Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Sunburned Hand Of The Man – Fire Escape


Trudno pisać o projekcie, który nie jest zespołem w klasycznym rozumieniu tego słowa. W przypadku Sunburned Hand Of The Man należałoby raczej mówić o pewnym kręgu muzyków, którzy co jakiś czas realizują po prostu kolejne nagrań. Mimo wszystko możemy się pokusić o wskazanie rdzenia całego zjawiska – to pochodzący z Massachusets John Moloney, Robert Thomas, Chad Cooper i Rich. Dla własnych potrzeb – zgodnie z punkową ideą D.I.Y (do it yourself) – powołali oni do życia niezależną wytwórnię Manhand, nakładem której wydawana jest większość albumów SHOTM.
Na „Fire Escape”, wyprodukowanym przez samego Kierana Hebdena, (znanego szerszej publiczności z eksperymentów w ramach Four Tet) odnajdujemy muzykę garściami czerpiącą z tradycji awangardy i post rocka. Począwszy od otwierającego „Nice Butterfly Mask”, przepełnionego atmosferą seansów spirytystycznych, po niepokojący mantrycznymi elementami, piętnastominutowy „The Wind Has Ears” wciągnięci zostajemy w sam środek różnorodnych, lecz bardzo sugestywnych brzmień. Dla całości istotne są również nieliczne momenty spowolnienia i oddechu od karkołomnych i rozedrganych gitarowych form. W tym obszarze najlepiej wypada „What Color Is The Sky In The World You Live In” – przepiękny usypiacz, oparty na partiach fortepianu i fletu. Kompozycja tytułowa z kolei skręca w stronę śmiałych fuzji podszytych syntetycznym i zdyscyplinowanym rytmem.
Akcja rozgrywa się tu na wielu odmiennych planach równocześnie, trudno jest więc od razu wychwycić wszystkie niuanse, sprytnie poukrywane w dźwiękowej materii. Co więcej, po wysłuchaniu całego albumu trzeba się naprawdę porządnie zastanowić, z czym właściwie miało się do czynienia. Aby móc w całości objąć bogactwo „Fire Escape”, należy do płyty podejść co najmniej kilkukrotnie. Zapewniam jednak, że warto się zdecydować na każdą z tych prób.
2007

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.