Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


Portable – Into Infinity

Kiedy mówimy o eksplozji muzyki techno w Europie, od razu wiążemy ją z upadkiem berlińskiego muru i otwarciem ogromnej przestrzeni wolności w dzisiejszej stolicy Niemiec. Co ciekawe – podobne zjawisko zaistniało na drugim krańcu świata. Koniec rasistowskiego apartheidu w Republice Południowej Afryki zbiegł się z eksplozją popularności muzyki house w tamtejszym Cape Town.

Jednym z młodych ludzi, którzy wyrażali wtedy swoją euforię w rytm tanecznych nagrań z Chicago i Detroit był Alan Abrahams. Kiedy sam zajął się produkcją tanecznej elektroniki, afrykańskie korzenie okazały się bardzo ważne – jego nagrania realizowane pod szyldem Portable były zaskakująco udaną (i prekursorską wobec dzisiejszej mody) syntezą klubowej rytmiki z plemiennymi perkusjonaliami. Punktem kulminacyjnym eksperymentów na tym polu stal się album „Powers Of Ten” opublikowany w 2007 roku przez jego własną wytwornię – Süd Electronics.

Ponieważ afrykański producent poczuł się zmęczony wybraną formułą, z czasem skoncentrował się na bardziej klasycznym wcieleniu deep house`u. Firmował je nowym szyldem – Bodycode. A że i na tym polu osiągnął znakomite wyniki, świadczą dwa albumy wydane przez amerykańską firmę Spectral Sounds – „The Conversation Of Electric Charge” i wyjątkowo pomysłowy „Immune” z 2006 i 2009 roku.

W ubiegłym roku wraz z winylową dwunastocalówką zrealizowaną dla berlińskiego Perlona, artysta powrócił do szyldu Portable. Podpisana nim nowa muzyka Abrahamsa zmieniła jednak w zaskakujący sposób swoje brzmienie. Potwierdzeniem tego jest pierwszy od czterech lat nowy album Portable – „Into Infinity”.

Podobnie jak w ostatnich produkcjach Bodycode, na płycie dominuje korzenny deep house. Już otwierający całość „Making Holes” wprowadza nas w odpowiedni klimat – zbasowany podkład rytmiczny niesie tu masywne pasaże syntezatorów, owocując głębokim i potężnym brzmieniem. Kontynuacją tego wątku jest „Find Me” – tym razem Abrahams uzupełnia jednak falujący pochód basu i mroczne pasaże klawiszy soczystą partią melodyjnego piano. Bardziej spowolnioną wersję takiego grania przynosi „Island Of Thought” – tutaj tajemniczy nastrój buduje sążniste tło o niemal dronowym tonie. Całość puentuje finałowy „Fade Away” – tym razem osadzony jednak na nieco cięższym podkładzie rytmicznym.

Pozostałe nagrania rozwijają nieco inne wątki. „Zero One” to zwarty i dynamiczny house przywołujący wspomnienie melodyjnych przebojów Inner City. W ilustracyjnym „Beauty Peagent” słychać z kolei wyraźne echa poetyckiej elektroniki Carla Craiga – a świadczą o tym lekko jazzujące perkusjonalia zanurzone w szeroko rozlanych pasażach organicznych syntezatorów. I jeszcze „One Way” – nagranie lokujące się bliżej nastrojowego techno niż house`u, wywołujące skojarzenia z najlepszymi produkcjami Derricka Maya, zapewne wymodelowane na tę modłę przez jego współautora – Efdemina.

Dalekie echa egzotycznych fascynacji Abrahamsa rezonują jedynie w dwóch nagraniach – „A Deeper Love” (fenomenalnie zaśpiewanym przez Lakuti) i „Albedo Yachts”. Klasyczne struktury o deep house`owym rodowodzie, afrykański producent uzupełnia tutaj metalicznymi perkusjonaliami, nadając im w ten sposób lekko tribalowy sznyt. W drugim z nagrań pojawia się również niecodzienna melodia – tęskny motyw przypominający brzmieniem dźwięczne tony indonezyjskiego gamelanu.

Największą niespodzianką tych nagrań jest śpiew Abrahamsa. Afrykański producent ma bowiem głęboki i mroczny głos, kojarzący się raczej z… ejtisowym synth-popem niż z „czarną” muzyką taneczną. Efekt jest nieco schizofreniczny – początkowo wokal Abrahamsa irytuje, w miarę słuchania zaczynamy jednak doceniać ten oryginalny pomysł i kiedy zwykłe przyzwyczajenia zostają przełamane, wrażenie jest nad wyraz pozytywne. Tym bardziej, że jakby mrugając do słuchacza okiem, w pewnym momencie pojawia się na płycie… synth-pop w postaci melancholijnej kompozycji „Onward”, wyśpiewanej przez autora płyty z iście noworomantyczną pasją.

„Into Infinity” to pozytywne zaskoczenie – świadectwo artystycznej odwagi i muzycznej dojrzałości afrykańskiego producenta. Ciekawe, czy na następnych płytach pójdzie dalej w tym kierunku?

Perlon 2011

www.perlon.net

www.myspace.com/perlon

www.myspace.com/bodycodemusic

1 KomentarzDodaj komentarz
  1. Jako wielbiciel twórczości Bodycode/Portable, uważam akurat recenzowaną płytę za wtórną i nierówną wobec poprzednich propozycji Abrahamsa. A jeśli chodzi o wokal to nie rozumiem skąd to zaskoczenie, bo śpiewa on prawie na każdej płycie, a i samą barwę głosu ma jak najbardziej nadającą się do swojej muzy!
    Pozdrawiam!


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress