Alessandro Adriani – Morphic Dreams
Paweł Gzyl:

Syntetyczne sny.

Ellen Allien – Alientronic
Paweł Gzyl:

„Berlinette” na twardo.

Hoera. – Jaunu
Łukasz Komła:

Chóralne imaginacje.

jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.



Jacek Sienkiewicz – Modern Dance


Chociaż najnowszy album polskiego producenta jest zmiksowany, jak najlepszy didżejski set i w dużej mierze składa się z wydanych wcześniej utworów, to po wysłuchaniu do głowy ciśnie się myśl, że w istocie jest to przemyślany koncept.
Jacek Sienkiewicz rozpoczął producencką karierę 10 lat temu, kiedy własnym sumptem wydał pierwszą płytę pt. „Recognition” w założonym na te potrzeby labelu o tej samej nazwie. Od tamtej pory z powodzeniem ciągle nagrywa i koncertuje. W 2002 roku już dla Cocoon – niemieckiej wytwórni Svena Vätha – nagrał cenioną w świecie techno płytę pod dwuznacznym tytułem „Téchne”, pokazując swoje niecodzienne umiejętności. Dwa lata później nastąpiło rozwinięcie tamtej estetyki, co wyraziła płyta „Displaced”. Pięć lat, jakie dzieliły od owego wydarzenia, obfitowały w mniejsze wydawnictwa dla różnych wytwórni. W tym czasie Sienkiewicz nieprzerwanie poszukiwał nowoczesnych form wyrazu, jednocześnie poruszając się wciąż w ramach muzyki klubowej.
Sienkiewicz nigdy nie podążał wydeptanymi ścieżkami, lecz kwestionował i poszukiwał własnego brzmienia. „Modern Dance” rzeczywiście to potwierdza.
Nazwa najnowszej płyty nie jest bez znaczenia. „Współczesny taniec” brzmi nieco buńczucznie, jak gdyby Sienkiewicz chciał innym przekazać, że teraz on dyktuje warunki na klubowej scenie, gdyż tak właśnie powinna wyglądać nowoczesna muzyka taneczna. Trzeba przyznać, zakładając prawdziwość hipotezy, że na jej poparcie ma potężne działa. Mimo wszystko myślę, że nie w głowie Sienkiewiczowi wojowanie z innymi producentami, ponieważ jego muzyka zwyczajnie sama się obroni. A ponadto płyta sprawdzi się nie tylko na parkiecie. „Modern Dance” nie jest manifestem, lecz wyrazem wyobrażeń artysty o tym, jak według niego muzyka powinna brzmieć. Zatem posłuchajmy.

Całość wyrasta na podłożu regularnych kopnięć basu, niekiedy kick jest miękki, innym razem uderzenie staje się mocne. Gdyby skupić się tylko na warstwie rytmicznej, to nadal muzykę Sienkiewicza można by podpiąć pod minimal techno. Pędzącej stopie towarzyszą haty niczym żywe – czasem plumkające, innym razem jak uderzenia bambusowych patyczków – a często również dodatkowa perkusja, np. w postaci kong czy tabli. Na czymś takim Ricardo Villalobos mógłby oprzeć swoje szamańskie produkcje. Dodajmy do tego melodie nasycające całość żywą tkanką, zamiłowanie Polaka do wykoślawień i dziwności, z których potrafi je tworzyć, otrzymamy wówczas machinę nie do zatrzymania.
W pierwszym hicie „All Yours” raczy nas szarpnięciami skrzypiec niczym z filmu akcji, które jednak szybko zamienione zostają na mechanicznie powtarzane chórki ludzko-krukowatych hybryd. Klimat kojarzy się z opowiadaniem Murakamiego o pieczonych rożkach i mówię w tym miejscu całkiem serio. Za chwilę w „Jeden” (nagrane z Highfishem) i „Times Starts Now” przekonamy się o typowo klubowej nośności płyty. „Connections” skręca bardziej w stronę houseu, żeby w szczegółach (dźwięki tła, hałasy, ludzkie „szczeknięcia”) i hipnotycznej melodii wymykać się klasyfikacjom. Podczas słuchania można znajdować tak wiele odniesień, że aż trudno wszystkie opisać, najlepiej przekonać się samemu.
Tytułowy numer z kolei przywołuje „Lunatic Fringe” Stefana Goldmanna. Tak jak u niemieckiego producenta, utwór w dużej mierze oparty został o mgliste zaśpiewy wokalistki, ale Polak już w „Dream Machine” podobnie kombinował. Trąbka w „Beacon” przypomina „Les Gans” Guillaume & The Coutu Dumonts, zaś kakofonia głosów w tle, pierwszą część „Alibi Room” Marcina Czubali. Brzmi jak relaksujący, niewymuszony sprint po stambulskich dachach.
Wyprodukowane wspólnie z Pierrem Buccim „Eastern Promises” to kolejne skojarzenie z różnymi mistrzami minimalu, ale Sienkiewicz zaraz potrafi to popsuć, skręcając w swoją stronę i podając nam nową jakość. „Good Luck” wybrzmiewa klikającą miękką stopą, poprzetykaną hałasami popsutego R2D2, czemu po pewnym czasie zaczyna towarzyszyć dodatkowa melodia dzwonków na tle rozmytych smyczkowych pasaży.
Jak dowiadujemy się z informacji na stronie Cocoon: Sienkiewicz inspirując się dokonaniami mistrzów szkoły Detroit oraz minimalem, nigdy nie podążał wydeptanymi ścieżkami, lecz kwestionował i poszukiwał własnego brzmienia. „Modern Dance” rzeczywiście to potwierdza. Płyta jest wyważona, znajdziemy tu napięcie, akcję oraz zwykłą zabawę. Przyjemność sprawi także układanie dźwiękowych puzzli, jakie Sienkiewicz nam zafundował.
Ten materiał przypomina o takich artystach jak Isolée, Luomo albo Villalobos. Nie dlatego, że są podobni do siebie, bo podążają innymi torami, ale dlatego że ich tory biegną równolegle – sami muzycy różnią się, lecz są na czele właściwego sobie składu.
Na MySpace można posłuchać kilku utworów z płyty.
Cocoon 2009

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. PLASTIKMAN

    Płyta wyśmienita w każdym calu, nawet nie ma się nad czym rozpisywać, wszystko zostało już powiedziane ! Brawo Jacku !