Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Wolfgang Voigt – Freiland Klaviermusik


Sukcesy wznowionych nie tak dawno płyt zrealizowanych przez Wolfganga Voigta pod szyldem Gas sprawiły, że zaczął on być postrzegany przez krytyków i słuchaczy w znacznie szerszym kontekście niż producent techno czy ambientu. Najpierw okazało się, że nosi się niczym przedwojenny dandys, co sprawiło, że niemieckie media uznały go najlepiej ubranym mężczyzną minionego roku. Potem, udzielając wywiadów, coraz częściej zaczął odwoływać się nie do klasyków tanecznej elektroniki z Chicago i Detroit, ale do twórców współczesnej awangardy w rodzaju Arnolda Schönberga czy Paula Hindemitha. W pewnym momencie Voigt przestał być traktowany jako muzyk, a wręcz filozof. Efektem tego najnowsze dzieło Niemca – „Freiland Klaviermusik”.

Punktem wyjścia do zrealizowania nagrań na album były dokonania meksykańskiego kompozytora muzyki współczesnej – Conlona Nancarrowa. Był on jednym z pierwszych twórców, którzy zaczęli traktować instrumenty jak mechanizmy, które mogą wydawać dźwięki wykraczające daleko poza ograniczenia stawiane im przez możliwości wykonawcze człowieka. Meksykański artysta eksperymentował przede wszystkim z fortepianem – i właśnie ten wątek Voigt podjął na swej nowej płycie.

Składające się nań dwanaście nagrań można podzielić na dwie grupy. Pierwszą stanowią te, w których atonalne wariacje fortepianowe zostają podszyte minimalowym podkładem rytmicznym, tworzonym przez mechaniczny bit i automatyczne uderzenia zbasowanego akordu piano. Druga grupa to utwory skoncentrowane wyłącznie na dźwiękach fortepianu, sklejone z nakładających się na siebie kolejnych partii instrumentu.

Wysłuchanie płyty wymaga sporej cierpliwości – najtrudniej przyswajalne okazują się kompozycje łączące muzykę klasyczną z elektroniką. Zetknięcie nerwowych akordów piano z monotonnym pulsem staje się w miarę trwania nagrania wręcz nie do wytrzymania. W zestawie tym broni się właściwie tylko jedna kompozycja – „Geduld” – dzięki wprowadzeniu dwóch prostych elementów: melodii i harmonii. Nic dziwnego, że to właśnie ten utwór został wybrany na promujący album winylową dwunastocalówkę (i zremiksowany przez DJ Koze).

Nieco lepiej słucha się kompozycji pozbawionych minimalowego bitu. Mniej minorowe, o bardziej wyważonej tonacji, otwarte na abstrakcję, odwołują się wyraźnie do tradycji muzyki dodekafonicznej, twórczości wiedeńskich kompozytorów w rodzaju Antona Weberna czy Albana Berga, ale w sposób oczywisty ustępują ich dokonaniom ubogością swej formy.

„Freiland Klaviermusik” to płyta, która została nagrana chyba jedynie po to, aby zaspokoić próżność Voigta. Bo fani nowoczesnej elektroniki, nawet tej eksperymentalnej, odrzucą ją ze względu na irytująco natrętne klasycyzowanie, a słuchacze współczesnej awangardy – potraktują pobłażliwie jako kolejną próbę dorównania przez artystę wywodzącego się z kultury popularnej twórcom muzyki poważnej. Chyba lepiej byłoby, gdyby Voigt odpuścił kilka wieczorów w filharmonii i znowu odwiedził dobre kluby w rodzimej Kolonii. To na pewno pomogłoby mu zachować dystans do siebie i swoich pomysłów.

www.kompakt.fm

www.wolfgang-voigt.com

www.myspace.com/kompakt

www.myspace.com/wolfgangvoigt
Profan 2010

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 7

  1. keisuke

    Voigt powinien przenieść Kompakt na stałe do Wiednia – będziemy mieć gotowego czwartego Klasyka 🙂

  2. szlam

    kawalek kammer jest ok, na wskros teutonski. webern musi sie albo w grobie przewracac, albo voigtowi blogoslawic. technododekafonia? tego rzeczywiscie jeszcze nie bylo, ale podstawowym bledem tej plyty jest kiepska produkcja warstwy techno. bity brzmia okropnie topornie i plastikowo, nijak nie mogac wejsc w dyskurs z harmonia. mozna bylo zrobic to lepiej, pokombinowac z aranzacja bitow, odchodzac od nachalnej stylistyki bleep techno z czasow pierwszego okresu istnienia profanu – wtedy efekt calosciowy bylby, jak mniemam, bardziej zreczny.
    a tak voigtowi wyszlo nieporadnie sklecone dziwadlo.

  3. dilmun

    zapoznałem się z tym i matko, za słuchanie czegoś takiego powinni płacić…

  4. Yezior

    Podejrzanych o terroryzm islamistów w Guantanamo powinni przesłuchiwać przy dźwiękach tego czegoś. Już dawno wiedzieliśmy gdzie kryje się Osama i gdzie ta broń chemiczna Saddama.

  5. dilmun

    szkoda – bardzo lubię to, co robił pod szyldem Gas, więc trochę żal, że takie coś mu wyszło. chociaż jako Gas też czasami miał przerost formy nad treścią i zahaczał o pompatyczność i nadęcie, ale miało to swój urok. pewnie posłucham tej płyty, ale jeśli jest w części taka, jak to w recenzji jest opisane, to chyba nie kupię:-(

  6. dmslw

    za sto lat ktos doceni to dzieło;)

  7. mallemma

    dobra pointa!