Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



State River Windening – Cottonhead


State River Windening to dwójka multininstrumentalistów: Keiron Pjelan i David Sheppard, oraz perkusista Jon Steele. Trio tworzy muzykę oscylującą wokół post-rockowych brzmień, choć muzykę SRW nazywano już avant-folkiem bądź – co gorsza – avant-country. Debiutancki singiel grupy pojawił się w roku 1998, rok później ukazała się pierwsza płyta, zatytułowana po prostu „State River Windening”. Minęło pięć lat, i oto otrzymujemy nowy materiał Tria – „Cottonhead”.
Nie jest to rzecz elektroniczna, właściwie najbliżej tym dźwiękom do akustycznego post-rocka. Elektronika jest tutaj niesłychanie delikatna, właściwie prawie jej nie ma – ot czasem pojawi się jakiś analogowy smaczek. Główne role odgrywają intrumenty akustyczne: smyczki, gitara, pianino, pojawia się również harfa i kilka innych, mniej popularnych instrumentów. Siłą całości nie jest jednak intrumentarium, a melodyjność i klimat: „Cottonhead” to zbiór niezwykle udanych kompozycji, dopracowanych w każdym szczególe, tworzących przemyślaną, równą całość. Późną jesienią słuchać się będzie tego znakomicie – nie bez powodu panowie ze State River Windening na premierę krążka wybrali właśnie tą porę roku: na płycie jest ciepło i przytulnie, są piękne melodie i nastrój, dzięki któremu będzie się do tej muzyki wracać. Takie kawałki jak „Cottonwood” czy „Lowlands” to prawdziwe perełki. Szczególnie ten drugi, chyba najjaśniejszy punkt albumu, budowany w oparciu o kolejne gitarowo-ambientowe plamy, z beztroskim, samplowanym wokalem. Niedługo potem jest „Desertesque”, przypominający nagrania Tortoise z okresu albumu „TNT”. Cały czas akustycznie, bardzo przystępnie i ciepło.
Awangardowy folk – być może. Na pewno jednak muzyka spokojna i nastrojowa – taki mały muzyczny krajobraz, nadający się w sam raz na jesienny wieczór. Gdzieś w tle Tortoise, Flim, post-rockowy dorobek jest tutaj wygładzony i podany w przystępnej, wciąż wartościowej formie.
2004

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. 9_es

    nie + nic – chris jest niczym pikle w smacznej marynacie…;)