Nie słucham już dubstepu, bo zrobił się ostatnio bardzo modny. Tę wyłowioną z Internetu frazę warto zestawić z najnowszą produkcją Kenijczyka Aarona Jerome. Jego album unosi się na fali mruczących basów oraz szatkujących melodię arpeggiatorów, jaka zalewa ostatnio dyskotekowe parkiety. Szybko i przebojowo, lecz ze stępionymi komercją pazurami ‘SBTRKT’ jest kolejnym albumem dzielącym pokolenie Katy B od dubstepowych purystów obserwujących z niezadowoleniem spontaniczną mutację tegoż gatunku.
Ważnym atutem płyty jest udział Sampha, dwudziestojednoletniego wokalisty mającego na swoim koncie autorską EPkę Sundaza, który tchnął swym głosem ducha w kompozycje SBTRKT, nadając im tęsknego, słodko-smutnego klimatu. Prócz niego usłyszymy także Yukimi Nagano, Roses Gabor oraz Jassie Ware, uwydatniające taneczny charakter nagrań i właściwie ratujące Jerome’a przed pogrążeniem się w odmętach przaśnych melodyjek wygrywanych na syntezatorach. Szkoda tylko, że inspiracje Czarnym Lądem kończą się dla SBTRKT/Aarona Jerome już na okładce – zapożyczenie skal muzycznych oraz etnicznego instrumentarium mogłoby wnieść wiele świeżości kierując tę produkcję w stronę tanecznego albumu roku.
Album ma jeszcze jedną, ważną zaletę. Stanowi ważny kontrapunkt dla zadumanych, uduchowionych produkcji Jamiego Woona oraz Jamesa Blake’a. Dubstep w przeciągu ostatnich paru lat zaczął szybko ewoluować, a jak najczęstsza polaryzacja gatunku może tylko pozytywnie wpłynąć na prezentowaną przezeń różnorodność.
SBTRKT oferuje paletę ciepłych, wakacyjnych melodii, jakie składają się na lekkostrawny produkt z terminem przydatności obliczonym na lato. W sam raz na wakacyjną playlistę do samochodu i na domówkę.
Young Turks | 28.06.2011
3/5











ataxiaa
22 lipca 2011
Sampha to największa pomyłka tego krążka. kariera sbtrkta to niestety równia pochyła. kiedyś to robił kawałki…
Proxima Centauri
14 lipca 2011
Wszędzie porównania do tego Jamiego Woona, a przecież świat to też inna muzyka poza nim
.