Neville Watson – The Midnight Orchard
Paweł Gzyl:

Soundtrackowe wspomnienie pierwotnego rave’u.

The Good, The Bad & The Queen – Merrie Land: Dwugłos
Redakcja:

Anglia tonie. Anglia odpływa.

Unknown Landscapes Vol. 6 – Mixed & Selected By Lewis Fautzi
Paweł Gzyl:

Mocno, hipnotycznie i… przewidywalnie.

Teo Olter – Mirów
Jarek Szczęsny:

Strefa komfortu.

John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.



Archive for Listopad, 2018

Sawf – Flaws

Działająca od siedmiu lat londyńska wytwórnia Perc Trax, której założycielem i szefem jest Ali Wells, znany wszystkim wielbicielom techno jako Perc, pomogła zaistnieć wielu młodym i twórczym producentom. W 2009 roku zadebiutował w jej barwach dwunastocalówką „Vavasofa” pochodzący z Grecji artysta ukrywający się pod szyldem Sawf. Do dziś zrealizował on osiem krótkich zestawów nagrań opublikowanych w większości przez Perc Trax. W tym roku dyskografię Sawfa uzupełnił jego debiutancki album – „Flaws”.

Muzyka greckiego producenta wyrasta z trzech tradycji – ciężkiego techno, mrocznego industrialu i siarczystego breakbeatu. Połączenie najważniejszych elementów składowych tych gatunków owocuje potężnym brzmieniem, które z powodzeniem można porównać do tegorocznych dokonań takich twórców, jak Lucy czy Tommy Four Seven.

Już otwierające płytę „Inthro” pokazuje, że rytmika zebranych na krążku nagrań daleka będzie od klubowej oczywistości. Miażdżące uderzenia o przesterowanym brzmieniu rozpędzają się powoli – aby z czasem zamienić się w mocarny puls o połamanym metrum. Podobne podkład rytmiczny znajdujemy w „Okladonie” – tektoniczny breakbeat oplatają tutaj gęste fale przemysłowego szumu, przywołując wspomnienie radykalnych preparacji Techno Animal sprzed ponad dekady.

„Slim” i „Peplo” to już właściwie morderczy dubstep. Dudniące bity podbite ciężkimi pochodami basu stanowią tu podstawę do syntezy świdrujących pasaży niepokojących syntezatorów z chmurnymi strumieniami wolno płynących dronów. Jeśli za produkcję dubstepu wzięliby się artyści z Sähkö – na pewno brzmiałby on właśnie w ten sposób.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/420049-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=420049-01″ allowscriptaccess=”always”]

Nie brak tu jednak miarowych rytmów techno. Oto już drugi na płycie „Ninio” rezonuje tektonicznym bitem w stylu Berghain, a umieszczona nieco dalej „Sfika” – podrasowanym na dyskotekową modłę twardym pulsem w stylu wczesnych dokonań Jeffa Millsa. W „Unrythm” pojawiają się natomiast metaliczne bębny – niczym w inspirowanych dokonaniami Test Departement nowych produkcjach Perca.

Nie sposób zresztą nie usłyszeć silnych wpływów klasycznego industrialu w tych kompozycjach. Grecki producent sięga bowiem po żrące wyziewy preparowanego szumu („Intherlude”) i fabryczne efekty o perkusyjnym charakterze („Peplo”), ale również po opatentowane przez Cabaret Voltaire niepokojące loopy uplecione z sampli ludzkiego głosu (obsesyjnie powtarzane słowa „control” i „sickness” w „Zelo”), tworzące atmosferę wszechogarniającej paranoi. Mało tego – w „Intherlude” i „Pelekiss” pojawiają się nawet dalekie echa EBM – palące smagnięcia lodowatymi klawiszami i zapożyczone od Nitzer Ebb (a może raczej D.A.F.) odgłosy ludzkiego wysiłku.

Wszystko to układa się w monolityczną całość, porażającą swym minimalistycznym pięknem – surową i brutalną, ale idealnie wpasowującą się w zapoczątkowaną w berlińskim Berghain erę odrodzenia undergroundowego techno.

Perc Trax 2011

www.perctrax.com

www.myspace.com/perctrax

www.myspace.com/sofosofosofos

4. Avant Art Festival – weekend ze sztuką z Alp

Wczoraj, 29 września 2011 r., rozpoczął się 4. Avant Art Festival. W ramach inauguracji odbył się wernisaż instalacji Velvet Underground i wystawy zdjęć Edgara De Poray oraz świetnie przyjęty koncert MIR z udziałem Papiro. Dziś fanów awangardy czeka performance Daviation, międzynarodowa premiera IN BETWEEN oraz koncerty Papiro i Reverse Engineering.

Drugi dzień weekendu ze Szwajcarią stanie pod znakiem międzynarodowej premiery IN BETWEEN, Dance And Music destroyer – man born out of M.A.D.D (CS Impart, 20:00), która odbędzie się dla pierwszych 99 osób. Performance wyreżyserowany przez Kostasa Georgakopulosa na podstawie tekstów Friedricha Nietzsche ma być estetycznym i emocjonalnym, artystycznym atakiem na publiczności. – Chcemy bardzo wyraźnie przekroczyć podział na oglądających i oglądanych – zapowiada pomysłodawca projektu.

W odsłonie performatywnej tego dnia zobaczymy też instalację Velvet Underground Minimetalu (BWA Studio) oraz performance „Alptraum” grupy Daviation (BWA Awangarda) z udziałem perkusisty formacji Velma – Stephane Vecchione.

Muzyczną część piątku z awangardą otworzy w CS Impart (21:00) Papiro – lider kapeli MIR, grafik, skrzypek, kolekcjoner płyt i twórca muzyki elektronicznej ze szczególnym upodobaniem do maszyn z epoki sprzed komputerów. Już podczas koncertu w Puzzlach z grupą MIR zaprezentował publiczności swoje niesamowite umiejętności, więc dziś można spodziewać się prawdziwej dźwiękowej uczty. Na finał drugiego dnia Avant Art usłyszymy szwajcarski hip hop w wykonaniu Reverse Engineering (CS Impart, 22:15). Formacja występowała z prestiżowymi artystami z takich wytwórni jak Ninja Tune, Warp, Mo Wax, Jarring Effects czy !K7 (między innymi: DJ Vadim, Amon Tobin). Podczas występów grupy muzykę uzupełniają wizualizacje zaczerpnięte z filmów science fiction lub historyczno batalistycznych, przenoszące dźwiękowe uniwersum na projekcyjny ekran.

Weekend ze sztuką z Alp potrwa do 2 października. W sobotę i niedzielę zobaczymy także m.in. performance Sudden Infant, Stephane
Vecchione
, koncerty Syg Baas i Oy. Kolejny weekend (7 i 8 października) będzie już odsłoną międzynarodową.

A Winged Victory For The Sullen – A Winged Victory For The Sullen

Oto album, który łączy w sobie dramaturgię muzyki klasycznej z minimalistycznym podejściem do budowy kompozycji. Album, przy którym nie wstyd uronić łzy. Oto album, na który warto było czekać cały rok.

A Winged Victory For The Sullen to wypadkowa dwóch talentów – Dustin O’Halloran, amerykański pianista/kompozytor, spotkał się z Adamem Wiltzie, znanym głównie ze Stars Of The Lid, zupełnie przypadkiem. Wspólnie zrzucili z siebie okowy przyzwyczajeń, jakie hodowali w sobie nagrywając okołoambientowe produkcje. Rezultat, niesiony na skrzydłach solidnego wykształcenia kompozytorskiego, przerósł zdaje się oczekiwania samych jego twórców stając się zarówno dla nich, jak i dla odbiorców tego projektu swoistym detoksem, terapią oczyszczającą umysł z wysoce przetworzonych projekcji muzycznych. Doświadczenie wyniesione z rodzimych projektów procentuje zarówno w „A Symphony Pathetique”, będącego interpretacją gatunku drone, jak i obrazowego, słodko-smutnego „We Played Some Open Chords”, który jest idealnym wabikiem zachęcającym do zapoznania się z całością.

Ogromne przestrzenie, w jakich nagrywano materiał na album, zostawiły po sobie wyraźny ślad tchnący ducha skutecznie usypiającego rzeczywistość. Majestatyczny rys utworów, bardzo charakterystyczny choćby dla quasi-symfonicznych produkcji Eluvium, został tu otrzymany przy użyciu mikroskopijnych ilości elektronicznych manipulacji i cyfrowych ozdobników. Zamiast przesterowanej masy rzężących gitar usłyszymy fortepian koncertowy ne plus ultra, fagot i waltornię wspierane sekcją smyczkową. Efekt? „Steep Hills of Vicodin Tears” można potraktować jako wyzwanie rzucone w stronę Matthew Coopera. Wyzwanie, któremu naprawdę trudno będzie sprostać nie tylko jemu, ale także większości artystów parających się muzyką nieśmiało sięgającą korzeniami klasyków. Suita „Requiem for the Static King”, ambiwalentnie piękna, mogłaby towarzyszyć zarówno pogrzebom, jak i narodzinom. Niemożliwym jest nie zachwycić się obecnymi tu partiami fortepianu naniesionymi na symfoniczne impasty, nadającymi całości miękkiego, ciepłego finiszu. Przestrzegam, przestrzegam przed słuchaniem „A Winged Victory For The Sullen” przy użyciu komputerowych głośników podczas codziennego wertowania Internetu. Byłoby to bluźnierstwo bliskie wkrojeniu trufli do fastfoodowej buły.

O’Halloran i Wiltzie jednym tylko albumem dorównali forpoczcie ambientu, momentami osiągając nawet więcej i to odcinając się od jakże kuszących możliwości deformacji muzyki klasycznej, które nieustannie święcą triumfy w produkcjach Basinskiego, Frosta, Heckera, czy Stars Of The Lid. Grzechem byłoby zresztą nazwać dokonania duetu A Winged Victory For The Sullen ambientem. Album ten równie dobrze mógłby zagościć na półce melomana muzyki poważnej zasłuchanego w audycjach Programu Drugiego Polskiego Radia. Określenie ‘neoklasycystyczny ambient’ jest moim zdaniem rozsądnym kompromisem. Uskrzydlające przeżycie.

Erased Tapes Records/Kranky | 08.2011

5/5

[aside]*http://en.wikipedia.org/

wiki/Winged_Victory_of_
Samothrace[/aside]

Mix do załadowania – Kiki

Śledźcie uważnie weekendowe wydania nowamuzyka.pl – startujemy z cyklem artykułów, w których nasi redaktorzy będą polecali mixy i podcasty. Dziś DJ z Finlandii, którego pod swoje skrzydła przygarnął Berlin i Ellen Allien. I bardzo dobrze, że tak się stało. Czytaj dalej »

DJ Shadow – The Less You Know, The Better

Kim jest DJ Shadow i co zrobił dla popularyzacji samplingu i muzyki w ogóle, przypominać chyba nie trzeba. Jak potoczyła się jego kariera, też zapewne wszyscy wiedzą. Równie znana jest częstotliwość, z jaką wydaje longplaye z premierowym materiałem: w 1996 roku debiutancki, dziejowy już „Endtroducing…”, w 2002 bardzo dobry „The Private Press” i w 2006 fatalny „The Outsider”, na którego bodaj sam autor spuścił zasłonę milczenia. Po pięciu długich latach do sklepów trafia czwarta duża płyta Josha Davisa – „The Less You Know, The Better”.

Całość rozpoczyna hip-hopowy, przepełniony samplami i skreczami „Back To Front (Circular Logic)” i jest to otwarcie tyleż obiecujące, co mylące. Następujący po nim „Border Crossing” skrzy się riffami rockowych gitar, potężnymi bębnami i apokaliptyczną atmosferą. „I Gotta Rokk” to kawałek z tej samej krainy; oba z powodzeniem mogłyby znaleźć się na soundtracku do serii „Need For Speed”. Znakomity „Enemy Lines” ociera się o wilgotne sny fanów UNKLE z okresu kapitalnej płyty „Psycence Fiction”, co zawsze liczy się na plus. Największe wrażenie robi „Give Me Back The Nights”, w którym na tle niepokojącego podkładu rozbrzmiewa ponury monolog zakończony przenikliwym wrzaskiem. Są też mniej oczywiste tropy. Zupełnie przeciętny “Warning Call” brzmi niczym piosenka Editorsów (lub każdej innej kapeli nawiązującej do post-punku/nowej fali), z kolei „Scale It Back” z gościnnym udziałem Yukimi Nagano (głos Little Dragon) przywołuje echa… Eurythmics i solowych dokonań Annie Lennox. No cóż, skoro na „The Private Press” mógł trafić utwór a la Phil Collins lub może Meat Loaf („Blood On The Motorway”)…

http://www.youtube.com/watch?v=M1nWnpKZKi0

Wszystko to brzmi niezwykle eklektyczne i różnorodne, a jednak album cierpi na problematyczną przypadłość – brak motywu przewodniego, który spajałby poszczególne elementy w logiczną całość. Utwory są nie tyle wyrwane z kontekstu, co zupełnie pozbawione tegoż. Nie chodzi nawet o to, że są to kompozycje słabe czy przeciętne (choć i takie się tu zdarzają, vide „I’m Excited”), lecz o to, że nie układają się w koherentne dzieło. W efekcie albumu słucha się jak kompilacji luźno powiązanych ze sobą kawałków. Nawet rozmieszczenie utworów wydaje się być nie na miejscu – taki „I’ve Been Trying” (tytuł co najmniej znamienny, swoją drogą przypomina to „Wish You Were Here” Floydów), skądinąd świetny, nadawałby się na finał, a nie jako interludium pomiędzy całkiem niezłą rapową nawijką Taliba Kweli i Posdnuosa („Stay The Course”), a równie przyjemną balladą na fortepian, skrzypce i kobiecą wokalizę („Sad And Lonely”). Z jednej strony zatem płyta wywołuje wrażenie niekontrolowanego chaosu, z drugiej – stanowi zestaw kilku naprawdę kapitalnych kompozycji, które zapadają w pamięć.

Już przy okazji „The Outsider” Davis zaznaczał, że nigdy nie zamierzał odcinać kuponów od „Endtroducing…” i zasugerował fanom, żeby zdecydowali się, czy są fanami albumu, czy artysty. Wówczas ta deklaracja była chwalebna, lecz rezultat okazał się mizerny. Obecnie Shadow nie wydaje się już być zbyt wierny swoim słowom, ale trudno mieć mu to za złe. „The Less You Know, The Better” to zdecydowanie krok w dobrym kierunku, nawet jeśli nieco chwiejny. Jest to bowiem płyta „zaledwie” dobra jak na możliwości tego artysty. Na rzecz wybitną fani DJ Shadowa będą musieli znów poczekać. Ciekawe jak długo tym razem?

Verve | 2011

Jono McCleery – There Is

Ninja Tune przygarnęło pod swoje skrzydła kolejnego obok Finka barda. Jest nim Anglik Jono McCleery, który pod szyldem wytwórni wydał właśnie swój drugi album. „Thers Is” miało swoją premierę z początkiem września – porze wprost idealnej dla subtelnych, pięknie zaaranżowanych piosenek. Głos Jono ociepla klimat coraz dłuższych jesiennych wieczorów niczym słodzona miodem herbata czy grzane wino.

Na dobry początek „Fears” jako jeden z  bardziej rytmicznych numerów albumu. Przyjemne nuty, melodyjne frazy – już po chwili nucę je pod nosem razem z Jono. Jesienne smutki odchodzą na bok. Kolejne piosenki, choć spokojniejsze, są równie przyjemne. Wspomnienie błogiego dzieciństwa przywodzi na myśl cover melancholijnego hitu z 1987 roku „Wonderful Life”. Współczesna wersja brzmi równie wzruszająco – głos Jono przepełniony jest emocjami nie mniej niż wokal Blacka, pierwotnego wykonawcy ballady. Następny utwór to muzycznych wzruszeń ciąg dalszy. Przez pierwsze cztery minuty „Tommorow” hipnotyzuje delikatnymi dźwiękami gitary i smyczków, następnie dołącza głos i kontrabas (Jono, podobnie jak Simon Green, opanował grę na tym wielkim instrumencie) i oto mamy kolejną piękną pieśń. Nie bez przyczyny „Tommorow” został wybrany na singiel promujący cały album.

Wielbicielom fortepianu do gustu przypadnie „Only” – dźwięk klawiszy dodaje tej piosence szczególnego dostojeństwa. W ogóle cały album bogaty jest w dźwięki instrumentów klasycznych – gitary, harfy czy wspomnianego już kontrabasu i fortepianu. Prawdziwe granie wysuwa się tu na pierwszy plan co sprawia, że „There Is” staje się dla Jono wizytówką nie tylko jego umiejętności wokalnych, ale i talentu kompozytorskiego.

Ciekawą piosenką­ jest „Stand Proud” – nadstawcie uszu by wytropić kto śpiewa w niej razem z Jono. Tak, tak – to wspomniany we wstępie Fink. McCleery zagrał już z nim kilka koncertów. Ci dwaj Panowie razem na scenie – nie mam nic przeciwko temu, zderzenie takich muzycznych talentów może generować tylko dobre dźwięki.  Następny kawałek to „Home” –  przypomina mi nieco piosenki „Zero 7” w wykonaniu Mozeza. Obydwa utwory nabierają tempa wraz z kolejnymi sekundami – Jono potrafi umiejętnie dawkować emocje!

Cóż, nie dziwi fakt, że Jamie Woon tak niecierpliwie wyczekiwał „There Is”. To dawka wspaniałej, emocjonalnej i emocjonującej muzyki. Świetnie, że taka wytwórnia jak Ninja Tune stawia na różnorodność i obok elektronicznych sensacji Amona Tobina czy Kid Koali wydaje takich artystów jak Andreya Triana i Fink. Nowa muzyka brzmi dobrze także w wersji akustycznej – sprawdźcie Jono McCleery i dajcie mu się oczarować!

Ninja Tune | 2011

5/5

Strefa Monotype w Warszawie

Monotype Records zaprasza na wydarzenie z pogranicza sztuki performance i muzyki eksperymentalnej. 2 października w Sali Laboratorium warszawskiego CSW wystąpi Crank Sturgeon – ekscentryczny twórca łączący w swoich happeningach hałas ze specyficznym poczuciem humoru. Aktywny od lat 90., słynie z nieprzewidywalnych koncertów, podczas których wykorzystuje rozmaite przedmioty (złom, zepsute instrumenty, sprzęt RTV i AGD) oraz mikrofony kontaktowe.

Ponadto swoje eksperymentalne sety przygotują polscy wykonawcy: XV Parówek, Wolfram i Mirt.

02.10.2011, godz. 19.00. Bilety 15 PLN
Więcej informacji tutaj.

Soma Records – 20 Years

Czas płynie nieubłaganie – to już dwadzieścia lat, od momentu, w którym dwaj szkoccy producenci, Stuart MacMillian i Orde Meikle opublikowali pod szyldem Slam swój pierwszy singiel z nagraniem „Eterna”, wyznaczając w ten sposób początek działalności własnej wytwórni płytowej Soma Quality Recordings. Mimo nieustannych zmian mód na elektronicznej scenie, udało im się przetrwać, ponieważ od początku stawiali na jakość publikowanych nagrań – co zresztą wpisali z dumą w nazwę swej firmy. Teraz prezentują podsumowanie dwóch dekad swej wydawniczej aktywności na trzypłytowym albumie „Soma Records – 20 Years”.

Pierwszy krążek przynosi kolekcję jedenastu najważniejszych nagrań z katalogu wytwórni. Czy łatwo było je wybrać, mając w nim 310 singli i 90 albumów? Na pewno nie. McMillian i Meikle postawili więc na klasyki z wczesnego okresu Somy. Trzy nagrania należą do ich własnego projektu – Slam. Jeszcze rave`ową w brzmieniu „Eternę” dostajemy na sam koniec płyty, a wcześniej rozbrzmiewa oniryczne „Azure (Part I)” oraz fenomenalny „Positive Education”, który w coraz to nowszych remiksach powraca na klubowe parkiety niemal każdego sezonu.

Choć w barwach Somy debiutowali Francuzi z Daft Punk, szkoccy producenci wybierają na swą składankę jedynie remiks autorstwa De Homem-Christo i Bangletera – perfekcyjnie zrealizowany w ich stylu „Mothership Reconnection” Scotta Groovesa z samplowym udziałem Parliamentu i Funkadelica.

Taneczne killery o brzmieniu typowym dla lat 90. serwują na krążku dwa znaczące dla Somy projekty z rodzimej Szkocji – Silicone Soul i Funk D`Void. W wykonaniu pierwszego dostajemy podrasowany na tribalową modłę klasyczny brytyjski house – „Right On, Right On” – a w wykonaniu tego drugiego – pionierski jak na tamte czasy energetyczny tech-house – „Diablo”. To klubowe granie na najwyższym poziomie – do dziś nie ma parkietu, którego któreś z tych nagrań nie rozgrzałoby do czerwoności.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/434376-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=434376-01″ allowscriptaccess=”always”]

Do klimatów wczesnego techno z Detroit nawiązuje z kolei utwór kolektywu The Black Dog – „Cost II”. Choć po raz pierwszy ukazał się on w 1993 roku nakładem jego własnej wytwórni General Production Recordings, to dopiero wznowiony pod koniec minionej dekady przez Somę, stał się klubowym przebojem. Podobnie wypada umieszczone w tej kolekcji nagranie Percy`ego X – „X-Trak I”. Sążniste brzmienie rodem z Motor City uzupełniają tu dubowe akordy blaszanych klawiszy – świadectwo, że również brytyjscy producenci poddali się w latach 90. przemożnemu wpływowi dokonań Basic Channel.

Najbardziej oldskulowo wypadają w tym zestawie kompozycje sięgające do brzmień rodem z Chicago. Znajdujemy je w „Can You Relate” Samuela L. Sessiona, „Clashback” Sharkimaxa i „Desert Storm” soundsystemu Desert Storm. Szorstkie podkłady rytmiczne są tutaj bazą dla acidowych loopów i mrocznych melorecytacji, podbarwionych jednak na obowiązującą na początku lat 90. w angielskim clubbingu rave`ową modłę.

Miks właścicieli szkockiej wytwórni, zaserwowany na drugim krążku, ma początkowo łagodny flow. McMillian i Meikle budują go z house`owych numerów w wykonaniu swych podopiecznych – Hatikvah, Silicone Soul, Vector Lovers czy H-Foundations. Dopiero gdzieś w połowie setu przechodzą do energetycznego techno o niezbyt ciężkim brzmieniu. Ozdobą tej części zestawu są ich własne produkcje zaserwowane w oryginalnych remiksach – choćby „Lifetimes” w wersji duetu Pan-Pot czy „Stepback” przemodelowane przez Marka Henninga.

Silicone Soul stawiają jednoznacznie na energię – ich miks swobodnie balansuje od house`u do techno, koncentrując się na nieco innych produkcjach z katalogu Somy w rodzaju „Chica Wappa” Alexa Smoke`a, „Requiem” Rejuvination czy „Percussion Obsession” Otaku. Szkoci nie zapominają również o własnych nagraniach, serwując chociażby „Chic-O-Laa” w remiksie H-Foundation czy „Right On, Right On” w oryginalnej wersji.

Trudno interesować się klubową elektroniką i nie znać tych nagrań – wszak to elementarz tanecznych brzmień, zdefiniowany w postaci kilkunastu klasyków opublikowanych przez jedną wytwórnię. Respect!

Soma Quality Recordings 2011

www.somarecords.com

www.myspace.com/somarecords

Adaptery, taśmy i mikrofony w krakowskiej Alchemii

6 października w krakowskim klubie Alchemia odbędzie się koncert trzech artystów zafascynowanych możliwościami gramofonów, looperów, magnetofonów szpulowych oraz wszelakimi technikami analogowymi pomocnymi w tworzeniu muzyki.

Strotter Inst. to szwajcarski muzyk, artysta, performer i architekt Christoph Hess. Po dziesięciu latach tworzenia muzyki przy pomocy gramofonów, taśm i pętli, w 1998 powołał do życia ten właśnie projekt, w którym skoncentrował się wyłącznie na manipulacji adapterami, nie wykorzystując przy tym żadnych nagrań czy dźwięków stworzonych przez kogoś innego. Ta maszyneria odgrywa u niego podwójną rolę – adaptery są jednocześnie obiektami i instrumentami. Podczas występów na żywo, jako pierwsza daje znać o sobie instalacja, dopiero potem uwaga słuchacza skupia się na dźwięku.

Optyczne pojmowanie tego jak generowany jest dźwięk odgrywa tu ogromną rolę. Artysta rzadko wykorzystuje dźwięki pochodzące ze zwykłych płyt winylowych (jeśli już, to są one uszkodzone lub porysowane), a głównym ich źródłem są specjalnie zmodyfikowane ramiona gramofonów, w których np. diamentowe igły zastąpione zostały zwykłymi igłami do szycia. Ten rodzaj podejścia do grania włącza nieczystą naturę dźwięków w strukturę tworzonej muzyki. Strotter Inst. tworzy z adapterów obiekty dźwiękowe i instalacje. Skrót „Inst.” w nazwie projektu może jednocześnie znaczyć „instrument”, ale też „instalacja”. Tak pojmowane obiekty i instalacje stawiają w centralnym punkcie statyczną obecność gramofonów. To nie granie na nich, lecz ich własny ruch i charakterystyczny sposób działania definiują taki obiekt.

Joke Lanz obecnie działa w Berlinie pod pseudonimem Sudden Infant. Jest on jednym z najważniejszych artystów operujących w sferze, gdzie sztuka performance i body art spotykają się z improwizacją i estetyką noise. W swych kompozycjach wspomaga się mikrofonami kontaktowymi, taśmami, loopami i innymi technikami. Efektem jest ekstremalna forma muzyki konkretnej, która łączy w sobie spazmatyczny bełkot z dezorientującą elektroniką. Sudden Infant to najdłużej istniejący projekt Lanza. Jego początki sięgają 1989 roku i są wynikiem silnej chęci artysty do łączenia sztuki dźwiękowej i performance w organiczną całość. To właśnie z tego powodu jego występy pełne były elementów estetyki grupy Fluxus, dadaizmu, akcjonizmu, noise czy punka.

Petr Ferenc to czeski muzyk najbardziej znany z zespołu Bird Build Nests Underground, który łączy ze sobą improwizację bazującą na gramofonach zestawioną z odtwarzanymi w czasie rzeczywistym filmowymi taśmami 8, 16 i 35 mm. Jego solowe wykonania również powiązane są z gramofonami, lecz tym razem bez nagrań wideo. W swoich występach do gramofonu dołącza nierzadko małe obiekty codziennego użycia starając się uczynić dźwięk tak różnorodnym, jak to tylko możliwe. To właśnie ten wybór, polegający na nieodtwarzaniu jakichkolwiek nagrań i tworzeniu muzyki od podstaw w danym momencie czyni ją w 100% wyjątkową i przynależną tylko niemu- człowiekowi wydobywającemu dźwięk z polipropylenowych worków, czy zakurzonych ubrań.

bilety: 15 zł przedsprzedaż; 20 zł w dniu koncertu

Znamy finalistów konkursu „Zrób głośniej na Avant Art Festival”!

Znamy już finałową dziesiątkę konkursu, którego nagrodą główną jest występ obok The Bug, 8 października we Wrocławiu, w ramach Avant Art Festival! To – w kolejności alfabetycznej – An On Bast, Audiomanufacture, Elektryczna Maszyna Mięsna, GAZMO Project, In My Pocket, Octahedron, odaibe, Pan Stian, Q600 i SoundQ. Teraz wszystko w rękach Internautów. Głosować można do 29 września.

O tym, kto wystąpi 8 października 2011 r. na finał Avant Art Festival we Wrocławiu, po gwieździe wieczoru – THE BUG, zadecydują Internauci. Na finalistów wybranych przez 6-osobowe jury głosować można na portalu T-Mobile Music do 29 września. Ogłoszenie wyników plebiscytu nastąpi dzień później, 30 września 2011 r. w samo południe. Na głosujących czekają nagrody w postaci karnetów na Avant Art Festival.

Finałową dziesiątkę wskazało jury w składzie: przewodniczący Kostas Georgakopulos (dyrektor Avant Art Festival, dyrektor artystyczny muzycznej sceny festiwalu Nowe Horyzonty oraz szef wydawnictwa muzycznego Tone Industria), Piotr Motyl (były adept dziennikarstwa muzycznego, wspiera kulturę niezależną, angażując się w organizację kilku wrocławskich festiwali; współpracuje z instytucjami kultury i klubami), Piotr Nowicki (dziennikarz „Top Guitar”, wcześniej m.in. „Laif”, clubber.pl i „Gazeta Wyborcza”, rzecznik pierwszych edycji festiwalu Creamfields), Maciek Szabatowski (promotor wydarzeń muzycznych we Wrocławiu, wieloletni współpracownik Akademickiego Radia Luz, od ponad roku w szeregach Radia RAM), Paweł Kopeć (twórca audycji „My Dub is Heavy/Broken Beats” na falach Radia Luz, współzałożyciel wrocławskiego kolektywu My Head is Dubby) oraz Paweł Waliński (przedstawiciel portalu T-Mobile Music, w którym specjalizuje się w wyciąganiu z otchłani czasu wszelakich muzycznych dziwactw, niekoniecznie dobrych).

Głosy oddawać można na stronie: http://www.t-mobile-music.pl/avant-festival.html

Szczegóły dotyczące konkursu dostępne na www.avantart.pl oraz www.t-mobile-music.pl

Hessle Audio Tour w Polsce – konkurs

Jedna z najciekawszych wytwórni ostatnich miesięcy przywozi do Polski swoje gwiazdy – na scenie warszawskiego 1500m2 wystąpi Ramadanman/Pearson Sound i Blawan. W naszym konkursie do wygrania bilety i album Czytaj dalej »

Avant Art Festival już w czwartek

29 września we Wrocławiu rusza czwarta edycja Avant Art Festival, w ramach którego odbędzie się m.in. koncert The Bug. Wybrane wydarzenia będą darmowe! Czytajcie szczegóły.
Czytaj dalej »

Stereo MCs – Emperor’s Nightingale

Gdy padła komuna i na osiedla poprowadzono kabel, otworzyło się okno na świat. MTV na co dzień raczyło od 6 rano klipami Bjork, Massive Attack i całą masą innej świetnej muzy, która w głównym nurcie lub obok (kogo to obchodziło?) z powodzeniem umilała blały, imprezy, kace i naukę.

Pomijając underground i euro-dance w ostatniej dekadzie ostatniego stulecia ubiegłego tysiąclecia na kanałach i przegrywanych kasetach królowali wyżej wspomniani – m.in. z Trickim, Portishead, Depeche Mode, The Chemical Brothers, Underworld, Gus Gus, Stereolab, Hooverphonic i Stereo MC’s do paczki. Oczywiście każdy prywatny panteon będzie się ciut różnił, ale nie w tym rzecz. Telewizja była jedna, a nowatorstwo w/w jasne jak włosy Simone.

Dorastaliśmy w cudownych czasach.

Recenzje współczesnych płyt gwiazd tamtej dekady są bardzo podzielone, jak i reakcje zwykłych zjadaczy bitów. Jedni wychodzą obronną ręką, drugim zarzuca się odgrzewanie kotleta, komuś zdradę dobrze znanego brzmienia, jeszcze innym zły dobór producenta. Fakty są takie, że zajawki nowej płyty Bjork dziś już mało kogo ruszają, niedawna kolaboracja Fatboy Slima z D. Byrnem też jakoś nie znalazła spektakularnego oddźwięku w sieci, a The Prodigy zasilają rockowe line-upy.

Prawda taka, że oczekiwania wraz z upływem czasu nie maleją, bo dawni fani odznaczają się wyjątkowo paskudnie dobrą pamięcią i oceniają surowo. Nie każdy może wystąpić w niekończącej się „Modzie na sukces”, i na pewno nikt nie lubi niespełnionych obietnic. Uogólniając – fajne gwiazdy wyznaczające muzyczne szlaki lub tworzące własny, niepowtarzalny styl w latach 90. mają dziś przerąbane.

W sam środek tego ledwo muśniętego szkicu właśnie wdepnęli na dokładkę Stereo MCs. Niedowiarków lub niepoprawnych optymistów, sądzących, że wspomnieniom zawsze towarzyszy idealizująca młodość nostalgia odsyłam do „Emperor’s Nightingale”.

Modnego dramatyzmu i melancholii jako klamry nie kupuję. Dęciaki, nic że fajne, i perkusje rezolutne, i loopy, gitary, głos Roba B. i sample… Co z tego, jeśli jest to nudne jak brytyjski pudding? Sytuacji nie ratują sporadyczne akordy rodem spod roziskrzonego obcasa Prince’a, wychylający się czasem elektroniczny pazurek i niezgorszy rave (pamiętacie The Shamen?) … Tę płytę tworzą niezłe opiłki, opiłki tworzą niezły bigos. Tyle, że w całości niemal niestrawny. Nie, jeśli uwielbiało się „Connected” i „Deep Down & Dirty”. Bo niby efekty są miłe, ale i tak nie mogą wynieść większości numerów wyżej niż
do rangi zaszczytnych przykuwaczy uwagi w podroży skazanej na mdły miszmasz niezbyt atrakcyjnych radiowych stacji.

Po starym dobrym Stereo MC’s nie zostało nic ze znamiennego chłodu, dystansu i zblazowanej elegancji. Nic z funky. I wcale nie chodzi o to, że to już nie ten groove, i że nie są już tacy wyniośli, jak kiedyś. Wszak udało im się sklecić 2 wesołe, a godne odnotowania kawałki:

w „Manner” świetny, przeciągły, powracający syntetyczny motyw to dźwięk, na który chce się czekać, i który z powodzeniem na długo zagościć może w głowie. Gitary, brudna elektronika i mgiełka glamu ala „french touch” kleją kalejdoskopową jakość wirującego balu, którego nie chce się opuszczać. W „Tales” zaakcentowane piana ala euro-house wpisują się w powracające inspiracje najntisami. Oba utwory mają tak porywające refreny, że w ciemno mamy ochotę oddać w ręce Roba i Nicka dyktat parkietu do końca roku.

Fascynacja jednak trwa tylko chwilę i znów lądujemy bez bucika, na schodach w nudnej rzeczywistości. Kto chciałby jako bis usłyszeć stary hip-hop Stereo MC’s może od razu włączyć numer 9. Eklektycznie w stylu leftfield łączy brudne gitary z vocoderową nawijką w breakbeatowy poszarpaniec. Na dokładkę „Desert Song”, gdzie reggaton o orientalnej proweniencji każe nam wierzyć, że wszystko kiedyś się ułoży.

Tytuł płyty ma być pewnie aluzją do swobody twórczej i zrzucenia z siebie jarzma dawnych szufladek i oczekiwań. Ja jednak tęsknię do staromodnej klatki, bo na co komu wolność słowika, jeśli od jego trelu w tej wersji bajki i tak nikt nie wyzdrowieje?

Pożytek z „Emperor’s Nightingale” jest taki, że chce się siąść, wspominać i rozważać konteksty przemijania, poszukać domorosłego morału, zawsze to jakaś wartość dodana. 4/12 – nie chce wyjść inaczej.

!K7 Records | 2011

Dadub w Polsce

Dobra wiadomość dla fanów współczesnego techno: w sobotę 22 października w ramach reanimowanego cyklu „Analogen” w poznańskim klubie 8 Bitów zagra na żywo fenomenalny duet Dadub z berlińskiej wytwórni Stroboscopic Artefacts. Czytaj dalej »

Czym inspirował się DJ Shadow?

Mija 15 lat od wydania album „Endtroducing”, przez wielu ta płyta traktowana jest jako mistrzostwo samplingu, czym inspirował się Josh Davis tworząc swój debiutancki longplay? Dowiedzieć się tego możecie słuchając audycji 6 Mix w Radiu BBC dostępnej pod poniższym linkiem. Oprócz inspiracji do „Endtroducing” Shadow zdradza jakie utwory były dla niego ważne podczas nagrywania ostatniego albumu „The Less You Know, The Better”.

Link do audycji – DJ Shadow: the songs which inspired Endtroducing 

Lista utworów, które miały wpływ na „Endtroducing”:
De La Soul – The Magic Number
Public Enemy – Night Of The Living Bassheads
Main Source – Looking At The Front Door
Blackalicious – Changes
Afrika Bambaataa and Soulsonic Force – Planet Rock
The Invaders – Spacing Out
The Jackboys – Sling That Monkey
Debbie Harry – In Love With Love
Queen – We Will Rock You (Rick Rubin’s Ruined Mix)
Hustlers FC – Big Trouble In Little Asia

Lista utworów, które miały wpływ na „The Less You Know, The Better”:
[unknown] – Unknown Title
Little Dragon – Fortune
The Weekend – Too Bad
Orchid Spangiafora – Unknown
Nirvana Vs Rick James – All Apologies/Give It To Me (DJ Shadow mashup)

Audible Approaches For A Better Place

Współczesna elektronika zawsze stroniła od polityki – w swych początkach silnie związana z klubowym kontekstem, miała służyć przede wszystkim zabawie, a uwolniwszy się z czasem od tej nadrzędnej funkcjonalności, im śmielej zwracała się ku abstrakcji, tym ciekawsze przynosiła efekty. Co jakiś czas artyści tworzący nowe brzmienia dają jednak wyraz swego zainteresowania sprawami otaczającego ich świata – choćby angażując się w różnego rodzaju akcje charytatywne, czego przykładem był wysyp benefisowych kompilacji po tegorocznym ataku tsunami na Japonię.

Prowadzenie działalności artystycznej jednocześnie w Izraelu i w Niemczech sprawia jednak, że polityka sama wdziera się do codziennego życia. Doświadczył tego na własnej skórze Till Rohmann, koloński producent tworzący pod szyldem Glitterbug. Publikując nagrania i organizując koncerty (w tym duży festiwal w Tel-Avivie) pod szyldem swej wytwórni c.sides, zdążył on poznać pragnienie pokoju i pojednania, nie obce obu stronom toczącego się na Ziemi Świętej długoletniego konfliktu. Stąd narodził się pomysł opublikowania specjalnej kompilacji, na której zaproszeni artyści zaprezentują swe indywidualne projekty muzyczne, stanowiące ich refleksję nad losami rozdartego licznymi konfliktami współczesnego świata.

Zalatujący utopijnym idealizmem pomysł znalazł swą realizację w postaci albumu zawierającego dwanaście kompozycji eksperymentalnych producentów z różnych stron naszego globu. Pierwszy krążek otwiera epicka kompozycja Glitterbuga, łącząca ambientową elektronikę z natchnionym śpiewem palestyńskiej divy operowej – Enas Massalhy. Powróci ona na drugiej płycie z zestawu – ale już w wyłącznie wokalnej wersji („The Sky Fell Silent”). Co ważne – nagranie zostało zrealizowane podczas „arabskiej wiosny”, cywilnego powstania mieszkańców Strefy Gazy przeciw ograniczającym ich prawa okupantom. „Exile” izraelskiego muzyka Eliada Wagnera to rozbudowana wariacja na temat berlińskiej wersji klasycznej elektroniki – syntezatorowe arpeggio podszyte miarowym pulsem współczesnego bitu.


Glitchowe metody preparacji cyfrowego dźwięku stanowiły główną metodę pracy niemieckiego artysty Christiana Lofflera nad zamieszczoną na krążku kompozycją „Cast”. Oniryczne sploty ciepłych trzasków i stuków uzupełniają tu rozbudowaną warstwę rytmiczną nagrania – stopniowo ewoluującą od monotonnego minimalu do chrzęszczącego IDM-u. Znany z różnorodnych dokonań Khan serwuje w tym zestawie monochromatyczną wycieczkę w stronę chmurnego minimal wave – łącząc przesterowane bity z wokoderowymi wokalami w kompozycji „Shahane”. Pierwszą płytę kończy w sugestywnym stylu Gold Panda. Jego „Air” rozwija się linearnie od toksycznego noise`u do przestrzennego kosmische musik, zestawiając ze sobą mroczne drony z anielskimi chórami.

Drugi krążek przynosi bardziej awangardowe realizacje. Na pierwszy ogień idzie abstrakcyjna kompozycja niemieckiego tria Brandt Brauer Frick, które postawiło sobie za cel swych działań granie minimalowego techno na instrumentach akustycznych typowych dla jazzu i klasyki. Efekt jest zaskakujący – konia z rzędem dla tego, który nie wiedząc wcześniej o tym, powiedziałby że „Schwan” skonstruowany jest z dźwięków fortepianu, smyczków i perkusji. Równie ciekawie wypada następny utwór – „Mountain Hymn” cenionego pianisty Johna Kameela Faraha. Jazzowe partie fortepianu i wibrafonu, podbite miarowym pochodem kontrabasu, oplata on elektronicznymi efektami, osiągając intensywność wyrazu bliską ostatnim dokonaniom kwartetu Vladislav Delaya.

„Romantic Rebellion” niemieckiej producentki Jasminy Machiny to z kolei eksperymentalne wariacje na temat czterech dźwięków – E, G, A i B. Płytę kończy najbardziej rozbudowana realizacja – „The Figment Notebook” autorstwa Caspera Clausena i Madsa Brauera z Efterklang. W ciągu osiemnastu minut jej trwania klasyczne pasaże fortepianu mieszają się z rockowymi wejściami gitary i partiami kosmicznych syntezatorów, niosąc słowną narrację w wykonaniu amerykańskiej aktorki Sary Davis.

Jaka będzie korzyść z tego albumu dla światowego pokoju? Zapewne niewielka w realnym wymiarze – ale tak jest w przypadku każdego działania artystycznego dedykowanego tej idei. Ale pamiętajmy, że muzyka, poruszając serce i stymulując umysł pojedynczego człowieka, uwrażliwia go na piękno i prawdę, a co za tym idzie – również na krzywdę bliźniego. Jeśli tak się stanie w przypadku tego zestawu – cel jego realizacji zostanie osiągnięty.

c.sides 2011

www.csides.net

Exploratory Music From Poland w trasie

Już od najbliższej niedzieli (2 października) rusza europejska trasa projektu Exploratory Music From Poland, zorganizowana przez AudioTong. Po serii kompilacji dołączonych do miesięcznika „The Wire” oraz ubiegłorocznym mini-festiwalu w Londynie, czas na cykl koncertów prezentujących najciekawszych twórców krajowej eksperymentalnej sceny.

Paryż, Amsterdam, Bruksela, Londyn i Berlin – to miasta, które w ciągu tygodnia odwiedzą tacy artyści jak Tomek Chołoniewski, DJ Lenar, Konrad Gęca, Rafał Mazur oraz grupa Mikrokolektyw. Koncerty odbędą się w tak znamienitych miejscach, jak paryski Instant Chavires czy londyńskie Cafe OTO.

Październikowa trasa znajdzie swój epilog na początku listopada, gdy odbędzie się kolejna odsłona EMFP – tym razem w Tokio! Przed japońską publicznością wystąpią Marek Chołoniewski, Zenial, Tomasz Krakowiak, Robert Piotrowicz i Anna Zaradny.

Polecamy wszystkim naszym zagranicznym czytelnikom.

2/10 – Paryż, Instants Chavires
3/10 – Amsterdam, OT301
4/10 – Bruksela, Cafe Central
5/10 – Londyn, Cafe OTO
7/10 – Berlin, Friedenskirche
3/11 – Tokio, Super Deluxe

Więcej informacji na stronie: http://www.emfp.pl/

Nowy longplay Heckera na jesień

10 października ukaże się nowy album studyjny Tima Heckera – „Dropped Pianos”. Na zawartość płyty składać się będzie dziewięć kompozycji nagranych na fortepianie w 2010 roku, które stanowiły punkt wyjścia do stworzenia materiału wydanego jako „Ravedeath, 1972” w lutym tego roku.

Africa Hitech na Transvizualia

Festiwal Transvizualia (5-9 października) z racji pięciolecia imprezy w tym roku w całości za darmo. Do artystów, o których była mowa w niedawnym newsie dołączyli kolejni, m. in. duet Africa Hitech. Muzyczny program Transvizualiów 011 przedstawia się następująco:

• TRANSSPACES

Trannspaces to brzmienia bardziej kameralne, akustyczne, ambientowe, mocno eksperymentalne i awangardowe, które uzupełnia za każdym razem wyrafinowany komponent wizualny.

Czas: 5.10.2011 | środa | godz. 19.00 | otwarcie festiwalu
JACASZEK+ŁUCZAK+FERREIRA

Czas: 7.10.2011 | piątek | godz. 20.00
20:00 SYLVAIN CHAUVEAU
21:00 MARSEN JULES TRIO
22:15 FENNESZ + GIUSEPPE LA SPADA

Czas: 9.10.2011 | niedziela
INTANGIBLE STATES BY STRAY DOGS & LEGOMAN

• TV-LIVEACTS

Po raz kolejny zostaną zaprezentowane klubowe brzmienia z najwyższej półki, sięgając przede wszystkim po dubstepowe i elektroniczne brzmienia. Gwiazdami wieczoru będą z pewnością – reprezentujący kultową wytwórnię Warp – AFRICA HITECH z jedynym występem w Polsce oraz mistrzowskie trio DARKSTAR. Line up uzupełniają – odkrycie sceny dubstepowej – DUFFSTEP ze spektakularnym A/V show oraz zmuszający do spazmatycznych tańców PEVERELIST. Ze względu na charakter festiwalu wszyscy artyści muzyczni przygotowali specjalne działania wizualne.

Czas: 8.10.2011 | sobota | godz. 21.00
21:00 DUFFSTEP [Join The Dots / Live!]
22:00 DARKSTAR [Hyperdub / Live!]
23:00 AFRICA HITECH [Warp / Live!]
01:00 PEVERELIST [Punch Drunk / Dj set]

Wszystkie koncerty odbywać się będą w zamkniętej przestrzeni gdyńskiego Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego przy Al.Zwycięstwa 96/98 (SKM Gdynia-Redłowo). Wstęp wolny!

Opis innych, niemuzycznych atrakcji festiwalu na stronie www.transvizualia.com.

Aux88 dla tych, co nie w Białymstoku

Dzisiaj na festwialu Up To Date w Białymstoku wystąpi legendarny duet electro z Detroit – Aux88. Dla tych, którzy nie mogą wziąć udział w ich koncercie mamy specjalny miks do bezpłatnego załadowania. Czytaj dalej »