Popowy kierunek obrany przez Vladislava Delaya na ostatniej płycie Luomo nie był przypadkowy – potwierdzeniem tego jest drugi album nagrany przez fińskiego producenta z jego niemiecką muzą – Antye Greie. „Symptoms” idzie jednak dalej niż „Convival” – w odważny sposób łączy bowiem formułę piosenki z bardziej eksperymentalnymi brzmieniami.
Już pierwszy utwór pokazuje nowe oblicze duetu – „Get Lost” to przeszywany dźwiękami piorunów masywny dubstep o drobnym bicie niosącym melodyjne partie klawiszy i szeptany wokal AGF. Zwarta, dynamiczna piosenka o nowoczesnej aranżacji. „Connection” jest jeszcze bardziej przebojowy – bajkowy klimat nagrania, tworzony przez nieco dziecięcy śpiew berlińskiej artystki (przypomina się tutaj wokalna ekwilibrystyka Patrisii z Öszibaracka) i miło plumkające syntezatory, sprawiają, że utwór ten z powodzeniem mógłby się znaleźć w repertuarze Roisin Murphy.
Wraz z „Downtown Snow” i „Outbreak” wkraczamy śmielej na dancefloor. Z głośników płyną miarowe bity, choć udziwnione tektonicznymi efektami, to jednak wyraźnie odwołujące się do struktur rytmicznych typowych dla techno i house`u. AGF śpiewa przetworzonym głosem, a Delay otacza jej głos ekscentrycznymi zagrywkami – puszczonymi od tyłu dźwiękami (jak w klasyce psychodelii), stukającymi niczym maszyna do pisania perkusjonaliami i przypominającymi syntetyczne smyczki popiskującymi akordami.
Najbardziej rozbudowanym utworem z płyty jest „Bulletproof”. Rozpoczyna się od dubstepowego pulsu oplecionego efektami rozbijanych szyb, zza których wyłania się rytmiczna melodeklamacja AGF – potem wchodzi przejmująco zaśpiewany refren („Everything Is Wrong”) i rozlana elektronika o pejzażowym charakterze. W finale wszystko tonie w cyfrowym zgiełku, wieńcząc to dźwiękowe słuchowisko atakiem toksycznego noise`u.
W finale albumu para berlińskich kochanków składa hołd estetyce lat 80W drugiej części albumu, duet sięga po połamane bity – najpierw w spowolnionym electro, będącym czymś w rodzaju schizofrenicznej wersji dokonań Miss Kittin („Generic”), a potem w rozedrganym IDM-owymi klawiszami ciężkim hip-hopie („Congo Hearts” i „Symptoms”). AGF śpiewa tutaj jeszcze inaczej – zmysłowo, intymnie, jakby szepcząc wprost do ucha słuchacza. Takiej Antye jeszcze nie znaliśmy.
W finale albumu para berlińskich kochanków składa hołd estetyce lat 80. „Second Life” to z wyczuciem stylu spreparowana minimal wave – zimna, szorstka, mroczna, pełna industrialnych efektów, ale wsparta na… swingowym groovie. To jakby przeniesienie analogowej estetyki Ami Marie czy Keine Ahnung w cyfrowe czasy. I wreszcie ostatnie nagranie – „In Cycles”: mocne electro o gęstym rytmie przeszytym acidowym loopem, w którym wokal AGF przypomina niezapomnianą Billie Ray Martin – jest słodki, perwersyjny, niewinny i uwodzicielski. A wszystko to w oparach studyjnych syków i szumów, kłębiącej się dźwiękowej pary. Fascynujące!
„Pop music for the 21th century” – pisze o „Symptoms” wytwórnia BPitch Control. To fakt – i przy albumie wysiada większość produkcji o podobnych ambicjach ze Skandynawii, Anglii czy Australii. AGF i Delay wyznaczają swoją nową płytą taki poziom, który trudno będzie innym osiągnąć.
Sprawdź
2009












dr
5 czerwca 2009
na myspace delaya dostępna próbka w postaci pierwszego utworu: melankolia
Doxepine
19 marca 2009
AGF tym albumem nie popisała się zbytnio… Jej wcześniejszy dorobek jest zdecydowanie ciekawszy…
Dr_A
2 marca 2009
„AGF i Delay wyznaczają swoją nową płytą taki poziom, który trudno będzie innym osiągnąć.” Jasne, bardzo trudno już niżej upaść.
marian carey
22 lutego 2009
po trzech przesluchaniach zdecydowanie musze powiedziec nie tym peanom z recenzji. plyta jest nudna jak flaki z olejem, ograne patenty delaya i AGF, melodie plaskie, a maniera wokalna antye jak (prawie) zawsze triphopowa, a juz tragicznie sie robi jak antye idzie wokalnie w kierunku estetyki zblazowanego synthpopu a la 80s. zmyslowosci tu nie odnajduje, intelektualizm tej muzyki jest powierzchowny, a plyta w rzeczywistosci jest synonimem zmierzchu pewnej epoki w dziejach muzyki z pogranicza popu i elektroniki. gwiazda delaya i antye powoli zaczyna gasnac.
pita
22 lutego 2009
to niezły popowy album, ale nie podniecałbym się nim tak, jak recenzent.
I nie porównujcie laski z oszibarack do małżonki Luomo, bo to duża różnica,
Aha i to nie jest para berlińskich kochanków (co za banał w recce!!) – sasu przeniósł się do finlandii, na małej wyspie mieszka.
raskain
21 lutego 2009
@ ooset
nie da sie uwolnic od connection” , klimat
Di.
18 lutego 2009
obrany przez vladislava delaya na ostatniej plycie luomo? vladislav delay i luomo sa to dwa rozne projekty Sasu Ripattiego wiec nie wiem skad to stwierdzenie, ze delay robil plyte luomo.
co do wypowiedzi osseta sie zgadzam, ale to tylko skojarzenia pana pawła, mnie to sie z patrisia wogole nie kojarzy. pozdro!
ooset
18 lutego 2009
„Connection” jest jeszcze bardziej przebojowy – bajkowy klimat nagrania, tworzony przez nieco dziecięcy śpiew berlińskiej artystki (przypomina się tutaj wokalna ekwilibrystyka Patrisii z Öszibaracka)—>daleko posunieta hipoteza z ktora niezgodzi sie kazdy znajacy Antye…