Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


Pleq – The Metamorphosis


Co jest ciekawego w tak nieciekawym w gruncie rzeczy zjawisku jak melodyjny IDM z klikami, samplami i glitchem? Niewiele, chyba że komuś słuchającemu płyty z tej półki uporczywie narzuca się skojarzenie z LCD Soundsystem. Pleq to jednak nie set dla utrzymujących formę maklerów biegających w t-shirtach Tommy Hilfigera wokół galerii handlowych, a raczej przyjazny, daleki od metroobślizgłości soundtrack do bieganiny wiecznie pełnych energii, chaotycznych dziewczynek i chłopców w przedziale wiekowym 4-6. Coś tam mówią, ale raczej gaworzą jeszcze wymieniając między sobą dane o kasztanie lub mrówce, porównując znalezione kamienie i kostki. Myszkują, o. Biegną też w za dużych kaloszach na przykład i sapią małymi płuckami docierając do jakiegoś miejsca, którego osiągnięcie dla dorosłego nie wiąże się z obrażeniami kolan i łokci. Cokolwiek im pokazać mówią: uuuuu.

Miło posłuchać jak ten mały świat męczy się i skręca w sobie, próbując uniknąć porządkujących uderzeń klikających perkusji; delikatny i obcy, stwarza złudzenie tajemnicy i dystansu, podczas, gdy po prostu nie mówi językiem-narzędziem wymiany racjonalnych spostrzeżeń. Banał z wypracowania o Różewiczu, więc do rzeczy: w czym, poza tą dziecinną bazą, tkwi siła tej niepozornej pozycji? Np. w tym, że glitch, przy całej swojej delikatności i przewiewności, nie został tu spożytkowany prostacko – jako element sztucznie uwrażliwiający wystarczająco już filigranową całość – ale jako oddech realnego glamouru, feminizujący, zaszczepiający finezję klubowego, ciut niegrzecznego, stajlu i odciągający odbiorcę od stereotypowego wizerunku twórcy tej płyty jako studenciaka dłubiącego po wykładach przy kompie i jakichś elektronicznych popierdywkach, przykrywkach dla masturbacji ordynarnie podniesionej do wymiaru hobby. Dwa: gęstość, konsystencja tego; mimo przejrzystości całość przypomina już raczej folktronikę spod znaku RF lub (nawet) wczesne Mum czy Maxa Richtera z okresu Blue Notebooks, niż ohydną polską elektroniczkę opartą li tylko na przypadkowych efektach zabawy z programikami polecanymi po koleżeńsku na specjalistycznych forach.

Pojedyncze utwory z Metamorphosis, wyrwane z przyjaznego środowiska całości, więdną i gasną w przeciągu kilkunastu sekund. Razem służą jednak ramieniem w sytuacjach tak kryzysowych jak nagła potrzeba doznania estetycznego pośrodku ohydnego dnia. Twój Pleq, twoje cośtam, bo też po części jest to płyta użytkowa – potencjalnie i relaksująca i absorbująca – co byłoby niemożliwym do osiągnięcia, gdyby nie wspomniana już elegancja, czyniąca album serio żywotnym (co nieczęsto się zdarza w tym genre) i odświeżająco nienachalnym, jeśli chodzi o ewentualne, wolne interpretacje tego materiału przez odbiorcę.

Wystarczy zajrzeć w rozbity na dwie części utwór tytułowy, który, w niewinności i lekkości aż dziecięcy, zdąża jeszcze szturchnąć skojarzenie z wytwornymi, bogatymi strojami, delikatnymi jak samo tarcie biżuterii o wypolerowaną w mleku i szampanie skórę. Wrażenia nie psują sztubackie trochę To Be A Little Cloud czy Maus – niby-singiel, bo zawierający wokale, niefortunnie wyciśnięte skądś z Polski AD 1992 r. lub prościej: ze Ścianki (Iris?). Nie szkodzą też centralne Dont Cry My Dear i I Think In These Terms Everytime (Noon?) – seria w porównaniu z utworem tytułowym, przyciężkawa jak mokre draperie przy jedwabiu, lecz uzasadniona nanizaniem na spójną narrację następujących po sobie obrazów. Udaje się Pleqowi wybrnąć, a do tego po raz pierwszy ma sensowną okładkę płyty i wszystko to cieszy, choć sprawia wrażenie pięknego wypadku przy pracy, słabo umotywowanego wcześniejszą twórczością i nie znajdującego oparcia w intuicyjnych uogólnieniach, jakie można przy porannej kawie stworzyć sobie na temat samego artysty.
U-Cover, 2009

10 KomentarzyDodaj komentarz
  1. na pewno, „kazdy” zna „twoje” racje.i sam jestes attention whore bos zaczal warczec bez pytania prawda ? .i wciaz pozdrawiam, mimo ze to ja „jestem bucem” co nie ? ;)

  2. kazdy tu wie z czego jestes zrobiony bo dales sie juz poznac, ale musze przyznac, ze attention whore z ciebie wzorowa:) szczerze nie pozdrawiam

  3. chyba jednak masz skoro ja juz nie pisuje na forum a ty wciaz (jak sam powiedziales) czytasz moje posty. milo jednak wiedziec ze wzbudzam emocje ;) pozdrawiam.

  4. problem? ja z tym nie mam problemu i podejrzewam że nie ma go nikt inny poza tobą:)

  5. hehe, problem ze nie postuje od paru dobrych miesiecy. ja z kolei kiedy mam ochote na idiotyczne posty czytam takich mono-sylabowcow jak ty, kimkolwiek jestes.pozdrawiam. ps. nastepnym razem zaloguj sie pod starym nickiem.

  6. a ty mm jak bucem byłeś, tak jesteś i już pewnie będziesz… kiedy mam ochotę na pseudointelektualne i wydumane banały czytam twoje posty:)

  7. panie two_dots, sytuacja jest prost ajak konstrukcja kapelusza. jako bierni sluchacze nie mamy obowiazku chwalic sie swoimi dokonaniami zeby krytykowac to co robia inni. „pokaz sam zanim cos powiesz” to typowe zagranie z mentalnej piaskownicy. poniewaz tworca wydaj eprodukt a serwis zapewnia recenzje i mozliwosc komentarza, ludzie sluchaja, czytaja i komentuja. fakt, komentarze nie sa za mile, ale jest i ku temu pewien dosc prozaiczny powod. jesli zamiast recenzji plyty czytamy wydumane znikad pseudo-intelektualne kocopoly w stylu „oniryczny hip hop” to jedyne co mozna zrobic poza szarpaniem wlosow z glowy – to skrytykowac, bo moze tylko dzieki temu recenzenci przypomna sobie ze pisza recenzje a nie peany na czesc kina moralnego niepokoju czy nie daj boze innej stylistyki pokroju wertera z dziadow….

  8. tekstów szałaska nie da się czytać i nigdy nie dało…

  9. mam wrażenie, że piszący recenzje w pewien sposób podobni są do krytyków. piszą jakieś wycyzelowane, opływające w nic nie mówiące o muzyce metafory słowa ponieważ są zazdrośni, że oni sami nie mają talentu i nie nagrywają muzyki, a jeśli już to robią, to z miernym skutkiem.
    To co Wy nazywacie nudą, ja określiłbym mianem stylu, jakoś po sigur rós nie jedziecie, a przecież też w kółko nagrywają niemalże te same rzeczy.

  10. odniosę się do końcowej konkluzji, bo w sumie pokrywa się ona z moimi odczuciami. fakt, Metamorphosis stanowi ciekawą pozycję, ale jeśli spojrzymy na to, co pleq robił wcześniej pojawi się konkluzja o monotonności, z której nie sposób jego najnowszej płyty wyrwać. słuchana w oderwaniu – zaciekawia, umieszczona w określonym kontekście – nudzi. w sumie z całego dorobku pleqa zostawiłem sobie tylko Metamorphosis bo uznałem, że na tle podobnej reszty wypada najciekawiej.


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress