Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


Stella Luna – Stargazer


W natłoku zachęcających wydawnictw z roku bieżącego Stella Luna uświadamia jednak, że nie ma się czym podniecać, że w 2002 było jednak lepiej. Można było na przykład wydać EPkę o wdzięcznym tytule i zwyczajnie zniknąć. To, co pozostało trudno jednoznacznie stylistycznie przyporządkować. Pierwsze skojarzenia to shoegaze, ale przecież postawiono tu na łatwiej niż u My Bloody Valentine wykrywalne melodie, zastąpiono też obłąkaną rytmikę shieldsowską zwykła perkusją, także użycie efektów zwraca uwagę przesunięciem ośrodka ciężkości z distortion na delay. Stargazer to tylko cztery utwory – krótka, imaginacyjna, ale w sumie przystępna przygoda ze stylistyką ciągle dla większości egzotyczną.
Absolutnie zaraźliwe melodie („Change” i chórek: „Funny how some thing never change” – wow) i wysoka plastyczność sprawiają, że debiut Stella Luna może być uznany idealnym wprowadzeniem w zyskujący ostatnimi czasy na popularności shoegaze. Poza trzymaniem się założeń wytyczonych niemal dziesięć lat wcześniej przez prekursorów, odnaleźć można na tej EPce wyraźne elementy dream- oraz noise-popowe. Przykładem może być zamykający całość „A Bridge to Nowhere”, w którym stale towarzyszą nam hałaśliwe, posprzęgane gitary, uświadamiające być może wiodącą inspirację późniejszej o trzy lata, intrygującej EPki Amusement Parks On Fire – „Blackout”. Synthowe „Antares” powala chwytliwością i mnogością odniesień, ale przede wszystkim wprowadza kolejne zróżnicowanie stylistyczne w to maksymalnie nasycone wydawnictwo.
Pojawiające się co chwila szlachetne skojarzenia (Mercury Rev. z czasów „Boces”, Siddal, Cocteau Twins, My Bloody Valentine, Sciflyer w szczytowej formie, Slowdive) mogą zaprzepaścić ocenę „Stargazera” jako płyty oryginalnej, jednakże wątpliwym jest w tym przypadku potrzeba tego typu wartościowania, jako że mamy do czynienia z wydawnictwem niosącym zwyczajną radość i ulgę słuchania muzyki. Okładka wyraża w tym przypadku naprawdę dużo – rozproszone, zamglone światła, przepuszczone przez filtry programów graficznych wydają się być analogią dla tej muzyki: starannie „zrobionej”, ale przecież wykorzystującej – podobnie jak wszelkie ilustracje światła – podstawową i uniwersalną symbolikę. Popowa, wybitnie nośna melodyka przybiera na tym wydawnictwie rolę elementu rozjaśniającego i kontrolującego, bez którego ściany dźwięku i reverby zwyczajnie rozsypałyby się, czyniąc „Stargazera” wydawnictwem niekompletnym, bo pozbawionym charakterystycznego wyróżnika.
2002


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress