
Enigmatyczny remikser kompozycji Nicole Willis (żony Jimi’ego Tenora), Basement Jaxx czy M.I.A. uraczył swoich fanów nie lada gratką. Tydzień przed oficjalną premierą debiutanckiego albumu tego producenta z Londynu, można zapoznać się z całą jego zawartością.
Za pseudonimem SBTRKT stoi Aaron Jerome – pochodzący z Kenii, ale mieszkający obecnie w stolicy Wielkiej Brytanii, producent muzyczny specjalizujący się głównie w przeróbkach. Jego longplay dla wytwórni Young Turks to jedenaście nagrań, które oscylują wokół 2stepu, amerykańskiego r’n’b, dubstepu oraz Chicago house.
W stworzeniu albumu “SBTRKT” Jerome’a brały udział także m.in. londyńskie wokalistki Roses Gabor oraz Jessie Ware. Natalie Shaw podsumowując na łamach internetowego wydania BBC zawartość tego wydawnictwa, powiedziała, że ten album “jest tym, co można spodziewać się po dekadzie zdominowanej przez Timbalanda”. Premiera tego albumu przewidziana jest na 27 (Wielka Brytania) oraz 28 czerwca (Stany Zjednoczone).









pe
30 czerwca 2011
To wszystko dlatego, że album chyba właśnie na tydzień przed premierą wyciekł do sieci, więc SBTRKT zrobił to, co w tej sytuacji było najlepsze. Jak na jeden odsłuch, płyta jest moim zdaniem co najmniej niezła. Natomiast wszelkie oskarżenia o komercjalizację tłumaczyłbym tym, że to przecież album, więc może i sam autor chciał przygotować trochę łatwiejszy materiał, który trafi do większej grupy odbiorców, a nie publikować 10 instrumentalnych 7-minutowych numerów.
ataxiaa
25 czerwca 2011
równia pochyła niestety.
mallemma
23 czerwca 2011
brzmieniowo mi się zupełnie nie podoba, niektóre kawałki mają potencjał, ale cały ten lukier perfidnie zalepia mi uszy.
BRTK
23 czerwca 2011
Też jestem zaskoczony komercyjnym potencjałem płyty, ale jest przyjemna, akuratna na lato. Mam też takie spostrzeżenie, nie wiem czy trafne, że dla większości gustów muzycznych w naszym kraju w dalszym ciągu jest to alternatywa. Dla tej niszy która szerokim horyzontem ogarnia zjawiska muzyczne ale z pozycji alternatywnej to faktycznie jest pop. Ale nie miałbym nic przeciwko temu, żeby tak brzmiał pop lansowany w polskich klubach, czy rozgłośniach komercyjnych. Polacy niestety nie grzeszą gustem muzycznym na tle innych europejczyków, dlatego ta oświecona część polskiej publiki radykalizuje się i okopuje na swoich pozycjach z góry odrzucając takie pozycje jak ta. Oczywiście nic nikomu nie zarzucam i nie mam zamiaru bronić tej płyty całym sercem, toczyć internetowych wojenek na posty, po prostu ta płyta mi się podoba. Nie jest to broń boże pomnik sztuki, ale cechy użytkowe spełnia idealnie.
Godząc się z opinią Goldfingera twierdzę, że Dub step tyle ma imion, że i tak każdy bez trudu znajdzie niszę dla siebie.
killia
22 czerwca 2011
straszne
Goldfinger
22 czerwca 2011
Ten album to przyklad, jak mocne apetyty na popowy sukces ma wiekszosc producentow dubstepu. Stad postepujaca komercjalizacja gatunku.