Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Dalglish – Benacah Drann Deachd

Pierwszą dekadę XXI wieku zapamiętamy zapewne jako epokę zamachów terrorystycznych na niespotykaną dotąd skalę, kryzysu ekonomicznego trawiącego świat zachodni, potężnych klęsk żywiołowych, gigantycznych katastrof ekologicznych, generalnej pauperyzacji kultury i postępującej technologizacji, która z jednej strony ułatwia życie, a z drugiej nie tylko wpływa destrukcyjnie na ekosystem, ale też uzależnia i czyni człowieka zdanym całkowicie na łaskę urządzeń elektronicznych.

Również dla Chrisa Douglasa była to dekada przeklęta, jak sam przyznał w jednym z wywiadów (do przeczytania tutaj). Można domyślać się, że chodzi o prywatne życie tego szkockiego producenta mieszkającego obecnie w Berlinie, bo pod względem artystycznym był to dla Douglasa okres nad wyraz udany, o czym świadczy jego trzeci longplay pod pseudonimem Dalglish – „Benacah Drann Deachd” (co w szkockim dialekcie oznacza „Żegnaj, przeklęta dekado”). Formalnie album stanowi kompilację niewydanych utworów zrealizowanych w latach 2001-2011. Jest to też jedno z ostatnich wydawnictw oficyny Highpoint Lowlife, która w tym roku zakończyła działalność rozpoczętą równo 10 lat temu.

Otwierająca całość kompozycja „25.6.2010” (wszystkie ścieżki są opatrzone datami powstania w miejsce tytułów) doskonale wprowadza w posępną atmosferę płyty, której okładkę zdobi grafika przedstawiająca eksplodującą głowę. W rzeczy samej, kontakt z „Benacah Drann Deachd” stanowi prawdziwe intelektualne wyzwanie. Intensywność muzyki Dalglisha osiąga poziom bliski najbardziej eksperymentalnym nagraniom Autechre: na tle mrocznych ambientowych podkładów rozprzestrzeniają się niepokojące warkoty, uwierające trzaski i glitchowe klikania. Szczątki melodii niewyraźnie majaczą, próbując przebić się przez tektoniczne sekwencje, zaś towarzyszące im surowe beaty rozpaczliwie próbują ułożyć się w zwartą formację. I kiedy wydaje się, że powstała jakaś stabilna forma,  nagle wszystko przepada w złowieszczym niebycie. Pozbawione standardowych struktur, abstrakcyjne utwory robią piorunujące wrażenie swoim odhumanizowanym charakterem. Pomimo mechanicznego chłodu spowijającego ten materiał, jest w muzyce Dalglish coś bardzo organicznego, niemal ludzkiego. To ogromna sztuka, wzbudzać emocje za pomocą tak zimnych, nieprzystępnych dźwięków.

W przypadku obranej przez Dalglisha konwencji bardzo łatwo o porównania do odgłosów fabryki, maszyn, komputerów, etc. Ale „Benacah Drann Deachd” nie jest ścieżką dźwiękową z hali produkcyjnej. To raczej mroczny soundtrack rozpadającego się świata rodem z powieści „Ubik” Philipa K. Dicka, gdzie bohaterowie lecą w otchłań na ostatnim szczątku rzeczywistości, zachowując pełną przytomność umysłu. Wstrząsająca płyta.

Highpoint Lowlife | 2011

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.