Inwolves – Color In The Zoo
Łukasz Komła:

Belgijska multiinstrumentalistka, Karen Willems, dobrała sobie nowych współpracowników. Inwolves zrzucił skórę i pobiegł do nieco innego lasu. A może dżungli?  

Various Artists – DC Trax (The Octal Years)
Paweł Gzyl:

Najbardziej szorstka i surowa wersja dub-techno z obozu DeepChord.

Seabuckthorn – A House With Too Much
Łukasz Komła:

Obrodził Rokitnik, są nowe owoce. Skosztujecie?

Annea Lockwood / Christina Kubisch – The secret life of the inaudible
Łukasz Komła:

Dwie wielkie artystki dźwiękowe, przekazały sobie odmienny materiał źródłowy, który połączyły na jednym wydawnictwie.   

Pejzaż – Ostatni Dzień Lata
Ania Pietrzak:

Błogi soundtrack polskich wakacji.

ACT! – Universalist
Paweł Gzyl:

Fairlight CMI znow w modzie.

The Young Mothers – Morose
Łukasz Komła:

Czy to kolejna supergrupa jedynie z nazwy? Śmiem twierdzić, że nie!    

Laurel Halo – Raw Silk Uncut Wood
Jarek Szczęsny:

Niezmordowana eksperymentatorka.

Thomas Leer – 1982
Paweł Gzyl:

Nienagrane przeboje.

The Magnificent Tape Band – The Subtle Art of Distraction
Jarek Szczęsny:

Retromania w wersji turbo.

Abul Mogard – Above All Dreams
Maciej Kaczmarski:

Kim pan jest, panie Mogard?

Sstrom – Otider
Paweł Gzyl:

Wykastrowane techno.

cv313 – Analogue Oceans
Paweł Gzyl:

Mistyka oceanu dźwięków.

Mika Vainio & Franck Vigroux – Ignis
Paweł Gzyl:

Tibi et igni.



Archive for Lipiec, 2018

Mollono Bass – My Hidden Playground


Wokół niemieckiej wytwórni Acker z Macklenburga zgromadził się kolektyw didżejów i producentów, realizujących wspólne projekty pod szyldem Kombinat 100. Jednym z jego uczestników jest Ronny Mollenhauer publikujący solowe nagrania jako Mollono Bass. Po wydaniu w ciągu ostatnich pięciu lat kilkunastu nierównych dwunastocalówek, z których niektóre były wszakże grywane przez Richiego Hawtina, Stephana Bodzina czy Phonique, zadebiutował on wreszcie pełnowymiarowym albumem. „My Hidden Playground” potwierdza jednak, że Mollenhauer jest producentem, po którym możemy się spodziewać skrajnie zróżnicowanej muzyki.

Już wstęp do właściwej części płyty wzbudza nieufność – jakieś śpiewające ptaszki, akustyczna gitara, a potem odgłosy burzy. Do tego dochodzą kumkające partie dubowych klawiszy o melodyjnych tonie, które zostają wpisane najpierw w breakbeatowy („In The Meadow”), a później w house`owy („After The Rain”) kontekst. Jeśli to miał być żart – jest nazbyt oczywisty, aby uznać go za dwuznaczny, a jeśli nie – można posądzić niemieckiego producenta o zdecydowanie kiepski gust.

Niefortunny początek zbywamy machnięciem ręką, kiedy Mollenhauer sięga po energiczny tech-house. Oto w „Beyond The Lake” pojawiają się ładnie zagrane pasaże detroitowych klawiszy, a w „Sand In My Hand” reggae`owa wokaliza zgrabnie wpisuje się w dubowo kumkające piano. Jeszcze ciekawiej wypada „Freedom”. Pulsujący hipnotycznie bas wsparty nienachlanymi wstawkami smyczków i fortepianu tworzy transową całość, która idealnie sprawdzi się w każdym klubie.

Przyzwoicie wypada też połączenie radosnego disco z korzennym deep housem. „In The Middle Of The Park” uderza bowiem skocznym rytmem uzupełnionym energetycznym clappingiem, by z czasem rozbrzmieć organiczną wariacją na klasycznym Hammondzie.

Ale potem znów następuje zgrzyt – Mollenhauer wraca do koszmarnie kiczowatej gitary akustycznej, ozdabiając nią dwa oparte na prostym rytmie nagrania – „The Smiling Shaman” i „Deep In The Forest”. Niestety, właśnie w tak oczywisty sposób często kończą się poszukiwania „piękna” i „egzotyki” przez elektronicznych producentów w brzmieniu „żywych” instrumentów.

Sytuację ratują jednak dwa inne nagrania – „Under The Sun” i „The Vault”. W obu przypadkach znów mamy do czynienia z sensownym tech-housem. W pierwszym – wpisującym malownicze dęciaki w detroitowy pasaż syntezatorowy, a w drugim – zaskakującym mrocznym klimatem wprowadzonym przez niepokojąco wibrujące klawisze.

Dziwnie słucha się takiej płyty – aż dziw bierze, że jeden człowiek mógł zrealizować tak skrajnie odmienne nagrania. Cóż – na tym widocznie polega „fenomen” twórczości Mollono Bass.

www.acker-records.de

www.myspace.com/ackerrecords

www.myspace.com/mollonobass
Acker 2011

Dr. No powraca

Zapraszamy do bezpłatnego ściągnięcia nowej piosenki duetu Dr. No – „Disarray” – z udziałem Misi Furtak z grupy Tres B. Wszyscy pamiętamy Dr. No jako polskich pionierów łączenia estetyki pop z nowoczesną elektroniką. Zapisem tamtych dokonań projektu była płyta Marcina Orłowskiego, Michała Orła i Karoliny Kozak – „Almost Done”.

„Disarray” to nie pierwszy efekt współpracy Dr. No z wokalistką Tres B. Dwa lata temu artyści zrealizowali wspólne nagranie „Jakże ja się uspokoję” na kompilację „Wyspiański wyzwala”.

Duet udostępnił również do bezpłatnego ściągnięcia swój poprzedni singiel – „I Love” z udziałem Karoliny Kozak.

Dr. No pracuje nad nowym albumem – potencjalni wydawcy mile widziani!

Obie piosenki duetu można ściągnąć z jego strony internetowej:

www.drno.pl

Burn Selector Festival 2011 już w najbliższy piątek

Tylko kilka dni dzieli nas od otwarcia sezonu festiwalowego, koncertami La Roux, Klaxons, Crystal Castles i wielu innych. Trzecia edycja Burn Selector Festival to między innymi powrót imprezy na krakowskie Błonia. Przygotowania do festiwalu trwają pełną parą – na jego terenie powstały już sceny i miasteczko festiwalowe.

Szczególne emocje budzą jednak zbliżające się koncerty ścisłej czołówki światowych i polskich artystów. Swój udział na festiwalu potwierdzili: La Roux, Klaxons, Crystal Castles, Hercules And Love Affair, The Orb, Does It Offend You, Yeah?, Ladytron, Katy B, Fenech – Soler, SebastiAn, Logo, Oszibarack & Igor Boxx, Catz n’ Dogz feat. Frederik Nnaji, Kamp!, Rebeka, Bartek Szczęsny, Last Blush, Rubber Dots.

Więcej o imprezie na stronie: selectorfestival.pl

FEM Records

Niezależna, amerykańska wytwórnia zrzeszająca kobiety w muzyce elektronicznej Strona: http://femrecords.com/

OFF: Bohren & Der Club Of Gore

Na tegorocznym festiwalu w Katowicach nie zabraknie również tak lubianego u nas doom jazzu. Bohren & Der Club Of Gore to niemiecka grupa, założona niemal dwie dekady temu przez czterech muzyków uwielbiających ekstremalny metal, po to by grać… jazz. Precyzyjniej rzecz ujmując, chcieli grać coś pomiędzy Black Sabbath a Sade. Jeszcze bardziej precyzyjnie? „Chcieliśmy, żeby nasza publiczność czuła, że znajduje się w grobie”. Brzmi to jak głupi dowcip, ale z Bohren & Der Club Of Gore żartów nie ma.

Ich najnowsza płyta „Beleid”, choć zawiera cover heavymetalowej formacji Warlock (gościnnie udziela się tu Mike Patton, który ściągnął Bohren do swojej wytwórni Ipecac), to bardzo poważna dawka mrocznej, ale zniewalająco pięknej muzyki. Pitchfork nazwał ich „najdelikatniejszym zespołem blackmetalowym na ziemi”.

tUnE yArDs – w h o k i l l


Cokolwiek ktokolwiek myśli na temat Merrill Garbus, jedno jest pewne – nie można wobec niej pozostać obojętnym. Jedni okraszają jej wiosenny album „w h o k i l l” mianem wydawnictwa roku, inni na forum popularnych portali społecznościowych poddają w wątpliwość zarówno jej urodę, jak i talent. Ja sama pogubiłam się w tym wszystkim – ile szczerości jest w jej artystycznej kreacji? Czy rzeczywiście ma gdzieś mainstream’owe nurty? Czy jej twórczość potrafi zahipnotyzować na dłużej niż tydzień?
Minął lekko ponad miesiąc od premiery „w h o k i l l” a ja nadal mam kłopot ze znalezieniem odpowiedzi na tych kilka pytań. Gdy po raz pierwszy usłyszałam promujący drugi album tUnE yArDs singiel „Bizness”– oniemiałam z zachwytu. Od dawna nie słyszałam tak porywającego i energetyzującego kawałka. Dodawał mi energii przez dobrych kilkadziesiąt dni. Sprawdzał się rankiem jako budzik, w porze obiadowej pomagał ładować baterie, nie pozwalał zasnąć podczas nocnych powrotów z weekendowych szaleństw. Wzięłam go sobie ze strony artystki zupełnie za darmo i czułam wyrzuty sumienia, że za tak solidny towar nie zapłaciłam nawet złamanego grosza. W końcu nadszedł długo wyczekiwany czas premiery całego albumu. Rzuciłam się na niego niczym wilk na Czerwonego Kapturka. Faktem jest, że muzyka Merrill jest jedyna w swoim rodzaju. Pozbawiona wszelkich kompleksów Amerykanka robi w niej to, na co ma ochotę. Umiejętnie żongluje swoim umiejętnościami aktorskimi wkładając w wokal (a w większości raczej krzyk) mnóstwo ekspresji. Akompaniują jej przeróżne instrumenty – saksofon, waltornia czy jej ulubione ukulele. To wszystko brzmi niczym szamańskie pieśni obrzędowe – począwszy od pierwszego numeru „My Country” po ostatni „Killa”. „You Yes You” z pacyficznych wysp przenosi słuchacza na szalone, amerykańskie ranczo a akcja „Gansta” dzieje się w samym środku jakiegoś wielkiego miasta. Wszystkie piosenki są naładowane wyrywającą się z głębi serca dzikością. Jest to jednak dzikość pozytywna, czuć w niej wolność i spełnienie. Merrill uspokaja się tylko na chwilę, pod koniec albumu, w kołysance „Wolly Wollly Gong”. Dla mnie numerem dwa na „w h o k i l l”, oczywiście zaraz po „Bizness”, jest unurzany w lekko soulowym sosie „Powa”. Torpeda!

Nowy materiał tUnE yArDs to z pewnością bardzo interesująca propozycja mijającej wiosny, jednak na dłuższą metę może okazać się męczący. Merrill doskonale czuje się w roli performerki co udowadnia choćby w świetnym teledysku do „Bizness”. Pytanie tylko jak długo jej przedstawienie będzie intrygować widzów. Póki co dobra passa trwa a w głowie Merrill oprócz melodii kiełkują kolejne pomysły na szalone stroje, miny i makijaże.

www.tune-yards.com
4AD, 2011

Fabryka Dźwięków Syntetycznych – In The Mix vol. 9: Conveyor

Kolejne wydanie „Fabryki Dźwięków Syntetycznych” – cyklicznej audycji na falach Szczecin.FM – upłynie pod znakiem komputerowych dźwięków w godzinnym miksie Conveyor. Tym razem aparaturę Fabryki będzie obsługiwał rodzimy Wielki Elektronik z północnych zakątków kraju. W ciągu fabrycznej godziny Conveyor uruchomi energetyczną i eklektyczną selekcję z pogranicza 8bit, idm i circuit bending. Hasło wtorkowego wieczoru to „Uwolnić roboty”.

Wtorek (31.05), godzina 21:00. Tylko w Szczecin.FM.

  • Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)








System 7 – Up


Steve Hillage i Miquette Giraudy to wielce zasłużone postacie dla psychodelicznej kontrkultury. On, brytyjski gitarzysta bluesowy i rockowy, ona, francuska aktorka (grała choćby u Barbeta Schraedera w filmach „More” i „La Vallée” z muzyką Pink Floyd) i wokalistka. Spotkali się w legendarnej grupie Gong, aby po jej opuszczeniu wspólnie pracować nad solowymi albumami, penetrującymi rozległe obrzeża rockowej awangardy. Kiedy usłyszeli jeden z nich („Rainbow Dome Music”) podczas imprez prowadzonych przez The Orb w klubie Heaven podczas „drugiego lata miłości”, z pasją zainteresowali się elektroniczną muzyką taneczną pokolenia rave. Tak narodził się projekt System 7, w ramach którego Hillage i Giraudy współpracowali z takimi tuzami nowych brzmień, jak Derrick May, Richie Hawtin czy Laurent Garnier. Muzyka formacji od początku skoncentrowana była na transowym techno – choć zawsze uzupełniały ją silne wpływy ambientu.

Nie inaczej jest na jedenastym albumie grupy. Pierwsza część „Up” zaskakuje jednak odmienną rytmiką – tym razem Hillage i Giraudy postanawiają rozpocząć od połamanych bitów. Mimo wspólnej bazy, każde z tworzących ten segment nagrań jest inne: „Postive Noise” łączy w łagodny sposób pastelowe pasaże podwodnych syntezatorów z dubowym pochodem miękkiego basu, „Funky Gong” przypomina skowycząca partią gitary psychodeliczną przeszłość pary muzyków (słychać tu również fragment utworu „Falling” japońskiej grupy Funky Gong Midoru), a „Bermibeau” – przywołuje etniczne zainteresowania projektu, rozbrzmiewając orientalnym motywem elektrycznych skrzypiec.

W połowie płyty System 7 wraca do klasycznej dla siebie rytmiki techno – „The Mind Boggles” to niemal tresorowy killer, w którym jest miejsce zarówno na wibrujący loop w stylu Underground Resistance, jak i kaskadowa partię gitary w klimacie Gong. Nieco mniejsze wrażenie robi „Dolhpin Smack” – choć i tutaj nie brakuje charakterystycznych elementów dla transowych galopad brytyjskiego duetu.

Inną nowością w strukturze nagrań System 7 okazują się na „Up” house`owe podkłady rytmiczne. Znajdujemy je w trzech nagraniach – „At Last”, „E-Fusion” i „I Seem To Be A Verb”. Hillage i Giraudy wykorzystują lżejsze bity, aby sięgnąć po bardziej ambientowe dźwięki syntezatorów. Co ciekawe – potrafią je jednak kontrastowo zestawić z pojawiającym się niespodziewanie acidowym loopem czy sonicznym motywem klawiszowym (przypominającym słynny „Pacific State” 808 State – bo współautorem „I Seem To Be A Verb” jest sam A Guy Called Gerald).

W efekcie „Up” jawi się jako jedna z najbardziej urozmaiconych płyt System 7. Mimo ponad czterdziestoletniego stażu (z czego połowa w nowej elektronice), Hillage i Giraudy ciągle są pełni pozytywnej energii. Dlatego swobodnie eksperymentują z wypracowanym stylem, nie tracąc jednak przy tym nic ze swej muzycznej oryginalności. Pełen szacunek.

www.a-wave.com

www.myspace.com/systm7
A-Wave 2011

Reedycje Cinematic Orchestra w „polskiej cenie”

Będzie okazja do uzupełnienia swojej półki z płytami – z okazji występu Cinematic Orchestra na Warsaw Summer Jazz days, do polskich sklepów trafiają właśnie reedycje dwóch albumów formacji – debiutanckiego „Motion” oraz „Live At Royal Albert Hall”. Wydany w 1999 roku dla Ninja Tune, „Motion” na stałe wpłynął na kształt nu jazzu, stając się esencjonalnym albumem gatunku. Nowatorska metoda odtwarzania
„na żywo” sampli starych jazzowych utworów w połączeniu z warsztatem improwizacyjnym muzyków, elektroniką i turntablismem podbiła serca słuchaczy oraz krytyków w Wielkiej Brytanii i na całym świecie.

Wydawnictwo zostało okrzyknięte albumem roku przez BBC Radio 1, co zapoczątkowało współpracę zespołu z kultowym dziennikarzem muzycznym Gillesem Petersonem. Przypieczętowaniem pozycji grupy było zaproszenie do występu na słynnym Director’s Guild Awards w 1999 r., gdzie nagrodę za całokształt twórczości otrzymywał Stanley Kubrick.

Doskonałą koncertową dyspozycję grupy dokumentuje wydawnictwo „Live At Royal Albert Hlal” – zapis występu w sławnej londyńskiej sali dla 8 tysięcy widzów.

Dystrybucją obu albumów zajmuje się ISound. Krążki dostępne są w atrakcyjnej, „polskiej cenie”.

Złota płyta dla The Prodigy

Pierwszy koncertowy album The Prodigy „Worlds On Fire” osiągnął w Polsce status Złotej Płyty. The Prodigy może kolejny raz poszczycić się Złotą Płytą. Zarejestrowany koncert z “Warrior’s Dance Festival” w Milton Keynes Bowl, został wydany w dwóch formatach CD/DVD oraz CD/Blu Ray. Całym przedsięwzięciem opiekował się Paul Dugdale, zaufany współpracownik zespołu – „ […] kiedy Duggers (Paul Dugdale) zaczął pokazywać mi zdjęcia które zrobił, zacząłem myśleć, że dobrym pomysłem jest zebrać kilka utworów. Może udostępnić je online albo coś takiego.

Prawda jest taka, że udało mu się ściągnąć dużo sprzętu, dzięki któremu mieliśmy wiele świetnych zdjęć. Kiedy zaczęliśmy układać je razem, okazało się, że materiał ma energię i zacząłem ciepło myśleć o tym projekcie. Podobało nam się to, co widzimy i słyszymy i to był jedyny powód dla którego zrobiliśmy koncertowy album.” – Liam Howlett

mystic.pl

Seria podcastów od Dis/cord

Warszawsko-wrocławski kolektyw wkracza na nowe tory – w świat podcastów. Autorem pierwszego jest Alan Moore. W ramach nowego projektu cyklicznych podcastów, w przeciągu najbliższych tygodni przygotuje je większość artystów związanych z Dis/cord. Jako pierwszy prezentuje się Alan Moore, kameralnym live-actem, zainspirowanym minimalizmem, wczesnym IDMem, przeplatając go z brytyjskim acid housem i wczesnym techno z Detroit. Całość spaja przebijający się czasem ambient, który łączy plastikowe stukoty twardego dysku i ciepłe krople kapiące z analogowych maszyn.

Cały set do odsłuchania poniżej:

Jak Wam się podoba?

Wszelkie aktualizacje, informacje o koncertach i kolejne podcasty na www.discord.pl

Szeroka reprezentacja polskiej sceny muzycznej na Heineken Opener Festival

Kolejna część obsady Tent Stage, World Stage, Alter Space i Young Talents Stage na festiwalu Heineken Open’er 2011. Heineken Open’er Festival to nie tylko wielkie, międzynarodowe gwiazdy na scenie głównej. Tegoroczna obsada scen Tent, World, Alter Space i Young Talents jest imponująca. Skład World Stage pokazuje, jak bogaty jest na polskiej scenie nurt inspiracji muzyką ludową i dźwiękami ze wszystkich stron świata, reggae, dubem czy hip hopem. Reprezentować go będą: Daktari, Enej, PFK Kompany, Janusz Prusinowski Trio i Sedativa feat. Dawid Portasz. Sceną namiotową zatrzęsą hałaśliwi Kim Nowak. Alter Space ugości artystów, grających muzykę pełną eksperymentów i mieszającą gatunki: multiinstrumentalistę Grabka, Jazzpospolitą, dyskotekowe Lody i szanty w wykonaniu Spiętego. Na scenie Młodych Talentów będziemy mogli obejrzeć najznakomitsze odkrycia tego sezonu: AdrenAlin, Ailo In Head, Bipolar Bears, Petera J. Bircha, Fonovel, Nerwowe Wakacje, New New, The Phantoms i Rebekę.

Tent Stage:

Kim Nowak

Bartosz i Piotr Waglewscy są już ikonami polskiej sceny. W każdym z projektów dają upust innym muzycznym fascynacjom. W Kim Nowak wracają do surowego brzmienia swoich pierwszych zespołów. To wcielenie nawiązuje z jednej strony do lat 60., kiedy płyty nagrywano bez szczypty elektroniki, a z drugiej, do młodszych o trzydzieści lat garażowej psychodelii i brudu, spod znaku Bad Brains czy Fugazi. Ich debiutancka płyta „Kim Nowak” ukazała się w 2010 r.

Alter Space:

Grabek

Wojtek Grabek jest jednym z niewielu polskich multiinstrumentalistów, których muzyka trafiła do szerokiego obiegu. W 2009 roku zadebiutował mini albumem „moon3some”, ale dopiero kilka tygodni temu na rynku pojawiła się jego pierwsza długogrająca płyta zatytułowana „8”. Muzyka Grabka to industrialne bity łączone z zapętlonymi dźwiękami skrzypiec – instrumentu, od którego Grabek zaczynał swoją edukację muzyczną.

Jazzpospolita

Czterech muzyków, osiem instrumentów i niezliczone źródła inspiracji dają efekt w postaci żywiołowego kwartetu, grającego muzykę z nienazwanej szuflady. Nu-Jazz? Post-Rock? Trip-jazz? Avant-Pop? Jazzpospolita z szacunkiem dla kanonu, ale i śmiałością w wykraczaniu poza gatunkowe wzorce, bezkompromisowo kieruje się w nieznane, łącząc i deformując to, co absorbuje jej członków. Kierunek: eklektyzm.

Lody

Lody stapiają w swojej muzyce miłość do blichtru muzyki dance z lat 90., infantylności rodem z gier Commodore 90 i klasycznego popu, puszczając oko do łowiących w lot muzyczne cytaty fanów elektroniki.

Spięty

Hubert „Spięty” Dobaczewski zyskał rozgłos jako wokalista i gitarzysta Lao Che. W przerwie działalności macierzystego zespołu wydał solową płytę „Antyszanty”. Chociaż utwory, które się na niej znalazły, były zainspirowane muzyką wilków morskich, jednocześnie traktowały tę konwencję ironicznie. Ostatnio, Spięty dał się także poznać jako autor muzyki do spektaklu „Być jak Kazimierz Deyna” – ironicznego „Polaków portretu własnego” autorstwa Radosława Paczochy.

World Stage:

PFK Kompany

To projekt muzyczny, a jednocześnie obszerna grupa przyjaciół zainteresowanych hip-hopem oraz powiązanych z tą kulturą, skupiona głównie wokół działalności Paktofoniki. Z upływem czasu, PFK Kompany przeistoczyła się w skład koncertowy, składający się z zespołów Pokahontaz (Fokus, Rahim, DJ Bambus) i Ego (Śliwka, Sivy) wspieranych przez Sota.

Enej

Owszem, to finaliści popularnego programu muzycznego, ale to także zespół, który swoją energią potrafiłby rozsadzić niejeden telewizyjny format. Ich ukraińskie korzenie, potężna sekcja rytmiczna i udany mariaż rocka ze ska czynią z nich polskie Gogol Bordello, a niespotykana wręcz radość grania to coś, czego zawsze szukamy podczas Open’erowych koncertów. Pod koniec 2010 ukazała się druga ich płyta, zatytułowana „Folkrabel” – po telewizyjnym sukcesie, mająca szansę stać się jednym z najchętniej kupowanych wydawnictw tego roku.

Sedativa feat. Dawid Portasz

Ich koncertem na festiwalu Open’er chcemy uczcić pojawienie się w sklepach debiutanckiej płyty Sedativy, na którą czekaliśmy ponad 10 lat. Ten warszawski projekt reggae’owo-dubowy przez dekadę istnienia ewoluował od duetu do dużego koncertowego składu, z którym współpracowali m.in. Pablopavo i producenci Activator & Smok. Także brzmienie Sedativy zyskiwało na przestrzeni lat nowego kolorytu za sprawą elementów jazzu, rocka i muzyki arabskiej. Na wydanym w kwietniu albumie „I”, Sedativie towarzyszy wokalista Dawid Portasz, znany z Jafia Namuel, a na żywo gościnnie towarzyszy im Paulina Przybysz (Sistars, Pinnawela).

Janusz Prusinowski Trio

Tegoroczni laureaci najważniejszej folkowej nagrody w Polsce – Folkowego Fonogramu Roku – za album „Serce”. To zespół, który kontynuuje tradycje wiejskiej muzyki z regionów Mazowsza, Lubelszczyzny i Radomskiego, a jednocześnie w improwizacji odnajduje nowy język, dzięki któremu polski Mazurek brzmi wręcz awangardowo. Zespół równie często można zobaczyć w Nowym Jorku u boku Michała Urbaniaka, co na małej imprezie z wiejską kapelą.

Daktari

Kolejni eksperymentatorzy na scenie world. Warszawskie Daktari dotykając klezmerskiej tradycji, tworzy dźwięki na styku jazzu, noise’u i muzyki ludowej. Doświadczenie muzyków zaangażowanych w projekt to m.in. występy w grupach Plazmatikon, kIrk i kapelach punkowych oraz udział w warsztatach klezmerskich, ale i tak największą radość sprawia im improwizacja.

Young Talents Stage:

AdrenAlin

Za tym niecodziennym projektem stoi pianista, wokalista i kompozytor Igor Szulc. Na wydanym w tym roku albumie „Cargo” Szulcowi udało się połączyć aranżacje orkiestrowe z graną na żywo elektroniką, a brzmienie jego muzyki zostało określone jako „melodia szeleszczącego jedwabiu”.

Ailo In Head

Ailo In Head to zespół składający się z producenta muzycznego Michała Kusza i wokalistki Ilony Ailo Rudnik. Na ich wydanej w maju debiutanckiej płycie „Wonderland” współgrają neosoul, powerpop, electro i dub, na scenie ozdobione dodatkowo oryginalnymi kreacjami Ailo.

Peter J. Birch

Naprawdę nazywa się Piotr Jan Brzeziński. Dotychczas dał raptem kilkanaście koncertów, ale już zdążył wystąpić u boku czołówki polskiej sceny niezależnej. Wydanie EP „In My Island” rozpoczęło nowy rozdział w karierze nastolatka, który w maju tego studia wszedł do studia, by zarejestrować dłuższy materiał.

Bipolar Bears

Członkowie zespołu wywodzą się z kompletnie różnych nurtów, od jazzu po elektronikę. Dlatego przedstawiają się jako niedźwiedzie bipolarne, nieustannie podróżujące od jednego muzycznego bieguna do drugiego.

Fonovel

Pod szyldem debiutantów Fonovel ukrywa się trzech weteranów łódzkiej sceny muzycznej. Ich płyta „Good Vibe” ukazała się w marcu tego roku, a zespół ma na swoim koncie m.in. występ na prestiżowych targach SXSW w Austin.

Nerwowe Wakacje

„Polish Rock”, debiut projektu znanego z The Car Is On Fire Jacka Szabrańskiego i gitarzysty Michała Szturomskiego z Afro Kolektywu, w ambitny sposób gra z konwencją „polskiego rocka”, a przez krytyków już nazywany jest jednym z kamieni milowych rocka pierwszej dekady XXI w.

New New

New New to elektroniczna estetyka i różnorodność akustycznych brzmień, stawiająca się w zdecydowanej opozycji do przewidywalnego popu. Z drugiej strony, zespół nie zamyka się na to, co w popie najbardziej wartościowe, a czemu New New nadaje nową jakość.

The Phantoms

Warszawscy The Phantoms łączą w swoim brzmieniu surową moc garażowego rocknrolla, powab polskiego bigbitu i wstręt do prymitywnego popu. Będzie tak, jakby w Sali Kongresowej w ’67 zagrali nie The Rolling Stones, a Sex Pistols.

Rebeka
Męsko-damski duet Rebeka łączy dźwięk zabawkowego Casio z brzmieniem poważnych syntezatorów, a czasem gitar. Zespołowi udało się zwrócić uwagę publiczności, zanim zdążyli wydać pierwszy singiel.

opener.pl

La Fura Dels Baus na Malta Festival 2011

Wielki comeback La Fura Dels Baus na finał tegorocznego Malta Festival 2011 w Poznaniu. La Fura Dels Baus jest jednym z najbardziej znanych i nieprzewidywalnych zespołów teatralnych w Europie. Maltańska publiczność pamięta zapewne ich równie wspaniały co wstrząsający spektakl „M.T.M.”, który został pokazany podczas Festiwalu Malta w 1996 roku. W wielkiej hali targowej artyści w radykalny i bezkompromisowy sposób mierzyli się z totalitarną władzą konsumpcjonizmu, manipulacjami mediów, pytając o postawę współczesnego człowieka, tracącego własną wolność i podmiotowość.

Teraz, na finał tegorocznego Malta Festival 2011 przygotowali zaadaptowane specjalnie do przestrzeni miejskiej Poznania przedstawienie „Los Nadis”, które jest hołdem złożonym integracji, włączeniu we wspólnotę ludzi odrzuconych. Rozgrywający się pomiędzy Placem Wolności a Starym Rynkiem spektakl będzie wzruszającym i zapierającym dech w piersiach widowiskiem, w którym katalońscy artyści pokarzą całą maestrię swojego warsztatu i bogactwo wykorzystywanych środków ekspresji. Przedstawienie odbędzie się 9 lipca 2011, o godz. 22:30, na Placu Wolności. Wstęp wolny.

5 i 6 lipca przestrzenią wokół pomnika Armii Poznań zawładnie francuska grupa Deuxieme Groupe DIntervention, która w wizyjnym, pełnym ruchu i muzyki przedstawieniu „Tragédie! Un Poeme” odwołuje się do napiętych i burzliwych relacji pomiędzy tym, co publiczne a prywatne, zastanawiając nad tym, czym obecnie – w zglobalizowanym, opanowanym przez tłum świecie jest wspólna przestrzeń. Grupa zaprasza do dialogu widza, przechodnia, obywatela – wszystkich, którzy są podmiotami współczesnej agory. Performance odbędzie się 5 i 6 lipca o godz. 21:00, na ul. Księcia Józefa przy pomniku Armii Poznań. Wstęp Wolny.

W tegorocznym programie znalazły się także dwa niezwykle ciekawe przedstawienia typu site-specific, będące produkcjami Malty przygotowanymi specjalnie na festiwal. Pierwszy z nich to „Egzamin” – nowy spektakl znanego ze swojej „wrażliwości miejsca” i podejmującego wielopoziomową grę z przestrzenią teatru Usta Usta Republika. W projekcie „Egzamin” wykluczenie pojmowane jest jako ostateczny test, w którym nasze życie poddawane jest ocenie przez System. Weryfikacja następuje przed samym końcem, kiedy nic już nie można zmienić. Widowisko odbędzie się 6, 7 i 8 lipca o godz. 20:00, Fort VIII, ul. Rumuńska 15. Wstęp wolny.

Drugi to performance „Autobus Jedzie” autorstwa kolektywu Szyngiera / Jakimiak / Baumgart, który odbędzie się w dawnym budynku Szpitala Psychiatrycznego w Owińskach pod Poznaniem. Inspirowany „Kwadrofonią” Ireneusza Iredyńskiego, spektakl zaprasza widzów do wędrówki po zakamarkach odmiennej teraźniejszości, ale także – po innej świadomości. Spektakl odbędzie się 7 i 8 lipca o godz. 22:00 – autobus odjeżdża o godz. 22.15 z ul. Ewangelickiej. Wstęp wolny.

Natomiast Teatr Ósmego Dnia, we współpracy z osadzonymi w poznańskim Areszcie Śledczym przy ul. Młyńskiej 1, zrealizował projekt społeczno-artystyczny „Osadzeni”. Jak mówią artyści: „Staraliśmy się oddzielić w losie osadzonych to, co przytrafiło się tylko im od tego, co przytrafić się może każdemu. […] pokazać ból istnienia niezależny od czasem drastycznych, kryminalnych czynów”. To niecodzienne widowisko odbędzie się 7 lipca o godz. 21:00 i 8 lipca o godz. 16:00 , Sala Teatru Ósmego Dnia, ul. Ratajczaka 44. Wstęp wolny

Maltańscy widzowie będą też mogli zobaczyć przedstawienie Teatru Palmera Eldrichta – „Alien”, powstałe we współpracy z nowojorskim dramaturgiem Howardem Pflanzerem, który zafascynowany spektaklem Jarzenie (pokazywanym na Malcie w 2009 r.), zaproponował zespołowi wspólne teatralne przedsięwzięcie. W tym spektaklu ekologiczne paranoje spotykają się z hipotezami o pozaziemskich cywilizacjach, a poznańska grupa komunikuje z amerykańskim freakiem. Spektakl można zobaczyć 6 lipca o godz. 17:00 i 19:00 w Sali Teatralnej Ośrodka Teatralnego Maski, ul. Niepodległości 26. Wstęp wolny.

Program oraz szczegółowe informacje o spektaklach, artystach i biletach dostępne są na malta-festival.pl

Scuba, Buraka Som Sistema i DJ Vadim & The Electric na Boogie Brain 2011

Już po raz czwarty w przestrzeniach miejskich Szczecina odbędzie międzynarodowy festiwal muzyczny “Boogie Brain”. Podczas tegorocznej, klubowej edycji wystąpią m.in. takie gwiazdy jak: Scuba, Buraka Som Sistema, DJ Vadim & The Electric, Ghostpoet i SBTRKT.

Zostali uznani “Best Portugese Act” podczas gali “MTV Europe Music Awards 2008”. Buraka Som Sistema, bo to o nich mowa, na przestrzeni wypracowali swój unikalny styl kuduro będący wypadkową muzyki soca, house oraz techno. Podczas festiwalu wystąpią w piątek na dziedzincu Zamku Książąt Pomorskich – na jego otwarciu.



Przed tymi Portugalczykami odbędzie się nietypowy koncert “In Fusion We Trust”. Połączone orkiestry kameralnej ze Szczecina (Baltic Neopolis Orchestra) oraz Prenzlau (Preussisches Kammerorchester Prenzlau) i projektu Fractal Tree od batutą Maćka Golińskiego (znanego także jako Envee – muzyka, współtwórcy projektu Niewinni Czarodzieje) oraz Łukasza Górewicza wykonają covery znanych utworów muzyki instrumentalnej z Polski i Niemiec, jak i klubowe przeboje. Nie zabraknie także materiału autorskiego – przygotowanego specjalnie na to wydarzenie.

Po tym wydarzeniu festiwal przeniesie się do szczecińskich klubów: City Hall, Alter Ego i P1erwsze Miejsce. Odbędzie się tam co najmniej dziesięć występów: koncertów i imprez DJskich. Pojawi się m.in. The Electric – nowy zespół DJ Vadima (jednej z legend brytyjskiej sceny muzyki miejskiej, ikony z wytwórni Ninja Tune), w którego skład wchodzi amerykański mistrz ceremonii – MC Pugs Atoms oraz soulowa piosenkarka – Sabira Jade. Niedawno wydali oni debiutancki album “Life Is Moving”, który jest wysublimowaną mieszanką hip hopu, soulu oraz elektroniki.

Swoją obecność na festiwalu zaszczyci również Scuba – brytyjski producent uznawany za pioniera fuzji dubstepu i techno. Najlepszym tego dowodem jest Hotflush Recordings – wytwórnia założona przez Paula Rosa, która od 2003 roku dostarcza światu nowe rozwiązania na polu dubstepu. Innym, tym razem stricte dubstepowym akcentem będzie djski set jednego z ojcu tego nurtu muzycznego – DJ Hatcha. Natomiast świeżym brzmieniowym (z pogranicza house’u i UK garage) powiewem z Bristolu będzie zaproszenie na festiwal młodego i niezwykle obiecującego producenta – Julio Jashmore’a. Dla fanów mieszanki hiphopowo-dubowej przygotowano występ niemieckiego zespołu Al Haca Soundsystem.



Nie zabraknie nieco bardziej połamanych brzmień. Najświeższy drum’n’bass’owy miks zaprezentuje Breakage – DJ i producent działający na brytyjskiej scenie od ponad 10 lat. Ma na swoim koncie wiele płyt dla takich wytwórni jak: Reinforced Records, Bassbin czy Digital Soundboy. Jego twórczość zawsze znajduje się w orbicie zainteresowań takich osób jak Mary Anne Hobbs czy Gilles Peterson. W jego występie podczas festiwalu będzie towarzyszyć Stamina MC. Wyśpiewał on m.in. ponadczasowe nagranie “Barcelona” autorstwa D Kay’a i Epsilona. Stamina jest zarówno wokalistą jak i MC. Występował w duecie z takimi osobistościami jak: DJ Marky, Jungle Drummer czy Shy FX. Miał on także epizod w swoim życiu związany z zespołem London Elektricity.



Boogie Brain to także objawienia. Jednym z nich będzie Ghostpoet – wschodząca gwiazda brytyjskiego rapu, którego debiutancki album został wydany przez oficynę Gilles’a Petersona – Brownswood. Jest on porównywany z Dizzy Rascalem, Mike’em Skinner’em z The Streets oraz uznawany z kontynuatora spuścizny Mos Defa. Pokazuje on rap w czysto oryginalnym, brytyjskim wydaniu. Z kolei współczesne, nowoczesne brzmienie soul z Nowej Zelandii zaprezentuje trio Electric Wire Hustle. Mają oni na swoim koncie album dla londyńskiej wytwórni BBE – wydany w zeszłym roku.



Przed koncertami, które odbędą się w piątek i sobotę, zostanie zorganizowane w czwartek kino muzyczne na Zamku Książąt Pomorskich. Natomiast w niedzielę, po głównej części festiwalu, odbędzie się after party w osobliwych ogrodach XIX-wiecznej Willi Lentza.

21-24.07.2011 – 4. edycja Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego “Boogie Brain”
Miejsca: Alter Ego, City Hall, P1erwsze Miejsce, Willa Lentza, Zamek Książąt Pomorskich
Wystąpią: Al-Haca Soundsystem, Breakage & Stamina MC, Buraka Som Sistema, Catz ‘n Dogz, Daniel Drumz, Dimlite, DJ Hatcha, DJ Vadim presents The Electric, Envee, Ghostpoet (live), Good Paul, In Fusion We Trust (specjalny projekt festiwalu), Jenna G, Julio Bashmore, OneMan, Ros & MC Live Alive, SBTRKT (live), Scuba, Simbad, Teielte.


Wojciech Bąkowski – nasza rozmowa

„Polska rzeczywistość nas otacza. Z wyrwanych fragmentów tej rzeczywistości układamy swoje ołtarze” Ostatnio wystąpiłeś z projektem KOT na festiwalu sztuk audiowizualnych WRO 2011. Jakie wrażenia wyniosłeś z tej imprezy? Udało Ci się podpatrzeć Stelarca czy choćby Istvana Kantora?

Nie. Nie widziałem nic. Rzadko spełniam rolę nadawcy i odbiorcy. Gdy gdzieś występuję, skupiam się na swojej robocie. Ważne jest mieszanie się środowisk, po pracy. Chodzi o przyjęcia po występach, integrację czy choćby wzajemną prezentację uczestników. Często jest tak, że stoisz obok kogoś i nie wiesz nawet, że to sam Bóg Ojciec.

Czy przyznanie „Paszportu Polityki” przyniosło Ci wiele satysfakcji? Tego typu nagrody dają przysłowiowego kopa do dalszego działania?

Tak. Kop cały czas zdecydowanie trwa.

Przejdźmy może do spraw Niwei. Na forach internetowych Wasi fani zastanawiają się czy kawałek „Tańcz” wzorowany był na „Machine Gun” Portishead. Jak to w końcu z tym jest?

Utwór nie jest inspirowany piosenką Portishead. Nie słuchamy tego zespołu. Ja przesłuchałem „Machine gun” dopiero po przeczytaniu komentarzy na Youtube. Chodzi o automatyczną multiplikację werbla w bicie. Jest to znany zabieg, stsosowany zwłaszcza w 80 latach. Tu raczej nalezy szukać inspiracji Niwei. Atmosfera „Tańcz” w niczym nie jest podobna do „Machine gun”. Ludzie formułujący zarzut plagiatu mają stępioną wrazliwość. Mylą zebrę z tygrysem z powodu pasków.

Próbowałem znaleźć odpowiednie słowa klucz, które pasowałaby do krótkiego opisu muzyki zawartej na „Niwea 02”. Przyszła mi na myśl „muzyka dysfunkcyjna”. Skąd u Ciebie i u Dawida taka fascynacja polskim brudem? Dostrzegasz poezję w świecie blokowisk, patologii i ciemnych uliczek?

Polska rzeczywistość nas otacza. Z wyrwanych fragmentów tej rzeczywistości układamy swoje ołtarze. To wszystko.

Styl Niwei określany jest jako „psycho-rap”. Inspirowaliście się hip-hopowymi składami podczas pisania swoich numerów? Może Kalibrem 44?

Nie. Nigdy nie lubiłem Kalibra. Dawid chyba też niespecjalnie. Dopiero teraz, gdy zaczęto nas porównywać, przysłuchaliśmy się ich pierwszej płycie i doceniliśmy ją. Zbieżność stylistyczna jest niezamierzona. Występuje ona tylko śladowo, jedynie w warstwie muzycznej. Śpiewanie o paleniu marihuany, z całym szacunkiem dla K44, śmieszy mnie. To zresztą nie przeszkadza, bo zespół składał się z osób nieletnich. To grafomania ale ,w całym kontekście, brzmi świetnie. Słowo „psycho” wydaje mi się chybione, w odniesieniu do naszej muzyki i tekstów. Zwłaszcza moich tekstów. Zajmuję się rzeczywistością, w dodatku tą „najniższej rangi”, czyli najłatwiej dostępną dla każdego. Świecące przyciski telefonu, ciemność na klatce schodowej to rzeczy, które każdy zna, bez używania środków psychoaktywnych. Oczywiście, te połączenia, operowanie odległymi skojarzeniami itp, dają często oniryczny efekt. Nie należy tego jednak brać za jakies psychodeliczne fantasmagorie. My nie ruszamy zaświatów. Interesuje nas świat. Psychodelia, tak jak Fantasy, jest dla ludzi bez fantazji, ludzi przerażająco normalnych. Dlatego Talkiena czytają chłopcy z technikum elektronicznego a środki psychoaktywne zażywa każdy przyszły inżynier.

„Niwea 02” to przede wszystkim minimalizm. Jak wyglądał proces twórczy powstawania poszczególnych piosenek? Najpierw była muzyka uzupełniana Twoimi lirykami, czy na odwrót?

Proszę nie popełniać tego błędu, który powielany jest przez dziesiątki dziennikarzy. Obaj (Dawid i Ja) jesteśmy autorami muzyki na obu albumach. Jest to wyraźnie napisane na okładce 01 i powiedziane w nagraniu programowym 02. Podział obowiązków dotyczy jedynie tekstów (tym zajmuje sie ja) i produkcji (Dawid).To nie jest projekt, w którym literat spotyka się z muzykiem elektronicznym żeby tamten coś mu pobrzdąkał pod tekstami. Pracujemy jak każdy regularny zespół. A kolejność jest różna. Czasem pierwszy jest tekst, czasem muzyka.

Wydaje mi się, że gdybyście tylko chcieli, to bez problemu nagralibyście album popowy, przepełniony chwytliwymi melodiami. Nie kusi Cię, żeby pójść dla odmiany, w stronę popu? Przejść na jasną stronę mocy?

Kusi. Zresztą zarzucana jest nam zbyt intensywna obecność w świecie popkultury. To dlatego, że mamy w Polsce słaby Pop. Za mało sprawnych producentów.

Czego można się spodziewać po „Niwea 03”?

Pięknej muzyki.

Biosphere, Lindstrøm podczas Era Nowe Horyzonty

11 edycja festiwalu filmowego Era Nowe HOryzonty odbędzie się w dniach 21 – 31 lipca we Wrocławiu. Organizatorzy imprezy, oprócz doskonałych filmów, przygotowali również rewelacyjny lineup koncertowy. Wśród gwiazd – Biosphere, Jaga Jazzist, Supersilent, Lindstrøm! Choć za największą muzyczną gwiazdę ENH uznaje się Nicka Cavea wraz z zespołem Grinderman, dla nas znacznie ciekawiej zapowiadają się pozostałe koncerty na Scenie Era Music Garden we wrocławskim Arsenale.

Bez zbędnej pisaniny – zobaczcie, jak wygląda muzyczny lineup w tym roku:

  • Bug Klinik – 21.07
  • Jaga Jazzist – 22.07
  • Next life – 22.07
  • Era Music Garden – 23.07
  • Pinku eiga: sztuka osobista – 24.07
  • Boris – 24.07
  • Susanne Sundfør – 25.07
  • Supersilent – 25.07
  • Metamkine – 26.07
  • Baaba i Natalia Przybysz – 26.07
  • Biosphere – 27.07
  • Deathcrush – 27.07
  • Wilkanoc – 28.07
  • Paula i Karol – 28.07
  • Kickbeat Audio Visual Show – 29.0
  • Anti-Pop Consortium – 30.07
  • Hans Peter Lindstrøm – 31.07

Bilety są tanie – koncert Biosphere to wydatek 30 PLN. Więcej o koncertach na oficjalnej stronie imprezy – www.enh.pl

Gabriel Ananda – Selected Techno Works


Gabriel Ananda wyliczył, że klubowa publiczność wymienia się co trzy lata – wtedy odchodzą starzy klubowicze, a na ich miejsce przychodzą nowi. Według tej metodologii przy jego didżejskich setach bawiło się już sześć kolejnych pokoleń wielbicieli techno i house`u. W tym samym czasie niemiecki producent wydał trzy albumy i kilkanaście singli. Wyrobił sobie nimi charakterystyczny styl, którego najważniejsze wyznaczniki znajdujemy na zestawie „Selected Techno Tracks” podsumowującym na dwóch srebrnych krążkach piętnastoletni dorobek artysty.

Na pierwszą płytę z kolekcji składa się dwanaście nagrań, które Ananda zrealizował w ostatnich latach. Dwa pierwsze utwory mają dosyć miękkie brzmienie – „Babypunk” i „Coconut Blues” to bogato zaaranżowany tech-house, w którym równie ważne co taneczna energia są przebojowe melodie. Podobnie urozmaicone granie wraca pod koniec krążka. W „Stream Of Consciousness” niemiecki producent wzbogaca rytmikę o tribalowe perkusjonalia i psychodeliczne flety, a w „Lamakova” sięga po głębokie bity i basy rodem z deep techno, wplatając między nie nostalgiczna partię fortepianu – niczym jego kolega po fachu, Pantha Du Prince. Największe wrażenie robi jednak „Schaukel Drehen” – tutaj Ananda uderza w rytmikę afro-beatu, wpisując ją jednak w kontekst klubowego grania uzupełnionego pomysłową wokalizą. Wszystkie te utwory mają niezwykle pozytywną wibrację – aż emanuje z nich przyjazne nastawienie do ludzi i świata.

Mroczniejszą stronę osobowości Anandy odsłaniają nagrania w stylu mocnego techno. Niemiecki producent sięga po twarde bity i ciężkie basy, ale niemal za każdym razem dodaje do tworzonych przez nie kompozycji wygładzające je elementy. Najczęściej są to filmowe smyczki („Schnee”) o epickim rozmachu – wszak artysta studiował za młodu muzykę klasyczną, ucząc się grać na wiolonczeli. Kontrapunktem dla tych podniosłych tonów mogą być przestrzenne pasaże klawiszy rodem z kosmische musik („Ichre Personliche Glucks Melodie”), świdrujące loopy o acidowym brzmieniu („Kennst Du Das Auch?”) czy mocno nasycone głębokimi emocjami wstawki trance`owych syntezatorów („Offbeat”). Stać jednak Anandę również na surową i oszczędną jazdę – a przykładem tego detroitowe „Susshole” czy berlińskie „Doppelwhipper”, które sprawdziłyby się nawet w Berghain.

Jeśliby przyłożyć bokserskie kategorie do muzyki, to muzyka Ananady znalazłaby się w wadze lekkiej. Niemiecki producent nie kładzie wyjątkowego nacisku na ciężar i moc swych nagrań. Dla niego bardziej liczy się aranżacyjna pomysłowość, niebanalna melodyka czy oryginalny klimat. I takie techno też może się podobać.

Jako bonus otrzymujemy w zestawie krążek, na którym znalazły się chill-outowe nagrania Anandy tworzone w latach 1997 – 2005 na własny użytek lub przyjaciół.

Dosyć nierówna to kolekcja – i zainteresuje ona jedynie najwierniejszych kibiców poczynań niemieckiego producenta. Najpierw trafiamy na nu-jazzowe utwory, zagrane na „żywych” instrumentach („Nala” czy „Space”). I tak naprawdę oprócz przyjemnych melodii nie wyróżniają się one niczym ciekawym. Nic interesującego nie dzieje się również w field-recordingowej kompozycji „Ambient” – ot, oklepane dźwięki deszczu, ćwierkot ptaków i rozwibrowane klawisze.

Baczniejszą uwagę przyciąga dopiero „Rolshover 98”. Jeśli wziąć cyfrę w tytule utworu za datę jego powstania, to jawi się on jako prekursorskie dokonanie wobec dzisiejszych wykonawców inspirujących się niemiecką kosmische musik. „Last Virgin” to z kolei zgrabna realizacja idei wywiedzionych z estetyki glitch – spowolniony dub, zanurzony w cyfrowych defektach, jak to bywało na publikowanych dekadę temu przez Mille Plateaux składankach z cyklu „Click`n`Cuts”. Podobne brzmienia wracają pod koniec płyty w połączonych ze sobą nagraniach „SND” i „Egal”. Już tytuł pierwszego z nich można odczytać jako hołd dla pioniera glitchowych eksperymentów – duetu Marka Fella i Mata Steela. Mocniejsze brzmienie ma tutaj jedynie „Dicht” – solidne deep techno, które z powodzeniem mogłoby się znaleźć na pierwszej płycie z zestawu. A na koniec klasyczny ambient – „Flachenfunktion”, odwołujące się zarówno do minimalistycznych dokonań Briana Eno, jak i kosmicznych wycieczek Tangerine Dream.

www.basmati-music.de

www.myspace.com/gabrielanandasbasmati

www.gabrielananda.de

www.myspace.com/gabrielananda
Basmanti Music 2011

Amon Tobin ISAM LIVE na VI edycji Festiwalu Tauron Nowa Muzyka!

To będzie jedna z największych gwiazd tegorocznej edycji imprezy. Amon Tobin przyjedzie promować swój najnowszy album, którym żegna się ze słuchaczami. To ostatnia okazja, aby zobaczyć jego występ w Polsce! Trudno chyba znaleźć drugiego artystę, który rozpoczynając od niszowego gatunku, jakim był bez wątpienia drum and bass w połowie lat 90-tych, osiągnął status jednego z najciekawszych twórców muzyki, równie dobrze sprawdzającej się w filmach, grach video, jak i na klubowych parkietach.

Nowa płyta i nowe koncerty

W maju ukazał się się „ISAM” – ósmy, i jak zapowiada artysta, ostatni album w jego karierze. A już trzy miesiące później, w ramach szóstej edycji Festiwalu Tauron Nowa Muzyka, brazylijski mistrz połamanych rytmów i niebanalnego myślenia o muzyce pojawi się na terenach Nowego Muzeum Śląskiego, by zaprezentować przed Wami przekrojowy set i raz jeszcze potwierdzić, że trudno byłoby znaleźć wśród współczesnych muzyków twórcę, który dorównywałby mu kreatywnością.

Miejmy nadzieję, że ten pożegnalny koncert mistrza nowych brzmień będzie jednym z najciekawszych wydarzeń festiwalu i dostarczy olbrzymich, niezapomnianych emocji.

Informacja od Falty DL

Dostaliśmy również informacje od organizatorów – na festiwalu nie pojawi się – z przyczyn niezależnych od organizatorów – Falty DL. Artysta napisał na swoim Twitterze: ‎”Im sorry Tauron festival, due to scheduling conflicts and my own mistake, I will not be in Poland aug 26th. Hopefully soon though.”

Wszystkie informacje na temat imprezy: www.festiwalnowamuzyka.pl

Audioriver – Preety Lights, We Love, Sven Vaeth

Płocki festiwal zamyka line-up. Sprawdź, kto zagra. Organizatorzy anonsują ostatnie zagraniczne gwiazdy które pojawia się na nadwiślańskiej plaży. Ich nazwiska i pseudonimy to Sven Vaeth, Gilles Peterson, TeeBee, Gaiser live, We Love live i Pretty Lights live.

Sven Vaeth to żywa legenda, która w tym roku obchodzi 30-lecie kariery, jeżdżąc i koncertując po całym świecie. Jeden z nich zagra właśnie w Płocku. Trudno wyobrazić sobie współczesną muzykę techno bez jego organizacji Cocoon, która była i jest jedną z najważniejszych wytwórni i dyktatorki tego, co na parkietach modne.

We Love, czyli męsko-damski duet pochodzący z Włoch, który pod swoje skrzydła wzięła przed rokiem Ellen Allien. Debiutancki album wydany w BPitch Control był dość kontrowersyjnie przyjęty zarówno przez publiczność, jak i krytykę. Jedni piali z zachwytu określając ich muzykę jako mieszankę Moderat z The XX, drudzy uważali go za przejaw „popizacji” Bpitch. Paweł Gzyl na naszych łamach tak opisuje ich jedyny dotychczas longplay:

„Zaletą produkcji We Love są świetne melodie, niebanalne aranżacje, sugestywny klimat i… żywiołowe koncerty. Podczas występów Georgia i Piero stawiają bowiem na multimedialny spektakl, łączący modę, film i muzykę.”

Jednym z ciekawszych artystów jest Pretty Lights. W Polsce i Europie jest postacią mniej znaną, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wypełnia ogromne hale koncertowe. Muzyka którą tworzy wyróżnia się fantazyjną mieszanką hip-hopu, electro, grime’u, dubstepu i wielu innych gatunków muzycznych – także jazzu (sięga również po sample z Polski, dowód poniżej) czy popu. Na swojej stronie udostępnia 6 albumów zupełnie za darmo, a liczba ich pobrań zbliża się już do 2 milionów.

Jon Gaiser jest autorem kilku świetnych EPek oraz albumu „Blank Fade“, a wiele jego produkcji jest obowiązkowymi pozycjami dla fanów minimal techno. Jego surową i ascetycznie brzmiącą muzykę pokochał Richie Hawtin. Dla niego Gaiser wydaje swoje produkcje. Mnóstwo obowiązkowych pozycji dla fanów drum & bassu nagrał z kolei TeeBee. Na scenie od 1999 roku, w 2001 założył label Subtitles Music, będący jednym z pierwszych domów dla takich nazwisk, jak Noisia, Spor, Break czy Phace. W tym roku TeeBee wyda kontynuację „Autonomy“ – płyty nagranej przed 4 laty wraz z Calyxem.

Pojawi się również ikona BBC Radio 1 – Gilles Peterson – która wpływa na globalne gusta już od kilkunastu lat. Jako szef wytwórni muzycznych wydawał takich artystów, jak Brand New Heavies, Jamiroquai, MJ Cole, 4 Hero czy Ben Westbeech, a jako autor ma na koncie serie zjawiskowych kompilacji. Różnorodność i najświeższe wydawnictwa na świecie to synonimy jego występów.

Jeszcze kilka dni trwa sprzedaż pierwszej, promocyjnej puli biletów – 89 zł do końca maja, potem cena rośnie do 120 zł.

http://www.audioriver.pl/

Tv On The Radio – Nine Types of Light


Premiera “Nine Types Of Light” odbyła się w cieniu śmierci basisty grupy, Gerarda Smitha, który stoczył nierówną walkę z rakiem i niestety nie został jej zwycięzcą. Szkoda bardzo człowieka, ale wiadomo, żyć trzeba dalej. Na rozpad Tv On The Radio w każdym bądź razie raczej się nie zanosi.

Trochę dziwnie w tym kontekście pisać o tym, że “NTOL” jest najbardziej pogodnym albumem naszych czarnoskórych kolegów w ich dotychczasowej karierze, ale cóż, taka jest właśnie prawda. Tv On Te Radio porzucają stylistyczne eksperymenty i wdają się w romans z klasycznym soulem, r’n’b i popem. Wzbudza to mieszane uczucia. Zupełnie jakby Zdzisław Beksiński zaprosił Was do domu i pokazał Wam impresjonistyczny obraz parku o zachodzie słońca swojego autorstwa. Owszem może malunek byłby uroczy, ale mieliście raczej nadzieję na to, że mistrz zaprezentuje jedno ze swoich niesamowitych, niepokojących dzieł.

Niestety “NTOL” to właśnie taki uroczy obrazek, jakich wiele można zobaczyć w okolicznych galeriach, a nie prawdziwa sztuka malarska. Na pewno fakt, że David Sitek wyprodukował niedawno płyty Scarlett Johansson, Telepathe czy Foals nie pozostaje tu bez znaczenia. Efekt owocu zakazanego, jak widać, zadziałał. Porzucenie przez zespół Nowego Yorku i przeprowadzka do wypełnionego słońcem Los Angeles, też odbiła na tym albumie swoje piętno, o czym zresztą mówią sami zainteresowani.

Może ten ukłon w stronę dźwięków bardziej oczywistych byłby mniej bolesny, gdyby nie to, że nie za dużo uświadczymy tutaj wpadających w ucho melodii, ciekawych i zarazem prostych rozwiązań formalnych czy przebojowości. Cechy te, w przypadku takiej muzyki, wydają się być najważniejsze. Mam wrażenie, że warstwa dźwiękowa została zepchnięta gdzieś na dalszy plan, zupełnie jakby muzycy zdawali sobie sprawy, że nie do końca wszystko jest ok. Wyraźnie rządzi i dzieli wokalista Tunde Adebimpe a gdzieś w oddali pobrzmiewa sekcja rytmiczna.

Na szczęście jest kilka jasnych punktów na tym dość przeciętnym krążku. Singiel “Will Do” zbudowany na prostym bicie i chwytliwym refrenie, to zdecydowanie najlepszy kawałek na “Nine Types Of Light”. Srebro należy do “Second Song”, który pulsuje pozytywnymi barwami soulu i gospelowego soundu. Brąz przyznaję “Keep Your Heart”. Można odpłynąć przy tej plumkającej gitarce i trip hopowym podkładzie. Reszta numerów pozostaje w dalekim tyle za czołówką. Szkoda, liczyłem i wciąż liczę na to, że zespół pokaże jeszcze na co go tak naprawdę stać.

Mushroom Music Publishing 2011