Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.

S S S S – Walls, Corridors, Baffles
Paweł Gzyl:

Power ambient z Lucerny.



Submotion Orchestra – Finest Hour


Na kwietniową mini trasę koncertową Bonobo przyjechało do Polski w nieco odmienionym składzie. Sporą niespodzianką było zastąpienie Andrei Triany wokalem wcześniej nieznanej mi Ruby Wood. W jej wykonaniu „bonobowe” piosenki nabrały jeszcze bardziej subtelnego charakteru. Pełna wrażeń wyniesionych z wrocławskiego koncertu podążyłam tropem Ruby. W ten oto sposób znalazłam Submotion Orchestra. Pochodzą z Leeds, jest ich siódemka a w czerwcu wydali swoją debiutancką płytę.
Jeśli lubicie klimaty łączące jazz, dubstep, soul i dub, poświęćcie godzinę na spotkanie z dźwiękami płynącymi z „Finest Hour”. Z pewnością nie będziecie zawiedzeni. Album jest świetnie zagrany – chłopaki z zespołu to doświadczeni muzycy mający na koncie współpracę choćby ze wspomnianą już Andreyą Trianą czy funkową Breakestrą. W idealnych proporcjach delikatne ballady przeplatają się tu z energetycznymi, wręcz klubowymi kompozycjami. To wszystko łączy ze sobą pełen gracji, aksamitny głos Ruby, która imię odziedziczyła po jazzowym klasyku „Ruby, my dear” autorstwa mistrza Thelonius’a Monk’a. Imię o takiej genezie zobowiązuje a Ruby z tego zobowiązania wywiązuje się świetnie. Jej zjawiskowo delikatny wokal jest ogromną ozdobą muzyki Submotion Orchestra. Można przekonać się o tym już od pierwszego numeru – „Angel Eyes” to miód na uszy każdego melomana. To dopiero pierwszych sześć minut, dalej jest jeszcze piękniej. Kolejny numer – „Back Chat” – to instrumental z trąbką w roli głównej. Do tego pogłosy i piękne brzmienie klawiszy – Submotion Orchestra doskonale dyryguje emocjami słuchacza. Daję się porwać intrygującym nutom. W innym instrumentalu „Pop and Lock” zastosowany jest podobny zabieg z tym, że momentami połączony z lekko klubowymi bitami niczym spod znaku Jazzanovy. Ten niezobowiązujący, rozrywkowy klimat towarzyszy także kilku żwawszym utworom wokalnym – choćby przyjemnie połamanemu „Always”. Orkiestra brzmi świetnie także w wersji dub – „Secrets” z rewelacyjną sekcją dętą brzmi zupełnie jak z Wysp ale raczej nie brytyjskich. Energetyczne kawałki przeplatane są zmysłowymi, jazzującymi balladami z singlowym „All Yours” na czele. Wokal Ruby zdaje się być stworzony do takich nastrojowych piosenek.

Takie debiuty powinny zdarzać się częściej. Album ekipy z Leeds może śmiało stanąć na półce obok materiału The Cinematic czy Hidden Orchestra. Wyspy Brytyjskie „orkiestrami” stoją.

submotion.co.uk

Exceptionl Blue, 2011

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. witamina

    Troche na wyrost stawiac ich na rowni z Cinematic czy Hidden 🙂 pozostaje trzymac kciuki 🙂

  2. killia

    Led Zeppelin 😀

  3. piotrsense

    A jakie grupy robią podobną muzykę do ballad singlowych ?

  4. paide

    Po epkach promujących wspomnianą płytę miałem nadzieję, że muzyka na długograju utrzyma podobny poziom, a było wprost przeciwnie. Okazało się, że najlepsze kawałki pojawiły się na singlach, a reszta zawartości płyty zmierza w stronę przesłodzonego koktajlu, niestety… Jasne, muzycznie brzmią świetnie, aranże też niczego sobie i domyślam się, że na żywo ten band będzie robił wrażenie, jeśli jednak chodzi o materiał studyjny, to zdecydowanie poniżej oczekiwań.