Akurat, kiedy miałem już wracać do pierwszego Interpola. Zostałem zjednany, choć z wyjątkami nie lubię przecież post-punka. Główny powód to sztampowe: nie jest lepiej niż na debiucie, jest inaczej, a to w przypadku takich zespołów definiuje progres. Do tego moja rodzina, gdybym tylko nie zostawił jej na Kryptonie, musiałaby orzec, że wyrosłem na porządnego człowieka: moment, w którymś ktoś słucha FF i mu się podoba to ta chwila, w której po prostu MUSI być bezkonfliktowym, sympatycznym kolegą.
Ważnym jednakże jest, że to przecież FF, a równocześnie nagrano na tę płytę prawie 8-minutowy kawałek, pada na niej wiele mefistofelicznych prawd na temat romansu, a balans nuda-nowość został utrzymany do tego stopnia, że high-lighty rekompensują swobodnie echo klątwy Skipenhamona. Po pierwszym przesłuchaniu autobus wyglądał jakby woził na Ibizę. Leciały gromy. Ktoś odważny krzyknął, że słyszy rockabilly trans (outro „What She Came For”!). Starcy dzielili się refleksjami typu: „panie, to syntezezatory? u FF? aw!”. Dwie okularnice siedzące przy kierowcy wycierały gorączkowo krew, która lunęła z nosków przy „Lucid Dreams”, a jakiś chłopak rzekł do siebie: miała kolczyk w pępku, leciał cały „Certain Trigger”. Także hardkor. A przy „No You Girls…” daliśmy spokój gadce i już w wódkę wszystko poszło i w The Cure.
Nawet reklamodawcy machnęli już ręką nie spodziewając się drugiego „Take Me Out”, a ja to już w ogóle się namachałem, że szkoda gadaćTak obojętnych dlań, omijał nas świat, aż w końcu opamiętała się jakaś kobieta. Bredziła coś o nowej fali, że w niektórych chwilach z tej muzyki mrok pełznie do serca i że czuje osobiście namiętne vibrato w lewej skroni. Tak jeszcze nie było. Podobno na jednej z sesji nagraniowych walili w perkę ludzką kością – dobiegł skądsiś pomruk grozy, ale strachu trwałego nie było i nie bo dalej pić się nie dawało, nie. Po prostu trochę po gromadzie naszej spłynął już olśnienia blask i zaczęliśmy widzieć jaśniej: nie jest super, świat jest tylko ok. „Tonight” też jest tylko ok. Ale! Są momenty, dla których warto żyć. Ich targetem nie są tym razem dziewczynki, które pragną relaksu po robieniu zdjęć liściom z bliska, a raczej te, które nie idą do nieba, a gdzie chcą. Też pretensjonalnie, ale różnica jest jak między manekinem a prawdziwym mięsem. Obie opcje po czasie nużą, ale zawsze lepiej kiedy mdli przy drugiej.
Wszyscy wstydzą się za White Stripes i nikt poważny nie pamięta już Kapranosa jojczącego ze sceny Openera o swoim dziadku w AK. Myślę, że nawet reklamodawcy machnęli już ręką nie spodziewając się drugiego „Take Me Out”, a ja to już w ogóle się namachałem, że szkoda gadać. Nie żałuję, ale irytuje, kiedy ktoś nie trzyma się szeregu i zabrania być we własnych oczach totalitarnym prorokiem. Gdybym rządził światem Franze by się już nie podniosły, a tak czołgają się na czworakach i szlag, ale laski czołgają się za nimi, a nie u stóp mego tronu. Więcej na „Tonight” ognia oraz seksu niż lansu (quasielectro outro „Lucid Dreams”), i należy przyznać otwarcie: bez względu na poziom sympatii lub antypatii wobec FF, trudno pomylić ich z czymkolwiek innym. Z pomocą trzeciej płyty po raz kolejny sprzedają trochę swojego stylu, a że sprzedają go dla odmiany nośnie i seksownie, tym lepiej dla rzeczywistości.
2009









M.
12 lutego 2009
http://shakeout.blog.pl/ tutaj moja recka nowego FF, zapraszam do lektury i komentowania.
O
5 lutego 2009
dobra recenzja, z polotem, do porcysa z takim czymś:)
płytka jeszcze znakomitsza, podoba mi się kierunek jaki obrali.
musicisrottedonenote
5 lutego 2009
grafomania pierwszego rzędu
F.
1 lutego 2009
dzięki za słówka sympatii! malkontent, AMIKA > txt wymaga trochę wysiłku interpretacyjnego, jeśli po 3 razach nadal będą problemy z wyciągnięciem wniosków stricte na temat muzyki to mogę pomóc, chociaż będzie mi głupio pisać o własnej recenzji. forma to też część treści, nie zapominajmy. hejka
AMIKA
1 lutego 2009
podobają się teksty takiego pokroju bo są kontrowersyjne i wzbudzają emocje o samej muzyce nic istota została pominięta
rysielec
29 stycznia 2009
panie Filipie, zaczynam lubić pana teksty
m.
29 stycznia 2009
„Gdybym rządził światem Franze by się już nie podniosły, a tak czołgają się na czworakach i szlag, ale laski czołgają się za nimi, a nie u stóp mego tronu”
mój nr 1!
duch Housea unosi się nad tekstem i cieszy z godnego naśladowcy!
bahrajn
29 stycznia 2009
„Do tego moja rodzina, gdybym tylko nie zostawił jej na Kryptonie”
hahaha tekst z Dr. Housea
K0$+3k
29 stycznia 2009
świetny tekst,momentami troche nazbyt kwasowo grzybowy,ale nadal świetny:)
m.on
29 stycznia 2009
jko
29 stycznia 2009
jasne, mnie tez sie podoba. wiecej takich txtow!
antymalkontent
29 stycznia 2009
mi się podoba, jakie emocje wzbudza każdy tekst Filipa
parafrazując Rejs: nikt tu nikogo pod pistoletem nie zatrzymuje…ja to czytam z prawdziwą przyjemnością.
malkontent (autoironia)
29 stycznia 2009
kolejny wątpliwy popis wątpliwych umiejętności literackich pana F. i prawie ani słowa o muzyce oprócz jakichś mglistych porównań. do porcysa z czymś takim…