Neville Watson – The Midnight Orchard
Paweł Gzyl:

Soundtrackowe wspomnienie pierwotnego rave’u.

The Good, The Bad & The Queen – Merrie Land: Dwugłos
Redakcja:

Anglia tonie. Anglia odpływa.

Unknown Landscapes Vol. 6 – Mixed & Selected By Lewis Fautzi
Paweł Gzyl:

Mocno, hipnotycznie i… przewidywalnie.

Teo Olter – Mirów
Jarek Szczęsny:

Strefa komfortu.

John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.



Archive for Listopad, 2018

The Japanese Popstars – We Just Are


Zapomnijcie o Justice. Zapomnijcie o Digitalism. Teraz nadchodzą The Japanese Popstars. W ciągu trzech lat działalności zgarnęli wszystkie najważniejsze nagrody muzyczne w swym ojczynym kraju – Irlandii. Potem upomnieli się o podobne wyróżnienia w Anglii. Teraz przystępują do ataku na resztę Europy.

Pomysł na powołanie do życia The Japanese Popstars narodził się w pubie przy piwie. A popijali je trzej didżeje: Gary Curran, Gareth Donoghue i Declan McLaughlin. Wietrząc narastającą modę na nu-rave, postanowili połączyć siły i wzorem kolegów z Francji czy Niemiec, założyć grupę, która spróbowałaby wpompować rockową energię w elektroniczną muzykę taneczną. I udało się – w takt serwowanych przez nich bitów skakali zarówno uczestnicy festiwalu Glastonbury, jak i bywalcy najmodniejszych klubów na Ibizie. Teraz mają zamiar wyruszyć za ocean. Czy uda im się w Ameryce przebić sukces Justice?

Niewykluczone – bo, choć ich muzyka jest znacznie prostsza, to niesie więcej melodii i ma bardziej zróżnicowany charakter. Dowodem na to debiutancki album Irlandczyków – „We Just Are”.

I właśnie od tych słów zaczyna się pierwszy utwór – „Intro”. Kiedy jednak przewalające się fale masywnych klawiszy ustają, wyłania się z nich mocny bit techno niosący orientalne brzmiące syntezatory przeplecione erotycznymi westchnieniami. Tak brzmi „Sample Whore”, nagranie, które w swych didżejskich setach umieszczały już takie sławy, jak Erol Alkan czy Pete Tong. I nawet nie zdążamy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego taki killer pojawia się zaraz na początku płyty, a już powietrze między głośnikami przecina warczący bas wsparty industrialnymi efektami i wibrującym loopem rodem z muzyki trance sprzed dekady. To „Face Melter”, który ma w sobie tak dziką energię, że z powodzeniem mógłby być grany w punkowych klubach.

Potem pojawia się pikantne disco – oto bowiem w „Dr Frenchy Bernard” irlandzcy producenci sięgają po klaskany rytm, wspierając go miarowo pulsującym basem i naiwną melodyjką wygrywaną na 8-bitowych klawiszach. W szarpiącym nerwy przesterowanymi brzmieniami „Anthepic: We Have Taken Over” po raz pierwszy pojawia się wokal. Dochodząc z oddali, wypełza na wierzch, atakując zdeformowanymi tonami, niczym głos Trenta Reznora w dawnych nagraniach Nine Inch Nails. „The Smile” wzbogaca z kolei fragmentaryczna narracja w chicagowskim stylu – wszak to hołd Irlandczyków dla klasycznego house`u z Wietrznego Miasta.

Najmocniejszym punktem albumu okazuje się prawie dziesięciominutowy „Rise Of Ulissess”. Niesiony tektonicznym bitem wywiedzionym z klasyki niemieckiego techno, przynosi zwichrowane partie syntezatorów o acidowym brzmieniu, by w połowie zamienić się w wolne electro, brodzące w falach toksycznych akordów klawiszy i zakończyć się krótką wstawką w rytmie disco.

„Total Distorted Mayhem” i „F19B (Dropping Bombs)” to zgodnie z tytułami wyjątkowo ciężka jazda – mocarne techno i electro o metalicznym brzmieniu, wstrząsane nerwowymi spazmami, wywołanymi przez wwiercające się weń zbasowane loopy. A na finał – „We Just Are (Finalizer)” – czyli przeorany przesterowanymi basami ekstatyczny hymn pokolenia nu-rave.

Mimo, iż płyta jest dosyć długa, Irlandczycy radzą sobie z podtrzymywaniem napięcia. Kiedy zaczyna się robić monotonnie, zmieniają nastrój i szybko przeskakują od electro do house`u i techno. Gdy warczące klawisze stają się irytujące – wprowadzają wokalizy i uderzają w bardziej psychodeliczne klimaty. Dlatego, pomimo kilku słabych momentów (nijakie „Delboys Revenge” czy „B.C.T.T.”), udaje im się utrzymać wysoki poziom energii do końca. Zresztą – taka muzyka najlepiej brzmi w wielkim namiocie wypełnionym kilkutysięcznym tłumem. Może w przyszłym roku na Selectorze?

www.gung-horecordings.com

www.myspace.com/gunghorecordings

www.thejapanesepopstars.bebo.com

www.myspace.com/thejapanesepopstars
Gung-Ho! 2009

Hudson Mohawke z Dam Funk – słuchamy!

Wszyscy już chyba wiedzą o zbliżającej się premierze pierwszego LP w karierze szkockiego producenta. Album zapowiada się niezwykle gorąco, mamy kolejny dowód! Rising 5 to pierwszy kawałek, który pojawił się w sieci. Za przeciek odpowiedzialny był wtedy portal Fact Magazine, który umożliwił jego darmowe sciągnięcie.

Utwór Tell Me Want You Want From Me z gościnnym udziałem Dam-Funka pojawił się na blogu BamaLoveSoul dokładnie wczoraj. Kawałek stanowi kolejny dowód na to, że 12 października(dzień premiery Butter)będzie znamienną datą roku 2009.

Kto zagra na Wrocław Industrial Festival?

We Wrocławiu nadal trwa Avant Music Festival, tymczasem pojawiły się już pierwsze informacje na temat kolejnej arcyciekawej imprezy w mieście: poznaliśmy lineup tegorocznej edycji Wrocław Industrial Festival. Tak, dobrze widzicie – na zdjęciu jest Rapoon. Robin Storey będzie jedną z największych gwiazd ósmej już edycji festiwalu. Impreza odbędzie się w dniach 4 – 8 listopada. Oprócz koncertów zobaczymy również – jak zwykle – pokazy i wystawy – nie bez powodu Rapoon zagra we wrocławskiej BWA.

Wszystko o imprezie – industrialart.eu/festival

Jaki jest lineup?

4.11.2009 – 19.00 – BWA, Wita Stwosza 32

  • RAPOON (uk)
  • STUPOR (d)
  • wstep 20 PLN

5.11.2009 – 18.00 – Entropia, Rzeznicza 4

  • ZA SIODMA GORA (pl)
  • wstep free

6.11.2009 – 19.00 Sala Gotycka (Gothic Hall), ul Purkyniego 1

  • SOISONG (ex COIL, uk/rus)
  • BRIGHTER DEATH NOW (se)
  • SAVAGE REPUBLIC (usa)
  • ILLUSION OF SAFETY (usa)
  • NAEVUS (uk)
  • GERCHTIGKEITS LIGA (d)
  • AKIMBO (cz)
  • wstep: 80 PLN (przedsprzedaz), 90PLN w dniu koncertu

7.11.2009 – 19.00 Sala Gotycka (Gothic Hall), ul Purkyniego 1

  • PSYCHIC TV (uk/usa)
  • KNIFELADDER (uk)
  • SUTCLIFFE JUGEND (uk)
  • FLINT GLASS (f)
  • MONA MUR & EN ESCH (d)
  • PRAWATT (pl)
  • NIHILISTA (pl/uk)
  • wstep: 80 PLN (przedsprzedaz), 90 PLN w dniu koncertu

8.11.2009 – 19.00-CRK -Jagiellonczyka 10c/d

  • INFAMIS (pl)
  • KOTEL#26 (cz)
  • YARRDESH (cz)
  • KREW Z KONTAKTU (pl)
  • wstep 15 PLN

Karnet na wszystkie wydarzenia kosztuje 160zł (takich wejściówek jest tylko setka!) – zamawiajcie je w serwisie www.ticketportal.pl bądź w punktach sprzedaży.

Zomby – nowe utwory!

Jeszcze do końca nie opadła wrzawa po Epce One Foot Ahead Of The Other, a Zomby przygotował kolejną ciekawą muzyczną niespodziankę. Pierwszy z nich pochodzi z kontynuacji serii 5.1, (na której obok Flying Lotusa znalazł się Kode 9 & The Spaceape oraz Black Chow) gdzie swoje kompozycje zaprezentowali w nieśmiertlenym duecie Joker & Ginz, Samiyam oraz właśnie Zomby z kawałkiem Tarantula

Utwór prezentuje charakterystyczne dla kompozycji Zombyego zasznurowane wielkościeżkowe struktury, łatwe do sklasyfikowania w niezwykle chłonnym folderze o nazwie wonky. Jednak gęsta wyraźna siatka metalicznych clapów oparta na skokowym basie potęguje klarowną, wyrzuconą na pierwszy plan techno-melodię. Kawałek dosyć czytelnie nawiązuje do wycieczek Actressa dla projektu Unknown/Thriller. Idzie nowe?

Kolejny utwór pojawił się w audycji Night Slugs Show w Sub FM. Wałek o tytule No to klasyczna, totalna bezkompromisowość(cały Zomby) + dławiące się tempo oraz szalone, podskórne interwały. Struktura jest prostsza, bardziej „melancholijna” ale stanowi również odbicie zupełnie innego stanu ducha artysty, jakiego?

Słychać w tych utworach subtelną zmianę organizacji oraz brak niuansowych wypełniaczy, nasuwa się również myśl o końcu wykorzystywania przez Zombyego brzmieniowych patentów AD 1992-1994. Czy coś jest na rzeczy? przekonamy się przy okazji kolejnych wydawnictw artysty.

Należy do tego dodać garść b-sideowych rarytasów, które równiez stosunkowo niedawno ujrzały światło dzienne. Dla mnie materiał jest całkiem szalony.

Hugo Race trafi do więzienia!

Czy Hugo Race i True Spirit zagrają w Polsce na zaplanowanych koncertach? Tak, a na dodatek w więzieniu! Hugo Race z zespołem True Spirit zagra w najbliższym czasie trzy koncerty w polskich miastach (informowaliśmy już o tym w serwisie). Muzycy pojawią się we Wrocławiu, w Warszawie oraz Olsztynie. W przypadku ostatniego z wymienionych miast, dokładne miejsce koncertu nie było dotąd znane, ale mamy już informację na ten temat, zespół zagra w Bohema Jazz Club.
Jednak najciekawszym wydarzeniem wydaje się być koncert zaplanowany w Zakładzie Karnym w Wołowie. Odbędzie się on na dzień przed rozpoczęciem oficjalnej trasy po Polsce. Niestety, nie można nabyć nań biletów, ponieważ jest przeznaczony głównie dla rezydentów więzienia.
Czy Hugo Race marzy o sławie Johnny’ego Casha?
Przypomnijmy, że Johnny Cash, amerykańska legenda rock and rolla oraz country, zagrał w 1968 roku koncert w więzieniu Folsom w Kaliforni, a nagranie z tego wydarzenia było wydawniczym hitem i ponownie wyniosło Casha na szczyty list przebojów. Czy podobny zamysł przyświeca Race’owi?
Trudno porównywać Wołowiec do Folsom, scenę amerykańską do polskiej albo obu artystów, lecz wiadomo, iż w tym przypadku koncert również będzie zarejestrowany, a jego zapis niezwłocznie wydany w ograniczonym nakładzie. Limitowaną wersję płyty będzie można nabyć już następnego dnia we Wrocławiu, a później w kolejnych, odwiedzanych przez grupę miastach.
Poniżej znajduje się plan trasy koncertowej Hugo Racea i True Spirit:
20.10.2009 – Wołów – koncert zamknięty w Zakładzie Karnym
21.10.2009 – Wrocław – Firlej , godz. 20.00 (+ Let The Boy Decide)
22.10.2009 – Warszawa – CDQ, godz. 20.00 (+ E.T. Tumason)
23.10.2009 – Olsztyn – Bohema Jazz Club, godz. 20.00

Warto posłuchać: Chew Lips

Dzisiaj rusza nasz nowy cykl ‘Warto posłuchać’. W sekcji tej, co wtorek, będziemy przedstawiać nowych, starych, a przede wszystkim ciekawych artystów. Na pierwszy ogień polecamy angielski zespół Chew Lips.

Chew Lips to powstałe w 2008 roku w Londynie elektroniczne trio, składające się z charakterystycznego wokalu Tigs oraz multiinstrumentalistów Willa Sandersona i Jamesa Watkinsa. Pomimo, że dopiero pracują nad debiutanckim albumem zdobyli już sławę wydanymi z Kitsune Music utworami „Solo” i „Salt Air”. Dzięki nim zostali zauważeni przez Stevea Lamacq z Radia 1 BBC, który następnie zaprosił ich na BBC Electric Proms festival.

Ich brzmienie, inspirowane klasycznym popem, charakteryzuje melodyjny wokal Tigs oraz elektroniczny bit.

Warto posłuchać!

„Salt Air”

“Solo”

Thom Yorke zakłada nowy zespół

Na blogu grupy Radiohead wokalista oznajmił, że przez ostatnie kilka tygodni zbierał członków do nowego zespołu. Thom Yorke trzy lata temu wydał solowy album „The Eraser”, co obudziło głosy niepokoju na temat przyszłości Radiohead. Niedawno członkowie angielskiej grupy ogłosili, że sami nie wiedzą, w jaki sposób będą wydawali kolejne nagrania i czy w ogóle powstanie długogrająca płyta. 21 września miał premierę winyl z najświeższymi solowymi dokonaniami Yorka, a dzisiaj muzyk poinformował o swoim nowo założonym zespole.
Co dalej z Radiohead?
Nie wydaje się, żeby supergrupie groził rozpad, ponieważ lider napisał, iż nowy zespół założył po to, aby grać utwory z „The Eraser” oraz dopiero powstające piosenki – chce zobaczyć, czy to wypali. Poza tym, czy podawałby taką informację na oficjalnym blogu Radiohead?
Na początku października zespół zagra dwa koncerty w Los Angeles. „Nie będą one długie, bo… cóż… nie mamy jeszcze zbyt dużo materiału!” – rozbrajająco oznajmia Yorke.
Zdjęcie zamieszczone na stronie Radiohead przedstawia członków nowej grupy, która nawet nie ma jeszcze nazwy: oprócz Yorke’a znajdziemy tu Joey’a Waronkera (perkusista, który grał z R.E.M. oraz Smashing Pumpkins), Mauro Refosco (multiinstrumentalista, grający w Forro In The Dark i Nublu Orchestra), Flea (basista Red Hot Chilli Peppers) oraz wieloletniego producenta Radiohead – Nigela Godricha.

Muzyczna Strefa Radia RAM

Już dziś Muzyczna Strefa Radia RAM zagra po raz jedenasty. We wrocławskim Centrum Sztuki Impart wystąpią Louie Austen oraz Nicola Conte! Będzie to bezprecedensowy koncert, bowiem Radio RAM zaprosiło tym razem aż dwóch zagranicznych artystów: Louie Austena, dystyngowanego gentelmana w białym garniturze i kapeluszu, który w czasie tego samego występu z równym powodzeniem rozerwie pasjonatów muzyki klubowej, jak i miłośników Franka Sinatry czy Deana Martina oraz jednego z najbardziej znanych muzyków włoskiego współczesnego jazzu – Nicolę Conte w wydaniu Nicola Conte Jazz Combo.

Muzyczna Strefa Radia RAM – 29.09.2009 – Centrum Sztuki Impart, start – godz. 19.00

Bilety w cenie 50 zł do nabycia:

  • Centrum Sztuki Impart, ul. Mazowiecka 17
  • OKiS, Rynek Ratusz 24
  • Info Coffee 2 Go, Sukiennice 12
  • Media Markt, Galeria Dominikańska
  • Media Markt, Park Handlowy Auchan
  • Oraz w sieci Eventim – www.eventim.pl

Cykl koncertów pod nazwą Muzyczna Strefa Radio RAM organizuje od marca 2007 roku. Na każdy koncert, oprócz pierwszego i najnowszej propozycji, wrocławska rozgłośnia zaprasza zespół z zagranicy oraz przedstawiciela lokalnej sceny muzycznej, najczęściej wrocławskiej. Jakie formacje usłyszeć można na Muzycznych Strefach? Oczywiście te które prezentowane są na 89,8 FM oraz na wydawanych przez Radio RAM płytach składankach.

Peaches zagra w Warszawie

Na koncercie tej pani na pewno nie będziecie się nudzić. – Czuję się częścią kultury pop. W pewnym specyficznym sensie czuję się również pionierką – mówi Peaches. To prawdziwe zjawisko kulturowe – przejaw radykalnego odłamu feminizmu, który na seksizm w wydaniu męskim odpowiada jego odpowiednikiem w rodzaju żeńskim. To wszystko już 2 października w warszawskiej Stodole!

  • 2 października 2009, Warszawa, Stodoła
  • Start: 20.00
  • Cena: 110zł
  • Bilety w Warszawie – Bileterie EMPiK, Kasy Teatralne CH Galeria Mokotów, CH Złote Tarasy, CH ARKADIA, BUW (Dobra 56/66) oraz sieć sklepów Media Markt i Saturn
  • Bilety w necie – www.ebilet.pl, www.ticketpro.pl, www.eventim.pl

Kanadyjka Merrill Nisker przemieniła się w Peaches, gdy z nudnawego Toronto przeniosła się do wibrującego muzyką i seksualną swobodą Berlina. Jej pierwsze próby („The Teaches Of Peaches”, 2000) były wyprawą w stronę techno i electro-popu, ale to historia. Bowiem dzisiejsza Peaches z równą biegłością sięga do glam-rocka, jak i do hip hopu, nigdy jednak nie tracąc z pola widzenia bardzo radykalnego, feministycznego spojrzenia na seksualną swobodę, jaką – jej zdaniem – kobiety winny dzielić razem z mężczyznami.

www.myspace.com/peaches

Nowy album Peaches, zatytułowany „I Feel Cream” to już krzyk walczącego feminizmu dla praw i swobód kobiet po czterdziestce. W utworze „Mommy Complex”, kluczowym dla płyty, opowiada o pewnej kascie kobiet, zwanych „cougars”, które to kobiety (w zaawansowanym wieku średnim) preferują towarzystwo młodych mężczyzn. Peaches ostro podpiera się przykładami znanych postaci, które odmówiły sobie prawa do starzenia się z godnością i postawiły na seksualną satysfakcję: Mae West, Tina Turner, Grace Jones…

Peaches współpracowała m.in. z Iggy Popem, Beth Ditto i Joan Jett, pisała piosenki dla Pink, dziś uważa się ją za patronkę debiutów takich bezkompromisowych obyczajowo wykonawczyń, jak La Roux, Little Boots czy Yo! Majesty. Jej najnowszy album, „I Feel Cream” jest – według niej – finalną częścią trylogii, na jaką składają się „Shake Yer Dix” i „Two Guys (For Ever Girl)”.

Jednak jest ta płyta częścią większej całości twórczości tej niezwykle bojowej i nieprzejednanej w swych przekonaniach wokalistki, do której nie sposób nie włączyć tak mocnych obyczajowo i politycznie tytułów, jak „Fatherf***er” I „Impeach My Bush”. Klasyczny punk, nowoczesny garaż, dance i rap znowu mieszają się doskonale, a wraz z nimi – wszystkie rockowo-rapowe seksualne stereotypy. Merrill Nisker bawi się znakomicie…o czym z pewnością przekonają się wszyscy, którzy 2 października zdecydują się na spotkanie z tą bodaj najsłynniejszą rockową skandalistką…

Portishead nagrywają album

Jeszcze nie do końca opadła wrzawa po docenionym przez krytyków ubiegłorocznym albumie „Third”, który pojawił się po jedenastoletniej przerwie w dyskografii zespołu, a muzycy już zapowiadają następną płytę. Kilka dni temu poinformowaliśmy o nowym projekcie Geoffa Barrowa, ponadto nie tak dawno, bo w maju tego roku ukazała się płyta zespołu Stonephace, w którym gra Adrian Utley (obaj artyści nagrywają w Portishead), rok temu także wspomniana „Third”, a, jak podaje BBC, grupa nagrywa materiał na następny album.
Barrow powiadomił, że zespół przedyskutował już nowe pomysły na piosenki: „Zamierzamy rozpocząć pisanie i jeśli wszystko dobrze pójdzie, płyta może pojawić się w przyszłym roku”.
Trio nie ma obecnie podpisanego kontraktu z żadną wytwórnią, dlatego prowadziło rozmowy z kilkoma na temat formy wydania materiału. Barrow zaprzecza jakoby zespół miał przejąć obowiązki wydawnicze i zająć się publikacją na własną rękę. Poza tym rzuca nieco światła na przyszłość Portishead, ponieważ zdradza ułamek rozmowy, jaką odbył z członkami po ukazaniu się trzeciego w dorobku grupy dzieła w 2008 roku. Beth Gibbons zapytała go wówczas: „Czy będziemy to robić wiecznie?”, „Coż, tak, to możliwe” – odpowiedział Barrow.
Jak widać Portishead nie ma zamiaru przestać nagrywać ani nie pozwoli długo czekać na kolejne wydawnictwo, jednak nie mamy na ten temat więcej szczegółów, więc póki co pozostaje nam wspomnieć „Third” i wypatrywać najnowszego albumu Bleak>, który ma się ukazać 19 października.

Gonzales kontra Andrew W.K.

Zaledwie Gonzales pobił rekord Guinnessa w kategorii najdłuższego jednoosobowego koncertu, a już wymyślił następne wyzwanie i zmierzył się w „fortepianowej bitwie” z Andrew Wilkesem-Krierem. W maju poinformowaliśmy o tym, jak Chilly Gonzales po 27 godzinach nieustannego grania pobił rekord Guinnessa, dzisiaj przedstawiamy następny wyczyn niezmordowanego showmana.
Kilka dni temu Jason Beck zaproponował wspólny koncert, a zarazem wyzwanie, artyście, który poniekąd również jest showmanem, a już na pewno uwielbia ostro się zabawić. Mowa o Andrew W.K., znanemu choćby z albumu „I Get Wet”, z którego pochodzi utwór „Party Hard”. Niedawno wydał on płytę „55 Cadillac”, z fortepianowymi improwizacjami, co mogło być doskonałym pretekstem i trochę płachtą na byka dla wielbiącego różne wybryki performera, który wyzwał W.K. na pojedynek.
Panowie spotkali się w Joe’s Pub w Nowym Jorku 25 września i grali na zmianę, częstokroć parodiując siebie nawzajem. Zafundowali tym samym publice efektowny występ, który możemy obejrzeć poniżej.

Mathias Kaden – Studio 10


Rezydujący obecnie między Gerą a Jeną Mathias Kaden należy do najmłodszego pokolenia niemieckich producentów tanecznej elektroniki. Debiutował w 2003 roku, pracując początkowo w duecie z Markiem Hemmannem, by dwa lata później skoncentrować się na solowej działalności. Od początku związany z berlińskim Vakantem, szybko wpasował się w minimalowe oblicze słynnej tłoczni, prowadzonej przez Onura Özera. Konsekwencją tej kolaboracji jest debiutancki album Kadena – „Studio 10”.

Tytuł krążka pochodzi oczywiście od nazwy studia niemieckiego producenta, w którym przez dwa lata powstawał materiał zamieszczony finalnie na płycie. W jego pomieszczeniach, Kaden gościł wielu przyjaciół, z których każdy pozostawił ślad na albumie. Lars Mäurer i Florian Schirmacher zagrali na organach – pierwszy na Rhodesie, a drugi na Lowreyu, solo na flugelhornie wykonał Martin Rudolff, a Claudia Ander-Donath wprowadziła na płytę dźwięki skrzypiec. Nie zabrakło również wokalistów – w dwóch utworach zaśpiewał Gjaezon, a w jednym – Ian Simmonds. Wszystko to złożyło się na bogato zaaranżowaną muzykę – pozostająca jednak w kręgu tanecznych brzmień.

Rytmiczna strona utworów ze „Studia 10” była bowiem od początku w centrum zainteresowania Kadena. Choć narzucił on sobie minimalowe rygory, to z powodzeniem sięgał po zróżnicowane bity. Płytę otwiera bowiem masywny deep house („Intro Ducing”), potem pojawia się stylizowany na sambę breakbeat („Lowrey”), a przede wszystkim pulsujący house („Chazz” czy „Defender”). Wszystkie te rytmy Kaden zanurza w gąszczu perkusyjnych efektów, nadających poszczególnym nagraniom gorący, latynoski groove („Panic Stricken”).

W drugiej połowie albumu pojawiają się mocniejsze podkłady. Najpierw rozbrzmiewa hipnotyczne dub techno(„Kawaba”), potem galopujące techno („Ikenga”), które w finale łapie bardziej nieoczywistą rytmikę, zanurzając się w dźwiękach typowych dla soundtrackowego Detroit („Re Menor” i „1981”).

Wszystkie te struktury uzupełnione są dźwiękami akustycznego i elektronicznego pochodzenia. Oto w pulsującym „Lowreyu” słychać organiczne tony oldskulowych organów, a w „Panic Stricken” – finezyjne wejścia rozpasanego flugelhorna. W efekcie oba utwory nabierają jazzowego charakteru – choć pozostają w konwencji minimalowego house`u. Inaczej jest w umieszczonym pod koniec płyty nagraniu „Re Menor”. Klasyczna partia skrzypiec łączy się tu ciepłymi pasażami syntezatorów, tworząc nową wersję detroitowego idiomu.

Równie ważne są na płycie wokale – czarnoskóry Gjaezon nadaje swymi narkotycznymi melodeklamacjami chicagowski sznyt dwóm utworom: „State Of Stasis” i „1981”, choć pierwszy zrealizowany jest w konwencji berlińskiego minimalu, a drugi – detroitowego dub techno. Inaczej Ian Simmonds – jego mroczny szept wprowadza do „Panic Stricken” podskórny niepokój, tworząc lekko paranoiczny klimat kompozycji. Największą niespodzianką jest tu jednak głos Tomomi Ukumori – jej monolog wygłaszany po japońsku na podkładzie z głębokiego bitu i wibrujących akordów, tworzy odrealniony charakter „Kawaby” – przypominający kontemplacyjne filmy Takeshi Kitano.

„Studio 10” to wyjątkowo przemyślana płyta, na której nie ma miejsca na przypadkowe dźwięki czy niepotrzebne efekty. Świeże pomysły brzmieniowe i finezyjna produkcja sprawiają, że album lokuje się w awangardzie klubowych produkcji tego roku.

www.vakant.net

www.myspace.com/vakant

www.myspace.com/mathiaskaden
Vakant 2009

Kilka instrumentów w jednym

Facet nazywa się Diego Stocco, urodził się we Włoszech, obecnie siedzi w Stanach. Zawodowo tworzy muzykę i ścieżki dźwiękowe do filmów, reklam, gier komputerowych. Jest też eksperymentatorem – przy pomocy kilku prostych narzędzi potrafi np. stworzyć wielofunkcyjny kontrabas, który brzmi…zobaczcie sami. Instrument, który widzicie powyżej, Diego nazwał Experibass. Więcej prac artysty znajdziecie na stronie internetowej www.diegostocco.com

Johnny Dark – Cant Wait


Dawno, bo trzy lata temu. Nieprawda to może nie, ale faktem jest, że Johnny Dark poza epką „Can’t Wait” niczego innego jak dotąd nie wydał. Przynajmniej nie solo, bo z kolegą, to i owszem. Ale to było jeszcze wcześniej, duet zwał się Junior Boys, zaś kumplem był Jeremy Greenspan, który tak romantycznie i melancholijnie śpiewał do elektroniczno-analogowych podkładów generowanych przez Darka na płycie „Last Exit”. Ta mroczna atmosfera i surowa produkcja na debiucie Juniorów to właśnie jego zasługa.

Pomimo wybornego efektu i sukcesu tak artystycznego, jak i komercyjnego, coś musiało pójść nie tak między muzykami, których drogi ostatecznie się rozeszły. Greenspan dokooptował do tandemu Matta Didemusa i podążył inną drogą, Dark natomiast wydał niniejszą epkę i także obrał odrębny azymut, choć jest na „Can’t Wait” pewien ślad dawnych dziejów (najbardziej dubowy „HCD2” to remiks „High Come Down” JB).

Cztery kawałki, niewiele ponad kwadrans muzyki, zabójcza chwytliwość i żadnej ponurej emotroniki. Zamiast tego – tłusty 2step, czyli tłustep. Krótka piłka: miękka stopcia, wykopy synkopowanego werbelka, zabawy z pitchem na poszatkowanych wokalach (tzw. „helium vocal”) oraz bas-pieszczoch, masujący lepiej niż urządzenia z telezakupów reklamowane ongiś przez detektywa „Na kłopoty” Bednarskiego. Wyobraźcie sobie Buriala, który wyleczył się z depresji i pobiegł do najbliższego klubu, gdzie nałykał się małych, kolorowych pigułek i oddał obłąkańczym pląsom. Takiego „It’s Too Close” – swoją drogą pełen erotyzmu parkietowy killer – nie powstydziłby się sam El-B. Całość można znaleźć w sklepach internetowych za równowartość paczki papierosów. Tylko dlaczego Jasio Mroczny nadal milczy?
KIN, 2006

Rusza Avant Art Festival!

Obok wydarzeń muzycznych zobaczymy projekty z pogranicza eksperymentu, tańca współczesnego i performance. Pięciodniowy festiwal rozpoczyna się właśnie we Wrocławiu! Bez wątpienia największa gwiazdą tej edycji Avant Art jest słynny amerykański muzyk Lou Reed ze swoim najnowszym projektem Metal Machine Trio, który znakomicie wpisuje sie w charakter festiwalu. To pierwszy i jedyny koncert tego najnowszego zespołu Lou Reeda w Polsce.
We Wrocławiu wystąpią również m.in. Pulsarus, Blixa Bargeld, KID 606, Kevin Blechdom oraz Mats Morgan Band. Łącznie zaplanowano kilkanaście arcyciekawych wydarzeń, które odbędą się w salach Partnerów festiwalu – w Teatrze Polskim Scena na Świebodzkim oraz w Centrum Sztuki Impart.
Ile to kosztuje?
Karnet na wszystkie koncerty (oprócz Lou Reeda) kosztuje 70zł. Pojedyncze dni to koszt 25/35zł. Szczegółów szukajcie na stronie imprezy – www.avantartfest.pl.

Co gra jeden z liderów Portishead?

Ano gra chyba coś ciekawszego, niż ostatnio samo Portishead. Geoff Barrow z przyjaciółmi (tak zespół opisuje sam wydawca) założył projekt Beak>, a potem – w 12 dni – napisał, zagrał i zarejestrował całkiem ciekawy materiał. Płyta ukaże się w październiku. W skład zespołu – oprócz muzyka Portishead – wchodzą również pochodzący z zadymionego Bristolu Billy Fuller oraz Matt Williams. Ideą projektu Beak> są ograniczenia – wszystkie kawałki nagrywane są na tzw. setkę, czyli bez żadnych dogrywek. Ot takie na żywo, ale w studio. Premierowy krążek trio wyda 19 października.

Więcej o zespole – beak.bandcamp.com. Singiel „Iron Acton” do zobaczenia poniżej. Przypomina Wam krautrock, tak jak i mi?

Krzysztof Orluk – Blurred Reflection


Krzysztof Orluk to nikt inny jak More, który przed dwoma laty zadebiutował dobrze przyjętym albumem „End Of The Music”. Pochodzącemu ze Śląska twórcy zdaje się przyświecać zasada DIY, ponieważ wszystko składa sam w zaciszu domowego mini-studia. Orluk przyznaje się do fascynacji Williamem Basinskim i Biosphere, co na pewno nie stanowi złych wzorców. Od Basinskiego odróżnia go jednak brak patosu, zaś od Geira Jenssena – nieco lżejsza, acz równie gęsta atmosfera.

Wydaną przez holenderski label Databloem płytę „Blurred Reflection” wypełnia ambient – dość stanardowy, ale mimo to urzekający i wciągający. Autor nurza swoją oniryczną muzykę w brzmieniu lo-fi, dorzuca sample z pokrytych patyną winyli i okrasza całość field recordingiem, więc oprócz padów i wirtualnych instrumentów (m.in. fortepian i gitara) słychać tu także szumiącą wodę, ćwierkające ptaki czy dźwięki, które mógłby wydawać na przykład wiekowy tramwaj jadący przez centrum Katowic. Zgodnie z tytułem, wszystko jest należycie rozmyte i senne, ale nie usypiające. Spośród jedenastu utworów, największe wrażenie robią „Miniature” i „Overthesky (Bright Sphere)”, w których Krzysztof wspiął się na wyżyny w dziedzinie tak zwanego „kreowania klimatu”.

„Blurred Reflection” kontynuuje najlepsze polskie tradycje ambientowe, lokując się gdzieś pomiędzy twórczością Kryptona i Tomasza Bednarczyka (notabene rówieśnicy Orluka). To bardzo podobna wrażliwość, zbliżone środki wyrazu i równie czysta przyjemność z obcowania z muzyką.
Databloem, 2009

Niezależna prasa wskrzeszona?

Kiedyś był Plastik, Kaktus, Antena Krzyku i kilka innych tytułów, na łamach których można było poczytać o nowych (wówczas) brzmieniach. Dziś sytuacja wygląda kiepsko – w sieci pojawiają się magazyny, które po średnio czterech numerach – padają. Honor ambitnej prasy muzycznej starają się ratować niszowe tytuły – „Glissando” (które wraca) oraz „M|I” (które niedawno się pojawiło). Czy warto po nie sięgnąć? Nowe Glissando

„Czytaj Glissando” – pisał niedawno Maciek Kaczmarski w naszym poradniku elektronicznego snoba. No to czytajmy. Właśnie ukazał się – po bardzo długiej przerwie – 15 numer pisma. – Wielu już nie wierzyło, wielu postawiło kreskę, wiele się zmieniło, wiele miesięcy bez numeru, wiele pytań bez odpowiedzi. Ale jednak – wracamy! – piszą autorzy.

W numerze m.in. materiały poświęcone nowej muzyce litewskiej, do tego płyta, która ma być zapowiedzią organizowanego przez redakcję festiwalu. Impreza odbędzie się na przełomie września i października w Wigrach. Dokładny spis treści znajdziecie na tej stronie.

M|I

– Chcemy wskrzesić, przynajmniej w niewielkim wymiarze, polską, niezależną prasę muzyczną – piszą autorzy pisma, czyli ludzie związani z labelem Monotype. – Nie spodziewamy się rewolucji. Chcielibyśmy po prostu stworzyć medium, które będzie prezentować spektrum artystów i zjawisk nie ograniczające się do jednego gatunku.

W pierwszym numerze M|I znajdziecie teksty o muzyce improwizowanej, elektronicznej, freakfolku, psychodelii, post-punku, post-industrialu, a nawet country. Philip Jeck | Pelt | Andrew Liles | Room 40 | The Names | 12k | Glenn Donaldson | Laibach | LTM Recordings. Więcej na tej stronie

Która najlepsza?

Który prasowy tytuł jest bądź był według Was najciekawszy? Który wspominacie z największą nostalgią? Piszcie w komentarzach.

Znamy kolejne gwiazdy festiwalu Plateaux

Uwaga, trzymajcie się mocno krzeseł, po kliknięciu w odnośnik Wasze parametry życiowe prawdopodobnie podskoczą do wartości krytycznych. Gwoli przypomnienia, którego nigdy za wiele, tegoroczna edycja festiwalu odbędzie się w dniach 19-22 listopada, w sąsiadujących ze sobą miastach – Toruniu i Bydgoszczy.

Oto rzeczona lista zaproszonych artystów:
Deaf Center [NO] + Claudio Sinatti [IT]
Ezekiel Honig [US]
Glitterbug [IL/DE] + Ronni Shendar [IL]
Byetone [DE]
Joshue Ott [US]
Lusine [US]
Morgan Packard [US]
Chris Herbert [UK]
Svarte Greiner [NO]
Tilman Erhorn [DE]
Simon Scott [UK]
Akufen [CA]
Bodycode [US]
Sutekh [US]
Fennesz [AT] + Lillevan [DE]
Kirk [PL] + Jeffers Egan [US]
Lawrence English [AU] + Makino Takashi [JP]
The Sight Below [US] + Simon Scott [UK]
snd [UK]
RUETS by MeaKusma [BE]
UTP by Noto/Sakamoto [DE]
Audio.Visual by Fluctuating Images [DE]

Oczywiście to jeszcze nie wszystko, więcej informacji wkrótce!

Zobacz plan występów na TransVisualiach09

Nieczęsto można zobaczyć w jednym miejscu w akcji DJ Krusha, Daedelusa, Clarka, The Gaslamp Killera…

Po okresie niepewności i wielu niewiadomych w końcu publikujemy pełen line-up.

9-11.10.2009 oraz 16-18.10.2009 | TV-LIVEACTS

9.10.2009 | piątek | Klub Ucho
otwarcie drzwi: 19:00
start: 20:00
20:00-20:45 | Mananasoko
21:00-22:00 | Grabek
22.15-23.15 | Paristetris

11.10.2009 | niedziela | Klub Versalka
otwarcie drzwi: 20:00
start: 21:00
21:00-23:00 | supporty
23:00-24:00 | Dj Krush

16.10.2009 | piątek | PPNT w Gdyni
otwarcie drzwi: 20:00
21:00-22:00 | Piotr Bejnar vs. Antistatic Family
22:15-23:15 | Clark+Flat-E
23:30-00:30 | Various Production
00:45-01:45 | Hexstatic

17.10.2009 | sobota | PPNT w Gdyni
otwarcie drzwi: 20:00
20:30-21:15 | Skip
21:15-22:00 | X&trick
22:00-23:00 | Felix Kubin
23:00-00:00 | Daedelus
00:00-01:00 | Ceephax Acid Crew
01:00-02:00 | Addictive TV
02:00-02:45 | Bugklinik Soundsystem

18.10.2009 | niedziela | Klub Parlament
otwarcie drzwi: 19:00
20:00-21:00 | CSU
21:30-22:30 | Mount Kimbie+James Blake
22:30-23:30 | Boxcutter
23:30-01:00 | The Gaslamp Killer

BILETY:

Karnet TV-Liveacts: 70 PLN [karnet koncertowy, nie obejmuje koncertu Dj Krusha]

Bilet 9.10.2009: 20 PLN
Bilet 11.10.2009: 40 PLN
Bilet 16.10.2009: 40 PLN
Bilet 17.10.2009: 40 PLN
Bilet 18.10.2009: 30 PLN