Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Gui Boratto – III

Kiedy w 2007 roku ukazały się nakładem Kompaktu debiutanckie płyty The Field i Guiego Boratto, znajdująca się na nich muzyka, łącząca energię techno z emocjonalną wrażliwością typową dla indie–rocka (albo indie-popu) sprawiła, że taneczną elektroniką zainteresowali się słuchacze, którzy do tej pory uznawali fanów takiego grania za półgłówków. Przez tę furtkę wyrąbaną w murze dzielącym techno i indie przedostali się potem następni wykonawcy – choćby Pantha Du Prince czy Four Tet. Od tamtego czasu minęły cztery lata. The Field i Gui Boratto są nadal aktywni na elektronicznej scenie i właśnie powracają z nowymi albumami. Czy ich muzyka zmieniła się od czasu debiutów?

Jako pierwszy serwuje swoją trzecią płytę brazylijski producent. Pamiętając o pastelowych barwach i letnim nastroju jego wcześniejszego krążka – „Take My Breath Away” – już otwierający „III” „Galuchat” nieco zaskakuje – wolno stąpający bit niesie tu kaskady skrzeczących syntezatorów podszytych wyraziście wypunktowanym basem. Mroczny klimat tworzony przez te dźwięki nabiera mocy podczas trwania kolejnej kompozycji. „Stems From Hell” to wypasione deep techno łączące masywne drgania brzęczących klawiszy z dubowymi efektami i glitchową obróbką dźwięku. Jeszcze bardziej skompresowane brzmienia pojawiają się w „The Drill” – w nagraniu tym Boratto sięga po rekwizyty dźwiękowe rodem z nu-rave`u: warczący akordy zbasowanych syntezatorów i przesterowane loopy o punkowym sznycie.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1820870-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1820870-02″ allowscriptaccess=”always”]

Nie we wszystkich jednak kompozycjach brazylijski producent uderza w tak mocne tony. „Flying Practce” i „Talking Truss” to hybrydy techno i trance`u, których nie powstydziłby się w swym repertuarze Paul Kalkbrenner. Boratto, idąc śladami swego popularniejszego kolegi, sięga po orkiestrowe pasaże klawiszy podbijając je miarowym pulsem bitu i strzelistymi smugami onirycznego tła. Podobne brzmienia – choć już w bardziej spowolnionym tempie – znajdujemy w „Soledad”. Latynoski tytuł jest mylący – zamiast południowoamerykańskich sampli, znajdujemy w nim nostalgiczny motyw klawiszowy o fortepianowym tonie, który oplatają wibrujące loopy wyrastające z trance`owej klasyki.

Nie zrezygnował Boratto z flirtu z klimatami w stylu indie. Oto w „Strikerze” trafiamy na wymowny duet basu i gitary rodem z nowofalowych dokonań New Order uzupełniony przetworzoną wokalizą samego producenta, a w finałowym „This Is Not The End” – rockowy pasaż gitarowy wsparty eterycznym śpiewem żony artysty – Luciany Villanovy. Oba nagrania wypadają całkiem zgrabnie – choć nie wnoszą nic nowego do obowiązującego od kilku lat schematu łączenia elektroniki z indie.

Już czarny kolor okładki zwiastował, że nowe utwory brazylijskiego twórcy będą bardziej mroczne – i rzeczywiście, pierwsza część albumu ma w sobie zdecydowanie więcej niepokoju i agresji niż wszystkie jego dotychczasowe produkcje. Boratto nie zdecydował się jednak pójść za ciosem – dlatego drugą partię albumu wypełniają lżejsze nagrania, niosące tak lubiane przez jego fanów tchnienie melancholii. W efekcie powstał album nie dający odpowiedzi na pytanie o kierunek dalszego rozwoju brazylijskiego artysty. Jak poradził sobie z tą kwestią The Field – dowiemy się już za kilka dni.

Kompakt 2011

www.kompakt.fm

www.myspace.com/kompakt

www.guiboratto.com.br

www.myspace.com/guiboratto

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 8

  1. Heliosphaner

    Matko, napisałem „niczym zgapiony”… nie „zgapiony”… wyluzujcie…

  2. Antithiesis

    z zazdrości

  3. Heliopshaner

    Wstęp niczym zgapiony z recenzji nowego albumu The Field na RA. A Boratto jak zwykle nudny.