Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


Cliff Martinez – Drive OST

Późny wieczór w Los Angeles. Mężczyzna o melancholijnym obliczu Ryana Goslinga parkuje samochód przed zamkniętym sklepem. To tak zwany getaway driver – wynajęty przez złodziei anonimowy kierowca, którego zadaniem jest bezpieczna ucieczka z miejsca kradzieży. Krótkofalówka przechwytująca policyjną częstotliwość, skórzane rękawiczki, wykałaczka w kąciku ust i niebywałe, pełne profesjonalizmu opanowanie. Kiedy złodzieje wsiadają do auta, kierowca spokojnie rusza i w zupełnie niepościgowym tempie meandruje między uliczkami, sprytnie unikając policyjnych patroli. Dobrze wie, że w tym mieście miliona samochodów i nieskończonych arterii drogowych najlepiej nie zwracać na siebie uwagi. Jest przewidujący do tego stopnia, że nawet pozornie nieznacząca transmisja z meczu w radio może stać się częścią planu ucieczki.

Ta znakomita scena otwiera „Drive” Nicolasa Winding Refna, intrygujący i transgatunkowy, a co najważniejsze – nad wyraz udany ukłon w stronę amerykańskiego kina lat 70. i 80., dokonany, co ciekawe, przez europejskiego reżysera. Napisy początkowe, utrzymane w konwencji retro, przedstawiają nocne Los Angeles z lotu ptaka (takiego filmowania tego miasta nie powstydziłby się Michael Mann, vide „Heat” i „Collateral”). Nastrojowym kadrom towarzyszy chwytliwy electro-pop na granicy kiczu, gdzie przy akompaniamencie sentymentalnych syntezatorów toczy się dialog między kobiecą wokalizą i potraktowanym vocoderem, komputerowym głosem. To Kavinsky i Lovefoxx w nieco royksoppowym utworze „Nightcall”, który dwie dekady temu zapewne byłby sporym przebojem.

Następujący po nim i równie chwytliwy „Under Your Spell” to z kolei rzecz popełniona przez Desire i brzmiąca niczym zaginiony utwór Siouxsie And The Banshees. Jest jeszcze formacja Collage w naiwnym i przesłodzonym „A Real Hero”, Riz Ortolani i Katyna Ranieri w staroświeckim „Oh My Love” oraz skrócona wersja kapitalnego „Tick Of The Clock” Chromatics; ten ostatni utwór pochodzi z płyty „Night Drive” (nasza recenzja tutaj), która należy do tego samego retro-uniwersum, co film Refna, i z powodzeniem mogłaby służyć jako alternatywny soundtrack do tegoż.

W rzeczywistości za lwią część ścieżki dźwiękowej odpowiada Cliff Martinez. Ten amerykański kompozytor był niegdyś perkusistą Captain Beefheart i Red Hot Chilli Peppers, jednak zasłynął przede wszystkim współpracą ze Stevenem Soderberghiem (m.in. „Seks, kłamstwa i kasety wideo”, „Traffic” i rewelacyjna muzyka do „Solaris” na podstawie Lema). Zawsze wyróżniał się na tle hollywoodzkiej ekipy twórców, unikając zarówno patosu Johna Williamsa, jak i zjadania swojego ogona, co nie udało się Hansowi Zimmerowi. Twórczość Martineza to najczęściej stonowany ambient nadający rytm kolejnym scenom, i tak jest również w przypadku „Drive”. Tragiczne wydarzenie będące udziałem bohaterów filmu zostały przedstawiony w cokolwiek oniryczny sposób („nasłonecznione” kadry, slow-motion, nieoczekiwane zwroty akcji, etc.), nie powinno zatem dziwić, że ilustrujące je utwory cechuje podobna atmosfera. Najważniejsze, że muzyka Martineza sprawdza się doskonale w oderwaniu od ekranu. Na przykład podczas nocnej jazdy samochodem.

Lakeshore Records | 2011

2 KomentarzyDodaj komentarz
  1. Bardzo dobry film i bardzo dobry soundtrack!

  2. Ciekawe, przewrotne kino… Jedna scena zupelnie nie zapowiada nastepnej. Dawno juz zaden film nie lamal mi tak sprawnie nastroju i konwekcji… A soundtrack wysmienicie wpisuje sie w rytm obrazu – zaskakuje w stopniu podobnym… Ale Refn to dla mnie juz klasa od pewnego czasu. Trylogia „Pushera”, czy „Bronson” (!) to pozycje obowiazkowe… Polecam!


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress