Rafael Anton Irisarri – Peripeteia
Jarek Szczęsny:

Ambient wagi ciężkiej.

Bouchons d’oreilles – Stray Dog with a Collar
Jarek Szczęsny:

W połowie drogi.

Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.



Swod – Drei

Kompozycje od Swod to muzyka albo nieznana, albo niezapomniana.

Oliver Doerell i Stephan Wöhrmann poznali się w 1991 roku w Berlinie. I z tego spotkania zrodziło się wspólne tworzenie neoclassicalu – Doerell wniósł do niego elektronikę, którą praktykował chociażby tworząc Dictaphone, a Wöhrmann instrumentarium – przede wszystkim pianino. Liryczne, ckliwe, rozpływające się w przestrzeni i donośnie brzmiące w minimalistycznej, ambientowej otoczce. Nawiązujące do najlepszych przyjaźni tego instrumentu z elektroniką – a konkurencja jest duża: poważna (Hauschka, Goldmund, Max Richter), mniej poważna (Gonzales) i awangardowa (Noto/Sakamoto).

http://www.youtube.com/watch?v=san9kskvshI

W przypadku Swod to już trzeci album i trzeci stopień niekończącego się piękna. Zaczęli rozwijać je w 2004, wydając dla City Centres Offices album „Gehen”, a potem kontynuacje – „Sekunden”. „Drei” to naturalny ciąg dalszy, łącznie z zachowaniem chronologii nazw.

Dlatego od pierwszych dźwięków uwodzą znajome, soundtrackowe pejzaże, pełne emocji, przepełnione albo delikatnym flirtem pianina z pulsem elektroniki, albo ich kłótnią i gwałtownością. Śmiechy ludzi, bas, field recordinigi przeszywają w różnych momentach płyty. Faworyci zestawu to deszczowy ambient w „Oktober”, przepiękne „Sans Peau” z niepokojącą gitarą i pianiem w centrum, które niosą smugi ambientu, „Hellerau” nawiązujące stylem do Yanna Tiersena i jego podkładu do „Goodbye Lenin”, skądinąd portretującego ich miasto. Choć jeżeli miałby być to soundtrack, uciekłby gdzieś film. Bo muzyka od Swod jest pozornie lekka, jednocześnie pochłania uwagę przez ładunek malowniczości który w niej drzemie. Przywołuje gotowe obrazy, łączy się z nastrojem, tym co za oknem i wciąga bez reszty. Może dlatego, że obraca się w mgle post-rocka, klasyki, muzyki filmowej. Utwory z „Drei”, wraz z dwoma poprzednimi albumami przekonują, że istnieją idealne połączenia. Kawa i papierosy, John i Hans, ying-yang, pianino i elektronika, Doerell i Wöhrmann.

Indigo, 2011
5/5

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. przem

    piękne !!!!!!!!!!

  2. Bartooki

    polecam!,świetny modern classical, idealny album na wieczór 🙂