatego trzymam się portalu nowamuzyka iż właśnie najczęściej pod reckami dochodzi do najciekawszych dyskusji w niektórych przypadkach nawet ciekawszych od samych recenzowanych płyt. Nie wspomnę o tym iż niektóre komentarze przyprawiają o zawrót głowy ( Japan M. rules
, Olu ja również zazdroszczę Ci entuzjazmu gdyż dawno żadna płyta nie wytworzyła we mnie aż tyle emocji co Nemezis w Tobie
japan monster
5 sierpnia 2007
Może Ola po wysłuchaniu Nemezis stwierdziła ze jest mężczyzną?
lazy
4 sierpnia 2007
ola zostala naprawde pogieta i zmiazdzona skoro dzien po swoim pierwszym komencie podpisuje sie juz jako tom, czy naprawde plyta nemezis moze zachwiac tozsamosc plciowa, bo az strach sie za nia brac (za plyte oczywiscie).
paide
31 lipca 2007
coś widzę japan, że padłeś ofiarą jakiegoś nadmiernego naspeedowania. i jak to w takich przypadkach często bywa, nadmiar nie przekłada się na wymiar, w tym przypadku, krytyki. niech więc sobie tom jeszcze potrenuje, a może przy okazji następnej recki wstrzeli się ze swoimi słowami. sic! pozdrawiam!
japan monster
31 lipca 2007
nie no ludzie wyluzujcie…. A płyty tej jeszcze nie znam, choć Nemezis znam od laaat kiedy to jeszcze na taśmach wydawali albumy i wiem ze nowa pozycja może być naprawdę dobrym materiałem.
kamyk
31 lipca 2007
hey tom, przecież japan monster nie krytykuje płyty. myślę,że on tez ją uwielbia, tylko trochę zazdrości oli entuzjazmu. jest czego zazdrościć! a płyta jest KAPITALNA !!!
tom
31 lipca 2007
japan monster: odezwal sie ten z tym jedynym slusznym gustem . idz dalej podniecac sie bjork i innymi przerazliwie slabymi plytami z tego roku. I już sie nie bron poetyckimi tekstami smutny czlowieczku. Ja i tak nie zareaguje na twoje zaczepki.
japan monster
30 lipca 2007
Ta płyta mnie pogięła, zmiażdzyła, zniszczyła, jeszcze raz pogięła
Dobrze ze Cie nie zabiła bo bys nie napisałą komenta
)
ola
30 lipca 2007
Ta płyta mnie pogięła, zmiażdzyła, zniszczyła, jeszcze raz pogięła i zmusiła do ograniczenia czynności życiowych do słuchania Nemezis. Płyta jest piękna, buja, wprowadza w osłupienie, nie pozwala odejść ani zdjąć słuchawek, każe co chwilę wracać do ponownie pierwszy raz słyszanych dźwięków, za każdym razem słyszę coś, czego nie słyszałam poprzednio. Dawno nic nie wywarło na mnie takiego wrażenia. Jeśli każą mi czekać 7 lat na następną, to poleję się benzyną i podpalę
Bałam się, że bez wizualizacji Suki-Off to już nie będzie to. Jest, może nawet więcej.