HVL – Rhythmic Sonatas
Paweł Gzyl:

Jak to się robi w Gruzji.

Marek Kamiński – Not Here
Łukasz Komła:

Patrzeć w gwiazdy leżąc wśród nich.

These New Puritans – Inside The Rose
Maciej Kaczmarski:

Na wzburzonym morzu.

Christian Löffler – Graal (Prologue)
Paweł Gzyl:

Popowo i trance’owo.

Ifriqiyya Electrique – Laylet el Booree
Łukasz Komła:

Jeszcze więcej krwi, potu i transu!

Tommy Four Seven – Veer
Paweł Gzyl:

Brytyjski mocarz powraca wreszcie z nowym albumem.

Stefan Goldmann – Tacit Script
Paweł Gzyl:

Konceptualna awangarda wywiedziona z techno i house’u.

DJ Spider – Democide
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku.

Sonmi451 – Nachtmuziek
Ania Pietrzak:

„Nie przeszkadzać”.

Janus Rasmussen – Vin
Mateusz Piżyński:

Deep house’owy kalendarz połówki Kiasmosa.

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 1
Paweł Gzyl:

Nowy cykl kompilacji kolońskiej tłoczni.

Psyk – A Moment Before
Paweł Gzyl:

Hiszpański producent wraca do swoich korzeni.

Mary Lattimore & Mac McCaughan – New Rain Duets
Jarek Szczęsny:

Cztery utwory, dwoje wykonawców i jedna sesja na żywo.

Chúpame El Dedo – No Te Metas Con Satan
Łukasz Komła:

Psychodeliczna cumbia staje do walki z Szatanem!



Kris Menace – Idiosyncrasies


Zaledwie cztery lata wystarczyły Christophowi Hoeffelowi, aby jego płyty trafiły do setów tak znanych didżejów, jak Laurent Garnier, Pete Tong czy Erol Atkan. Wszystko zaczęło się od singla „Discopolis”, który łącząc w zgrabny sposób tytułowe disco z housem, stał się dla innych twórców, takich jak Eric Prydz czy Deadmou5, inspiracją do stworzenia podobnego brzmienia. Kolejny singiel – „Jupiter” – okazał się najchętniej kupowanym utworem w internetowym sklepie Beatport w 2006 roku. To wydarzenie rozpruło worek z prośbami o remiksy, którymi Hoeffela zasypali znani artyści, choćby LCD Soundsystem, Underworld, Air, Moby, Felix Da Housecat, Roisin Murphy, Tracey Thorn i Princess Superstar. Kulminacją tej dobrej passy okazało się wspólne nagranie francuskiego producenta z brytyjskimi weteranami nowej elektroniki z grupy Spooky – „Stereophonic” – które zostało uznane za jeden z najlepszych utworów tanecznych 2008 roku podczas ówczesnej WMC w Miami. Wszystkie te sukcesy podsumowuje pierwszy album Krisa Menace`a – „Idiosyncrasies” – składający się aż z trzech krążków.

Pierwszy z nich przynosi zestaw najważniejszych singli, opublikowanych przez artystę do tej pory, uzupełnionych kilkoma premierowymi nagraniami, nigdzie wcześniej nie wydanymi. Najpierw otrzymujemy więc to, z czego Menace zasłynął najbardziej – przebojowe cosmic disco, rozpisane na sążniste pasaże syntezatorów, podszyte mocarnymi basami i motoryczne bity w stylu italo („Discopolis”, „Fairlight Pt. 1 & 2”, „Jupiter”). Słychać w tych utworach, że francuski producent dba o wszystkie detale – zarówno odpowiednia stylizację brzmień na lata 70. i 80., jak również chwytliwą, ale niebanalną melodykę oraz przestrzenne aranżacje.

W kilku następnych nagraniach pojawiają się już elementy house`u. Oto bowiem „Lumberjack” przynosi sample soulowych wokaliz, zestawione z riffami rockowej gitary, natomiast „Artficial” – zaczerpnięte z „Around The World” Daft Punku energetyczne bity z zapożyczonym od „Another One Bites The Dust” Queenu masywnym pochodem basu. W zestawie tym rzeczywiście wyróżnia się wspomniany „Stereophonic” – pomysłowe wpisanie progresywnego brzmienia organów Hammonda w wywiedziony z początku lat 90. breakbeatowy kontekst.

Pod koniec krążka, Menace zmierza ku cięższym dźwiękom. Najpierw rozbrzmiewa połamane electro o komputerowo poszatkowanym brzmieniu („Invaders”), potem porywające electro-techno utrzymane w nowofalowym klimacie („Idiosyncrasy”), aż wreszcie na sam finał – perkusyjny hard house rodem z Chicago („Snapshot”) oraz twarde techno o sonicznych pasażach klawiszy, łączące surową energię Tresora z francuską finezją F Communication („Steamroller” i „Scale”).

Drugi album z zestawu to bardziej refleksyjna muzyka. Menace zaprasza nas bowiem na nostalgiczną wycieczkę w lata 70. i 80. Trzynaście składających się nań kompozycji, łączy w sobie elementy popularnych wówczas gatunków – od italo-disco i synth-popu po electro i Hi-NRG. Francuski producent zgrabnie stylizuje swe nagrania na takież brzmienia, nie zapominając jednak o odciśnięciu na nich swego piętna. Tym znakiem rozpoznawczym artysty jest dyskretna melancholia, tworząca urokliwy klimat retro. Menace uzyskuje to wrażenie stosując zarówno szeroko rozlane pasaże spokojnych klawiszy („Sensualisty”), jak i bardziej klasyczne partie piano („Enamoured”) czy typowe dla new romantic tęskne melodie („Micropacer” przypominający The Human League z płyty „Love & Dancing” nagranej pod szyldem The League Unlimited Orchestra). Aby uniknąć zbytniego rozanielenia, Menace rozbija od czasu do czasu ten rozmarzony nastrój, sięgając po oldskulowe electro – chociażby w „Borderline” czy „Cybernatic”.

Trzeci dysk to remiksy zrealizowane przez Menace`a. Francuski producent przerabia na własną modłę zarówno kompozycje elektronicznych wykonawców w rodzaju LCD Soundsystem („North American Scum”) czy The Presets („My People”), jak i śpiewających gwiazd nowoczesnego popu – Roisin Murphy („Overpowered”) czy Tracey Thorn („It`s All True”). I właściwie niewiele pozostaje tu z tych oryginalnych wersji – wszystkie jedenaście nagrań to solidne klubowe granie w typowym dla Menace`a stylu, łączącym disco, house i techno.

Ta gigantyczna kolekcja (prawie trzy godziny słuchania) przekonuje, że sukcesy Christophe`a Hoeffela nie są przypadkowe – francuski producent ma własną wizję muzyki tanecznej i realizuje ją z żelazną konsekwencją.

www.kris-menace.com

www.myspace.com/krismenace

Compuphonic/New State 2009

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.