ACT! – Universalist
Paweł Gzyl:

Fairlight CMI znow w modzie.

The Young Mothers – Morose
Łukasz Komła:

Czy to kolejna supergrupa jedynie z nazwy? Śmiem twierdzić, że nie!    

Laurel Halo – Raw Silk Uncut Wood
Jarek Szczęsny:

Niezmordowana eksperymentatorka.

Thomas Leer – 1982
Paweł Gzyl:

Nienagrane przeboje.

The Magnificent Tape Band – The Subtle Art of Distraction
Jarek Szczęsny:

Retromania w wersji turbo.

Abul Mogard – Above All Dreams
Maciej Kaczmarski:

Kim pan jest, panie Mogard?

Sstrom – Otider
Paweł Gzyl:

Wykastrowane techno.

cv313 – Analogue Oceans
Paweł Gzyl:

Mistyka oceanu dźwięków.

Mika Vainio & Franck Vigroux – Ignis
Paweł Gzyl:

Tibi et igni.

Wczasy / Wolne pokoje
Jarek Szczęsny:

Na wakacje jak znalazł.

Shy Layers – Midnight Marker
Paweł Gzyl:

Wspomnienia sprzed trzech dekad.

Toxe – Blinks
Kasia Jaroch:

Oblicze najbardziej nieprzystępnego brzmienia Bala-Core złagodniało.

Sroczyński – Ajulella
Jarek Szczęsny:

Bajkowy koktajl.

Driftmachine – Shunter
Paweł Gzyl:

W sercu elektrowni.



Archive for Lipiec, 2018

Motor – Metal Machine


Jeśli ktoś interesował się dwie dekady temu ciężkim rockiem, na pewno pamięta popularny program „Headbangers Ball” emitowany przez MTV. Prezentowano w nim wideoklipy i wywiady z wykonawcami różnych odmian metalu. Jeśli cykl ten miałby nadal swą europejską wersję, jak w latach 1988 – 1996, niewykluczone, że gośćmi jasnowłosej Vanessy Warwick byłby duet Motor, który swym trzecim albumem – „Metal Machine” – udowadnia, że ciężkie brzmienia można uzyskiwać nie tylko przy pomocy gitar, ale również nowoczesnej elektroniki.

A początki projektu wcale na to nie wskazywały – Bryan Barton alias Bryan Black pracował najpierw jako inżynier w studiach Prince`a w Minneapolis. Nie znajdując jednak zrozumienia u szefa dla swej fascynacji muzyką techno, postanowił rozpocząć własną działalność producencką. Wtedy jego drogi skrzyżowały się z francuskim muzykiem Olivierem Grassetem, bębniącym wówczas na perkusji w industrialno-rockowym zespole Dirty Harry. Konsekwencją ich spotkania było powołanie do życia duetu Motor, do muzyki którego pierwszy z artystów wniósł taneczny puls funku i energię techno, a drugi – mocne brzmienia w stylu EBM. Taką muzykę można było znaleźć na dwóch albumach projektu wydanych przez NovaMute – „Klunk” z 2006 i „Unhuman” z 2007 roku. Po dwóch latach przerwy Motor powraca z trzecim krążkiem – „Metal Machine” – opublikowanym przez wytwórnię T.Raumschmiere – Shitkatapult.

Właściwie już pierwszy utwór z płyty wyjaśnia wszystko – masywny bit techno o rockowym metrum niesie tu agresywnie warczące riffy syntezatorów, które uzupełniają ciekawie wplecione w całość wejścia oldskulowych klawiszy w stylu rave. W ten sposób „Kick It” rozbrzmiewa niczym wspólny jam Alter Ego i The Prodigy – eksplodując surową energią zawartą w muzyce obu formacji.

Im dalej w płytę, tym więcej odniesień do muzyki tanecznej z początków minionej dekady. Oto „Death Rave” atakuje świdrującymi loopami uplecionymi z przesterowanych akordów klawiszy, niczym w takich klasykach, jak „Dominator” Human Resource czy „Omen” Joey`a Beltrama. W „Pong” pojawia się falujący pochód morderczego basu – coś, co po raz pierwszy zastosował Richie Hawtin w nagraniach swego projektu F.U.S.E. I może jeszcze „Glu” – wystylizowane na wczesne dokonania Jeffa Millsa siarczyste techno o detroitowym brzmieniu.

Wszystko to zostaje jednak podrasowane na typową dla muzyki duetu modłę – uzupełnione industrialnymi perkusjonaliami, otoczone cyfrowymi efektami, smagane metalicznymi riffami, osadzone na nerwowo szarpanych bitach. I to właśnie ten sztafaż decyduje o metalowym brzmieniu większości nagrań z albumu. Wspomniane utwory przygniatają bowiem swym ciężarem, buchają surową energią i porażają ścianą masywnego hałasu.

Pod koniec płyty, Motor jeszcze bardziej dociska pedał gazu do dechy. Najpierw pojawia się „Fire” – sugestywne połączenie transowej motoryki z toksycznymi pasażami rwanych klawiszy, jawiące się niczym pomysłowy miks kraut-rocka i hard-techno, zwieńczony finałową orgią noise`owego zgiełku. Jeszcze bardziej w tę stronę duet idzie w „Break Out”. To już prawie dźwiękowa masakra na przecięciu estetyki Merzbowa i Surgeona: schizofrenicznie powykręcane loopy zamieniają się w cyfrowy jazgot, pulsując jednak w rytm nieco spowolnionego, choć ciężkiego bitu.

Pewne uspokojenie przynosi dopiero finałowy „Thwack”. Lżejsze uderzenia automatu perkusyjnego, zsynchronizowane z pikającym loopem, co chwila zanurzają się w strumieniu stonowanego szumu, wieńcząc w psychodelicznym stylu tę dźwiękową podróż.

Materiał z „Metal Machine” duet Motor ma okazję wykonywać podczas wspólnej trasy koncertowej z Depeche Mode na największych stadionach Europy i Ameryki. Trudno o lepsze miejsca na prezentację tak potężnej i ciężkiej muzyki.

www.shitkatapult.com

www.myspace.com/shitkatapult

www.din9.com

www.myspace.com/motor66
Shitkatapult 2009

Gus Gus w Bydgoszczy?

Na stronie myspace wisi data 29 sierpnia jako dzień wizyty w naszym kraju. Ale czy będzie to występ grupy GusGus? Podobno trwają prace by sprowadzić do Bydgoszczy cały zespól, ale póki co pewny jest tylko występ President Bongo członka GusGus z Dj/Setem, może więc będzie okazja usłyszeć kawałki z nadchodzącego nowego wydawnictwa, o którym informowaliśmy tutaj.

Metropolitarny Sheehan

Nowa Zelandia to kraj, z którego pochodzi wielu ciekawych muzyków i producentów. Odkryciem z Oceanii może być również Rhian Sheehan. Autorem tekstu jest Marcin Niewęgłowski

Na początek warto przypomnieć, że z Nowej Zelandii pochodzą także książę elektronicznego soulu, fenomenalny Mark De Clive Lowe, Recloose oraz spora reprezentacja dość znanych, drumnbassowych projektów (Concord Dawn, Bulletproof, State of Mind). Ale to oczywiście nie wszyscy, bo np. jeszcze do niedawna nie była mi znana twórczość Rhiana Sheehana. Jak do tej pory zapisał się on raczej jako producent przyjemnych, przestrzennych chillloutowo-downtempowych kompozycji. Parę z nich pojawiło się nawet na składankach z serii „Cafe del Mar” oraz na Youtube: My Absolution (z albumu „Paradigm Shift”) oraz Hiding Place i Boundaries (z drugiego longplaya „Tiny Blue Biosphere”).

I ze względu na ten ostatni bardzo ciężki, futurystycznie triphopowy numer dochodzę do wniosku, iż Sheehana nie można bezmyślnie wrzucać do nurtu chillout. Bo jego najnowszy trzeci studyjny album to już inna bajka. „Standing In Silence”, który powstał podczas podróży do Indii, Hiszpanii i Japonii, to międzymetropolitarna ścieżka dźwiękowa. Przez pierwsze dwadzieścia minut panuje ambientowo-morski ulotny klimat jakby wyciągnięty z bajki, którego wzieńczeniem jest idmowy zgiełk „Standing In Silence Part 6”. Druga część „Standing In Silence” to już orkiestrowa, filmowa gra Sheehana wraz z zaproszonymi gośćmi. Słuchając motylkowych skrzypiec „Standing In Silence Part 9” samoistnie przechodzi po plecach gęsia skórka.

Rhian zmienił się nie do poznania. Po raz kolejny udowadnia, że warto wykorzystywać synergię z elektroniki i muzyki neoklasycznej. Przygotował bardzo ludzki plan podróży od natury po technologię łącząc to wszystko w jedną organiczno-technologiczną całość. W przeciwieństwie do Benna Jordana z kosmologicznego albumu Pale Blue Dot, Sheehan skonstruował żywy poemat idealnie wpisujący się w maksymę Terencjusza „Człowiekiem jestem, i nic co ludzkie, nie jest mi obce”.

iTAL tEK i The Bug w Katowicach!

To już pewne – kolejnymi gwiazdami Tauron Festiwalu Nowa Muzyka w Katowicach będą reprezentanci dwóch pokoleń dubstepu: iTAL tEK i The Bug! Impreza odbędzie się w dniach 28 – 30 sierpnia na terenie byłej Kopalni Katowice. To idealne miejsce na brzmienia, jakie prezentują obaj artyści!

iTAL tEK

W naszej recenzji albumu „Cyclical” Maciek Kaczmarski pisał: ukrywający się pod cokolwiek dziwną nazwą Alan Myson pochodzi z Brighton i wydaje się myśleć inaczej niż ci, których wrzuca się do obszernego dubstepowego tygla. W pewnym sensie kroczy szlakiem wydeptanym przez poprzedników (m.in. Boxcutter czy Vexd), jednak operuje własnym, oryginalnym językiem.

Myson szpikuje kompozycje mnogością detali, biegle manipuluje rytmem, zmienia nastroje i lokacje: wprost z zimnego miasta przyszłości przenosi słuchacza na parną londyńską ulicę i dalekowschodnią pustynię, zahaczając po drodze o futurystyczny klub.

Wydany w ubiegłym roku „Cyclical” to obiecujący debiut, który ma niewiele wspólnego z parkietową odmianą dubstepu i zamiast porywać ciało, pochłania umysł. Skondensowana dawka tego, co esencjonalne w nowych brzmieniach i zarazem następna wyjątkowa płyta wydana przez Planet Mu.

The Bug

Kevin Martin, czyli były muzyczny dziennikarz, obecnie człowiek – orkiestra, mający na swym koncie masę wydawnictw i projektów. Jednym z najbardziej znanych muzycznych wcieleń artysty jest własnie The Bug, w którego dźwiękach odnaleźć możemy echa dancehall, dubu, ostatnio również dubstepu.

Jako The Bug Martin nagrywać zaczął w roku 1997, wydając intrygującą, własną wersję soundtracku do filmu „The Conversation” Francisa Forda Coppoli. Potem był doskonale przyjęty, wydany przez label Rephlex album „Pressure” oraz niezliczona ilość singli i Epek. Ostatnim jak dotąd dużym wydawnictwem The Bug jest krążek „London Zoo„, wydany nakładem wytwórni Ninja Tune. Album promowany był singlem „Skeng”:

Bodycode – Immune


Alan Abrahams jest prawdziwym obieżyświatem: urodził się i wychował w Republice Południowej Afryki, potem długo mieszkał w Lizbonie, by wreszcie osiąść na stałe w Berlinie. Każde z tych miejsc wywarło na niego ogromny wpływ – kiedy zaczął tworzyć własną muzykę, słychać w niej było zarówno echa plemiennych bębnów z Afryki, jak również nostalgię portugalskiego fado czy klikowe brzmienia rodem z Niemiec. Nic więc dziwnego, że postanowił publikować nagrania pod różnymi szyldami. Jako Portable skoncentrował się na perkusyjnym techno o tribalowym sznycie, a jako Bodycode – na melancholijnym house`ie, wpisanym w modną do niedawna estetykę click`n`cuts. Po trzech latach od wydania debiutanckiego albumu pod tym drugim z pseudonimów, Abrahams powraca z nowym, pełnowymiarowym materiałem, opublikowanym przez amerykańską wytwórnię Spectral Sounds.

Trudno porównywać „Immune” z „The Conservation Of Electric Charge” – bo obie płyty zawierają odmienną muzykę. Najnowsze dzieło afrykańskiego producenta dedykowane jest bowiem estetyce deep house, zawierając wyraźne odwołania do kanonu tegoż gatunku, wypracowanego w Detroit i Chicago.

Wpływy mistrzów z Motor City słychać wyraźnie w pierwszej części albumu. „Hyperlight” i „I`ll Hold Your Hand” pulsują głębokim bitem uzupełnionym perkusyjnymi ozdobnikami, niosąc typowe dla początków minionej dekady brzmienia klawiszy – lekko wygładzone soniczne akordy i wolno płynące smugi onirycznych dźwięków. Wszystko to uzupełnia przyjemnie mruczący bas, tworząc wraz z pozostałymi elementami nagrania typowy dla twórczości Eddiego „Flashin” Fowlkesa czy Blake`a Baxtera zmysłowy klimat.

Kontrapunktem dla tych dwu produkcji wydaje się być „Subspace Radio”. Abrahams sięga tu po melodyjną partię kosmicznych organów, którą uzupełnia w zaskakujący sposób egzotycznymi samplami jakiegoś orientalnego instrumentu strunowego, wtapiając całość w gąszcz wokalnych sampli. Trochę to przypomina wczesne produkcje Tektoniki – bardzo często odwołujące się do pozaziemskich głosów rodem z filmów sci-fi.

Bardziej współczesny deep house znajdujemy z kolei w innych nagraniach. „Spacial Harmonics” rozpoczyna się od psychodelicznej partii fletu, podszytej plemiennymi bębnami – dopiero po dłuższej chwili pojawia się tu soczysta partia organów Hammonda, którą uzupełniają wzniosłe śpiewy w stylu gospel. Słysząc takie nagranie, nie sposób uniknąć skojarzeń z Moodymanem – wszak takie rozwibrowane granie o „czarnym” groovie jest jego specjalnością. „Arigato” ma z kolei bardziej zwarty charakter – na tle organicznej partii klawiszy pojawia się w nim dziewczęca melodeklamacja w języku japońskim, zza której dochodzą delikatne dźwięki fortepianu. Tutaj z kolei kłania się Theo Parrish – z bardziej skoncentrowaną wersją deep house`u.

Jeśli już Abrahams sięga do detroitowego techno – to w jego najlżejszej wersji spod znaku Inner City. „Imitation Lover” z powodzeniem mogłoby się znaleźć na którejś płyt duetu Kevina Saundersona i Paris Grey – mamy tu bowiem charakterystyczne dla jego twórczości melodyjne akordy syntezatorów, które uzupełnia soulowa wokaliza podbita energetycznym rytmem.

Znacznie mniej na „Immune” wpływów muzycznych z Chicago. Najpierw znajdujemy je w „What Did You Say”. Łupany bit otaczają tu popiskujące klawisze o brzmieniu typowym dla połowy lat 80., uzupełnione w finale acidowym loopem o toksycznym charakterze. Nieco inaczej wypada kończący album tytułowy „Immune”. Szorstki podkład rytmiczny, tworzony przez przesterowany bas i suche uderzenia automatu perkusyjnego, staje się tłem do melancholijnej partii piano, zestrojonej z gospelową wokalizą, niosącą przesłanie całej płyty: „Nothing In This World Is Immune From Change”.

W zalewie deephouse`owych produkcji, nowy krążek Bodycode wyróżnia się zgrabnymi odwołaniami do klasyki gatunku, śmiałym wprowadzaniem wokalnych elementów i perfekcyjnie wyprodukowanym brzmieniem. Jak na razie – to jeden z najlepszych albumów tego gatunku w tym roku.

www.spectralsound.com

www.myspace.com/spectralsound

www.myspace.com/bodycodemusic
Spectral Sound 2009

Glastonbury pod wrażeniem występu Pendulum

Australijska formacja dała świetny koncert, a jedna z najbardziej wymagających publiczności świata nagrodziła grupę długimi owacjami. Grupa grała na Other Stage, a więc nie na scenie głównej (słynna Pyramid Stage), tym bardziej mogła zaskoczyć więc ogromna ilość uczestników. Grupa zagrała trwający półtorej godziny set, można było usłyszeć zarówno nowe nagrania grupy, jak i najlepiej znane utwory Pendulum – „Hold Your Colour”, czy „Blood Sugar”.

Co ciekawe, zaprezentowane nowe nagrania (nie są nawet znane ich tytuły) stylistycznie odbiegały od dotychczasowego dorobku grupy. Bliżej było im do muzyki grunge ze wczesnych lat 90-tych niż do szybkiej elektroniki, do której przyzwyczaił zespół.

Polacy będą mogli sami sprawdzić czy formacja w rzeczywistości zasłużyła na tak entuzjastyczną reakcję Glastonbury – Pendulum wystąpi 4. lipca na Heineken Opener Festival.

A oto trailer do wydanego 15. czerwca zestawu CD i DVD grupy – „Pendulum live @ Brixton Academy”.

Słuchamy nowego Air

Kilka dni temu informowaliśmy Was o nowej płycie Air, której premiera zaplanowana została na 6 października. W sieci są już pierwsze fragmenty krążka. Album „Love 2” pojawi się w sklepach w październiku, jednak już w lipcu odbędzie się premiera singla promującego krążek. Fragmentu kawałka „Do The Joy” słuchać możecie na stronie www.aircheology.com – znajdziecie tam również formularz, który pozwoli Wam pobrać singiel w dniu premiery.
Poniżej okładka płyty.

Wspominamy Króla

Oczywiście żadna to nowa muzyka. A jednak MJ dla wielu współczesnych nowych twórców był inspiracją. A jak wspominacie go Wy? Zapraszamy na forum!

Kolejna dwudziestka najciekawszych płyt roku

Po raz drugi swoje subiektywne podsumowanie 20 najbardziej frapujących albumów dostarczył Fact Magazine. Pierwszy tegoroczny kwartał zawierał sporo niespodzianek. Przypomnijmy, że brakowało w nim chociażby albumu Alva Noto – Xerrox Vol.2 Jak zwykle tego typu rankingi budzą sporo emocji. Jak jest tym razem? Jakich płyt brakuje? Komentujcie!

Będzie nowy album Battles!

Po dwóch latach wypełnionych koncertami (m.in. podczas Festiwalu Nowa Muzyka w Cieszynie) zespół Battles rozpoczął prace nad swym kolejnym albumem. W rozmowie z serwisem Pitchfork perkusista Battles – John Stanier – przyznał, że zespół pracuje już nad nowym materiałem. – Chcielibyśmy już wejść do studia, nadal jednak trwają prace nad poszczególnymi kompozycjami – mówi Stanier.

Muzyk przyznał, że po skończonej trasie Battles musieli od siebie trochę odpocząć. – Praca nad nowym krążkiem jest ostatnią rzeczą, jaką chcesz robić po dwóch latach intensywnego grania. Zafundowaliśmy sobie trochę wakacji, teraz jednak znów pracujemy.

Przypomnijmy – Battles zasłynęli dwa lata temu, wydając nakładem labelu Warp krążek „Mirrored”, wypełniony oryginalną mieszanką elektroniki, indie i eksperymentu. Album plasował się na szczytach wielu rankingów i podsumowań – nic dziwnego, że zespół z koncertami zawitał – oprócz Cieszyna – również do Chin czy Australii.

Muzyka świata na Unsound?

W trakcie pierwszej nocy klubowej Unsound Festival 2009 zaprezentowane zostanie dosyć oryginalne, „unsoundowe” podejście do gatunku znanego jako „world music”. Ta część programu Unsound będzie dosyć niespodziewana dla tych, którzy śledzili dotychczasowe zapowiedzi w programie. World Music Day wg Unsoud to mieszanka szalonych artystów z różnych nieoczekiwanych miejsc i gatunków muzycznych.

Moishe Moishe Moishele

Muzycy określają się sami jako „żydowski acid-house”, w którym mieszają się wpływy muzyki chasydzkiej i acid house.

Next Life

Elektroniczny, bardzo mocny miks metalu, noise i szalonej elektroniki. Jeden z recenzentów świetnie opisał show Next Life – „Ich występ składa się z elementów umożliwiających pełne przeżycie ataku choroby morskiej: intensywne kolory, ostre i precyzyjne wizualizacje połączone z ekstremalną, dziką i niezwykle oryginalną muzyką”

Digital Fanfare

Szwajcarski producent Kadebostan połączył siły z Mińską awangardową grupą klasycznie wykształconych muzyków, której członkowie są również częścią orkiestry prezydeta Białorusi. Rational Diet, bo tak nazywa się grupa, razem z Kadebostan stworzyli współny ultraciekawy projekt muzczny – Digital Fanfare – wschodnioeuropejski elektroniczny big band. Ich występ na Unsound 2009 bedzie debiutem projektu na żywo.

www.myspace.com/rationaldiet

Do końca tej imprezy grać będą Mountain People – szwajcarskie duo djskie, które swoim setem zamknie wieczór przy najlepszych dostępnych głębokich tceh-housowych rytmach.

The Gentleman Losers – Dustland


Z braćmi różnie bywa. Czasem są do siebie podobni, nie tylko wizualnie, mają zbliżone gusta i dokonują takich samych wyborów życiowych. Ale kiedy indziej – różnią się niemal wszystkim. Tak było w przypadku Samu i Ville Kuukka z Finlandii. Pierwszy, dorastając, uwielbiał skandynawski metal (z czego do dziś pozostała mu ciążąca w kontaktach z ludźmi mizantropia), a drugi – słuchał w tym samym czasie muzyki klasycznej. Całe szczęście, elektroniczna rewolucja lat 90. obaliła wszelkie granice między gatunkami, sprawiając, że dzisiaj właściwie można łączyć wszystko z wszystkim. Tendencja ta dobrze wpłynęła na stosunki Samu i Ville – bracia założyli wspólny projekt The Gentleman Losers i po kilku latach grania w domowym zaciszu, opublikowali w 2006 roku nakładem wytwórni Büro debiutancki album, który idealnie wpisał się w modę na łączenie gitarowych i klawiszowych brzmień w formule elektroakustycznego ambientu.
„Dustland” jest logiczną kontynuacją tamtego krążka, ale prezentującą bardziej dopieszczone i udoskonalone oblicze muzyki duetu.

Wprowadzenie do płyty nieco zaskakuje – „Honey Bunch” śmiało flirtuje z gitarowymi dźwiękami spod znaku country, a dwa następne nagrania – „Silver Water Ripples” i „The Echoing Green” – z eterycznym folkiem, choć skoncentrowanym na pastoralnych pasażach gitary, to już rozbudowanym o lekko niepokojącą partię smyczków.

Wątek ten rozwija kompozycja „Bonetown Boys” – rozpływa się ona brudnym strumieniem elektrycznych dźwięków, tworzących sugestywny klimat zawieszenia między snem a jawą. Trop ten prowadzi do przejmującego ambientu – „Lullyby Of Dustland”. Plumkające delikatnie klawisze niosą tu gęsto tkany pasaż gitary, układając się w oniryczną kołysankę o łagodnym brzmieniu.

Wyraźny podkład rytmiczny pojawia się dopiero w „Midnight Of The Garden Trees” – daleko mu jednak do elektronicznej oczywistości, bo tworzy go… miarowo pulsujący dźwięk gamelanu. Wraz z subtelna partią klawiszy, oplecionych jednostajnymi szumami, przeradza się on w egzotyczną wycieczkę w stronę muzycznego orientu.

Na równie niecodzienne brzmienia trafiamy w „Farandole” – tym razem odpowiedzialny jest za to oldskulowy syntezator, imitujący melodyjną partię klawesynu. Wraz z głębokim pochodem basu i odrealnionym pasażem gitary, tworzy on easylisteningową wersję popowej psychodelii z lat 60. – coś, czego nie powstydziliby się panowie z Air czy Black Moth Super Rainbow.

Fiński duet jeszcze bardziej zagłębia się w podobne klimaty w kompozycji „Spiker Lily”. Tym razem otrzymujemy sielską odmianę psychodelii o amerykańskim rodowodzie. Świadczy o tym charakterystyczny duet gitary i fletu, podszyty wibrującą partią klasycznych organów. No i wreszcie dronowy ambient – „Wind In Black Trees” – na który składają się strumienie onirycznych klawiszy i przeciągłe dźwięki gitary, czyli coś, co znamy z twórczości chociażby Stars Of The Lid.
A już na sam koniec „Pebble Beach” – smakowite downtempo o urokliwej melodii, wiążące w formule jednego utworu wszystkie wątki z albumu: od country i folku przez easy listening po ambient i psychodelię.
Niezwykłej urody to płyta. Rozbrzmiewająca archaicznymi, przybrudzonymi dźwiękami, jakby pokryta była patyną mijających lat, chwytająca za serce pięknymi melodiami, ewokująca dalekie wspomnienia z przeszłości, tworząca ulotny nastrój łagodnego smutku, zawieszona gdzieś pomiędzy wczoraj a dziś.

www.city-centre-offices.de

www.myspace.com/citycentreoffices

www.gentlemanlosers.com

www.myspace.com/thegentlemanlosers
City Centre Offices 2009

Friendly Fires wolą Brazylię

Brytyjska formacja, jeden z najciekawszych debiutów poprzedniego roku, przygotował niespodziankę na czas trasy po Ameryce Południowej, ale ucieszy ona z pewnością wszystkich fanów grupy! Ambitne założenie – Friendly Fires chcą nagrać prawdziwy przebój tegorocznego lata jeśli chodzi o świat muzyki alternatywnej. W związku z trasą po Ameryce Południowej, muzycy postanowili sięgnąć do konwencji brazylijskiej. Lider grupy, Ed Macfarlane, mówi, że jest to efekt dłuższej fascynacji regionem i spotkanymi ludźmi. Singiel ma nazywać się „Kiss Of Love” i po raz pierwszy zostanie zagrany na koncercie w Rio, w sierpniu. Co ciekawe – grupa postanowiła uprzywilejować Brazylię kosztem legendarnego Glastonbury, brytyjscy fani nie dali rady namówić Friendly Fires na szybszą publikację nagrania.

Swoją drogą – może mamy do czynienia z symbolicznym otwarciem świata muzyki alternatywnej na wschodzące kraje Ameryki Południowej? Szybko rozwijająca się Brazylia to wciąż rynek z niezbadanym potencjałem.

Klip do jednego z najciekawszych utworów Friendly Fires – „Jump In The Pool”.

Posłuchaj nowego albumu Bjork

Artystka udostępniła w sieci materiał z sesji w Olimpic Studio w Londynie, który będzie jedną z części Voltaic Box Set. Na stronie National Public Radio możecie posłuchać nagrań z pierwszego dysku pochodzącego z wydawnictwa „Voltaic”, które ukaże się już 30 czerwca. Utwory zostały zarejestrowane podczas sesji w Olympic Studios i pochodzą z albumów: Medulla, Homogenic, Post, Vespertine oraz Volta.

Nowe wydawnictwo Bjork składa się z czterech krążków. Drugi dysk zawierał będzie materiał wideo z koncertów w Paryżu i Reykjaviku w ramach Volta Tour, trzeci – teledyski i inne materiały wideo z „Volty”, te dwie części będą wydane w formacie DVD. Ostatni czwarty dysk zawierać będzie remiksy utworów z albumu Volta w postaci CD Audio.

Albumu możecie posłuchać klikając tutaj

Poniżej macie okazję zobaczyć klip do utworu „Declare Independence” który ukaże się na albumie.

The Presets wydaje Tour Edition

Po dwuletnim okresie koncertowania grupa The Presets wydała zestaw dwóch płyt naładowany energią z ich trasy. Album ‘Apocalypso’ jest drugim studyjnym albumem chłopaków z Australii (Julian Hamilton i Kim Moyes). Ich trwająca dwa lata trasa koncertowa oparta na niesamowitych live actach przyniosła im miano jednej z najlepszych grup australijskich.

To koncertowe wydanie zawiera dwie wersje albumu ‘Apocalypso’. Na pierwszej płycie znajdują się utwory z trasy, a na dodatkowej ich wybrane remiksy (zobacz tracklistę poniżej).

Disc 1:
1. The Presets – Kicking & Screaming
2. The Presets – My People
3. The Presets – A New Sky
4. The Presets – This Boys In Love
5. The Presets – Yippiyo-ay
6. The Presets – Talk Like That
7. The Presets – Eucalyptus
8. The Presets – If I Know You
9. The Presets – Together
10. The Presets – Aeons
11. The Presets – Anywhere

Disc 2:
1. This Boys In Love (Zombie Nation Remix)
2. Kicking & Screaming (Bang Gangs E Is For Edit)
3. If I Know You (Tom Middleton Remix)
4. This Boys In Love (Kevin Saunderson Remix)
5. Talk Like That (Dave Spoon Televized Mix)
6. My People (Mouse On Mars Terror Pretzels Mix)
7. If I Know You (Heartbreak Remix)
8. I Go Hard I Go Home (Dj Hell Remix)
9. Talk Like That (CF CF Remix)
10. If I Know You (tania & Jori Version)
+ Weblink To Download Bonus Content

Halou powraca

Kalifornijska grupa trip-hopowa Halou, twórcy ciepło przyjętego albumu „Wholeness & Separation”, oficjalnie potwierdzili, że trwają prace nad drugim krążkiem. Informacje podane przez Halou są niestety bardzo skromne. Wiemy właściwie jedynie dwie rzeczy – płyta ma nazywać się „Stripmall Architecture”, jej premierę zaplanowano na jesień tego roku. Będziemy śledzić sytuację na bieżąco i donosić o dodatkowych informacjach z obozu Halou!

Teledysk do najbardziej znanego utworu grupy – „Everything Is OK”.

Jest nowe video Fever Ray

Gwiazda tegorocznego Tauron Festiwalu Nowa Muzyka – Fever Ray – opublikowała właśnie swój najnowszy teledysk! Video nakręcone zostało na potrzeby kawałka „Triangle Walks”, który jest trzecim singlem z płyty „Fever Ray„. Autorem teledysku jest Mikel Cee Karlsson, który na swoim koncie ma prace choćby dla José Gonzaleza.

Przypomnijmy, że Fever Ray wystąpi 29 sierpnia – drugiego dnia Tauron Festiwalu Nowa Muzyka w Katowicach.

Brainfeeder w Londynie

20 czerwca w Londynie pod kuratelą Warpa miała miejsce impreza promująca instrumentalny hip-hop, ale nie tylko! Podczas drugiej londyńskiej edycji Brainfeeder Party, obok Flying Lotusa wystapili: Joker, Samiyam, The Gaslamp Killer, Kode9 and Spaceape, Dorian Concept, Bibio oraz Benji B.

Poniżej prezentujemy zmagania artstów podczas sobotniego wieczoru. O oprawę wizualną imprezy zadbali Ques i Dr.Strangeloop.

Flying Lotus from Those City Nights on Vimeo.

Kode9 & Spaceape from Those City Nights on Vimeo.

Dorian Concept from Those City Nights on Vimeo.

Specjalne wydawnictwo na OFF Festiwal

Jeśli posiadasz już karnet na tegoroczny OFF Festiwal lub właśnie zamierzasz go kupić dodatkowo otrzymasz za darmo książeczkę festiwalową. Wydawnictwo otrzymają wszyscy posiadacze karnetów dwudniowych i czterodniowych.

Jest to niemal dwustu stronicowa książeczka wydana w formacie „digi pack” która będzie czymś więcej niż tylko informatorem czy katalogiem. To obok prezentacji artystów, którzy wystąpią na OFF Festival 2009, również źródło informacji na temat samego festiwalu, jego idei oraz towarzyszących mu wydarzeń, słowem coś co warto mieć. Nie tylko dla celów kolekcjonerskich.

Szansa na otrzymanie książki w formie prezentu pojawi się również podczas festiwalu przy zakupie zestawu oficjalnych gadżetów festiwalowych. Punkt sprzedaży gadżetów to zarazem jedyne miejsce, w którym można będzie dokonać zakupu książki za symboliczną cenę, jednak z uwagi na jej ograniczony nakład, zachęcamy do rezerwacji karnetów.

Tegoroczna edycja OFF Festiwalu to cztery dni najlepszej muzyki alternatywnej. Na pięciu scenach zaprezentuje się ponad sześćdziesięciu artystów, a wśród nich:

Spiritualized, The National, Ólafur Armalds, The Field, Final Fantasy, Wooden Shjips ,Lucky Dragons, Errors, Monotomix, High Places, Casiotone For The Painfully Alone , Disasteradio, Dictaphone, Ben Butler & Mousepad, Loco Star, Pustki i wielu innych.
Pełen line-up festiwalu znajdziecie na stronie www.off-festival.pl

Festiwal odbędzie się w Mysłowicach w dniach 6-9 sierpnia. Wszystkie karnety czterodniowe zostały wyprzedane. Trwa jeszcze przedsprzedaż karnetów dwudniowych, można je nabyć w cenie 95 złotych do dnia 5 sierpnia.

Poniżej klip: Casiotone for the Painfully Alone „White Corolla”

Vincent Casanova – The Hyperspacial Landscape


Vincent Casanova wydawał między innymi dla Epsilonlab, Sifted Recordings, Miniatura Records czy wreszcie dla wytwórni Pheeka – Archipel, w której dwa lata temu pojawiła się epka artysty pt. „24 Hour Conspiracy People”. Zafascynowany muzyką tech house i minimal Casanova od początku nagrywał utwory mieszczące się w ramach tych gatunków. Jego powrót do labelu Archipel zaowocował długogrającym albumem utrzymanym w tym stylu.
„The Hyperspacial Landscape” przynosi nam z rozmysłem skrojone techno, które obfituje w mikrodźwięki oraz różnorakie brzmienia tła. Utwory są dobrze wyprodukowane, wydaje się, przemyślane, Casanova pisze niczego sobie melodie, tu i ówdzie dobierze jakiś ozdobnik, lecz jego muzyka brzmi zwyczajnie, brak jej życiodajnego soku. Stawia na sprężyste bity,„The Hyperspacial Landscape” przynosi nam z rozmysłem skrojone techno, które obfituje w mikrodźwięki oraz różnorakie brzmienia tła. dorzuca pewną dozę nieuporządkowania, jednak ciągle brzmi mechanicznie – brakuje mu polotu i czynnika organicznego, przynajmniej drewna pałeczki perkusyjnej. Pomimo że utwory różnią się od siebie, nie można pozbyć się wrażenia ich bliźniaczego podobieństwa. Jeden pomysł na ponadgodzinną płytę to za mało, by przykuć uwagę słuchacza. Utwory zrobione z rozpędu w pewnej chwili zaczynają nudzić.
Rozpoczynający płytę „Nibiru Approaches uderza w strunę niemal wyjętą z głównego motywu „Miasteczka Twin Peaks”. Utwór wyróżniający się spośród innych, utrzymany jest w konwencji rozmarzonego downtempo z elektronicznymi przeszkadzajkami. Potem wkraczamy w strefę bezdusznych technologii. „Using Gravity” to minimal z przełamaną, klikającą stopą, do której na zmianę wrzucane są burczący bas, „elektryczna woda” i inne pomniejsze dodatki.
Na motoryczne techno 4×4 natrafimy w „See You In Hyperspace”, który pogrywa wesołą, oddaloną melodią, albo w „Procuring The Female” nagranym całkiem podobnie, tylko z wyraźniejszą linią basową. „Penetration” zwalnia tempo, a rozbrzmiewają w nim dźwięki urojonego bagna, bulgotów, pogłosów i dziwnego, niby żabiego rechotu.
„Element 115” jest najprzyjemniejszym kawałkiem na albumie, na typowy dla artysty schemat nałożone zostały kosmiczne organy i zawodzący jak pijana, rozradowana dusza odgłos.

Go to Beatport.com Get These Tracks Add This Player

Znajdziemy wyraźne podobieństwa między utworami, jak ciekawe, ale płaskie melodie, przeróżne odgłosy tła, wciskane co jakiś czas charakterystyczne dla danego utworu dźwięki mające tworzyć nastrój (na przykład burczący bas), prężna stopa i nienachalny linia basu oraz obudowa z perkusjonaliów, które niekiedy ładnie rozbiegają się po kanałach głośnikowych niczym maleńkie robaczki (są to zgrzyty, trzaski i podobne, użyte często zamiast hatów). Chociaż utwory grają na równym poziomie, to lepiej byłoby wydać epkę, dzięki temu uniknęłoby się znużenia przydługim i niełatwym w odbiorze materiałem.
Vincent Casanova potrafi tworzyć muzykę, lecz chyba ma do niej zbyt zimny stosunek, jak gdyby nie traktował jej osobiście, przez co słuchacz również nie traktuje jej w ten sposób.
Archipel 2009