D-Leria – Driving To Nowhere
Paweł Gzyl:

Hipnotycznie i różnorodnie.

Diskret – Diskret EP
Łukasz Komła:

„To tak, jakbyśmy byli połączeni (…)”. Warto nawiązać kontakt z debiutancką EP-ką szwajcarskiego duetu Diskret!  

Epi Centrum – Excrescence
Paweł Gzyl:

Weteran rodzimego techno w świetnej formie.

Neville Watson – The Midnight Orchard
Paweł Gzyl:

Soundtrackowe wspomnienie pierwotnego rave’u.

The Good, The Bad & The Queen – Merrie Land: Dwugłos
Redakcja:

Anglia tonie. Anglia odpływa.

Unknown Landscapes Vol. 6 – Mixed & Selected By Lewis Fautzi
Paweł Gzyl:

Mocno, hipnotycznie i… przewidywalnie.

Teo Olter – Mirów
Jarek Szczęsny:

Strefa komfortu.

John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.



Das Bierbeben – Das Bierbeben


Trzeci album hamburskiej grupy Das Bierbeben, wywodzącej się z artystycznego kolektywu Künstelgruppe Im Names Des Volkes (coś jak działające ćwierć wieku temu w Berlinie słynne ugrupowanie Geniale Dilletanten), był wyjątkowo starannie przygotowywany. Nagrania odbywały się w czterech różnych studiach, a nad wszystkim czuwał sam szef Shitkatapult – Marco Haas. W efekcie powstała wyjątkowo różnorodna płyta w dyskografii formacji – układająca się w wielobarwną podróż w przeszłość niemieckiej muzyki alternatywnej.

Najbardziej archaiczne reminiscencje dźwiękowe spotykamy w nagraniu „Behind The Green Door”. Słychać tu echa klasycznego popu z lat 60. – przede wszystkim w ciepłych partiach analogowych klawiszy i słodkim śpiewie wokalistki Julii Wilson. Gdyby nie fakt, że Das Bierbeben podszywają te sielankowe tony nerwowym basem i skowyczącą gitarą o punkowym sznycie, piosenka ta z powodzeniem mogłaby znaleźć się w repertuarze Stereolab. Jeszcze bardziej oczywistym ukłonem w stronę muzyki sprzed czterech dekad jest cover utworu „Hochzeit” z repertuaru Franza Josefa Degenhardta. Hamburska grupa zamienia go w upiorny walczyk, odtańczony z zapamiętaniem w apokaliptycznym zwidzie.

„Wie Ein Vogel” i „Delirium” to z kolei wycieczka do krainy kraut-rocka. Pierwszy z utworów pulsuje transowym rytmem typowym dla Neu!, a drugi – łączy klawiszowe arpeggio z psychodelicznymi wejściami perkusji (talerze, talerze!) niczym w utworach Fausta. Co więcej – w „Wie Ein Vogel” rozbrzmiewają dźwięki fletu, wplecione w wijącą się partię syntezatorów, przywołując wspomnienie wczesnych dokonań Kraftwerk. Bardzo to stylowo zrobione – choć z wyraźnie odciśniętym piętnem stylu Das Bierbeben, nadanym obu kompozycjom przez charakterystyczny wokal Wilson.

Najwięcej miejsca poświęcono na płycie muzyce wyrastającej z lat 80. – Neue Deutsche Welle. Otwierający płytę „Dukle Tage” to oczywisty hołd dla berlińskiej Malarii – hałaśliwe bębny wsparte mrocznym basem, jazgotliwie skrzecząca gitara, industrialne świsty i szumy oraz mocny, kobiecy wokal – tak grała kiedyś Gudrun Gut z koleżankami, tak gra dzisiaj Julia Wilson z kolegami. „Die Übermacht” odwołuje się natomiast do innej legendy tamtych czasów. Mamy tu zbasowane akordy klawiszy, mechaniczny bit, przesterowany wokal. Oczywiście chodzi o DAF – tego brzmienia nie można pomylić z innym. Bardziej kiczowate klimaty sprzed ćwierć wieku przywołuje „Der König” – ten prościutki, by nie powiedzieć prymitywny synth-pop, to wspomnienie takich wykonawców, jak Rheingold czy Za-Za, które z teutońskim wdziękiem kopiowały brytyjski new romantic spod znaku Depeche Mode. W „Wehr Dich Doch” słyszymy z kolei echa twórczości Äbwarts, jednego z tych niemieckich punkowych zespołów, które zgrabnie wplatały w ostro ciosane akordy gitar zwichrowaną elektronikę. I wreszcie „Nihilit” – dekadencka pieśń zwiastująca nadciągającą Apokalipsę – tutaj podana z nowofalowym nerwem, łączącym egzotyczne dźwięki marimby z warczącymi klawiszami na monotonnym podkładzie rytmicznym w stylu chociażby Gorilla Aktiv.

Nowej płyty Das Bierbeben słucha się świetnie – nawet, jeśli nie rozpoznaje się tych wszystkich popkulturowych tropów. Bo większość zamieszczonych na niej utworów to po prostu dobre piosenki – opakowane w ekscentryczne brzmienia, ale zachowujące sugestywne melodie i młodzieńczą energię.

www.shitkatapult.com

www.dasbierbeben.de
Shitkatapult 2009

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. K0$+3k

    Bardzo dobry album.Byłby jednym z moich faworytów gatunku,gdyby nie wszechobecny oble(h)śny niemiecki język,który mimo fantastycznie skomponowanych songów,wykręca mi jelita..