Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.



Xiu Xiu – Women as Lovers


Dobrze jest znaleźć czas aby posłuchać Xiu Xiu. Dobrze jest ich poznać i… odstawić na półkę. Niewątpliwie można się zachwycić ich nierównym stylem i dysharmonią przyprawiającą o nerwicę. Jednak na dłuższą metę wróci się do utartych tematów i ulubionych artystów. Xiu Xiu jako eksperyment pozwala otrzeć się o pewną skrajność, zarówno brzmieniem jak i treścią daleko przekraczając znane kanony, aktualne trendy a nawet dobry smak.

Pochodzą z San Jose w Kalifornii i od 2000 roku wydali dziewięć albumów. Mocno trzymają się elektronicznej psychodelii, podszytej eksperymentalnym post-punkowym i indie rockowym graniem, co w zasadzie niewiele mówi, ale tak właśnie kończą się próby klasyfikowania ich stylu, kto nie wierzy niech posłucha. Co kawałek dostajemy utwór w innym brzmieniu, nie zmienia się tylko niespodziewany łomot, wyliczony z premedytacją i drażniący słuchacza gdy tylko zrobi się spokojniej. Jamie Stewart, lider zespołu i twórca jego obłędnego imageu, przyznaje, że te nieoczekiwane zmiany nastroju wynikają z jego własnych doświadczeń, a słuchacz zaczyna zastanawiać się nad pokiereszowana duszą artysty z San Jose.

Z albumem „Women as Lovers” dostajemy kolejną porcję ekstrawagancji silnie skoncentrowanej na seksualności, jeden cover i sporo kontrastowego brzmienia. Mocna perkusja i chaotyczne trzaski kontra melodyjne, miękkie śpiewy w „You Are Pregnat, You Are Dead”. Klimatyczny, gęsty „Black Keyboard”, który doczekał się nawet obecności w polskim radiu. Xiu Xiu trzyma formę, i chociaż album nie jest nadzwyczaj odkrywczy i postępowy względem poprzednich, warto się z nim zmierzyć.

Muzyka eksperymentalna w typie Xiu Xiu robi wrażenie głównie dzięki odmienności. Nieprzeciętne połączenia pięknych ballad z obrzydliwymi tekstami, surrealistyczne wariacje dźwiękowe początkowo szokują, lecz w końcu tracą atrakcyjność i stają się pustymi formami. Nisza, którą spreparował zespół, może wypełnić się szybko. Ciekawe, czy będą dalej pędzić wybraną drogą, popadając w przykry stan gonienia własnego ogona, czy ruszą z całkiem nowym materiałem. Kolejny album „Dear God, I Hate Myself”, planowany na 2010 rok, da na to odpowiedź.
Kill Rock Stars 2008

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.