Stevena Wilsona nie wypada przedstawiać. Jako twórca słynnego Porcupine Tree artysta rozwija obecnie swe skrzydła nagrywając pod własnym nazwiskiem. Przypomnę tylko, że Wilson – oprócz kariery solowej i oczywiście Porcupine Tree – zaangażowany jest w również w takie projekty jak Blackfield, NO-MAN, I.E.M (Incredible Expanding Mindfuck), Bass Communion czy Continuum. Nie można zapomnieć, że Steven sprawdza się również jako producent muzyczny takich wykonawców i grup jak Opeth, Marillion, Anja Garbarek, Paatos czy John Wesley. Nasuwa się więc pytanie: skąd ten człowiek ma tyle muzycznych pomysłów, skąd bierze na to wszystko czas?
Od dawna uważam Wilsona za muzycznego geniusza, choć on sam, paradoksalnie – głównie na początku swej muzycznej działalności – pełen był wątpliwości co do swego kunsztu. Jak się jednak okazuje – wszystkie płyty, które artysta namaścił swoją obecnością okazywały i okazują się wyjątkowe. Czy podobna zależność ma miejsce w przypadku płyty sygnowanej własnym nazwiskiem?
Idea „Cover Version” zrodziła się parę ładnych lat temu, podczas akustycznych koncertów Wilsona. Wówczas często grywał kompozycje znanych wykonawców, nadając im swój niepowtarzalny klimat i styl. Od tego czasu wydał kilka małych płyt zatytułowanych właśnie „Cover Version”. To wydawnictwa cenne nie tylko ze względu na zawartą na nich muzykę – każdy z tytułów ukazuje się w limitowanej ilości 500 kopii.
Cover Version IV jest najbardziej mroczną i elektroniczną jak dotąd pozycją całego serii. Dwa znajdujące się tu utwory dostarczają nam ponad jedenaście minut muzyki. W tym czasie uda nam się skutecznie zetknąć i zadomowić w świecie Wilsona.
Jako cover zagrany został utwór szkockiego Momus. „The Guitar Lesson” to elektroniczno-akustyczny pejzaż, który urzeka pięknem. Brzmi to wszystko jak kołysanka, najpewniej dla ukochanej. Swoją szczerością Wilson przeszywa tu słuchacza na wylot. Drugi utwór to autorska kompozycja Wilsona – „Unquiet Grave”. Ujmująco złożona z samplowanych głosów, co tworzy wrażenie dziwacznego, pogrzebowego chóru. Co chwila pojawiają się dziwne elektroniczne pasaże tworzące około siedmiu minut prawdziwej magii.
O klasie tego albumu niech świadczy fakt, iż rozeszła się niemal natychmiast po premierze. Nam pozostaje nasłuchiwanie informacji z obozu Wilsona o wznowieniu tego wydawnictwa. Możemy również udać się na stronę myspace.com/therealstevenwilson, aby tam odsłuchać kilku darmowych mp3 Stevena Wilsona.
2006
4 KomentarzyDodaj komentarz
Dodaj komentarz










wiechosta
27 sierpnia 2007
Wilson jak dla mnie sprawdza sie tylko w Porcupine Tree(no, może trochę w Blackfield) bo reszta to takie niebezpieczne przynudzanie,którym mnie niestety zraża.
Relayer
6 grudnia 2006
unquiet grave posiada tylko słowa starej folkowej pieśni
Durga
6 grudnia 2006
wszechstronność Wilsona wciąż mnie zadziwia (i mam nadzieję, że tak zostanie). Coverowa czwórka jest niezła.
the unquiet grave nie jest jednak autorską kompozycją Stefka, a jedynie jego pomysłem na ten utwór – w oryginale to dość stara (jak stara, to sobie można w sieci poszukać) angielska folkowa pieśń. spośród wszystkich wersji Stefkowa zdecydowanie wypada najbardziej nastrojowo.
pozdrawiam.
wuef / g-punkt.pl
5 grudnia 2006
Fajnie być wsród tych 500 szczęśliwców. chyba, że …. Ja mam wątpliwości, czy o klasie wydanego przez znanego artysty moze świadczyć fakt rozejścia się tych 500 kopii od razu. nic w tym dziwnego. po to m.in. tylko te 500 kopii się wydaje,choć to oczywiście bardziej złożony temat wydawniczy na dyskusję osobną. pozdrawiam jak zwykle serdecznie.