w tym roku warsaw electronic festival odbywał się pod hasłem „nowa fala – polska”. finałowy dzień festiwalu (08.07.2006) rozpoczął się od koncertów w warszawskiej zachęcie, by następnie przenieść festiwalowy duch (co nie udało się do końca) do klubu diuna. :: warsaw electronic festival 2006 ::
w tym roku warsaw electronic festival odbywał się pod hasłem „nowa fala – polska”. finałowy dzień festiwalu (08.07.2006) rozpoczął się od koncertów w warszawskiej zachęcie, by następnie przenieść festiwalowy duch (co nie udało się do końca) do klubu diuna.
rnd
jako pierwszy w zachęcie wystąpił tomasz pauszek ze swoim eksperymentalnym projektem rnd. już sam zestaw instrumentów zrobił na oczekującej publiczności ogromne wrażenie. na pulpicie sterowniczym można było zobaczyć wiekowego korga, oraz jego młodszego hardwareowego brata, ciekawy syntezator „powietrzny” alesis. oczywiście jak to bywa na scenie wef, sercem całego wyposażenia był nieodzowny laptop. rnd rozpoczął dość dynamicznie, od razu wprowadzając publiczność w charakterystyczny dla siebie klimat, tak przecież spójny z klimatem całego festiwalu.
![]() | ||
wszyscy zachwycali się jak tomasz steruje swoim „powietrznym” syntezatorem, i łapie dźwięki by następnie zmiażdżyć je o pulpit urządzenia. po dość gęstym początku swojego występu atmosfera wyraźnie uległa delikatnemu rozprężeniu. dzięki wspaniałym wizualizacjom pani k, rnd przeniosło nas wszystkich w odmęty wszechświata. przelatującym meteorytom i tworzącym się układom słonecznym towarzyszyły delikatne dźwięki, piski i drony. godzinny live-act zamknął się dynamicznym utworem, pełnym ekspresji i energii, która płynęła zarówno ze świetnego sprzętu nagłośnieniowego jak i od samego artysty, niebywale zwinnie operującego wszystkimi potencjometrami na swoim „pulpicie sterowniczym”.
looptroter
zaraz po występie rnd na scenę wszedł looptroter. członek formacji qriozum jako jeden z nielicznych gości festiwalu zasiadł za pulpitem, na którym nie było laptopa. była za to cała masa różnego rodzaju sprzętu elektronicznego pozwalającego generować niezwykłe i wysublimowane brzmienia. sercem całego zestawu była „magiczna struna”, czyli urządzenie samodzielnie wykonane przez looptrotera, pozwalające uzyskać bardzo ciekawe industrialne brzmienia. looptroter inaczej niż rnd, od razu przystąpił do ciężkiego ataku dźwiękowego, który towarzyszył słuchaczom do samego końca jego występu. bez żadnych wizualizacji, właściwie w zupełnej ciemności, jedynie w delikatnej poświacie wokół artysty skonstruowanej z rozbłysków diod i wyświetlaczy, looptroter przeniósł zachętę w zupełnie inny wymiar – wprost do fabryki szlachetnych dźwięków maszyn i czystej energii.
send_rcv
formacja send_rcv (czyli: send_receive) to wspólny projekt roberta jeszke i jarka grzesicy. jak mówi twórca projektu:: „polega on na tym, że improwizujemy na dwa laptopy i trochę instrumentów wirtualnych i jeden rzeczywisty. ten projekt nie ma żadnej struktury założonej z góry, tylko tworzymy go teraz, tu…” wysyłam – odbieram – wysyłam – odbieram, itd. wydawać się może, że idea działania projektu jest prosta. jeden laptop nadaje dźwięk, drugi odbiera, przepuszcza przez filtry i wypuszcza zupełnie nową jakość. a teraz dodajmy do tego, że ten, który odbiera, też nadaje, przesyła do drugiego i oddaje zupełnie coś innego. gdy obaj członkowie grupy send_rcv stanęli naprzeciwko siebie cała publiczność w zachęcie z zaciekawieniem zastanawiała się jak ten zupełnie inny od poprzednich układ sceniczny będzie funkcjonował. i ku zdziwieniu wszystkich fanów nowej elektroniki, zafunkcjonował niezwykle interesującym, energetycznym setem.
![]() | ||
zaczęło się dość dynamicznie, po czym z szumu i natłoku pisków oraz trzasków zaczęły wyłaniać się spokojniejsze dźwiękowe plamy, cały czas dopieszczane strukturą bitową. nagle, gdzieś w głębi tej struktury usłyszeliśmy rozmowy, które przerodziły się w bardzo utwór o luźnej strukturze, z którego można było wyodrębnić już konkretne frazy. głęboki bas i jazzowa perkusja zaczęły opowiadać kolejną historię. i tak poprzez elektroniczne pola, słuchacze dotarli do chin. dalszy spokojniejszy fragment koncertu dał wszystkim trochę wytchnienia. całość zakończyła się bardzo motorycznym utworem. niewątpliwa inspiracja jazzowymi samplami dała słuchaczom końcówkę nie do zapomnienia. energia podczas tego występu dotknęła nie tylko widzów, ale też samych grających. dzięki otwartej strukturze swojego występu sami przecież nie wiedzieli jak skończy się ich swoistego rodzaju podróż w świecie dźwięków.
eta carinae
jako ostatni wykonawca tego wieczoru pojawił się projekt eta carinae – niewątpliwie największa gwiazda etalabel.com. widzowie którzy czekali na ten kulminacyjny moment koncertu na pewno nie byli zawiedzeni. autorski projekt grzegorza bojanka, który po raz kolejny zaprosił do współpracy koncertowej gitarzystę jazzowego młodego pokolenia – michała kolasińskiego, udowodnił, że fuzja elektroniki z żywym instrumentem może okazać się niezwykle kreatywna.
swój występ eta carinae rozpoczęła od premierowych kompozycji, które wykonywane solo przez twórcę etalabel.com zabrzmiały bardzo przekonywująco i przeniosły widzów w klimat, trans galaktycznej wędrówki, tak dobrze znanej miłośnikom tego projektu. po raz kolejny podczas tego koncertu na wysokości zadania stanęła vj pani k aplikując trafnie dobrane wizualizacje.
![]() | ||
z czasem na scenie pojawił się michał kolasiński by swoimi gitarowymi partiami wprowadzić widzów w nowe obszary dźwięku. wykorzystywał do tego szereg efektów gitarowych jak na przykład głęboko zapętlone delaye i przestrzenne reverby. dzięki temu kompozycje dobrze znane z płyt zyskują zupełnie inną jakość. ten multinstrumentalny dialog to już teraz znak firmowy koncertowego składu eta carinae. kompozycje grzegorza bojanka nabrały nowego wymiaru i zostało udowodnione, że jest jeszcze wiele obszarów dźwiękowych do odkrycia w ramach tego projektu. blisko godzinny występ ec został nagrodzony gromkimi oklaskami usatysfakcjonowanej publiczności.
po ostatnim koncercie projektu eta carinae festiwal został zamknięty koncertami w klubie diuna. występ rozpoczął projekt lof, który zagrał bardzo ciekawy set przesycony niezwykłą energią, jakże przecież dla niego charakterystyczną. po nim wystąpił milipop, którego set był równie inspirujący. niestety oba live-acty nie zostały odebrane przez klubowiczów z należytym szacunkiem.
i choć było kilka osób, które poświęciły się odsłuchaniu zagranych dźwięków, wielu klubowiczów zdawało się nie wiedzieć w jakim wydarzeniu uczestniczą. trochę bardzie motoryczny set dagiela wzbudził być może choć kilku z tych odurzonych popem klientów klubu, ale już występ kryptona zupełnie nie spotkał się ze zrozumieniem. i choć szczytna idea prezentacji nowej muzyki została zachowana to jednak trzeba przyznać, że charakterystyka klubu diuna zmieniła się do tego stopnia, że nie można w nim już chyba prezentować bardziej ambitnych gatunków muzyki.
relacja i zdjęcia pochodzą ze strony etalabel. jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o festiwalu, lub usłyszeć koncerty zarejestrowane w czasie jego trwania, a także inne projekty muzyczne związane z WEFem zapraszamy na stronę warsaw electronic festival 2006















wajchowe odgłosy
22 lipca 2006
Bardzo kompetentnie napisana relacja, ale wizualizacjOM, Panowie, wizualizacjOM! Końcówka celownika liczby mnogiej to -om, nie -ą.
dzięki wspaniałym wizualizacją pani k
Portal bardzo przyjazny i nieagresywny wobec czytelników. Tak dalej, tak dalej.