Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.



Stina Nordenstam – World is Saved


W ciągu ostatnich 13 lat Stina Nordenstam przeszła długą drogę – przede wszystkim muzyczną, choć również czysto życiową, kiedy to wyprowadziła się w pewnym momencie na małą wyspę niedaleko Sztokholmu, aby poradzić sobie z przeszłymi marami [patrz: sylwetka artystki. Różnego rodzaju doświadczenia wokalistka dokumentowała kolejnymi albumami: od niezwykle delikatnych, nieśmiałych dwóch pierwszych krążków, przez depresyjny, pełen zniekształconych gitar „Dynamite”, aż do nowoczesnego, sterylnego poprzedniego albumu „This is Stina Nordenstam”. Czego dokumentacją jest nowy krążek szwedki?
„The World Is Saved” to przede wszystkim mały przekrój przez stylistyczny dorobek Stiny. Nowym albumem artystka wraca do brzmień z początkowego okresu kariery, nawiązuje również do późniejszych, bardziej mrocznych eksperymentów, znów flirtuje z trip-hopem, w końcu prezentuje album znakomicie wyprodukowany – co przypomina jej ostatnią płytę. Mamy więc tutaj Stinę w pigułce – to, co w niej najciekawsze: melancholijny klimat, ciekawą, akustyczno-elektroniczą aranżację, intrygujące teksty, w końcu sporo pięknych melodii. W porównaniu z poprzednim, nowy krążek Stiny jest chyba bardziej przystępny: artystka w całości nagrała go w rodzimej Szwecji, przy udziale szwedzkich muzyków, słychać tu kompozycyjny spokój i opanowanie, a dla Stiny jest to chyba stan niezwykle ważny. Mimo więc, iż brzmieniowo artystka nie odkrywa dla siebie nowych przestrzeni [jak to było choćby z jej coverowym albumem „People Are Strange”], to jednak potrafi nadać całości znakomity nastrój – może właśnie dzięki niezwykle udanym kompozycjom, najlepszym dla niej od lat? Może dzięki stonowanym, choć wciąż pełnym smaczków aranżacjom? Smyczki, gitary akustyczne, saksofon, elektryczna gitara, gdzieś tam trip-hopowy loop – ot mały dźwiękowy światek Stiny.
Słucha się tej płyty z przyjemnością, bo to są po prostu bardzo udane piosenki. Poprzedni album artystki miał kilka słabszych momentów, tutaj jest bardzo równo. I mimo, iż płyta trwa – do czego Stina zdążyła nas już przyzwyczaić – bardzo krótko, to dzieje się tutaj bardzo dużo. Dla zwolenników dzecięcego głosu Stiny „World Is Saved” będzie przysmakiem.
2004

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. eliks

    słuszna uwaga o tym radiu. pierwszy kawałek z tej płyty usłyszałem niedawno w Smooth Jazz Cafe Marka Niedźwiedzkiego i przyznam że zrobiło na mnie duże wrażenie – miałem poczucie, że obcuje z niezwykle dorosłą muzyką kogoś, kto słyszał już w swoim życiu wszystko, i teraz postanowił cieszyć się lekkim, acz niezwykle przyjemnym soundem z nutą melancholii. bardzo przyjemne.