Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


howie b – Last Bingo in Paris


Wydana w 2001 roku płyta „Folk” była udaną próbą rozwijania piosenkowej konwencji, była znakomitym pomostem między popem a eksperymentalną elektroniką. Nie bez powodu to właśnie „Folk” uznaje się za najciekawszy album w dorobku Howarda Bernsteina – szkota ukrywającego się za pseudonimem Howie B. Ma to swoje dobre i złe strony – do tych ostatnich należy chociażby „przekleństwo punktu odniesienia” – każda kolejna produkcja Howiego siłą rzeczy porównywana będzie do „Folk”, nawet jeśli – i tak jest w przypadku „Last Bingo in Paris” – będzie projektem z zupełnie inne beczki.
Można powiedzieć śmiało, że pomysł na nagranie „Last Bingo in Paris” zrodził się w głowie Howiego przypadkiem. Oto bowiem francuska wytwórnia MK2 Music, specjalizująca się raczej w filmowych DVD, poprosiła artystę o stworzenie trzeciej części serii „Stereo Pictures” [jeden z niewielu muzycznych projektów MK2, coś na wzór cyklu "Dj Kicks"]. Howie B sam mówi o sprawie: „Pomyślałem, że wykupienie praw do użycia 15-20 kawałków innych artystów może kosztować więcej, niż zrobienie autorskiego albumu”. W rezultacie Howie zrobił miks – złożony jednak z własnych, nowych kawałków. Artysta postanowił nawiązać do jednego ze swych ulubionych filmów – „Last Tango in Paris” Bernardo Bertolucciego [1972], tworząc scenariusz własnego, wyimaginowanego obrazu i tworząc do niego ścieżkę dźwiękową. Tak powstał materiał na „Last Bingo in Paris” – płytę brzmieniowo nawiązującą do starszych nagrań Howiego. Szczerze mówiąc – niewiele tu filmowych dźwięków, jest za to sporo niezłej, solidnej elektroniki, odwołującej się do brzmień połowy lat 90. Howie wraca do klimatów znanych z jego debiutu – „Music for Babies”, choć nowy krążek jest dużo bardziej dynamiczny, potrafi trzymać w napięciu, momentami – tak jak w przypadku „Girkin Madness” – porwać słuchacza zupełnie. Podobnie jak wczesne produkcje artysty – „Last Bingo in Paris” jest albumem instrumentalnym [samplowane wokale pojawiają się niezwykle rzadko], zupełnie innym niż wspomniany „Folk”. Czy równie udanym? Trudno powiedzieć, może lepiej poprzestać na stwierdzeniu: solidny.
Powroty do lat 90 bywają ryzykowne – przekonał się o tym niedawno Moby, wydając kompletnie nieudany krążek „Baby Monkey” jako Voodoo Child. Howie na szczęście nie idzie tropem Richarda Halla – „Last Bingo in Paris” nie poraża archaicznością, przeciwnie, pozwala zaczerpnąć chwilowy, świeży oddech.
2004


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress