Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Steve Spacek – Space Shift


Autor tego albumu jest jednym z liderów londyńskiej grupy Spacek, specjalizującej się w łączeniu trip-hopu z rnb; nic więc dziwnego, że na swej solowej płycie Steven Spacek idzie właśnie tym tropem. Porównywany w swej muzycznej działalności do artystów różnorodnych, choć w swej profesji najlepszych – Massive Attack [trip-hop] czy DAngelo [hip-hop], Spacek potrafił stworzyć swój własny patent na intrygujące i wartościowe brzmienia – jego muzyka, z pozoru pełna typowego, definicyjnego pulsu rnb, gdzieś pod spodem kryje niewyczerpane złoża smaczków, zaskakujących niuansów i pomysłów, dzięki którym najpierw trudno tą muzykę jakoś jednoznacznie nazwać, a potem po prostu ciężko się od niej uwolnić.
Weźmy kawałek „Rapid Rate”, którego kontrukcja opiera się na wyrwanych z różnych kontekstów samplach i brzmieniach. Zmontowane razem dają zupełnie powalający efekt, dziwaczny beat, który moglibyśmy nazwać zarówno zupełnie połamanym, jak i bujającym, pełnym polotu. Sporo na tej płycie pozornych sprzeczności, bo niby to „typowy” rnb, a jednak mnóstwo tu elektroniki, nowych rozwiązań i ciągłej zabawy z rytmem i dźwiękiem. Album otwiera osadzony na bezczelnie wyciętym samplu kawałek „Dollar”, w którym Spacek brzmi zupełnie jak Marvin Gaye; potem jest równie ciekawie, i tak do samego końca – urzekający kolaż dziwacznych momentami rozwiązań. Słuchacz siedzi i nie wie co to jest, jak to nazwać, czy to być może płyta eksperymentalna, czy po prostu bardzo nowoczesne śpiewanie z ciągłym kombinowaniem w tle? Spacek ani razu nie topi się w jakiejkolwiek konwencji – uwielbia igrać, nagle zmieniać, dodawać z pozoru niepasujący element, aby w końcu uzyskać nieoczekiwany, bardzo „swój” efekt. I chyba właśnie o to chodzi. Jedynym bardziej konwencjonalnym kawałkiem jest kończący całość „Look Into My Eyes”, choć to i tak pozory, bo kilka minut później pojawia się hidden track, w którym już wszystko jest pomieszane jak należy. Spacek doskonale łączy rnb, trip-hop z nową muzyką taneczną spod znaku Luomo [i takie porównanie nie jest chyba przesadą]. Czapki z głów.
Ta płyta jest świetna właśnie dlatego, że jest…dziwna. Ciężko tu o jednoznaczne melodie, sporo jest za to brzmieniowych przeskadzajek Spacek ewidentnie bawi się ze słuchaczem próbując przyzwyczajać go do kolejnych, zupełnie oryginalnych aranżacji. Dzięki otwartości i nieprzewidywalności „Space Shift” wyrzuca nas w kosmos zupełnie nowego grania, sam Spacek ze swym albumem ląduje wśród najlepszych premier tego roku.
2005

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. pw

    no fajna sprawa, takiego sensownego polaczenia trip- hopu z rnb brakowalo