Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.



Savas Pascalidis – Nuclear Rawmance


O tym niemieckim producencie zrobiło się głośno na początku minionej dekady, kiedy to dał się poznać jako utalentowany odnowiciel muzyki disco i electro. Stylowe nagrania szybko zwróciły na niego uwagę Hella, co zaowocowało wydaniem przez Gigolo dwóch ciekawych albumów – „Galactic Gigolo” i „Disko Vietnam”. Później Savas Pascalidis poszedł swoją drogą – założył wytwórnię Lasergun i jej nakładem publikował własne utwory i innych wykonawców, rewitalizujących brzmienia z przełomu lat 70. i 80. Kiedy moda na electroclash minęła, niemiecki producent postanowił wrócić do swych korzeni – techno i house`u – od których zaczynał w połowie lat 90. Efektem tego okazało się otwarcie nowej wytwórni – Sweatshop – której nakładem ukazał się właśnie trzeci album Pascalidisa.

Zawartość „Nuclear Rawmance” dokładnie odpowiada swemu tytułowi – to surowa muzyka taneczna o potężnej mocy, bo wywiedziona z klasyki gatunku zdefiniowanej ćwierć wieku temu w Chicago i Detroit.

Już otwierający krążek „Logic State” daje pojęcie o tym, czego możemy spodziewać się po jego dalszej części. Twardy bit techno niesie tu chmurny pochód basu o nowofalowym rodowodzie skontrastowany ze świdrującymi pasażami kosmicznych klawiszy. W połowie utworu rozbrzmiewają nerwowe werble – tworząc groźny nastrój całej kompozycji.

Potem niemiecki producent przyciska pedał gazu jeszcze mocniej. „Sonic Groove” to piorunujące techno, które idealnie sprawdzi się na parkiecie w Berghain. Decyduje o tym przede wszystkim masywny podkład rytmiczny, który od spodu podbija industrialny loop, a z wierzchu – przykrywa rozedrgany motyw syntezatorowy. Podobnie wypadają dwa nagrania umieszczone w dalszej części płyty – „Manipulator” i „Echoplex”. W pierwszym Pascalidis kojarzy ze sobą płynne akordy podwodnych klawiszy z piekącymi smagnięciami metalicznych loopów, a w drugim – grzechoczące dźwięki zdubowanego piano z hipnotycznie pulsującym motywem. Efekty są znakomite – tak brzmi nowoczesne techno natchnione duchem wczesnych lat 90.

Nawet kiedy niemiecki producent sięga po house, nie przestaje dorzucać węgla do pieca. Wybiera bowiem najcięższą odmianę gatunku wywiedzioną wprost z dokonań pionierów z Chicago. „Delta Ray” i „Get Down” to morderczy hard house osadzony na miarowo wystukiwanym rytmie otoczonym perkusyjnymi efektami. Pozostałe elementy kompozycji idealnie pasują do takich bitów – to industrialne pogłosy w pierwszym z nich i soniczne akordy surowych klawiszy w drugim.

Osobliwym eksperymentem jest tutaj „Interspace”. Choć podkład utworu skonstruowany jest na wzór dubowego techno, to pozostałe elementy sprawiają wrażenie wyciągniętych z innych szuflad – a są to perliste tony jazzowych organów i rozwibrowane partie syntezatorów o synth-popowym sznycie. Mimo tej eklektycznej budowy, nagranie wypada intrygująco – jak niespodziewany przerywnik między ognistymi killerami o klubowym przeznaczeniu.

Bo oto na koniec płyty Pascalidis serwuje najbardziej ostre i hałaśliwe nagrania. „Web Of Fear”, „Flash Point” i „Deep Inside Ur Eyes” to siarczysty house o typowo chicagowskim brzmieniu. Mamy tu bowiem monotonne stuki automatu perkusyjnego uzupełnione szeleszczącymi talerzami, odpychające swą brzydotą, ale równocześnie fascynujące swą brutalnością kakofoniczne akordy klawiszy, falujące pochody przesterowanego basu i mroczne wokalizy. Niemal zwierzęca energia emanująca z tych kompozycji przywołuje na myśl podobne dokonania sprzed wielu lat – Roberta Armatniego, Steve`a Poindextera czy Green Velvet.

Ten zwrot Savasa Pascalidisa ku przeszłości, przypomina woltę, jaką wykonał niedawno jego dawny współpracownik – Hell. Obaj producenci postawili na odarte z wszelkich ozdobników klasyczne granie do tańca. Co ciekawe – w przypadku jednego i drugiego efekty okazały się znakomite.

www.sweatshop-records.com

www.myspace.com/sweatshopsounds

www.savas-pascalidis.com

www.myspace.com/savaspascalidis
Sweatshop 2010

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. mallemma

    mega.

  2. Ndryu

    oby były owocne:)

  3. mallemma

    preview na soundcloudzie zachęciło mnie do poszukiwań 🙂

  4. Pan Rozpadlin

    Świetny lid !!!