Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.



Sten – The Essence



Do sukcesu tego przyczynił się również sam Kersten, który nagrywając pod nazwami Lawrence i Sten, wydał pięć świetnych płyt, z których ostatnia ukazała się właśnie w ubiegłym roku, ale nakładem japońskiej wytwórni Mule Electronic.
Teraz niemiecki producent powraca po czterech latach przerwy z drugą płytą projektu ukrywającego się pod szyldem Sten. Podobnie jak w przypadku debiutu, muzyka zawarta na krążku zainspirowana jest przede wszystkim klasycznymi produkcjami z Detroit.
Spośród dziewięciu nagrań zamieszczonych na „The Essence”, większość utrzymana jest w tanecznym metrum zaczerpniętym z estetyki tech-house. Motoryczne bity zostają jednak uzupełnione wyjątkowo mocnymi liniami basu. Raz mają one charakter tektonicznych pulsacji („Daylight”), a kiedy indziej – miarowego buczenia o niemal dronowym tonie („Unknown Faces”), czy hiperrealistycznych wibracji o funkowym groovie („More Stash”). Te potężne pochody basu spełniają nie tylko funkcję rytmiczną, ale i melodyczną, jak choćby w utworach „The Gate” czy „Take Me To The Fridge”. Kersten eksponuje to w sposób jednoznaczny, wysuwając te mocarne pomruki na pierwszy plan w konstrukcji kilku kompozycji (choćby „More Stash”).

Reszta dźwięków składających się na poszczególne utwory z albumu, ma już zdecydowanie detroitowy charakter. Są to łagodnie oszlifowane soniczne partie syntezatorów („The Gate”) i wibrujące loopy o kosmicznym sznycie („The Essence”), które sąsiadują z falującymi akordami o skorodowanym brzmieniu („City Of Dust”) i subtelnie ćwierkającymi klawiszami („Way To The Stars”). Wszystko to podlane jest jednak w sposób typowy dla produkcji niemieckiego artysty – przestrzennymi plamami stonowanych dźwięków o monochromatycznej barwie i onirycznym nastroju („Squares”).

Pod względem rytmicznym z zestawu tego wyróżniają się trzy nagrania. „Daylight” i „Way To The Stars” – utrzymane w klimacie mrocznego deep techno (bliższe dokonaniom Kerstena pod nazwą Lawrence) oraz tribalowy „The Essence”. Pod placami niemieckiego producenta otrzymują one jednak zdecydowanie detroitowy szlif, w efekcie czego doskonale pasują do reszty tej układanki.
„The Essence” to wymarzone przywitanie jesieni – ciepłej i słonecznej, ale już lekko podszytej zadumą i nostalgią.
dial-rec.de | myspace.com/dialrecords | myspace.com/lawrencesten
2008

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. tomgaw

    Panowie i Panie! Jeśli Ktoś jeszcze nie słuchał – warto!

  2. m.g.

    ha, sascha funke w mixie watergate 02 zagral more stash 🙂

  3. m.g.

    eh, wycięło mi kilka znaczków, w każdym razie more stash najbardziej wpadło mi w ucho. zastanawiam się gdzie ja to wcześniej słyszałem…

  4. m.g.

    beau bullet płyta roku to dość odważne stwierdzenie 🙂 , ja bym się tak daleko nie posuwał aczkolwiek to świetny album.
    More Stash =

  5. yac

    high class .. as usual… tylko czemu koniec końców zawsze wracam w uniżeniu do you don t need a weatherman…. … dial recs for life

  6. beau bullet

    płyta roku bez dwóch zdań jak dotychczas…