Kompozyt – Hybridism
Jarek Szczęsny:

Rozbudzić może uśpione pokłady filozoficznej głębi.

New Rome (Tomasz Bednarczyk) – New Rome
Ania Pietrzak:

Nowe oblicze wrocławskiego producenta.

Catnapp – Break
Paweł Gzyl:

Basowe piosenki.

Joshua Sabin – Sutarti
Paweł Gzyl:

Zew z litewskich lasów.

Thom Yorke – Anima
Maciej Kaczmarski:

1997-2019-2049?

Koza – Mystery Dungeon
Jarek Szczęsny:

Moby Dick.

D. Carbone – A.C.A.B.
Paweł Gzyl:

D. Carbone idzie na wojnę.

Fire! Orchestra – Arrival
Jarek Szczęsny:

Zrobiło się ciszej.

SØS Gunver Ryberg – Entangled
Paweł Gzyl:

Ciekawie, ale za krótko.

Palmer Eldritch – [dog]
Jarek Szczęsny:

Nieustanny proces chwalenia.

LSD – Second Process
Paweł Gzyl:

Kreatywna kooperacja czy skok na kasę?

Lena Andersson – Söder Mälarstrand
Paweł Gzyl:

Owoc studyjnego spotkania Eomaca i Kyoki.

Michał Miegoń & Adam Witkowski – Dwuja
Jarek Szczęsny:

Zawsze słucha się inaczej.

Lost Few – Between The Silence
Paweł Gzyl:

Muzyka na poprzemysłowe przestrzenie.



Swod – Drei

Kompozycje od Swod to muzyka albo nieznana, albo niezapomniana.

Oliver Doerell i Stephan Wöhrmann poznali się w 1991 roku w Berlinie. I z tego spotkania zrodziło się wspólne tworzenie neoclassicalu – Doerell wniósł do niego elektronikę, którą praktykował chociażby tworząc Dictaphone, a Wöhrmann instrumentarium – przede wszystkim pianino. Liryczne, ckliwe, rozpływające się w przestrzeni i donośnie brzmiące w minimalistycznej, ambientowej otoczce. Nawiązujące do najlepszych przyjaźni tego instrumentu z elektroniką – a konkurencja jest duża: poważna (Hauschka, Goldmund, Max Richter), mniej poważna (Gonzales) i awangardowa (Noto/Sakamoto).

http://www.youtube.com/watch?v=san9kskvshI

W przypadku Swod to już trzeci album i trzeci stopień niekończącego się piękna. Zaczęli rozwijać je w 2004, wydając dla City Centres Offices album „Gehen”, a potem kontynuacje – „Sekunden”. „Drei” to naturalny ciąg dalszy, łącznie z zachowaniem chronologii nazw.

Dlatego od pierwszych dźwięków uwodzą znajome, soundtrackowe pejzaże, pełne emocji, przepełnione albo delikatnym flirtem pianina z pulsem elektroniki, albo ich kłótnią i gwałtownością. Śmiechy ludzi, bas, field recordinigi przeszywają w różnych momentach płyty. Faworyci zestawu to deszczowy ambient w „Oktober”, przepiękne „Sans Peau” z niepokojącą gitarą i pianiem w centrum, które niosą smugi ambientu, „Hellerau” nawiązujące stylem do Yanna Tiersena i jego podkładu do „Goodbye Lenin”, skądinąd portretującego ich miasto. Choć jeżeli miałby być to soundtrack, uciekłby gdzieś film. Bo muzyka od Swod jest pozornie lekka, jednocześnie pochłania uwagę przez ładunek malowniczości który w niej drzemie. Przywołuje gotowe obrazy, łączy się z nastrojem, tym co za oknem i wciąga bez reszty. Może dlatego, że obraca się w mgle post-rocka, klasyki, muzyki filmowej. Utwory z „Drei”, wraz z dwoma poprzednimi albumami przekonują, że istnieją idealne połączenia. Kawa i papierosy, John i Hans, ying-yang, pianino i elektronika, Doerell i Wöhrmann.

Indigo, 2011
5/5

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. przem

    piękne !!!!!!!!!!

  2. Bartooki

    polecam!,świetny modern classical, idealny album na wieczór 🙂