ACT! – Universalist
Paweł Gzyl:

Fairlight CMI znow w modzie.

The Young Mothers – Morose
Łukasz Komła:

Czy to kolejna supergrupa jedynie z nazwy? Śmiem twierdzić, że nie!    

Laurel Halo – Raw Silk Uncut Wood
Jarek Szczęsny:

Niezmordowana eksperymentatorka.

Thomas Leer – 1982
Paweł Gzyl:

Nienagrane przeboje.

The Magnificent Tape Band – The Subtle Art of Distraction
Jarek Szczęsny:

Retromania w wersji turbo.

Abul Mogard – Above All Dreams
Maciej Kaczmarski:

Kim pan jest, panie Mogard?

Sstrom – Otider
Paweł Gzyl:

Wykastrowane techno.

cv313 – Analogue Oceans
Paweł Gzyl:

Mistyka oceanu dźwięków.

Mika Vainio & Franck Vigroux – Ignis
Paweł Gzyl:

Tibi et igni.

Wczasy / Wolne pokoje
Jarek Szczęsny:

Na wakacje jak znalazł.

Shy Layers – Midnight Marker
Paweł Gzyl:

Wspomnienia sprzed trzech dekad.

Toxe – Blinks
Kasia Jaroch:

Oblicze najbardziej nieprzystępnego brzmienia Bala-Core złagodniało.

Sroczyński – Ajulella
Jarek Szczęsny:

Bajkowy koktajl.

Driftmachine – Shunter
Paweł Gzyl:

W sercu elektrowni.



Archive for Lipiec, 2018

Posluchaj nowego albumu Dana Curtina

Berlińska wytwornia Mobilee opublikuje w kwietniu dziewiąty już album Dana Curtina – „Lifeblood”. Już od swych najwcześniejszych wydawnictw, amerykański producent dał się poznać jako kontynuator brzmienia Detroit. Jako jeden z pierwszych producentów techno z powodzeniem sięgnął po format albumu. Jego debiutancki krążek – „The Silicon Dawn” – wydany w 1994 roku przez brytyjski Peacefrog należy do klasyki gatunku.

Specjalnie dla swych fanów Curtin przygotował 40-minutowy miks nagrań z nowej płyty – „Lifeblood”. Można go posłuchać pod tym adresem

Niwea z albumem

26 lutego ukazał się jeden z najbardziej oczekiwanych polskich krążków tego roku – „01”, czyli debiut duetu Niwea. Jak brzmi całość? Niwea to połączenie mocy twórczej Wojtka Bąkowskiego oraz Dawida Szczęsnego. Wydawca albumu pisze: – Moc tekstów z gatunkowym ciężarem muzyki stanowią o sile oddziaływania Niwei, która zamiast chronić jak warstwa kremu, wdziera się do środka i parzy.

Tak o płycie pisze Jacek Szubrycht z Przekroju: – „01” to płyta, która wystraszy was nie na żarty. (…) To ta sama prawda o życiu, która tak nas pociągała i przerażała zarazem w debiucie Kalibra 44 (…) czy filmie „Takiego pięknego syna urodziłam” Marcina Koszałki (…) Trudno o obojętność wobec debiutu Niwei – albo wpadniecie w to po uszy, albo natychmiast wyplujecie z obrzydzeniem. Niwea to muzyka miejska. Coś jak Burial, ale nie z Londynu”.

Przekonajcie się sami na www.myspace.com/niwea, album kupicie na stronie http://www.antenakrzyku.pl/niwea/

Mosca we Wrocławiu!

W najbliższą sobotę, 6 marca w ramach kolejnej edycji BBQ we wrocławskim Ośrodku wystąpi kolejna nadzieja brytyjskiej sceny tanecznej. Mosca to pseudonim producenta, który w samym tylko styczniu 2010 wydał swoją debiutanckę EP-kę dla londyńskiego labelu Night Slugs, nagrał miks dla Mary Anne Hobbs i znalazł się na najnowszej kompilacji Fabric obok takich artystów jak Rusko czy Martyn. Jego tętniące dubstepem, garageem i globalnym houseem Square One było remiksowane przez Roskę czy Julio Bashmorea, a sam Mosca pracuje nad remiksami dla chociażby Four Tet.

Jako dj i producent Mosca konfrontuje głębokie basowe brzmienia z połamanymi rytmami UK funky, jungleowymi wstawkami i wokalami ciętymi w garageowym stylu. Jego produkcje i sety dobrze obrazują to, co w wyspiarskiej muzyce tancznej najświeższe. Można się o tym przekonać, słuchając jednego z setów producenta:

Jako support wystąpią: Zeppy Zep, Teskko, Dizzy Trouble oraz Jakub Dymek.

Więcej informacji tutaj

Uwaga! Dwie pojedyncze wejściówki czekają na Czytelników, którzy jako pierwsi zgłoszą nowejmuzyce chęć uczestnictwa w imprezie.

Opener 2010: Massive Attack, Pavement, Hot Chip

Lineup tegorocznego Openera wreszcie nabiera rumieńców. Podczas tegorocznej edycji imprezy wystąpią m.in. Massive Attack, Hot Chip i Pavement. Co sądzicie o tym niusie? – To jedna z tych przyjemności podczas organizacji Open’era, kiedy po wielu miesiącach pracy mam możliwość ogłoszenia takich artystów – mówi Mikołaj Ziółkowski z Alter Art. – To trzy wybitne zespoły, które w różnych przestrzeniach, w różnym czasie, w różnych stylach i estetykach muzycznych zrobiły tyle, że można by tym obdzielić kilka innych grup, a jednocześnie odcisnęli swoje wyjątkowe piętno w historii współczesnej muzyki.

Chodzi oczywiście o Massive Attack, Pavement oraz Hot Chip – właśnie te zespoły zagrają w tym roku na Openerze. Jak oceniacie dotychczasowy lineup imprezy?

Dotychczas zabukowani

  • Gorillaz Sound System
  • Hot Chip
  • Kasabian
  • Mando Diao
  • Massive Attack
  • Pavement
  • Pearl Jam
  • The Hives
  • Tinariwen

Pavement

Kultowa amerykańska formacja uwielbiana przez wszystkich fanów alternatywnego rocka, do dnia dzisiejszego będąca inspiracją dla niezliczonej ilości zespołów. Mimo szybko osiągniętego niesamowitego sukcesu, grupa zawsze pozostawała wierna swoim ideałom i raz obranej stylistyce, łączącej rock i folk, kakofonię i melodię.

Hot Chip

Jedna z największych gwiazd muzyki elektronicznej, jeden z tych zespołów, które z powodzeniem zapełniają hale, areny i grają na głównych scenach największych festiwali. Nominowana do Grammy formacja nagrała do tej pory cztery albumy studyjne, a ich najnowsze wydawnictwo pt. „One Life Stand” właśnie ujrzało światło dzienne.

Dobry rave we Wrocławiu i Poznaniu

Już dziś kolejna impreza z cyklu :plug/play>. Tym razem do naszego kraju przyjeżdża Housemeister. W Berlinie artysta skutecznie wypełnia lukę muzyczną między techno, electro i punk.

  • 26 luty 2010, Poznań, Eskulap
  • Wstęp: 15zł (wcześniejsza rezerwacja) / 20zł
  • 27 luty 2010M, Wrocław, Sala Gotycka
  • Wstęp: 15zł (wcześniejsza rezerwacja) / 20zł
  • www.plugplay.pl

Housemeister kultywuje swoją własną definicję parkietowego szału. Po 14 latach prezentowania swoich umiejętności jako dj postanowił wydać swój drugi album „Who is that noize”. Ukazał się on w maju 2008 na jego własnym labelu All You Can Beat.

Wspomniane nowe wydawnictwo oraz pierwszy album „Enlarge Your Dose” wydany dla Boys Noize Records, odzwierciedlają prowadzone przez niego intensywne życie jako master-raver, z olbrzymią porcją nietuzinkowego poczucia humoru. Warto dodać, że owa nieustanna rebelia w jego życiu, to także efekt wcześniejszej współpracy z labelem BPitch Control.

Support

  • Slam Dunk [Wrocław]
  • Draq [Electroclash; :plug/play> | Wrocław]
  • Elektromonter [Elektropunkz; :plug/play> | Wrocław]
  • 2VV [Elektropunkz; :plug/play> | Wrocław]
  • NoTab [DjSqul; :plug/play> | Wrocław]
  • Ald [:plug/play> | Wrocław]

Rozdaliśmy bilety na Bipolar Bears

27 lutego we wrocławskim Firleju będziecie mogli posłuchać jednego z najnowszych i najciekawszych polskich zespołów – Bipolar Bears. Rozlosowaliśmy 5 podwójnych wejściówek na to wydarzenie. Koncert odbędzie się 27 lutego o godzinie 20.00. Przypomnijmy, że 1 lutego Bipolar Bears wydali swój debiutancki album „Interpolar Link”. Całość została skomponowana i wyprodukowana przez Kubę Mitoraja i Szymona Danisa (znanego z nieco cięższych projektów jak CO.IN. i Fate Unknown). Poza nimi w skład zespołu wchodzą Maciek Zakrzewski (Digit-All-Love) odpowiedzialny za sample, elektronikę, Grześ Posłuszny – bas, Wojtek Dereń – saksofon, chórki oraz wszelkie inne wydające dźwięk przedmioty.

www.myspace.com/bipolarbearspoland

Kto zgarnął wejściówkę?

Mieliśmy dla Was pięć podwójnych wejściówek na koncert Bipolar Bears. Zwycięzcy:

  • Joanna Sznajdrowicz
  • Sebastian Złotowicz
  • Marek Koczorowski
  • Piotr Ćwirko
  • Dominika Mencel

Gratulujemy! 🙂

Robert Babicz – Immortal Changes


Mimo, iż ten niemiecki producent polskiego pochodzenia jest obecny na elektronicznej scenie od prawie dwudziestu lat, nigdy nie udało mu się przebić do pierwszej ligi. Przez długi czas realizował solidne techno zakwaszone chicagowskimi dźwiękami pod pseudonimem Rob Acid, a potem objawił się jako ambientowy eksperymentator, publikując dla odmiany pod własnym nazwiskiem. Niemal od początku związany z Achimem Szepanskim, nagrywał dla jego Force Inc. i Mille Plateaux. W ostatnich latach wyraźnie złagodził swą muzykę, orbitując wokół tech-house`u, dzięki czemu trafił pod opiekuńcze skrzydła młodszego kolegi, Marca Romboya, prowadzącego wytwórnię Systematic. I właśnie jej nakładem ukazuje się nowy album Babicza – „Immortal Changes”.

Płyta powstała po zakończeniu długiej trasy koncertowej, podczas której niemiecki producent odwiedził jako Live Act różne zakątki świata. Aby oddać różnorodność wrażeń z tej podróży, postanowił nadać swej muzyce bardziej „żywy” wymiar – zaprosił więc do studia znajomych muzyków i wraz z nimi zrealizował premierowy materiał, który, jak potem ogłosił, w wyjątkowy sposób oddaje jego najgłębsze uczucia. Tego typu zwierzenia artystów zawsze budzą najgorsze obawy – i niestety, nowy album Babicza je potwierdza, całe szczęście jedynie po części.
Już pierwsze nagrania z płyty brzmią tak, jak można się było spodziewać – za słodko, zbyt sentymentalnie, momentami wręcz kiczowato. Zarówno „Morning Kiss”, jak i następujące po nim „Tbilisi” to typowy chill-out, rozpisany na jazzowe partie gitary, trąbki i fortepianu, a jedynie podrasowany laptopową elektroniką lub szeleszczącym funkowymi hi-hatami groovem. No, ale tak to już jest – wielu producentom wydaje się, że jak zagrają tęskną melodię na „żywych” instrumentach, to ich nagrania zyskają ten „głęboki” i „uduchowiony” wymiar. Taki błąd popełnił w zeszłym roku Sven Weissman na swym nieszczęsnym „Xine”, a dziś idzie w jego ślady Robert Babicz.

W dalszej części płyty trafiamy znów na dwa kolejne utwory, zrealizowane według tej zgubnej recepty. Najpierw całkowicie neo-klasyczne „Tbilisi Reprise”, a potem lounge`owe „Mind Looping Technology”, w którym niemiecki producent upchał zarówno jazzowy wibrafon, jak i egzotyczny sitar, podszywając je podłamanym bitem. A wszystko to nie dość, że niemiłosiernie „wzruszające”, to jeszcze wyprodukowane z przesadną sterylnością.

Całe szczęście, Babicz nie stracił całkowicie głowy i resztę płyty wypełnił bardziej energetycznym graniem. Centralny fragment krążka zajmuje bowiem zestaw zgrabnie przygotowanych nagrań w stylu detroitowego deep house`u, w których nie rażą już instrumentalne wtręty trąbki czy saksofonu („Chordy”), świetnie wypada pomysłowe zestawienie IDM-owych klawiszy z gorącym pulsem perkusji („Come Closer”) i nawet wprowadzenie klasycznych smyczków, nie irytuje tak, jak poprzednio („Astor”). Najlepiej prezentuje się w tym zestawie utwór finałowy – „Out Of Order” – przypominający słynny klasyk Laurenta Garniera zrealizowany pod szyldem Choice – „Acid Eiffel”. Bo również u Babicza house`owy groove nagrania niesie delikatnie dozowane dźwięki o kwasowym brzmieniu, tutaj uzupełnione ciepłymi partiami fletu i saksofonu.

„Immortal Changes” nie przynosi niemieckiemu producentowi chwały. Nie dość, że spora część materiału osuwa się niebezpiecznie w stronę muzycznego banału, to sprawia ona dodatkowo wrażenie nazbyt wypolerowanej i wygładzonej, jakby jej autor nachalnie próbował się przypodobać szerokiej publiczności.

www.systematic-recordings.com

www.myspace.com/systematicrecordings

www.robertbabicz.de

www.myspace.com/robertbabicz
Systematic 2010

Tobacco z nowym albumem!

Frontman grupy Black Moth Super Rainbow szykuje sukcesora świetnie przyjętego debiutu „Fucked Up Friends”. Gościnnie swojego głosu użyczy Beck! Maniac Meat pojawi się w sklepach dokładnie 25 maja za sprawą oficyny Anticon. Jak zapowiada sam artysta ma to być swoista kontynuacja stylistyki zawartej na solowym debiucie – gdzie analogowe wkręty i hip-hopowe bity idealnie wpółegzystują z psychodelicznymi melodiami, charakterystycznymi dla kompozycji BMSR.

Poniżej cover albumu oraz tracklista.

Image and video hosting by TinyPic

01. Constellation Dirtbike Head
02. Fresh Hex (Featuring Beck)
03. Mexican Icecream
04. Lick The Witch
05. Sweatmother
06. Motorlicker
07. Unholy Demon Rhythms
08. Heavy Makeup
09. Grape Aerosmith (Featuring Beck)
10. New Juices From The Hot Tub Freaks
11. Six Royal Vipers
12. Overheater
13. Creepy Phone Calls
14. TV All Greasy
15. Stretch Your Face
16. Nuclear Waste Aerobics

Juan Maclean zrobił DJ Kicks

27 kwietnia ukaże się kolejna płyta z cyklu Dj Kicks. Tym razem odpowiedzialnym za kompilację będzie Juan Maclean, który w ubiegłym roku wydał świetny krążek „The Future Will Come”. Maclean to obecnie jeden z najciekawszych twórców wytwórni DFA. Na „The Future Will Come” zaprezentował piorunującą mieszankę muzyki tanecznej i elektroniki, bezpośrednio nawiązując do dorobku choćby LCD Soundsystem.

Dj Kicks wyda oczywiście label !K7. Zobaczcie tracklistę:

  • 1. The Juan MacLean – Feliz Casa (Ian Breno Dub)
  • 2. Still Going – Spaghetti Cir­cus
  • 3. Andre Crom & Luca Doo­bie – Ebony
  • 4. 6th B0rough Project – Plan­ets (The Revenge Lost Groove)
  • 5. A+O – Take Me
  • 6. Rick Wil­hite – Get On Up!! (Theo Par­rish’ Late Dub)
  • 7. Flo­rian Meindl – Here Today, Gone Tomor­row
  • 8. Armando – Don’t Take It (Tho­mos Edit)
  • 9. Jee Day – Like A Child
  • 10. Giom – I Know You Were Right
  • 11. Alex Nigge­mann & Super­lounge – Chip Chip
  • 12. Manuel Sah­a­gun – Pieces Of Me
  • 13. Sonny Foderra – Every­body Get On The Decks
  • 14. Danny How­ells – Laid Out (Fully Hor­i­zon­tal Mix)
  • 15. Shit Robot – Sim­ple Things (Todd Terje Ver­sion)
  • 16. The Juan MacLean – Feel So Good (DJ-KiCKS)
  • 17. Rick Wil­hite – Get On Up!! (Theo Par­rish’ Late Dub)
  • 18. The Juan MacLean – Feliz Casa (Frankel’s Rhodes Workout)

Muzyk Gus Gus przyjedzie do Polski

President Bongo, jeden z członków tria Gus Gus, zapowiedział swój kwietniowy przyjazd do naszego kraju. Muzyk zagra dwukrotnie – w Warszawie i Poznaniu. Trochę szkoda, że do Polski nie przyjeżdża Gus Gus w pełnym składzie – tym bardziej, że panowie wydali niedawno nowy, znakomity krążek „24/7„. President Bongo zagra w naszym kraju tylko Dj Sety, choć w trakcliście znajdą się zapewne kawałki Gus Gus.

Występy zaplanowano na 23 kwietnia (Poznań, SQ) oraz 24 kwietnia (Warszawa, Piekarnia).

Bilety dostępne są w cenach:

  • do końca marca – 25 złotych
  • w kwietniu – 30 złotych
  • w dniu imprezy – 35 złotych

Warto posłuchać: Danger

Dziś w coś w duchu nadchodzącego wielkimi krokami Selectora. Mikołaj Ziółkowski w minioną sobotę zaprzeczył jakoby Justice planowali jakiekolwiek koncerty w tym roku. Zamiast duetu z Ed Banger warto przyjrzeć się innemu Francuzowi.

Ukrywający się pod pseudonimem Danger Frank Rivoire serwuje bardzo energetyczną mieszankę opartą na electro, a wzbogaconą motywami z ejtisowych soundtracków czy starych gier video.
Nie jest jeszcze tak znany jak Justice czy Daft Punk, ale biorąc pod uwagę siłę drzemiącą w jego nagraniach można spodziewać się przewrotu na francuskiej scenie electro.

Danger dotychczas wydał trzy epki, a w najbliższych miesiącach, w barwach oficyny Ekleroshock ukaże się jego debiutancki album.

O poziomie Francuza niech świadczy fakt, że jego myspace odwiedzono już ponad dwa miliony razy, a utworu 11h30 wysłuchało ponad milion osób.

Poniżej kilka fragmentów

myspace

Encyklopedia Elektroniki – Rozdział #15: OMNI TRIO

W piętnastym rozdziale „Encyklopedii Elektroniki”, cyklicznej audycji na falach Szczecin.FM, klasyka jungle i drum’n’bassu: Omni Trio. Rob Haigh zaczynał od ambientu i eksperymentu, ale najbardziej znany jest jako pionier połamanych brzmień – jego nazwisko wymienia się jednym tchem obok takich postaci jak Goldie, Aphrodite, DJ Hype czy A Guy Called Gerald, a więc towarzystwa spod znaku amen breaka. Już dziś, punktualnie o północy w 15. rozdziale „Encyklopedii Elektroniki” godzina z rolującymi perkusjonaliami, miażdżącymi basami i ambientowymi pejzażami w wykonaniu Omni Trio.

* Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)
* Internet: Szczecin.FM
* Blog: http://szczecin.fm/Audycja
* Facebook: http://www.facebook.com/encyklopedia.elektroniki

Iowa Super Soccer – nowa płyta i trasa

15 marca ukaże się długo oczekiwany, drugi album znakomitego mysłowickiego zespołu Iowa Super Soccer. Krążek „Sories Without Happy Ending” znajdzie się w katalogu Gusstaff Records. Dwa lata temu Gusstaff Rec. wydał debiutancką płytę prawie nikomu wtedy nieznanego zespołu. Krążkiem „Lullabies to Keep Your Eyes Closed” byli zachwyceni nie tylko dziennikarze (nasza recenzja), ale także publiczność. Bez wielkiej akcji promocyjno-marketingowej, bez płatnych reklam w mediach grupie udało się zaistnieć na naszym rynku muzycznym.

Druga płyta Iowa Super Soccer jest połączeniem wokali rodem z The Walkabouts i Cowboy Junkies, melodyjnych prostych kompozycji przypominających 10 000 Maniacs, Sophie Zelmani, The Sundays, czy zespołów z kultowej wytwórni Sarah Records. Zmiany personalne w zespole odświeżyły brzmienie, sprawiając, że tych 12 piosenek tworzy przyjemną atmosferę, której brakuje w dzisiejszych produkcjach przepełnionych technicznymi nowościami.

Trasa

W lutym i marcu Iowa Super Soccer promować będą „Sories Without Happy Ending” na trasie, której potwierdzone daty prezentujemy poniżej:

  • 26.02 – Piotrkow Trybunalski – Vojak Svejk (ul. Szewska 2)
  • 27.02 – Aleksandrow Kujawski – Fado (ul. Narutowicza 29)
  • 28.02 – Gdynia – Cyganeria (ul. 3 Maja 27)
  • 19.03 – Wroclaw – Firlej (ul. ul. Grabiszyńska 56)
  • 24.03 – Dabrowa Górnicza – Komitywa Pub (ul. 3 Maja 15)
  • 27.03 – Zabrze – Wiatrak (+ Myslovitz)
  • 18.04 – Katowice – Old Timers Garage
  • 24.04 – Poznan – Scena na Piętrze (+ Czesław Śpiewa)

Więcej o zespole:

Lowtec w Warszawie

Niezwykle płodny koncertowo okres dla stolicy dobiega końca. Po ubiegłotygodniowych występach Roberta Hooda i Motor City Drum Ensemble nadchodzi najważniejsze wydarzenie trymestru roku 2010! Podejście do tworzenia w wykonaniu Jensa Kuhna można opisywać na różne sposoby. Jako wysoki kunszt producenckiej strategii, wybitną polifoniczność brzmienia lub przejaw ciągłej potrzeby doskonalenia, siebie i muzyki przez siebie kreowanej.

Source Recordings Davida Moufganga, Playhouse, Smallville, to oficyny, które najlepiej opisują etiologię brzmienia Lowteca, założyciela najpreżniej rozwijającej się obecnie platformy deep-techno/house pt. „Workshop”. Świetni goście podnoszący rangę wytwórni(Even Tuell, Kassem Mosse czy wspomniany wczesniej David Moufgang aka Move D) oraz wybitnie dopracowany design tłoczonych winyli, bardzo szybko zyskały należny sobie szacunek, w branży oraz wśród fanów muzyki elektronicznej z tajemniczą i nieokreśloną dozą brzmieniowego eksperymentu.

Wydawnictwo Workshop 06 będące sukcesorem pierwszego wydania serii z 2006, było jednym z najważniejszych wydarzeń ubiegłego roku. Również najnowszy materiał – Angstrom dla labelu Polyfon zbiera świetne recenzje.

27.02.2010 w sobotę w Klubie 55 Lowtec zaprezentuje swoj liveact, który poprzedzony będzie występem rezydentów klubu z kolektywu Easybooking bezpośrednio odpowiedzialnego za organizację wydarzenia.

start: 22:00
wstęp: 20 PLN

Workshop

Smallville Records

The Residents w Polsce

Na dwa koncerty do Polski przyjedzie amerykańska grupa The Residents – 4 maja we Wrocławiu i 5 maja w Krakowie. W ciągu ponad czterdziestu lat swej dzialalności The Residents zaskarbili sobie miano najbardziej oryginalnej formacji eksperymentującej na polu pop-kultury.

Ich muzyka, wspierana przez grafikę i wideo, do dziś nie została zakwalifikowana do żadnej stylistyki, choć miała wpływ na różne odmiany współczesnej awangardy – od psychodelii, przez industrial, po noise.

Cechą charakterystyczną działalności The Residents jest to, że członkowie zespołu ukrywają swą tożsamość pod surrealistycznymi maskami.

W tym roku ukażą się dwa albumy The Residents – studyjny „Ozan” i koncertowy „The Talking Light”.

Wrocławski koncert formacji odbędzie się w klubie Impart, a krakowski – w Teatrze Łaźnia Nowa.

Various Artists – Boogybytes Vol. 5 – Mixed By Seth Troxler


Choć Seth Troxler rozpoczynał karierę didżeja w rodzimym Detroit, z czasem przeniósł się do Berlina, co nie pozostało bez wpływu na jego własne produkcje i didżejskie sety. O ile wcześniej koncentrował się na klasycznym dla Motor City twardym house`ie, tak ostatnio równie często sięga po jego minimalową odmianę. Dowodem tego DJ-mix przygotowany przez amerykańskiego twórcę na potrzeby serii „Boogybytes”, publikowanej przez BPitch Control.

Pierwsza część zestawu wypada nadzwyczaj interesująco. Troxler, podobnie jak Wighnomy Brothers, stosuje bowiem tutaj technikę montażu dźwięków pochodzących z kilku źródeł. Tak wypada już otwierające całość „Intro”, w którym na ambientowy podkład z „Amb 1” Ryana Crossona, artysta nakłada własny monolog o autotematycznym charakterze – co przypomina słynny „What Is House?” duetu LFO. Potem sięga po micro-house`owy bit z „Sweet A Pella” Mike`a Shannona, podbijając nim mroczne akordy w stylu electro zaczerpnięte z „Fran Left Home” Luciano oraz soulową wokalizę z „Party Guilt” projektu The Rogal We.

Niestety – nie wiedzieć czemu, Troxler szybko przerywa tę pomysłową żonglerkę muzycznymi cytatami, sięgając po klasyczne miksowanie pełnych nagrań. Być może dzieje się tak, ponieważ na kolejny segment miksu składają się oldskulowe produkcje w stylu detroitowego house`u – przypominający nagrania Kevina Saundersona „The Soul Part II” Craiga Smitha & The Revenge i okraszony jazzowymi samplami „Wright At It” Baeki. Ten ostatni wątek Trexler kontynuuje w ciekawy sposób, sięgając po „Westoid” Dinky z wokalnym udziałem The Updates.

W centrum płyty pojawia się mało znany remiks „Freakbox” zespołu Spectrum wykonany przez Richiego Hawtina. Kanadyjski producent odziera nagranie z wszelkich ozdobników, zostawiając jedynie seksowną wokalizę podszytą mocnym pochodem basu i bębnów. Utwór ten przenosi nas na terytorium minimalowych brzmień. Najpierw otrzymujemy je w zimnym „Molar One” Alexeia Delano (uzupełnione chicagowską melorecytacją), a potem w tribalowym „The Connie Shake” Jabberjawa (czyli Matthew Dear`a).

Pod koniec zestawu Troxler stawia jednak na bardziej „mięsiste” granie. I przydaje mu się do tego kolekcja tech-house`owych przebojów – od pobrzękującego giętym basem „Signs” Heartthroba, przez bliski dyskotekowym produkcjom LCD Soundsystem „Stricher” Romana Flügela, po niemal trance`ową wersję (własnego autorstwa) klimatycznego „Seven” z repertuaru Fever Ray.

Całość wieńczy gwałtowny zwrot w stronę klasycznego house`u z Motor City – „Time For Us” autorstwa Nicolasa Jaara z masywnym pochodem basu przypominającym pamiętny motyw z „Another One`s Bites The Dust” Queenu.

Miks amerykańskiego producenta ma swoje dobre i słabe momenty. Po świetnie przygotowanym wstępie, środkowa partia wydaje się zbyt monotonna. Sytuację ratuje końcówka, która choć zrealizowana według sprawdzonych recept, broni się ciekawą selekcją nagrań. Mimo, iż okładka piątej części „Boogybytes” jest zdecydowanie najlepsza, jej zawartość muzyczna nie budzi takiego zachwytu, jak cztery poprzednie.

www.bpitchcontrol.de

www.myspace.com/bpitchcontrol
BPitch Control 2010

Wariat Otto znów we Wrocławiu

Po świetnym przyjęciu w ramach Asymmetry Festivalu 2009 – Otto Von Schirach ponownie zawita do Wrocławia. Tym razem wystąpi z perkusistą Balazsem Pandi, który wspomagał już na koncertach Merzbowa czy Venetian Snares!

  • 18 marca 2010
  • Wrocław, Firlej, ul. Grabiszyńska 56
  • Otwarcie bram: 19:00 | start: 20:00
  • Bilety: 40/50 pln
  • Support: Notorious Nastie oraz Shitmat

Otto Von Schirach

Po nagraniu 8 albumów, zagraniu 10,000 koncertów, zebraniu 4 gigabajtów sampli i zepsuciu 7 komputerów, czego jeszcze można chcieć? Otto w chwili obecnej pracuje nam paroma nowymi kolaboracjami z Venetian Snares, Doormouse, Gut, Ebola, Gouch oraz przesiaduje w studiu, obmyślając nowe pomysły które zostaną wykorzystane na kolejnym albumie Skinny Puppy.

Na koncercie w Firleju, Otto wystąpi z Balazsem Pandi. To węgierski perkusista który brał udział w wielu projektach m.in. na koncertach wspomagał Merzbowa czy Venetian Snares podczas nagrywania Pink+Green. Jego przyszłe projekty zapowiadają się równie dobrze – udział w nagrywaniu materiału Flying Lotus oraz projekt z Justinem Broadrickiem, Billem Laswellem i Enduserem – Blood of Heroes.

www.myspace.com/ottovonschirach

Nasiąknięci psychodelią

Oranżada to jeden z najoryginalniejszych polskich zespołów. Właśnie ukazała się jego nowa płyta – „Samsara”. Rozmawialiśmy o niej z wokalistą i gitarzystą grupy – Robertem Derlatką. Skąd u Was taka słabość do oranżady, że wybraliście to słowo na swoją nazwę?
Próbowałem wielokrotnie zgłębić ten temat, żeby wymyslić jakieś sensowne wytłumaczenie. Z jednej strony to wspomnienie słodkiego dzieciństwa w Peerelu, a z drugiej – rezultat prób znalezienia słowa-klucza na nazwę zespołu, zainspirowany trójmiejską sceną alternatywną, na której działały takie zespoły, jak Apteka czy Ścianka.
Jesteście jedynym zespołem w Polsce, który w wyrazisty sposób odwołuje się do niemieckiego kraut-rocka. Jak poznaliście ten mało u nas popularny gatunek?
Nasi starsi koledzy byli ostatnimi polskimi hipisami. Jeden z nich miał w swej kolekcji dużo starych analogów. Często spotykaliśmy się u niego i o trzeciej w nocy, kiedy zostawali najtwardsi, puszczaliśmy płyty Can, Faust, Tangerine Dream, wczesnego Kraftwerku. W pokoju było ciemno, pełno dymu, nikt się już nie odzywał, nasza podświadomość nasiąkała więc tymi dźwiękami. I ta inspiracja tkwi w nas do dzisiaj. Najbardziej chyba w Artku, naszym bębniarzu. A ponieważ żyjemy tu w Otwocku w swoistej enklawie kulturowej, niby blisko stolicy, ale całkowicie od niej odcięci, ta muzyka generuje się sama.

Wasze nagranie mają niezwykłe brzmienie – używacie instrumentów z epoki?
Oczywiście. Od lat gromadzimy sprzęt sprzed czterech dekad. Szczególnie gitary – Maciek gra na Framusie z 1974 roku, a ja – Rickenbauerze z 1976 roku. Kiedyś pojechaliśmy do Berlina na koncert i tam, na jakimś targu, między kebabami, trafiliśmy na oldskulowy klawisz – jedno z pierwszych pianin elektrycznych Philipsa. No i musieliśmy je kupić. Do tego używamy dawnych kamer pogłosowych, a produkcją naszych nagrań zajmują się ludzie, którzy czują psychodeliczny klimat.
Przed nagraniem „Samsary” dołączył do Was Maciek Łabudzki z Żywiołaka. Jaki miało to wpływ na pracę nad albumem?
Maciek przyniósł z Żywiołaka do Oranżady same najlepsze rzeczy – fajną, polską i zakarpacką wiochę, różne fujarki i flety. A ponieważ jest perkusjonistą, szybko dogadał się z naszym bębniarzem, mimo, iż dzieli ich różnica niemal 20 lat. Poza tym on jest filmowcem z wykształcenia – wniósł więc do naszej muzyki zupełnie inne spojrzenie, inną energię.
Tworzyliście nowe kompozycje drogą improwizacji?
Pół na pół. Część utworów narodziła się podczas wspólnych jamów, z których wykluwały się pozostające w naszych umysłach i dłoniach główne motywy. Reszta kompozycji, czyli te o bardziej piosenkowym charakterze, robiliśmy w domu na gitarach – ja i Michał. Tyle, że potem ostateczny kształt nabierały one już na próbach.

Pracowaliście w analogowym studiu?
To ciekawostka: nasza sala prób mieściła się w otwockim domu kultury. I tam zorganizowano też skromne studio. Byliśmy więc dobrze obeznani z tym miejscem, co ułatwiło nam nagrywanie. Niestety, ze względu na koszty, jest ono wyposażone w kiepski sprzęt, prawie pół-domowy. Kiedy więc zarejestrowaliśmy cały materiał, wysłaliśmy go Maćkowi Cieślakowi ze Ścianki, aby go po swojemu zmiksował. Ten, pod wpływem jakiegoś szaleństwa, najpierw męczył się z nim bezskutecznie, a potem wyrzucił go do kosza. Kiedy ochłonął, powrócił do tematu i w tydzień machnął takie miksy, że kiedy je usłyszałem, prawie nie poznałem naszej muzyki. Później wysłaliśmy te nagrania do Piotra Nykiela, inżyniera z warszawskiej politechniki, który zajmuje się analogową obróbką dźwięku i on wyrzucił w masteringu cały ten początkowy, cyfrowy brud. Dlatego muzyka z „Samsary” wypada tak naturalnie.
Brzmienie jest wyjątkowo gęste: oprócz gitar i bębnów, słychać mnóstwo innych instrumentów…
… chociażby flety, fujarki, conga, tamburyn, wiolonczelę, saksofon, a nawet trochę oldskulowej elektroniki. Mało tego, kiedy siedzieliśmy w studiu, co chwilę ktoś wpadał na jakiś dziwny pomysł. „Rzućmy butelką o ścianę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie” i tym podobne. I rzeczywiście powstało gęste brzmienie, w którym jest mało powietrza. Ale chyba od zawsze nasza muzyka była tak „naćkana”. (śmiech)
Przez to płyta jest jednak bardzo kolorowa.
Właściwie samo tak się stało. Zanim rozpoczęliśmy nagrywanie, w zespole był zastój. Daliśmy dużo koncertów, potem tłukliśmy się na próbach. W międzyczasie nagraliśmy muzykę do kilku filmów, aż w końcu mi się to znudziło. Nie było kopa, który dałby nam impuls do konkretnej pracy. Dopiero, kiedy przyszedł Maciek, wszystko ruszyło z kopyta. Ustaliśmy termin nagrań, zaczęliśmy pisać piosenki i teksty. Po zarejestrowaniu instrumentów, zrobiliśmy sobie jednak przerwę. Miałem wtedy czas na dłubanie przy nagraniach. Zacząłem więc zapraszać gości. Ludzie wpadali, robili swoje, a ja potem kleiłem to w jedną całość. W ten sposób, bez ciśnienia, materiał nabrał innego wymiaru, stał się wielobarwny.

Mimo to brzmi spójnie, robiąc wrażenie concept-albumu podporządkowanemu idei wyrażonej w tytule.
To nie nasza zasługa. Przez długi czas nie mogliśmy tych piosenek ułożyć w odpowiedniej kolejności. Robiliśmy to na siłę, ale nie pasowało. Potrzebny był nam ktoś z zewnątrz. I wtedy poprosiliśmy o pomoc Piotra Nykiela. A on zrobił to po swojemu. Kiedy przyjrzeliśmy się jego propozycji, okazało się, że trafił w dziesiątkę!
„Samsara” zaskakuje wyjątkowo dopracowaną stroną wokalną – jak to się stało?
Wcześniej traktowaliśmy wokale po macoszemu. Zawsze były przepychanki, kto ma śpiewać. „No weź, teraz ty”, „Nie, lepiej ty”, i tak w kółko. Podczas nagrań na drugą płytę niemal w ogóle chcieliśmy odpuścić wokale. Tym razem było jednak inaczej – nasz realizator, Andrzej Piotrowski, śpiewa w chórze i miał świra na punkcie ludzkiego głosu. W efekcie czasami musiałem trzydzieści razy nagrywać jakieś dwa słowa. A on ciągle się upierał: „No weź, jeszcze raz…”. Tymczasem żaden z nas nie był szkolony wokalnie. Dlatego w pewnym momencie podsunęliśmy mu trzy dziewczyny: znaną wszystkim, moją dawną koleżankę, Karolinę Kozak, wypożyczoną z Żywiołaka Anię Piotrowską i Lidkę Jaczeh, wokalistkę nieistniejących już otwockich zespołów Casablanca i Fallus Day. W ten sposób wokale wysunęły się na pierwszy plan.

A ostatni utwór „Impro-Miron” oparty na „Jeździe do Otwocka” Mirona Białoszewskiego przerodził się niemal w… radiowe słuchowisko.
(śmiech) Bo to miało być słuchowisko! Od dawna zaczytuję się w Białoszewskim i kiedy wpadłem na „List do Otwocka” od razu zakochałem się w tym tekście. Pewnie zadecydował o tym lokalny patriotyzm, ale nie tylko, bo przede wszystkim ujęła mnie zawarta w tym tekście groteska. I spiąłem się, żeby zrobić z tego słuchowisko. Niestety, chłopaki nie chcieli się zgodzić, twierdząc, że zdominuje ono całą płytę. No i odpuściłem. Nagraliśmy tylko ten fragment. Cieślak był nim zachwycony, on uwielbia takie duże, rozimprowizowane formy, więc znęcał się nad tym nagraniem najdłużej. Wplótł głosy lektorów, poskracał tekst, wtopił to wszystko w rytm pociągu. Ale zachował klimat.
Ciężko Wam będzie oddać to wszystko na żywo…
To fakt. „Impro-Mirona” na razie jeszcze nie graliśmy. Ale może kiedyś? Na koncertach stawiamy przede wszystkim na energię, a nie dźwiękowe smaczki. Zresztą te też można oddać przy pomocy samplera. (śmiech)

Następni goście Selectora

Kolejni wykonawcy tegorocznego Selector Festivalu to: Thievery Corporation, Metronomy, Boys Noize i Uffie. Thievery Corporation

To niekwestionowani mistrzowie łagodnych brzmień. Ale mimo, że kojarzeni są z klasycznym lounge`m, to koncertowe oblicze formacji jest całkowicie inne. Wraz z towarzyszącymi im na scenie muzykami i wokalistami Rob Garza i Eric Hilton tworzą niesamowite, wielokulturowe widowisko.

Metronomy

Jeden z tych zespołów, których styl muzyczny ciężko sklasyfikować, ale ich fanów można znaleźć tak wśród publiczności rockowej, jak i miłośników elektronicznych brzmień. Wraz z takimi formacjami, jak CSS i Klaxons szybko zdobyli serca zwolenników tanecznego rocka i muzycznych eksperymentów.

Za sukces grupy odpowiedzialny jest głównie Joseph Mount, który oprócz pracy nad swoim autorskim projektem znalazł czas na zremiksowanie nagrań takich artystów, jak Franz Ferdinand, Gorillaz, Kate Nash czy Ladytron.

Boyz Noize

28-letni didżej i producent z Hamburga. Masywne, czasami ekstremalne, elektroniczne brzmienie jego nagrań swoją energią przywołuje raczej wyczyny zespołów rockowych, niż klasyczne house’owe brzmienia znane z parkietów.

Uffie

Urodzona w Stanach Zjednoczonych, wychowana w Hong Kongu, a mieszkająca w Paryżu wokalistka i raperka Uffie to kolejna na Selector Festivalu przedstawicielka francuskiej wytwórni Ed Banger, której artystów w postaci Busy P (szef wydawnictwa) i DJ Mehdi mieli okazję zobaczyć festiwalowicze podczas poprzedniej edycji.

Fot. Uffie zaprasza na swój występ

Kurs nagłaśniania elektroniki

Klub CDQ i Polski Instytut Edukacji Audio zapraszają na 4-miesięczny kurs kreatywnego nagłaśniania muzyki eksperymentalnej – chodzi o laptopy, zestawy djskie, instrumenty akustyczne, perkusyjne itp. Warto! – Udało nam się zebrać bardzo doświadczonych i czynnych zawodowo nauczycieli: Andrzeja Karpa, Bolesława Scholla, Janusza Klimowicza i Marka Walaszka – mówi Paweł Przezwański z Polskiego Instytutu Edukacji Audio SWAM. – Prowadzący dodatkowo wspomagani będą przez Wojciecha Błażejczyka i Pawła Przezwańskiego, młodych absolwentów wydziału reżyserii dźwięku i kompozycji.

Czego się nauczysz?

Kurs oferuje zdrowy balans pomiędzy teorią i praktyką (trzy razy więcej praktyki niż teorii) i wymaga dużo pracy samodzielnej we własnym zakresie. – Strategicznym zadaniem kursu jest umożliwienie jego uczestnikom ogarnięcie całego procesu nagłaśniania – tłumaczy Przezwański.

– Mamy tu ćwiczenia z ustawiania kompresorów, podłączania sprzętu, eliminacji pogłosów, prezentacje procesu ustawiania systemu i miksowania live przez zaproszonych mistrzów, ćwiczenia indywidualne na wielościeżkowym nagraniu występu live nagranym podczas kursu, również praktyki w parach polegające na nagłaśnianiu zespołu na żywo podczas czwartkowych koncertów w klubie CDQ.

Kiedy i za ile?

Kurs odbywa się przez cztery miesiące w wymiarze około 3 godzin w tygodniu, w czwartki popołudniami lub wieczorami (podczas koncertów) w klubie CDQ (Warszawa, ul. Burakowska 12).

Data rozpoczęcia i aktualna cena kursu: 4 marca, 320 pln za miesiąc (1280 pln za cały kurs). Zobaczcie szczegółowe terminy i koszty. Kontakt i zapisy: info@swam.com.pl, tel. 508-031-321

Więcej informacji – www.swam.com.pl