Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.

S S S S – Walls, Corridors, Baffles
Paweł Gzyl:

Power ambient z Lucerny.



Stella Luna – Stargazer


W natłoku zachęcających wydawnictw z roku bieżącego Stella Luna uświadamia jednak, że nie ma się czym podniecać, że w 2002 było jednak lepiej. Można było na przykład wydać EPkę o wdzięcznym tytule i zwyczajnie zniknąć. To, co pozostało trudno jednoznacznie stylistycznie przyporządkować. Pierwsze skojarzenia to shoegaze, ale przecież postawiono tu na łatwiej niż u My Bloody Valentine wykrywalne melodie, zastąpiono też obłąkaną rytmikę shieldsowską zwykła perkusją, także użycie efektów zwraca uwagę przesunięciem ośrodka ciężkości z distortion na delay. Stargazer to tylko cztery utwory – krótka, imaginacyjna, ale w sumie przystępna przygoda ze stylistyką ciągle dla większości egzotyczną.
Absolutnie zaraźliwe melodie („Change” i chórek: „Funny how some thing never change” – wow) i wysoka plastyczność sprawiają, że debiut Stella Luna może być uznany idealnym wprowadzeniem w zyskujący ostatnimi czasy na popularności shoegaze. Poza trzymaniem się założeń wytyczonych niemal dziesięć lat wcześniej przez prekursorów, odnaleźć można na tej EPce wyraźne elementy dream- oraz noise-popowe. Przykładem może być zamykający całość „A Bridge to Nowhere”, w którym stale towarzyszą nam hałaśliwe, posprzęgane gitary, uświadamiające być może wiodącą inspirację późniejszej o trzy lata, intrygującej EPki Amusement Parks On Fire – „Blackout”. Synthowe „Antares” powala chwytliwością i mnogością odniesień, ale przede wszystkim wprowadza kolejne zróżnicowanie stylistyczne w to maksymalnie nasycone wydawnictwo.
Pojawiające się co chwila szlachetne skojarzenia (Mercury Rev. z czasów „Boces”, Siddal, Cocteau Twins, My Bloody Valentine, Sciflyer w szczytowej formie, Slowdive) mogą zaprzepaścić ocenę „Stargazera” jako płyty oryginalnej, jednakże wątpliwym jest w tym przypadku potrzeba tego typu wartościowania, jako że mamy do czynienia z wydawnictwem niosącym zwyczajną radość i ulgę słuchania muzyki. Okładka wyraża w tym przypadku naprawdę dużo – rozproszone, zamglone światła, przepuszczone przez filtry programów graficznych wydają się być analogią dla tej muzyki: starannie „zrobionej”, ale przecież wykorzystującej – podobnie jak wszelkie ilustracje światła – podstawową i uniwersalną symbolikę. Popowa, wybitnie nośna melodyka przybiera na tym wydawnictwie rolę elementu rozjaśniającego i kontrolującego, bez którego ściany dźwięku i reverby zwyczajnie rozsypałyby się, czyniąc „Stargazera” wydawnictwem niekompletnym, bo pozbawionym charakterystycznego wyróżnika.
2002

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.