Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Steve Mac – Roots


Ten starszy pan spoglądający z okładki płyty to mało u nas znany weteran brytyjskiej sceny klubowej, obecny na niej od połowy lat 90. Tworzył pod różnymi pseudonimami dla niezliczonej ilości wytwórni, koncentrując się na klasycznym house`ie. Największy sukces przyniosła mu działalność z Robem Chetcuti w duecie The Rhythm Masters. Zgrabne połączenie klubowych bitów z hip-hopowymi nawijkami sprawiło, iż album projektu wydała słynna wytwórnia Tommy Boy, a o jego remiksy ubiegali się tak znani artyści, jak Giorgio Moroder, Junior Sanchez czy Danny Tenaglia. Na początku minionej dekady duet zakończył działalność, a każdy z jego członków poszedł w swoją stronę. Mac wrócił wtedy do tradycyjnego house`u, któremu pozostał wierny do dziś, mimo zmieniających się trendów. Świadectwem tego jego debiutancki (!) album „Roots”, wydany przez brytyjską wytwórnię Saved.

Pierwszy krążek z dwupłytowego zestawu przynosi siedem nagrań, pokazujących jak ich autor radzi sobie z różnymi odmianami muzyki z Chicago. Zaczyna się od przyjemnej wycieczki w rejony rozmarzonego deep house`u – to utwór „Leave Me Behind” wymodelowany na wczesne dokonania duetu Slam. Kiedy w utworze „Biscuits” pojawia się chwytliwy motyw piano uzupełniony samplami jazzowych dęciaków, przypominają się klasyczne dokonania Larry Hearda – brytyjski producent zna je na pewno na pamięć.

Twardszą rytmiką wprowadzają dwie kolejne kompozycje – „Moosique” i „Give To Me”. Słychać w nich, że Mac lubuje się w klasycznym sposobie produkcji nagrań z końca lat 80. – centrum każdego z utworów stanowi wysamplowane wokaliza o energetycznym tonie, przywołująca wspomnienie dawnych rave parties, na których królowały euforyczne hity w stylu „I Wanna Give You Devotion” Nomada czy „Everybody`s Free (To Feel Good”) Rozalli.

Zestaw kończą dwa odmienne nagrania – najpierw zrealizowany w duchu dokonań Maurizio tektoniczny dub-house („Heart That”), a potem wymodelowany na chicagowską modłę surowy „Gettin` Down”, w produkcji którego naszego bohatera wspomagał inny weteran z Wysp Brytyjskich – Mark Broom.

Wrażenie, iż Mac rozgrzewa się z każdym utworem potwierdza drugi krążek. Tutaj kończą się wszystkie niuanse – najpierw pojawia się „Dancing Together”, a potem „Reaching”, które nie pozostawią nikogo obojętnym. To dynamiczny hard house podlany rave`owymi wokalizami, w którym nie brak zarówno oldskulowych loopów o acidowym brzmieniu, jak i bardziej współczesnych turbo-basów.

Nawet zmiana rytmiki na bardziej garage`ową nie schładza muzyki – „Respect” dudni szurającymi bitami, niosąc wszystkie (nie tak dawno jeszcze wyśmiewane) elementy wczesnego house`u rodem ze Zjednoczonego Królestwa – wysamplowane z soulowych i gospelowych płyt pokrzykiwania, śpiewy i monologi. Nic dziwnego, że w końcu Mac nie wytrzymuje i sięga po ekspresyjne techno w „Noise Bastards” i oldskulowy breakbeat w „The Rave”, przywołując wspomnienie dawnych imprez, na których grano Underground Resistance obok Altern 8.

Brytyjski producent zwalnia dopiero w finale, serwując najpierw zrealizowany w stylu Paula Kalkbrennera „World Change”, a potem przywołujący bardziej rozmarzone nagrania Underworld – „Waiting”.

Albumowy debiut po piętnastu latach tworzenia mógł się łatwo nie udać – ale przez to, że Steve Mac pozostał wierny swym młodzieńczym fascynacjom, zamienił się w zaskakujący sukces, sugestywnie przywołujący nastrój czasów, w których klubowa elektronika była czymś autentycznie świeżym i nowatorskim.

www.savedrecords.com

www.myspace.com/savedrecords

www.myspace.com/mrstevemac

Saved 2011

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.