Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.

S S S S – Walls, Corridors, Baffles
Paweł Gzyl:

Power ambient z Lucerny.



Worm Is Green – Glow


Początek Worm Is Green datuje się na pierwsze lata obecnego wieku, kiedy to Arni Asgeirsson zebrał kilku znajomych z rodzinnego Akranes na Islandii i postanowił założyć zespół łączący brzmienie instrumentów z dźwiękami cyfrowymi . Jak dotąd grupa miała na koncie dwa albumy studyjne, „Automagic” (trafił nań niesamowity cover „Love Will Tear Us Apart” Joy Division) i „Push Play”, oraz płytę z remiksami tego drugiego. Pod koniec minionego roku ukazał się trzeci krążek bandu z mroźnej wyspy, „Glow”.

Kilkanaście lat temu o Worm Is Green zapewne powiedziałoby się, że to „bristol sound”. Rzeczywiście, da się tu wyczuć dalekie echa Portishead i coś z atmosfery pierwszej płyty Sneaker Pimps, ale to tylko niektóre drogowskazy, albowiem Asgeirsson, muzyczny mózg projektu, ma wyraźną słabość do syntetycznych brzmień. W chmurze tagów znalazłyby się więc takie hasła jak „downtempo”, „idm”, „trip-hop” czy nawet „post-rock”, przy czym z każdej z tych szufladek wybrano tylko niektóre składniki.

Centralny element, wokół którego orbituje muzyka, stanowi wokal Gudridur Ringsted, w zależności od piosenki przechodzący od zmysłowości, poprzez melancholię, do tonów bardziej optymistycznych. W zwiewnych, choć wyrazistych kompozycjach słychać delikaty fortepian, nisko zawieszony bas, minorowe smyczki, ambientowe pady, wszelkiej maści cyfrowe przeszkadzajki oraz urozmaiconą rytmikę, nabijaną zarówno przez maszyny perkusyjne, jak i bębniarza z krwi i kości. Dopiero w finalnym utworze, siedmiominutowym „1998”, grupa opuszcza te niepokojące, senne rejony i przenosi się do dusznego klubu, gdzie rozbrzmiewa transujące techno (proszę nie mylić z podłą trance music).

Zachodnia prasa porównuje Worm Is Green do Bjork i Sigur Ros, ale to chyba wyraz bezradności lub/i chwyt marketingowy. Kwartet nie jest bowiem nawet w połowie tak zmanierowany jak panna Gudmundsdottir, ani tak hajpowani jak formacja Jonsiego. Dużo więcej łączy ich z Cocteau Twins i kolektywem GusGus. Oby tylko nie poszli w tym samym kierunku, co niegdysiejsi pupile wytwórni 4AD.

P.S. Albumowi towarzyszą dwie epki: „Politician” i „Hopeful”; na tej drugiej znalazł się remiks szczecińskiego producenta Zombiego. Na kolejną, trzecią epkę trafi remiks innego Szczecinianina – Kryptona.
ata:digital, 2009

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.