ACT! – Universalist
Paweł Gzyl:

Fairlight CMI znow w modzie.

The Young Mothers – Morose
Łukasz Komła:

Czy to kolejna supergrupa jedynie z nazwy? Śmiem twierdzić, że nie!    

Laurel Halo – Raw Silk Uncut Wood
Jarek Szczęsny:

Niezmordowana eksperymentatorka.

Thomas Leer – 1982
Paweł Gzyl:

Nienagrane przeboje.

The Magnificent Tape Band – The Subtle Art of Distraction
Jarek Szczęsny:

Retromania w wersji turbo.

Abul Mogard – Above All Dreams
Maciej Kaczmarski:

Kim pan jest, panie Mogard?

Sstrom – Otider
Paweł Gzyl:

Wykastrowane techno.

cv313 – Analogue Oceans
Paweł Gzyl:

Mistyka oceanu dźwięków.

Mika Vainio & Franck Vigroux – Ignis
Paweł Gzyl:

Tibi et igni.

Wczasy / Wolne pokoje
Jarek Szczęsny:

Na wakacje jak znalazł.

Shy Layers – Midnight Marker
Paweł Gzyl:

Wspomnienia sprzed trzech dekad.

Toxe – Blinks
Kasia Jaroch:

Oblicze najbardziej nieprzystępnego brzmienia Bala-Core złagodniało.

Sroczyński – Ajulella
Jarek Szczęsny:

Bajkowy koktajl.

Driftmachine – Shunter
Paweł Gzyl:

W sercu elektrowni.



Archive for Lipiec, 2018

Blossom

Posłuchajcie fragmentów debiutanckiego albumu projektu Blossom. Szykuje nam się prawdziwy polski Bonobo! W pełni rekomendujemy.
Czytaj dalej »

Andy Stott – Passed Me By / We Stay Together

Od kilku lat zdarza mi się narzekać na dub techno jako konwencję, która zabrnęła w ślepą uliczkę. Ostatnim albumem z tej rozległej odmiany elektroniki, jaki zrobił na mnie wrażenie, był „The Coldest Season” DeepChord presents Echospace z 2007 roku. Był to jednak, jak się wydawało, łabędzi śpiew spuścizny po Basic Channel i pochodnych. Kolejne tytuły kojarzone z berlińsko-jamajską estetyką i wydawane przez rozmaitych twórców i odtwórców pogrążały gatunek w schemacie nużącej repetytywności.

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, w kończącym się właśnie roku dub techno znów powróciło do łask. Stało się to za sprawą Andy’ego Stotta, brytyjskiego producenta do tej pory niewyróżniającego się z licznych zastępów europejskich elektroników. Tymczasem za sprawą dwóch niewiele ponad półgodzinnych płyt (wydanych także w formie jednego albumu) – „Passed Me By” i „We Stay Together” – Stott dołączył do panteonu artystów kreatywnych, poszukujących i po prostu wielkich.

Pomimo wyraźnych nawiązań do dub techno, muzyka Brytyjczyka nie poddaje się klarownej klasyfikacji. Słychać w niej bowiem nie tylko wielość inspiracji, ale i autorski pomysł, podpisany własnym, oryginalnym charakterem pisma. Szkieletem, na którym opiera się konstrukcja kompozycji Stotta, jest wszechpotężny bas. Tak głębokich linii basowych nie słyszeliśmy bodaj od czasów świetności Jana Jelinka i Rhythm & Sound. Tkankę okalającą nisko pulsujące rejestry stanowi mieszanina dusznego dubu, gęstego ambientu, plemiennej rytmiki i minimalistycznej sampleriady czerpiącej, podobnie jak w przypadku Buriala, z ubiegłowiecznej popkultury.

Wykreowana w ten sposób atmosfera narkotycznej mary powoduje przejście całej armii mrówek po plecach. Jest to bowiem muzyka odczuwana całą fizycznością, więcej – wywołująca reakcje psychosomatyczne. Gęste jak smoła i równie rozciągliwe „slo-mo techno”, zwolnione do około 105 bpm, miażdży swoją intensywnością, klimatem i wizjonerstwem. Wybitnie czarna muzyka.

Modern Love | 2011

Konkurs noworoczny z Pleq – ogłoszenie wyników

Konkurs noworoczny, w którym do wygrania były najnowsze albumy Pleqa z podpisami autora, został zakończony. Czytaj dalej »

Konkurs – wygraj wejściówki na sylwester w Fabryce

Dla tych, którzy jeszcze nie zdecydowali jak spędzą ostatnie godziny roku 2011 mamy wejściówkę dla 2 osób na imprezę sylwestrową w krakowskim klubie Fabryka Czytaj dalej »

Gathaspar i Sinusoidal podsumowują

Tym razem o muzyczne podsumowanie roku poprosiliśmy Gathaspara oraz Michała Siwaka z duetu Sinusoidal. Obaj wydali w tym roku doskonałe albumy. A jakich krążków słuchali?
Czytaj dalej »

Rafał Malicki i Marcin Pryt podsumowują

Tym razem proponujemy Wam podsumowanie roku 2011 autorstwa dwóch muzyków i producentów – Rafała Malickiego (m.in. Mosqitoo) oraz Marcina Pryta (19 wiosen, Tryp). Typy zebrał Paweł Gzyl.
Czytaj dalej »

Rodriguez Jr. – Bittersweet

Pochodzący z południa Francji producent Oliver Mateu zdobył popularność jako połowa tworzonego z Gillesem Escoffierem duetu The Youngsters. Dwa opublikowane w pierwszej połowie minionej dekady przez F Communications albumy sprawiły, że stał się on jednym z bardziej rozpoznawalnych projektów łączących techno i house nad Sekwaną. Z czasem drogi obu artystów rozeszły się jednak.

Mateu przybrał wtedy pseudonim Rodriguez Jr. i skoncentrował się na solowej działalności. O jego nagrania upomniały się dobrze znane w klubowym światku wytwórnie – od Mothership po Boxera. Francuski producent upodobał sobie jednak współpracę z firmą Anji Schneider – Mobilee. Najpierw jej nakładem ukazała się winylowa dwunastocalówka „Princess Guacamole”, a potem debiutancki album solowy Mateu – „Bittersweet”.

Podobnie, jak większość producentów związanych z berlińską wytwórnią, również Rodriguez Jr. koncentruje się na funkcjonalnym tech-house`ie. Już otwierająca płytę „Niagadana” pokazuje, że francuski twórca ma lekką rękę do takich brzmień. Wykorzystując motoryczną rytmikę, łączy melodyjne partie analogowych klawiszy z chwytliwymi samplami soulowych wokali, tworząc dynamiczne nagranie. Podobnie dzieje się w kolejnych utworach – tytułowym „Bittersweet” i umieszczonej pod koniec krążka „Massilii”. Z obu tych kompozycji zdecydowanie wyróżnia się ta pierwsza – bo Mateu zadbał w niej o wyjątkowo urozmaiconą strukturę rytmiczną, uzupełniając tech-house`owy puls dyskotekowymi ozdobnikami i tribalowymi efektami.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1829380-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1829380-02″ allowscriptaccess=”always”]

Wspomnieniem tego, że Mobilee było kiedyś wiodącą wytwórnią na minimalowej scenie są dwa utwory. Choć „Kerazouek Amm” łączy dubowe akordy z mocnymi bitami techno, a „Bagpipe Women” wpisuje surową partię klawiszy w lżejszą rytmikę, obie kompozycje mają wyjątkowo oszczędny i hipnotyczny sznyt, przywołując wspomnienie dokonań również współpracującego z oficyną Anji Schneider duetu Pan-Pot. I trzeba przyznać, że francuski producent „czuje” tę estetykę – bo nagrania te należą do najlepszych w zestawie.

Gorzej z typowymi produkcjami o house`owym tonie. Przeciętne „Shape I See” i „LoFi Pelican” wskazywałyby, że Mateu nie jest specem w tej dziedzinie. Tymczasem dwa inne nagrania demonstrują, że potrafi on również osiągnąć świetne rezultaty i w tej formule. „Los Matadores” zaczyna się niczym pamiętny „Pump Up The Volume” projektu M.A.R.S.S. – by potem niespodziewanie skręcić w stronę nowojorskiego garage`u z finezyjną partią jazzowej trąbki w wykonaniu kolegi z Mobilee – And.Ida. „Music Don`t Lie” to z kolei przebojowy house o wokalnym charakterze (śpiewa współpracująca również z duetem Pan-Pot amerykańska piosenkarka Cari Golden), który z powodzeniem mógłby powojować na popowych listach przebojów.

Całość kończy zaskakująco udany flirt z brytyjskim dubstepem – zanurzony w głębokich pasażach analogowych syntezatorów niosących subtelny śpiew tajemniczej wokalistki „Bare”. Jego poprzednikiem jest wyróżniający się z tego klubowego kontekstu „The Ubiquitous Dr. Pook”. To klasyczny dub o typowo jamajskim pulsie – wypisz wymaluj nieznana produkcja Fenina.

„Bittersweet” słucha się całkiem przyjemnie. Płyta jest porządnie wyprodukowana i pomysłowo zaaranżowana. Właściwie tylko przy dwóch – trzech nagraniach ręka omsknęła się Mateu z klawiszy. Reszta to całkiem przyzwoity materiał – ale również nic ponadto.

Mobilee 2011

www.mobilee-records.de

www.myspace.com/mobileerecords

www.rodriguezjr.net

www.myspace.com/rodriguezjr

Konkurs noworoczny – zgarnij album Pleqa z autografem

Z okazji otwarcia Nowego Roku 2012, NowaMuzyka.pl zaprasza do wzięcia udziału w konkursie, w którym do wygrania najnowsze albumy Pleqa z autografem artysty. Czytaj dalej »

Oneohtrix Point Never – Replica

Kiedy miałem dziewięć, może dziesięć lat, przypadkowo zobaczyłem w niemieckiej telewizji film zatytułowany „Blade Runner”. Leciał późno w nocy, obraz był kiepski (były to początki sieci satelitarnej w Polsce), a aktorzy zdubbingowani – przez co Harrison Ford przedstawiał się słowami: „Ich bin Deckard, der Blade Runner” – a całość przerywano reklamami, w których potężnie zbudowane blondynki figlarnie zachęcały do rozmowy przez telefon. Nie miało to jednak żadnego znaczenia. To, co zobaczyłem, podziałało na mnie jak terapia elektrowstrząsowa do tego stopnia, że do dziś widziałem film blisko 60 razy.

Dlaczego o tym piszę? Bo niespełna trzy kwadranse z „Replicą” przeniosły mnie na powrót do tamtego wieczoru. Zainspirowany telewizyjnymi reklamami z lat 80. i 90. oraz hauntologią, Daniel Lopatin vel Oneohtrix Point Never stworzył płytę, która oprócz wrażeń estetycznych serwuje refleksje na temat… no właśnie, czego? Zjawiska kulturowych artefaktów? Skutków recyklingu sfery publicznej i zanikania sfery prywatnej? Roli pamięci osobniczej, a zwłaszcza nostalgii i tęsknoty za „rajem utraconym”, w ocenie przeszłości? Zgodnie z deklaracjami samego Lopatina, „Replica” miała stanowić wyimaginowaną ścieżkę dźwiękową do poczynań post-apokaliptycznej cywilizacji, która próbuje odbudować stary świat.

http://soundcloud.com/mexicansummer/sets/oneohtrix-point-never-replica

Czy ten zamysł się udał, każdy oceni indywidualnie. Nie da się jednak ukryć, że muzyka Lopatina – choć brzmi na wskroś współcześnie, momentami wręcz futurystycznie – jest głęboko zakorzeniona w stylistyce retro. Ta analogowa, głównie samplowana elektronika na tropach Boards of Canada to wyraz tęsknoty za czasami, w których filmy oglądało się na VHS-ach, na komputerach typu Amiga czy Atari królowały takie tytuły jak „Superfrog” czy seria z jajkiem Dizzym, a Internet był naprawdę mały i niewinny, za to wiązano z nim wielkie nadzieje (zupełnie na odwrót, niż dzisiaj, gdy znaczne obszary globalnej sieci to śmietnisko). A i wspomnienie „Blade Runnera” jest uzasadnione – w porywającym utworze „Power Of Persuasion” rozbrzmiewają sample z soundtracku Vangelisa. Cytatów jest tu zresztą cała masa – czy to smagnięć starych syntezatorów, strzępów popowych wokali, czy wreszcie filmowych melodii – ale nie mogło być chyba inaczej w przypadku płyty o takim, a nie innym tytule, i takiej, a nie innej koncepcji autorskiej.

Warto jeszcze wspomnieć o okładce, zaczerpniętej z kiczowatego czasopisma publikującego opowiadania grozy. W podręcznym lusterku, trzymanym przez obleczoną w ciało dłoń, przegląda się upiór. Niegdyś symbolika ludzkiego szkieletu stanowiła istotny element dzieł sztuki malarskiej – od średniowiecznych autorów przedstawiajacych danse macabre, poprzez Holebaina i Halsa, aż po Dalego i Beksińskiego. Tutaj – zamiast przerażać – wyszczerzona czaszka wywołuje rozbawienie, jej powierzchnię pokrywa bowiem makaron. Dziś kościotrup jest tylko kolejnym popkulturowym logotypem, w nieskończoność powielanym na bluzach, kubkach, naklejkach i tapetach, a przez to pozbawionym swojego pierwotnego znaczenia (lub raczej o znaczeniu zdewaluowanym, oswojonym i zasadniczo niedorzecznym).

Tymczasem na okładce „Repliki” wizerunkowi czaszki zostaje przywrócona jego symbolika – i to pomimo wzięcia w nawias, jakim jest makaron (a może właśnie dlatego). To nie jest już czaszka z przepoconego podkoszulka kierowcy tira, lecz obraz oferujący przewrotny komentarz socjologiczny. Czy w lustrzanym odbiciu widnieje pożerająca własny ogon i zapatrzona w przeszłą wersję samej siebie kultura popularna – sprowadzona do roli generatora taniej grozy (czaszka) i humoru niskich lotów (makaron), jeszcze nie martwa, ale już nie żywa, undead niczym Bela Lugosi ze słynnej piosenki Bauhaus? Czy może jest to wizerunek człowieka XXI wieku, „ubawionego na śmierć” i wegetującego w martwocie ciągłych powtórzeń, retrospekcji, reprodukcji, recyklingu, sequeli i coverów? „Replica” stanowi rzadki przypadek muzyki, która pobudza nie tylko sensorium, ale i intelekt.

Mexican Summer/Software | 2011

Podsumowanie Roberta Logana

Tym razem swoje typy prezentuje Robert Logan – brytyjski producent, protegowany Briana Eno i Grace Jones, gwiazda drugiej edycji Festiwalu Nowa Muzyka. Typy zanotował i przetłumaczył Maciek Kaczmarski.
Czytaj dalej »

Podsumowanie Tomka Bednarczyka

Kolejnym artystą, który podsumuje dla Was rok 2011, jest Tomek Bednarczyk. Zobaczie pięć wybranych płyt, które Tomek poleca czytelnikom Nowamuzyka.pl
Czytaj dalej »

Podsumowanie Piotra Kurka

Piotr Kurek, kompozytor i multiinstrumentalista, podzielił się z nami swoimi muzycznymi inspiracjami AD 2011. Typy zebrał Michał Fundowicz.
Czytaj dalej »

Bleep: 100 najlepszych kawałków

Świetny sklep internetowy Bleep opublikował listę 100 kawałków tego roku – z fragmentami. To dobry przegląd tego, co w tegorocznych nowych brzmieniach cieszyło się największą popularnością.
Czytaj dalej »

Życzenia, prezent i plebiscyt

Cała ekipa serwisu Nowamuzyka.pl życzy Wam rewelacyjnych Świąt i wielu wspaniałych muzycznych niespodzianek AD 2012! Przypominamy też o naszym plebiscycie na najlepszy album roku 2011. Trwa głosowanie!
Czytaj dalej »

Maciek Szabatowski podsumowuje

O kolejne podsumowanie roku poprosiliśmy Maćka Szabatowskiego, który w ramach projektu City Sounds organizuje we Wrocławiu cykl doskonałych koncertów – w 2012 przyjadą do nas m.in. Lamb, Little Dragon i Jamie Woon. Sprawdźcie typy Maćka.
Czytaj dalej »

Dave I.D. – Response

Kiedy poprosimy wujka Google żeby sprawdził dla nas hasło „Dave I.D.”, znajdzie on 280,000,000 wyników, z czego zaledwie kilka z nich będzie naprawdę interesujących. Dowiemy się np. tego, że pełne imię i nazwisko artysty to David Andrew Hedges, pochodzi on z Południowego Londynu, kiedyś był księgowym, lubi samotność i nagrywa muzykę w swoim domowym, zacisznym studiu. Reszta historii owiana jest mgłą tajemnicy. Hedges ukrywa swoją twarz albo w półcieniu, albo pod czymś, co przypomina poszarpaną maskę wojownika ninja. Najwyraźniej dba też o swoją prywatność. Niektórzy uznają takie kształtowanie własnego image’u za marketingowy chwyt, jeszcze inni za szczerą artystyczną wypowiedź. Jak jest naprawdę? Tego nie wie zapewne nikt oprócz samego Dave’a. Jedno jest pewne, ten ciemoskóry mieszkaniec Wysp potrafi zwrócić na siebie uwagę.

Płytę otwiera kawałek „When Everything Is In It’s Place”, który dość dobrze obrazuje całość materiału zebranego na „Response”. Królują tu bulgoczące, ciężkie bity, mroczne, wbijające w ziemię syntezatory, miarowy rytm i niepokojące melodie zamknięte w klaustrofobicznych, powykrzywianych ścianach dźwięku. „SumR” zaskoczy nas zimno-falową perkusją i motywem melodyjnym przypominającym utwór „Narayan” z repertuaru Prodigy. „The Takeover” to z kolei intrygująca mieszanka hip-hopu, w stylu nowojorskiego Dälek, z masywnym, intensywnym industrialem. Na „Oil” i „His” Dave I.D. rozładowuje nieco atmosferę i możemy uznać, że ktoś tu słuchał dużo Einsturzende Neubauten czy TV on the Radio. „There’s A Kingdom For That” stanowi luźne nawiązanie do twórczości Ex Models, a zamykający całość „Mine” to ukłon w stronę Nine Inch Nails. Pianino bardzo fajnie miesza się w tym utworze z automatem perkusyjnym, tworząc ascetyczną i przekonującą całość. Najbardziej zapada w pamięć „Marvel”, ze swoim wolnym, motorycznym tempem, szorstkimi, brutalnymi tąpnięciami syntezatora i rozlewającym się wokalem Hedgesa. No właśnie, ten wokal…Dave nie ma mocnego, niskiego głosu, którego moglibyśmy się spodziewać przy tym rodzaju muzyki. Wręcz przeciwnie, jego głos jest delikatny, momentami melodramatyczny i przypomina mi… Chester’a Bennington’a z Linkin Park. Taka barwa wokalna wpływa znacznie na „rozmiękczenie” ciemnej, piekielnie intensywnej mocy „Response” i trochę szkoda, bo to właśnie ciężar, mrok i swoista duszność tej płyty jest jej największym atutem. Nie mam wątpliwości, że jest to do bólu szczera muzyka, napędzana autentycznymi, intensywnymi emocjami. Chwilami jednak tych emocji, przetaczających się przez gardło artysty, jest po prostu zbyt dużo.

Co polecają Catz ‚N Dogz?

Zapytaliśmy Wojtka z Catz ‚N Dogz o jego pięć ulubionych albumów tego roku. Zobaczcie, co poleca. Specjalnie dla Nowamuzyka.pl!
Czytaj dalej »

Steinvord, czyli każdy może grać jak Aphex Twin

Od kilku lat w sieci krążą doniesienia na temat artysty ukrywającego się pod pseudonimem Steinvord. Dla wielu to nowy projekt Aphex Twina. Najgorsze jest to, jak ciężko sprawę jednoznacznie rozstrzygnąć.
Czytaj dalej »

Konkurs z Few Quiet People – ogłoszenie wyników

Drugi ze świątecznych konkursów NowaMuzyka.pl, w którym do wygrania były album labelu Few Quiet People: Keel Keathley – Ti Morf Raf oraz W VON – The Great Ocean został zakończony. Czytaj dalej »

Onra dla Nowejmuzyki

Specjalnie dla Was namówiliśmy Onrę, żeby zdradził pięć faworytów tego jakże pracowitego dla niego roku. Poprosiliśmy też o krótkie uzasadnienie każdej płyty. Typy zebrał Patryk Zalasiński.
Czytaj dalej »