Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Swod – Drei

Kompozycje od Swod to muzyka albo nieznana, albo niezapomniana.

Oliver Doerell i Stephan Wöhrmann poznali się w 1991 roku w Berlinie. I z tego spotkania zrodziło się wspólne tworzenie neoclassicalu – Doerell wniósł do niego elektronikę, którą praktykował chociażby tworząc Dictaphone, a Wöhrmann instrumentarium – przede wszystkim pianino. Liryczne, ckliwe, rozpływające się w przestrzeni i donośnie brzmiące w minimalistycznej, ambientowej otoczce. Nawiązujące do najlepszych przyjaźni tego instrumentu z elektroniką – a konkurencja jest duża: poważna (Hauschka, Goldmund, Max Richter), mniej poważna (Gonzales) i awangardowa (Noto/Sakamoto).

http://www.youtube.com/watch?v=san9kskvshI

W przypadku Swod to już trzeci album i trzeci stopień niekończącego się piękna. Zaczęli rozwijać je w 2004, wydając dla City Centres Offices album „Gehen”, a potem kontynuacje – „Sekunden”. „Drei” to naturalny ciąg dalszy, łącznie z zachowaniem chronologii nazw.

Dlatego od pierwszych dźwięków uwodzą znajome, soundtrackowe pejzaże, pełne emocji, przepełnione albo delikatnym flirtem pianina z pulsem elektroniki, albo ich kłótnią i gwałtownością. Śmiechy ludzi, bas, field recordinigi przeszywają w różnych momentach płyty. Faworyci zestawu to deszczowy ambient w „Oktober”, przepiękne „Sans Peau” z niepokojącą gitarą i pianiem w centrum, które niosą smugi ambientu, „Hellerau” nawiązujące stylem do Yanna Tiersena i jego podkładu do „Goodbye Lenin”, skądinąd portretującego ich miasto. Choć jeżeli miałby być to soundtrack, uciekłby gdzieś film. Bo muzyka od Swod jest pozornie lekka, jednocześnie pochłania uwagę przez ładunek malowniczości który w niej drzemie. Przywołuje gotowe obrazy, łączy się z nastrojem, tym co za oknem i wciąga bez reszty. Może dlatego, że obraca się w mgle post-rocka, klasyki, muzyki filmowej. Utwory z „Drei”, wraz z dwoma poprzednimi albumami przekonują, że istnieją idealne połączenia. Kawa i papierosy, John i Hans, ying-yang, pianino i elektronika, Doerell i Wöhrmann.

Indigo, 2011
5/5

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. przem

    piękne !!!!!!!!!!

  2. Bartooki

    polecam!,świetny modern classical, idealny album na wieczór 🙂