BNNT is Michał Kupicz – Multiversion #2
Jarek Szczęsny:

Część druga.

Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.



Wagon Christ – Toomorrow


Jakby nie było źle, serce zawsze mocniej bije słuchając bohaterów młodości. Ba, bohaterów! Przewodników po zawiłej krainie elektroniki, w zazdrości chowanej przez kolegami, trzymanej tylko dla siebie. Ich zdziwione miny, gdy na przerwie rzuciło się hasło Aphex Twin czy Plaid – bezcenne… Dzięki ich muzyce odczuwało się przynależność do tajemniczego kręgu futurystycznego świata, a oni jawili się jako kapłani – gdzieś, daleko, w Detroit czy Bristolu, łącząc się z nimi przez porysowane płyty odpalane w discmanie.

Więc właśnie – jakby nie było źle, sentyment zawsze pozostaje…

… i przyda się w tym wypadku. Juicy Luke Vibert, pionier elektroniki z Kornwalii, powraca w swoim najbardziej rozrywkowym alter ego (a ma ich wiele), które na siedem lat głęboko schował (w zeszłym roku wydał Solid Steel na Ninja Tune XX, ale to tylko kompilacja). Nadal jest chimeryczny, obraca się bardziej w kreskówkowym świecie niż rzeczywistym. Zdziecinniałymi metodami daje szkołę młodym – korepetycje z fantazji i nieograniczonego niczym samplowania. Album gra, ale nigdy na poważnie, rozwijając wielobarwny patchwork przed rozbieganymi oczami słuchaczy, w rytm krzyczących wokali „On the floor!”, hip-hopu, downtempo, połamanych, funkujących i jazzujących beatów.

Nic tu się nie zmienia. Stworzona w latach 90. muzyczna filozofia Wagon Christa nadal wydaje się nie skopiowania, a „Toomorrow” to następny jej rozdział, w drugiej już dekadzie XXI wieku. Powtarza się syndrom z 2009 roku, kiedy jako Luke Vibert wydał „We Hear You”. I tu, i tam chaos mieszał się z dźwiękowym geniuszem. Kompozycyjnym majstersztykom brakuje jednak świeżości (niektóre wyraźnie odstają od całego zestawu) i spójności.

Dźwiękowa deformacja i gorączka samplowania zbyt wyraźnie wpłynęła na całość albumu, rozmywając jego istotę. To kolejna płyta w dyskografii Viberta/Christa, i nic więcej. Wyląduje na półkach kolekcjonerów, ale w głównym nurcie elektroniki zginie nawet jako technicznie wzorcowy elektroniczny oldschool.
Ninja Tune, 2011

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Hedfunk

    Płyta rzeczywiście wtórna i nierówna. Szkoda, bo oczekiwałem niezłych fajerwerków, a dostałem przeterminowany towar. Spory zawód…