BNNT is Michał Kupicz – Multiversion #2
Jarek Szczęsny:

Część druga.

Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.



Shed – The Traveller


Mimo, iż Rene Pawlowitz stał się ważną postacią elektronicznej sceny dopiero dwa lata temu po opublikowaniu przez Ostgut Ton swego debiutanckiego albumu, tworzył już znacznie wcześniej, bo od 2004 roku, wydając dwunastocalowe winyle głównie przez własną wytwórnię Soloaction. Zdążył w ciągu tego czasu spenetrować różne odmiany elektroniki, koncentrując się jednak głównie na techno i house`ie o detroitowym posmaku. Podobnie zabrzmiał „Shedding The Past”, odsłaniając daleko bardziej idące możliwości twórcze producenta, niż wydawane wcześniej winyle o zdecydowanie klubowym przeznaczeniu. Jeszcze większym zaskoczeniem okazuje się być w tym kontekście drugi album Pawlowitza – „The Traveller”.

Mimo doświadczenia w penetrowaniu nowej elektroniki, Shed jawi się tutaj jako artysta odkrywający z autentyczną radością klasyczne brzmienia dla tegoż gatunku – głównie z początku lat 90. Oto wprowadzający w całość „STP2” przywołuje natychmiast wspomnienie wczesnego brytyjskiego techno, tworzonego przez The Black Dog, B12 czy Stasis. Kojące dźwięki o ambientowym charakterze mające swe źródło w ilustracyjnej elektronice rodem z Detroit znajdujemy również później – w „Atmo Action” czy „Mayday”. Co ciekawe – podbite zostają one połamanymi rytmami odwołującymi się zarówno do ciężkiego breakbeatu, jak i masywnego dubstepu.

Takie właśnie podkłady dominują w pierwszej części krążka. Shed, czerpiąc z bogatej skarbnicy brytyjskiej rytmiki, nadaje jej jednak własny sznyt. Połamane bity wpisane w takie kompozycje, jak „Keep Time” czy „44A (Hard Wax Forever!”) mają formę krótko przyciętych sampli zapętlonych w powtarzające się uderzenia o tektonicznym brzmieniu. Najlepszym przykładem jest tu „The Bot” – nagranie wiedzie początkowo miarowo pulsujący akord syntezatora, który dopiero z czasem uzupełniają powoli rozpędzające się uderzenia dubstepowego walca.

Drugi rozdział „The Travellera” otwiera „HDRTM” – abstrakcyjna wariacja na temat berghainowego techno, łącząca sążniste fale ambientowych dźwięków z podskórnym pulsem mechanicznego bitu. Jeszcze bardziej surowe brzmienie ma „My R-Class”. To jakby archetypowa wizja chicagowskiego acidu: żrący loop i miarowo łupany rytm toną w szumie syczącego gazu rozpędzanego powoli toczącym się bezlitośnie pochodem dubowego basu.

Z szumiącej chmury cyfrowego noise`u wyłania się z kolei „Final Experiment” – bulgocząc natrętnym pasażem klawiszy wspartym szorstkim podkładem rytmicznym. Dalekim echem dub-techno rozbrzmiewa natomiast tytułowy „The Traveller”. Trzeba się jednak dobrze wsłuchać, aby z potoku onirycznych syntezatorów wyłowić dochodzący z oddali jamajski groove.

W finale Shed znów wraca do minionej epoki. Jako pierwszy rozbrzmiewa „Hello Bleep!” przywołując zgodnie z tytułem charakterystyczne dźwięki wczesnych produkcji rodem z sheffieldzkiego Warpu – połamanego electro w stylu The Forgemasters, Sweet Exorcist czy nawet Aphex Twina. Kiedy w „Leave Things” pojawia się ambientowe arpeggio rodem z klasyki Tangerine Dream, wydaje się, że Shed postanowił się pożegnać ze słuchaczami modnym ukłonem w stronę kosmische musik – to jednak zmyłka: nagle uderza drum`n`bassowy bit podrasowany na berghainową modłę, zostawiając odbiorcą zszokowanego i zdezorientowanego.

Co ciekawe – płyta trwa 47 minut a mieści się na niej aż 14 nagrań. Shed dokonał ostrej edycji przygotowanych utworów – nadał im wszystkim krótką i zwięzłą formę, maksymalnie koncentrując tkwiącą w nich energię. W efekcie płyta działa jak niespodziewany cios prosto w szczękę: nokautuje, oszałamia, nie pozwala zbyt szybko wstać na nogi. Wrażenia są jednak niepowtarzalne. Namawiam – wystawcie się na to uderzenie.

www.ostgut.de/label

www.berghain.de

www.myspace.com/berghainPanoramabar

www.shed.soloaction.de

www.myspace.com/sheddingthepast
Ostgut Ton 2010

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. cukierr

    tytuł idealnie oddaje charakter płyty…moc

  2. disaster

    co to wtf jest podskórny puls mechanicznego bitu? 😛 jak czytam te recki to odechciewa mi się słuchać tych płyt, chyba za prosty człowiek ze mnie..

  3. kiszkajoy

    Racja, trudno się po nim otrząsnąć! Gdyby był trochę dłuższy, byłby to jak na razie mój album roku.

  4. mallemma

    trochę rozczarował:)

  5. Heliosphaner

    Album wydaje się być bardziej spójny niż poprzednik, świetne brzmienia. HDRTM <3