Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Scout Niblett – The Calcination of Scout Niblett


Poszczególne słowa skąpych, zagadkowych liryków wypadają Niblett z ust, jakby bez udziału jej woli, kontynuując kultywowaną od debiutu „poetykę ściśniętego gardła”. Ironiczna pointa pada zwykle już na marginesie piosenki. Lakoniczność przekazu potęguje ograniczenie instrumentarium do surowej gitary i izolowanej od efektów perkusji. W efekcie ich użycia powstaje brudny, drażniący noise. Początkowo podporządkowany melodiom, wykorzystuje je do budowania liryzmu i szybko porzuca jako wstydliwie delikatne. Sardoniczny wokal kpi z trudnych emocji. Sucha więc i twarda to muzyka, ale łatwa do zapamiętania, bo rzadko kiedy obcuje się z płytą tak agresywnie ascetyczną. Ataki bębnów nadchodzą jak Indianie w powieściach Maya – znikąd, wkurwieni, znienacka. Taktykę spalonej ziemi przypisać wypada Albiniemu, którego produkcja definitywnie odcięła Scout od inspiracji balladami Cat Power. Kalcynacja (usunięcie wody z sieci krystalicznej pierwiastka) to alchemiczny symbol przejścia przez ogień, uzyskania kontroli nad sobą jako wycinkiem materii. Pogranicza magii stanowiły już wcześniej znaczący temat w songwritingu Niblett, ale dopiero teraz, kiedy porzuciła gadanie na Brudny, drażniący noise, podporządkowany początkowo melodiom, wykorzystuje je do budowania liryzmu i szybko porzuca jako wstydliwie delikatnerzecz odwzorowania w formie i ciekawego połączenia czarów z chemią, można mówić o faktycznym, pełnym inicjatywy debiucie, pozostawiającym w tyle falstarty składające się na dotychczasową jej dyskografię.

Na poprzednich płytach Scout chętnie sięgała po tropy grungeu. Na „Calcination”, konwencja najdotkliwiej na przestrzeni aughties upokarzana przez masy, schodzi w końcu do podziemia jak tajemna, sekciarska wiedza. Jej obrządek przebija skądś, za każdym razem z innego dźwięku któregoś riffu, zaszyfrowany do reminiscencji hołubionych przez autorkę wizji złotej ery. Jeszcze jedna redukcja to wykluczenie z kręgu inspiracji Mt. Eerie i Bonnie „Prince” Billyego. Istna więc batalia emancypacyjna, w której wyniku odbiorca mający styk z poprzednimi pozycjami może dostać zawrotu głowy jak w koloseum, na którego arenie czyjeś autorytety padają dekapitowane i popaść w podejrzliwy podziw, bo rzeczywiście jedynie wsparcie nieczystych sił wyposaża w nakład sił wymagany do wyzbycia się wzorców i wepchnięcia sobie w gardło artystycznej samotności. Niblett poradziła sobie z tym wyzwaniem i pozostając sama ze sobą nie nudzi się, choć niekiedy musi narzucić sobie dyscyplinę żeby sprostać własnym oczekiwaniom. Rygor ten to jedyne źródło większych zgrzytów: przerzucony zostaje bowiem na odbiorcę, który zdążył się już raczej przyzwyczaić, że większość muzyki to umoralniające gadki o wartości uśmiechu i relaksu. Dla zmęczonych całodobowym chill-outem będzie to jednak pozycja interesująca.

Drag City, 2010

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.