W sieci od 2003 roku. Facebook  |  RSS  |  Newsletter  |  Kim jesteśmy?  |  Dołącz  |  Reklama

William Basinski – Poznań, Stary Browar

21.45 czy jakoś tak – wchodzi artysta. Zapada cisza. Coś mówi o szczęściu spowodowanym byciem w tym kraju, kraju przodków. Uśmiecha się, opierając obiema rękoma o stół i lekko się przy tym pochylając w kierunku publiczności – jakby chciał powiedzieć: a teraz, drogie dzieci, wujek Bill pokaże wam, jak grać ambient. Relacja taka jak występ Basinskiego.

21.45 czy jakoś tak – wchodzi artysta. Zapada cisza. Coś mówi o szczęściu spowodowanym byciem w tym kraju, kraju przodków. Uśmiecha się, opierając obiema rękoma o stół i lekko się przy tym pochylając w kierunku publiczności – jakby chciał powiedzieć: a teraz, drogie dzieci, wujek Bill pokaże wam, jak grać ambient. Nie, zaraz! Bill ostrzega: to, co zaraz zrobię, nie będzie takie interesujące jak przepiękna videoprezentacja za mną na wielkim płóciennym ekranie. Śmiech na sali – jasne, oczywiście, ten facet ma poczucie humoru…Haha, no brawo, brawo!

Dobra, już nie gadaj tyle, tylko dosiadaj laptopa! – myślę sobie i wyciągam lekko głowę w górę, aby więcej w tej legendarnej twarzy zobaczyć. Ale była tak intensywnie oświetlona, że w zasadzie poza ciemnymi obszarami wokół niewidocznych oczu, dość końskim uśmiechem i trupiobladą resztą, zobaczyłem niewiele. No cóż, nie dla widoku czarnego sweterka mocno opinającego dość wątłe ciało artysty tu przyjechałem, tylko dźwięki kosmicznej proweniencji chłonąć.

Oj, krzesło zachrzęściło, aż niemiło…nie po raz pierwszy tego wieczoru i nie tylko moje. No tak, pani Kulczyk zadbała o cudowny entourage dla festiwalu Focus One, ale krzesła to chyba znalazła gdzieś na browarnym strychu, gdy lata temu postanowiła go wyremontować. Chrzęst tu, chrzęst tam – musique concrete jak się patrzy, ale nie łyknąłem tego patentu. Kulczyk Foundation proszona o wymianę mebli w Słodowni!…William, wiedziony moimi wewnętrznymi sugestiami, kończy przemówienie, odpala pierwszy track – romantyczny loop na bazie wiolonczeli. Ok. Miło. Hmmm. Pojawia się rzeczona wizualizacja – zaiste piękny pejzaż z drzewami, sporadycznie przejeżdżającymi samochodami i zbliżającym się zmierzchem, pejzaż z nałożonym efektem odbicia w spokojnej, czasem tylko potarganej wiatrem wodnej tafli. A jeśli było to rzeczywiste odbicie, to wielkie uznanie z mojej strony dla twórcy tej niby statycznej i martwej, a w swoim dyskretnym, ledwie dostrzegalnym ruchu jak najbardziej żywej scenografii. Ten niemal impresjonistyczny obraz towarzyszył występowi Basinskiego do końca.



Jego trzonem była typowa gałkologia – motywy z różnych płyt lecą z kompa, będąc miksowanymi i filtrowanymi. Łał. William siedzi niemal w bezruchu, jak zaklęty, pieści mikser jak najukochańszego bobasa, muzyka narasta, rozlewa się po pomieszczeniu. Przecudownie. Nagle trzask i sssss… – koneser jeden, drugi i trzeci otwiera puszkę z bronkiem. Jakaś laska schodzi z widowni, tłukąc niemiłosiernie butami o drewnianą, niezwykle czułą podłogę. Krzesło jedno, drugie, trzecie i czwarte…kolejna puszka.

Mija jakieś pół godziny, muzyka cichnie, Basinski podrywa się z miejsca jak oparzony i zaczyna uskuteczniać gimnastykę – wymachy ramion, kręcenie głową. Wkręcił się. Ludzie chcą jeszcze i dostają piękny, dźwięczny loop fortepianowy o niemal neoklasycznej proweniencji. Po pięciu minutach Basinski ponownie wstaje od niezbyt suto zastawionego elektroniką stołu, robi dość nieciekawą minę człowieka bezradnego, który od siebie nie ma już nic więcej do dodania, po raz kolejny dziękuje i wyraża swoje szczęście z obecności w tym kraju, a podwędzając zgrzewkę z alko spod stołu, poleca jeszcze obejrzeć video do Melancholii, które od ponad roku siedzi sobie wygodnie na YouTube.
No to nara, Bill. Blaza, egoizm i ufność we własną lipną przebojowość, która pokryje całkowity brak pomysłu na wizerunek sceniczny to najlepsza droga, by cuchnąca hochsztaplerką legenda wyblakła jak wydruk z kasy fiskalnej. O wcześniejszym występie Toopa może niech wypowie się kto inny, a ja się spytam: czy te quasikontemplacyjne, minimalistyczne akademickie popierdywania na laptopie i flecie robią jeszcze na kimś wrażenie? Jeśli tak, to proszę o wyręczenie. Arcyrozczarowanie.

Polecamy:



Codzienne rekomendacje na Facebooku:

Komentarze

Komentarzy: 39

  1. mallemma

    tak, to prawda, że basinski zagrał dziwnie i mało tego jego grania było i wyglądało na jeden wielki żart z jego strony.
    natomiast david toop klasa.

  2. meniu

    Nuda… Weszliśmy, posiedzieliśmy, wyszliśmy. Potworna nuda… WB wypuścił z laptopa trzy 10-minutowe loopy i nie robił przy tym praktycznie nic. Machnął jedynie parę razy przy konsoletce co by to trochę ściszyć i znowu podgłośnić… I tyle. Łatwizna na jaką poszedł była tak skrajna, że przed występem nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłby zagrać w ten sposób. A jednak. Żadnej inwencji, kreatywności, pomysłowości, nowości. I nie chodzi o oczekiwania, ale o to jak nas facet potraktował. Zero wysiłku dla słuchaczy, fanów. Nawet jeśli to dla niego sztuka, to niech facet zmieni myślenie, bo to nie sztuka (tak zagrać).

  3. megf

    Basinski dla mnie umarl po tym show . Kamien spadl mi z serca, ze nie jestem odosobniony w tym rozczarowaniu calego mojego zycia.

  4. zen

    facet przyjechal z drugiego konca swiata zeby dac nam 45 minut piekna, czego wiecej chcecie? ja naprawde przezylem cudowne 3 kwadranse i tyle. chyba za bardzo jestesmy w polsce ponapinani, pewnie przez ten brak doplywu swiatowej klasy artystow na kazdy ich wystep czekamy jak na misterium, tylko po co?

  5. jk

    Nie stara sie udawac… udaje.

  6. jk

    Nie chodzi o ilośc sprzetu i jakość, tylko forme przekazywania muzyki na koncertach. Samo odtwarzanie, bez innwencji, jakiejkolwiek inicjatywy artysty zaczyna byc chyba jakas forma oszustwa. Pociete utwory zlepione w set, puszczone od tak na koncercie, zmieniaja artyste w aktora, ktory stara sie udawac, ze gra.

  7. ioe

    zastanawiam sie, czytajac te wszystkie wywody jak tak wymagajaca publika zareaguje na granie z ipodow, ktore, jak moze zauwazyc kazdy kto uczeszcza czasami na koncerty, jest normalna sprawa. wyciagajac z dyskusji conieco cieszy mnei fakt ze kazdy moze se wyjsc, kazdy moze zagrac, kazdy moze miec – ciesze sie ze tyle osob moze to zrobic i muzyka nie jest zarezerwowana dla tych, ktorzy za priorytet w zyciu uznaja zmontowanie sobie studia w przedpokoju.

    kwestie jakosci robionych rzeczy to juz zupelnie inna bajka. ale chyba KAZDY wie ze ilosc i forma sprzetu nie idzie w parze z jakoscia. elo

  8. O

    squarepusher tez gra z ipoda, to jest po prostu przyszlosc liveactow.

  9. matt669

    no ja widziałem u niego wyraźnie ipoda na tym stoliku.i przerwach między tymi numerami i po gimnastyce czegoś pan basinski w ipodzie szukał.

  10. sierus

    matt cie, rozumiem że żartujesz;]

  11. matt669

    dorzucę swój kamyczek do dyskusji na temat grania z laptopa – otóż basinski muzę puszczał z ipoda.

  12. dada

    syn basinskiego i basinskiej

  13. miecz

    a kto to jest basinski?

  14. hater

    no coz.tak sie sklada ,ze wiele osob gra i bedzie grac z laptow i nie tylko ambietowcy – obojetnie czy beda uzywac abletona,maxa,pure data,wtyczek czy innych bajer.dla mnie moze artysta grac nawet z mini disca – jesli jego koncert dobry i jest to JEGO muzyka i energia.zupelnie mnie nie obchodzi jak wyglada i czy ma konski usmiech.Szkoda ,ze nie gral na pianinie fakt.ale byc moze za wielkie oczekiwania byly co do jego osoby…

  15. mc

    koment na miare anonimowego internautowego kozaka.:)

  16. aromat

    zapomnieliscie sie poglaskac po pitolkach! ziew

  17. john mcenroe

    Cyt. (jeśli ambientowcy nie wiedzą jak mają grać) to oczywiście uogólnienie, zdarzało mi się uczestniczyć we wciągających setach ambientowych. Do tego jednak potrzeba specyficznego nastroju i warunków otoczenia, co z kolei jest mało zależne od artysty. Anyway – jakiś fortepian i tak by się przydał ;).

  18. John McEnroe

    Otóż to, pojęcie laptopowego live-actu, który jeszcze kilka lat temu sam w sobie robił wrażenie, zdewaluowało się przez powszechną dostępność. Tak na dobrą sprawę wszyscy posiadający laptopa, kartę dźwiękową, Abletona (czy jakikolwiek inny program) i parę wtyczek mogą wyjść na scenę i zagrać . Tylko co z tego? Nie byłem na koncercie, ale mogę przypuszczać że moja ocena występu WB pokrywałaby się z oceną autora tekstu. I nie ma znaczenia że był to set ambientowy, jeśli ambientowcy nie wiedzą jak mają grać to albo niech nie grają (gorsze wyjście) albo poszukają nowych środków ekspresji (może w kierunku jakiś instalacji dźwiękowych, w których nie będą musieli stać na scenie i udawać gwiazdę?) i przedefinują pojęcie live-actu.

  19. autor

    @hater: przeczytaj pierwsze zdanie relacji (napisane boldem).
    show to basinski odwalil, tyle ze niewspolmierne z poziomem wlasnej muzyki. pytanie zadam: a dlaczego nie moglby siegnac po fortepian i udowodnic, ze mozna tu cos pokombinowac? odwrocic kota ogonem – czyli nie odtwarzac muzyki z tasmy z winampa, tylko spreparować jakos fortepian – i grac na nim, grac, grac, grac…a nie siedziec przy kompie podpartym lewa reka i wysylac albo odbierac maile.
    A laptopy szybko nie znikna, bo sa zbyt szatansko prostym narzedziem – bynajmniej nie do kreacji dzwieku LIVE, a do jego odtwarzania. to dlatego 99% laptopowcow nigdy nie pokazuje i nie pokaze, co dzieje sie na ekranach ich zabawek w czasie koncertu .

  20. hater

    drogi autorze.nie bylem na koncercie basinskiego – byc moze byl slaby – nie wiem.wydaje mi sie ,ze jesli jego muzyka byla KIEPSKA i koncert dretwy tym samym – rzeczywiscie emocjonalnie pociagnales ta recenzje o zabarwieniu z rodem pudelka.Ale jesli przyszedles na AMBIENTOWY koncert z nastawieniem na show to chyba pomyliles wydarzenie.Jesli myslales ,ze basinski bedzie gral na pianinie to sie pomyliles – nie sluchales chyba muzyki tylko caly czas wyczekiwales az cos sie stanie scenicznego…No chyba ,ze naprawde az tak Basinski emanowal ego za latopa,ze Ciebie trafialo…Poza tym laptopy tak szybko nie znikna ze sceny…ciagle slysze krytyke tego od lat i maja sie dobrze…

  21. matt669

    autor tej relacji doskonale oddaje również moje odczucia z występu pana basinskiego. nie rozumiem zupełnie skąd tyle nabożnej czci wokół tego pana. mnie się to wydaje po prostu zwykłym snobizmem, bo przecież każdy, kto odważył się skrytykować ten występ zapewne nie rozumie nowej muzyki .
    trochę więcej dystansu,mili państwo!
    nie było dobrze.

  22. gość

    Zgadzam się z aurorem odnośnie egotycznego podejścia twórców, a także zjadania przez nich własnego ogona. Rozumiem wszystkich, którzy starają się bronić tej wielkości artystycznej, ale niestety powaga nazwiska nie zawsze przekłada się na wprowadzanie ciekawych i nowych innowacji. Prawdopodobnie niektórzy z nich już dawno powinni zakończyć swoją działalność, bo mogą nudzić, i takie uczucia towarzyszyły autorowi tekstu. Jest to również dobry sprawdzian dla twórców oraz słuchaczy, jednak coraz częściej przekonuję się że próba ta nie jest ponadczasowa.

  23. autor

    @res: bardzo wnikliwy jestes…az chcialo by sie rzec: quasiwnikliwy. a prawda jest taka, ze az nadto czesto zwyklismy mylic awangarde z przebrzmialym i anachronicznym belkotem. podziwiam ciebie za usilna obrone artystow, ktorych szanuje (szanowalem), a ktorych przyszlo mi w odruchu wscieklosci, zenady i rozzalenia zmiazdzyc w identyczny sposob, w jaki oni sami zmiazdzyli mnie. jednoczesnie nie zazdroszcze ci dosc czesto spotykanego bezkrytycznego podejscia do nowych brzmien, z ktorych wiekszosc przestaje w jakikolwiek sposob intrygowac, zjadajac swoj wlasny ogon. to, co kiedys intrygowalo, dzisiaj zamienia sie w swoja wlasna karykature. czy nikt tego nie widzi??
    basinski jest tutaj najlepszym przykladem hochsztaplerki. oszukuje, zwodzi, wrecz smieje sie nam prosto w oczy, a my mu przyklaskujemy. ze niby jak bys chcial, by taka muzyka byla prezentowana ???
    z szacunkiem, moi drodzy, z szacunkiem – dla wielkiej muzyki i dla nas. bez popeliny, bez egotyzmy, bez siermiegi i zblazowania, ktorego, jakem zyw, nienawidze.
    ostatecznie: basinski udowodnil, ze granie wlasnej muzyki live nie ma najmniejszego sensu.
    toopa eksperymenty to slabe popluczyny po musique concrete i scenie japonskiej, oklepane i walkowane co najmniej od poczatku wieku. w dzisiejszych czasach jawia mi sie zwyczajnym popierdywaniem, autoparodia. a przy tym wprawiaja w niezlego dola, bo oto okazuje sie, ze naprawde stanelismy w miejscu, a laptopowy live performance osiagnal szczyt prowizorki i stal sie w swojej masowosci karykaturalny. ja tego juz, moi drodzy haterzy, NIE kupuje.

  24. res

    jak ktos oczekuje łatwej przyjemnosci, pozoru głębi, miłego ambienciku , nie ma odrobiny szacunku dla artysty, brak mu ciekawości nowych form i cierpliwości, by sie skupic to pisze – quasikontemplacyjne .

    jak czegoś nie kuma, i za mało mu atrakcji ( głośniej! więcej dźwięków i melodii! ) to pisze – minimalistyczne akademickie

  25. autor

    1. do tej pory koncerty, w ktorych uczestniczylem (m.in. agf, oval, fred frith) byly na tyle glosne , ze trzask krzesel po prostu niknal w dzwiekowej materii dobywajacej sie z glosnikow.

    2. no comments.

    3. to nie jest oczywiste.
    http://www.kulczykfoundation.pl/pl/kontakt

  26. harper

    do billa: ten tekst nie ma charakteru – zalicza sie do grona tekstow krytycznych, ktore zazwyczaj sa atrakcyjne;) a malkontencic potrafi kazdy.

    do autora:
    1. czy ty pierwszy raz byles w browarze, czy tez dotad wszelkie koncerty powalaly cie do tego stopnia, ze nie zauwazales trzasku krzesel i otwieranych browarow?
    2. co jeszcze mozna zobaczyc na twarzy oprocz elementow wymienionych przez ciebie w tekscie? no i jak mial sie ubrac wedlug ciebie?
    3. nie ma juz kulczyk foundation – jest art stations foundation.

  27. kasia

    całkowity brak pomysłu na wizerunek sceniczny , mozna to odzytac jako zarzut pod adresem zblazowanego i zmanierowanego artysty, nie chodzi raczej o piórka w dupie.

  28. Bartek

    całkowity brak pomysłu na wizerunek sceniczny … a co byś, autorze drogi chciał, aby artysta ów na scenie wyczyniał, abyś kontent był z krucjaty do Starego Browara?

  29. mem

    Popierdywania na laptopie… jestem jak najbardziej za wplataniem kolokwializmów, które w jakiś tam sposób wzmacniają emocjonalny wydźwięk relacji. Język jest żywy, czasem mniej subtelny, czasem bardziej szczery, ale na pewno prawdziwy. Świetny tekst Sobczaka.

  30. piotr tkacz

    dziękuję za wyręczenie odnośnie Basinskiego (chociaż aż tak bym go nie zjechał), ja za to postaram się wyręczyć co do Toopa – dla mnie to był najlepszy występ z czterech tego festiwalu.

  31. sierus

    Panie Sobczak w pełni zgadzam się, że występ był nudny i bez polotu. Tyle hałasu o nic. W sumie nie wiem skąd w ogóle wziął się ten szum i to napięcie przed występem Basinskiego. Proszę jednak nie pisać tekstów, w których używam Pan stwierdzeń Popierdywania na laptopie… . Tak można sobie napisać w blogu na last.fm. Akurat Toop w moim odczuciu, był najciekawszą postacią Focus One ale nie dlatego czepiam się pewnych sformułowań.

  32. autor

    Do Patryka.
    Uwierz mi, odgrywanie takiej muzyki live może być ciekawe.

  33. ell

    to nie jad, to czysta prawda.
    Aczkolwiek David Toop pieeeekne dzwieki wydobywa

  34. Bill

    nareszcie tekst z charakterem. sorry, ale faktycznie ciężko się było skupić. a może po prostu takiej muzyki nie powinno się grać live.

  35. Michał

    sorry, ale ja widzę równie dużo jadu w komentarzach :) z tego co wiem relacja to subiektywna ocena piszącego, można z nią polemizować, po co jednak najeżdżać na autora, hę?

  36. patryk_t

    hahaha :) ileż zawiści i wspomnianego tutaj jadu! skąd nowamuzyka bierze ludzi do pisania takowych recenzji? zaporzyczają z porcysa czy też są to odrzutki z machiny? ;) naturalnie nikt nie powinien sugerować się tymi wypocinami, tylko zapytać o występ każdą inną osobę będącą tam i uczestniczącą w tym wydarzeniu. koncert owszem – za krótki, w dodatku same (!) nowe kompozycje. a że muzyka wydobywać się będzie z komputera oraz że będzie obrabiana na żywo wiedział chyba każdy, kto tylko wie, jak powstawały chociażby dezintegracyjne pętle. nie wyobrażam sobie innej prezentacji jego twórczości. chyba, że ktoś się nastawił na odtwarzanie zniszczonych, 20-letnich taśm magnetofonowych + improwizacje na fortepianinie na stojąco… dajcie spokój. charyzmą i wizerunkiem sprawiał dobre wrażenie na scenie, dzięki czemu został jeszcze cieplej przyjęty. widziałem zadowolenie na twarzach osób opuszczających salę. nawet otwieranie piw oraz głośna rozmowa jestemtupopatrzcienamnie-paniusi pod ścianą nie zepsuły tegoż wieczoru. wieczoru, na który wybrały się osoby wielbiące ambient, z którym autor recenzji, jak widać, niewiele miał kiedykolwiek do czynienia. pozdrawiam.

  37. koneser

    podoba mi się. jeśli koncert był niewypałem, właśnie tak powinno się o tym pisać!

  38. mniam

    tomek pudelek sobczak

  39. Aes

    Ileż jadu, mój Boże…