Waajeed – From The Dirt
Paweł Gzyl:

Cała tradycja „czarnej” muzyki w formie klubowych killerów.

Ian William Craig – Thresholder
Jarek Szczęsny:

Grobowa ekspansywność.

System – Plus
Paweł Gzyl:

Duńscy weterani ambientu plus Nils Frahm.

Igor Boxx – Kabaret
Jarek Szczęsny:

Słuchanie do namysłu.

Objekt – Cocoon Crush
Paweł Gzyl:

Egzotyczny kolaż mikrodźwięków.

Julia Holter – Aviary
Jarek Szczęsny:

Uzasadniona epickość.

Shlømo – Mercurial Skin
Paweł Gzyl:

Elektroniczna retromania.

SHXCXCHCXSH – OUFOUFOF
Paweł Gzyl:

Rytmiczne wariacje.

Jessica Moss – Entanglement
Jarek Szczęsny:

Swoją drogą.

Book Of Air – Se (in) de bos
Łukasz Komła:

Ambient na osiemnastu muzyków!

Kittin – Cosmos
Paweł Gzyl:

Kittin ciągle ta sama, choć już bez „Miss”.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Jarek Szczęsny:

Strefa słyszenia.

Jan Wagner – Nummern
Łukasz Komła:

To nie numerologia, to czyste emocje!

Adam X – Recon Mission
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku – w rytmie techno i EBM.



Archive for Listopad, 2018

Addison Groove – Transistor Rhythm

Kiedy młody brytyjski producent zadebiutował dwa lata temu pod pseudonimem Addison Groove pomysłowym singlem „Footcrab”, brytyjskie media tak zachwyciły się pionierskim połączeniem dubstepu i juke`a, że zapomniały całkiem o jego wcześniejszych dokonaniach pod szyldem Headhunter. Antony Williams wskoczył więc na tego konia i pogalopował dalej – kolejne przebojowe dwunastocalówki doprowadziły go w końcu do podpisania cennego kontraktu z szalenie modną obecnie wytwórnią Modeselektora – 50 Weapons. Jej efektem jest wydany właśnie pierwszy album firmowany przez Addisona Groove`a – „Transistor Rhythm”.

Trzynaście premierowych nagrań na krążku stanowi dosyć oczywiste rozwinięcie wcześniejszych pomysłów londyńskiego producenta. Pierwszą część zestawu tworzą dubstepowe nagrania – szorstkie i surowe, o wyjątkowo oszczędnej aranżacji, łączące w prosty sposób dziką energię dudniących bębnów z poszatkowanymi samplami raperskich nawijek Spank Rocka. Słychać w nich z jednej strony echa jungle`owej przeszłości brytyjskiej muzyki basowej (choćby w „Rudeboyu”), a z drugiej – typową dla niej obecnie fascynację chicagowskim house`m („Bad Things”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1933947-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1933947-02″ allowscriptaccess=”always”]

Nic więc dziwnego, że ten drugi wątek dochodzi z większą mocą do głosu w drugiej części albumu. Tym razem Williams wypuszcza się śmiało na obce mu etnicznie i geograficznie terytorium. Rytmy stają się zdecydowanie szybsze, zamiast raperskich rymów pojawiają się przyspieszone sample kobiecych wokali, a melodyka wprowadzana przez szczątkowe partie syntezatorów zostaje ograniczona prawie do minimum („Night To Remember” czy „Skylight”). Choć i tutaj słychać wpływy klasycznej szkoły dźwięku rodem z Chicago, to na pewno więcej w tych kompozycjach inspiracji dokonaniami juke`owych didżejów w rodzaju Rashada.

Na koniec angielski producent wraca jednak do dubstepu – i serwuje chyba najlepsze w zestawie kompozycje. Zrealizowany wspólnie z Markiem Pritchardem „Dance Of The Woman” zaskakuje ciekawym wpisaniem tribalowych elementów rodem z afro-beatu w mocną konstrukcję basową, natomiast finałowy „Entropy” – kontrastowym zestawieniem ekspresyjnej rytmiki z pastelową melodyką. Dobrze się słucha też dwóch breakbeatowych nagrań umieszczonych na płycie. „Savage Henry” i „Incredibly Exhausted Bunny Ears” odwołują się bowiem zgrabnie do klasyki electro sprzed ćwierć wieku, przypominając niezapomniane harce Rock Steady Crew uwiecznione na filmach „Wild Style” czy „Style Wars”.

„Transistor Rhythm” uderza mocną energią – ale powtarzalność pomysłów Williamsa sprawia, że płyta z czasem staje się nazbyt monotonna. Całe szczęście ożywa pod koniec – dzięki nieobecnemu na niej wcześniej rozbudowaniu brzmienia. Gdyby angielski producent podszedł w ten sposób do całości materiału – album robiłby na pewno lepsze wrażenie. A tak – to jednak tylko połowiczny sukces.

50 Weapons 2012

www.50weapons.com

Back To Back Vol. 6 – Presented By Pan-Pot

To zadziwiające, jak najważniejsze niemieckie wytwórnie specjalizujące się w minimalu, przeżyły bezboleśnie schyłek mody na ten gatunek i przekierowały się na zawsze funkcjonalny tech-house i znów modny deep house. Przykładem tego może być berlińska firma Mobilee, prowadzona przez parę producentów i didżejów Anję Achneider i Ralfa Kollmanna. Oto bowiem dostajemy szóstą już część flagowej serii publikowanej przez tłocznię – „Back To Back”. I nie ma na niej śladu żadnego repertuarowego kryzysu – a wręcz przeciwnie, przynosi ona kolekcję najwyższej próby tanecznych killerów.

Tym razem za selekcje nagrań wziął się duet Pan-Pot, który pięć lat temu opublikował jeden z najlepszych albumów definiujących ówczesną wizję minimalowego techno – „Pan-O-Rama”. Od tamtej pory Tassilo Ippenbergrer i Thomas Benedix nie spuszczali z tonu – zwracając się raz ku techno, a kiedy indziej ku house`owi z powodzeniem serwowali kolejne winylowe dwunastocalówki, które wywindowały ich na szczyty klubowej popularności w całej Europie. Mimo upadku mody na minimal pozostali wierni oszczędnym brzmieniom o zmysłowym klimacie, potwierdzając że autentyczna sztuka nie musi się bać mijających trendów.

Pierwszy krążek przynosi jedenaście nagrań wybranych przez Pan-Pot z ubiegłorocznych wydawnictw Mobilee. Zaczyna się od melodyjnego tech-house`u – to znana z debiutanckiego albumu Rodrigueza Jr. przebojowa „Niagadina”. Zaraz potem Miss Jools serwuje bardziej minimalową wersję stylu – jej „What `s Going On” emanuje kobiecą zmysłowością i uwodzi nieuchwytnym klimatem erotycznej tajemnicy. Więcej surowej energii emanuje z „Mr. Duke” autorstwa Sebo K. – szybki rytm i rozwibrowane akordy składają się na dynamiczną kompozycję, która nie pozostawi w klubie nikogo obojętnym. Najbardziej mroczny w tym zestawie okazuje się utwór „Gravity” Pan-Pota – bo motoryczny podkład rytmiczny jest tu okazją do pomysłowego połączenia chicagowskiej wokalizy G-Techa i… EBM-owych klawiszy.

„The Troof” Hectora przenosi nas na terytorium organicznego deep-house`u. Niemiecki producent sięga bowiem po typowo detroitową technikę splatania melodyjnych refrenów z krótko pociętych wokalnych sampli. W podobnym tonie wypada umieszczony nieco dalej „Dirty Thirty” And.Ida – choć tym razem rolę główną pełnią podniosłe dęciaki o jamajskim tonie. Dubowa pulsacja pojawia się z kolei w skocznym „Hello Boy!” samej Anji Schneider – a wspiera ją raperska nawijka niesiona przez masywne pasaże syntezatorów.

Nie brak tu również ukłonu w stronę garage`owych odmian house`u – to wyjątkowo seksowny „Captain My Captain” Pan-Pota z wokalnym udziałem Cari Golden i przeżarty acidowym loopem szorstki „Morning Coffeine” Martina Landsky`ego. Wisienką na tym torcie jest debiutująca w barwach Mobilee brytyjska producentka Maya Jay Cole. Jej rewelacyjny „Beat Faster” oparty na chwytliwym motywie Hammonda wskazuje, że mamy do czynienia z naprawdę wielkim talentem. Całość kończy się również znanym z albumu Rodrigueza Jr.`a nagraniem „Bare” – to klimatyczny dubstep, który zgrabnie puentuje tę roztańczoną całość.

Drugi krążek z albumu zawiera zmiksowaną w jedną całość ponad godzinną kolekcję autorskich nagrań duetu Pan-Pot, pochodzących z okresu ostatnich pięciu lat. Jest to więc coś w rodzaju zastępczego drugiego albumu projektu – który mimo wielkich oczekiwań klubowej publiczności nie ukazał się do dzisiaj.

Ippenbergrer i Benedix demonstrują nim, że nie mają sobie równych w rozkręcaniu tanecznych imprez na współczesnej scenie klubowej. Zaczynają od typowego dla swych wczesnych dokonań minimalu – „Face To Face” i „Threesixty” wibrują przestrzennymi efektami podbitymi zredukowanym bitem o kociej gracji. Potem pojawiają się cięższe rytmy – to maksymalnie zbasowane techno o barghainowym brzmieniu, w którym rezonują dubowe pogłosy. Tak dzieje się w pan-potowym remiksie „Bossa Nossa” Joe Mulla i Dustina Zahna oraz w autorskich utworach duetu – „Apocalyptic Horseman”, „Code” i „Gravity”. Z czasem miks nabiera jednak coraz więcej melodii – a to dzięki miękkiemu zwrotowi w stronę przebojowego tech-house`u. W segment ten układają się remiksy nagrań Slam i Booka Shade („Lifetimes” i „Regenerate”), a przede wszystkim znakomity (i wspomniany już wcześniej) „Captain My Captain”. Na finał berliński duet sięga po… dubstep – serwując wcześniej niepublikowany utwór „Kepler”, który z powodzeniem mógłby się znaleźć w repertuarze Modeselektora.

Jakby tego było mało, w zestawie znajdujemy również film poświęcony Pan-Potowi w formie płyty DVD. To dokument zrealizowany przez współpracującego z MTV reżysera Sebastiana Radlmeiera, pokazujący nie tylko obrazy z rocznej trasy koncertowej duetu dookoła świata, ale także ich drogę na klubowe szczyty. Ze zgrabnie zrealizowanego filmu wynika jedno – jeśli chce się odnieść dzisiaj sukces na muzycznej scenie, trzeba postawić wszystko na jedną kartę.

Mobilee 2012

www.mobilee-records.de

www.facebook.com/mobilee

www.youtube.com/mobileerecords

www.soundcloud.com/mobilee-records

www.pan-pot.net 

www.facebook.com/PanPotOfficial

Crippled Black Phoenix wystąpił w Bezsenności

Rzadko kiedy bywam na koncertach, które trwają blisko 3 godziny. Słyszałem, że CBP mają długie setlisty, ale to, co wydarzyło się 27 marca we Wrocławiu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Czytaj dalej »

Miike Snow na Selectorze

Popularny zespół znanych szwedzkich producentów dołącza do obsady krakowskiego festiwalu. Czytaj dalej »

David Toop – medytacje o nagrywaniu czasu

David Toop przyjedzie do Warszawy z premierą performensu na podstawie swojej książki „Sinister Resonance. Mediumship of the Listener”. Czytaj dalej »

Petar Dundov – Ideas From The Pond

Kiedy jedenaście lat temu Jeff Mills opublikował nakładem swej wytwórni Tomorrow ambientowy album „Sculptures 1-3” chorwackiego producenta Petara Dundova, większość zachodnich krytyków i fanów zastanawiała się, kim jest ten wyróżniony przez mistrza z Detroit artysta. Tymczasem pochodzący z Zagrzebia twórca miał już wtedy za sobą aż osiem lat działalności na scenie elektronicznej.

Zaczynał od siarczystego hard trance`u, nagrywając dla wielce wpływowych w tym kręgu na początku lat 90. niemieckich wytwórni Formaldehyd i Adam & Eve. Potem skierował się w stronę minimalowego techno, powołując do życia niezwykle popularny w krajach byłej Jugosławii projekt Brother`s Yard. W międzyczasie tworzył również ambient – i właśnie te kompozycje zachwyciły Millsa na tyle, że Dundov okazał się pierwszym producentem z zewnątrz, któremu były bombardier Underground Resistance postanowił wydać płytę w swojej tłoczni.

Od czasu „Sculptures 1-3” chorwacki twórca zaczął publikować pod własnym nazwiskiem. Nie był to jednak ambient, ale energetyczne techno, które z wielkim powodzeniem zaczęła mu wydawać bardzo zasłużona dla rozwoju klubowej elektroniki wytwórnia Music Man z Belgii. Kulminacją artystycznego rozwoju okazał się nowy album Dundova – „Escapemenets” – który pokazał go jako twórcę melodyjnego techno o niemal epickim oddechu. Kolejne lata upłynęły chorwackiemu producentowi na dostarczaniu tanecznych killerów. Do teraz – bo właśnie ukazał się trzeci jego album, zawierający muzykę zaskakującą swym rozmachem.

„Ideas From The Pond” przynosi siedem rozbudowanych nagrań, które układają się w fascynującą syntezę elementów różnych czterech gatunków – głębokiego techno, przestrzennego ambientu, podniosłego trance`u i majestatycznej kosmische musik. Jak przedstawia się ta wizja w rozbiciu na konkretne kompozycje?

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1930559-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1930559-02″ allowscriptaccess=”always”]

Umieszczone na wstępie płyty „Ideas From The Pond” i „Silent Visitor” rozpoczynają się rozwibrowanymi arpeggiami perlistych syntezatorów, które podszywają przeciągłe smugi rozmytych klawiszy. W pierwszym nagraniu pojawia się niezwykły rytm – zagrana na „żywej” perkusji połamana struktura, podbita fantazyjnie giętym basem. Miarowy puls ciężkiego techno uderza dopiero w drugim z utworów, wiodąc wprost do „Distant Shores”, gdzie modulowane pasaże trance`owych dźwięków stanowią tło do porywającej partii delikatnej gitary, przywodząc na myśl epokowy album Manuela Goettchinga z 1984 roku – „E2 – E4”.

Zanim w „Brownian Interplay” rozlegnie się bit typowy dla muzyki z Detroit aż przez pięć minut mienić się będą kosmiczne tony – dopiero potem Dundov sięgnie po masywny podkład rytmiczny uzupełniony przestrzennymi efektami. Te krautowe reminiscencje dochodzą w pełni do głosu w zachwycającym „Together” – ta rozegrana na pograniczu ambientu i klasyki kompozycja z charakterystycznym dla przełomu lat 70. i 80 zapętlonym bitem z powodzeniem mogłaby się znaleźć zarówno w repertuarze dawnego Vangelisa, jak i Kraftwerk lub któregoś z ich brytyjskich naśladowców w rodzaju wczesnego OMD czy The Human League.

Bliżej najlepszych dokonań Tangerine Dream lokuje się natomiast „Around One”. Gęste brzmienie utworu Dundov tworzy z kolejnych nakładek syntezatorowych pasaży, z których jedne budują hipnotyczny puls, a drugie – przejmującą melodykę. Elementy klasycznego trance`u w stylu Svena Vätha mieszają się tu z kosmicznymi wycieczkami Clustera, tworząc urzekającą swym odrealnionym pięknem germańską mini-symfonię. Płyta kończy się zresztą w podobnym stylu – piętnastominutowa „Tetra Float” wprost zapiera dech w piersiach swym potężnym brzmieniem, wznoszącym urokliwą melodykę rodem z dawnych dokonań Harmonii na wyżyny o niemal metafizycznym wymiarze.

Dawno żaden producent klubowej elektroniki nie stworzył tak pięknej muzyki – w klasycznym tego słowa znaczeniu. Bo na „Ideas From The Pond” nie ma żadnego dźwięku, który wprowadzałby w tę arkadyjską wizję jakikolwiek element dysharmonii. Jeśliby do tego rodzaju muzyki przyłożyć arystotelesowskie kategorie estetyczne i etyczne – nowy album Petara Dundova byłby ich perfekcyjnym wcieleniem w życie.

Music Man 2012

www.musicmanrecords.net

www.petardundov.com

www.myspace.com/petardundov

Blixa Bargeld i Alva Noto na OFF-ie

Liczni wielbiciele twórczości Alva Noto będą mieli okazję zobaczyć jego występ z Blixą Bargeldem w ramach projektu anbb podczas tegorocznej edycji katowickiego festiwalu.

Czytaj dalej »

Jamie Woon we Wrocławiu – nasza relacja

To nie Jamie Woon wystąpił 25 marca we wrocławskim klubie Eter. To był Jamie Woon and The Band. Brytjczyk przywiózł ze sobą trzyosobowy skład, złożony z gitarzysty, basisty i perkusisty. Czytaj dalej »

Alex Under – La Maquina De Bolas

Siedem lat przerwy pomiędzy pierwszym a drugim albumem to rzeczywiście sporo. Ale żeby zaskoczyć wszystkich taką odmianą własnej muzyki? Tego chyba nikt się nie spodziewał po tym hiszpańskim producencie. Kiedy bowiem zadebiutował na początku minionego wieku, serwował głównie motoryczny tech-house o minimalistycznym brzmieniu. Wypracowane przezeń brzmienie wydało się szefom kolońskiej wytwórni Traum jednak na tyle atrakcyjne, że w 2005 roku opublikowali mu debiutancką płytę „Dispositivos De Mi Granja”. Choć zawierała ona efektownie zrealizowane utwory, nie wykroczyła poza funkcjonalną muzykę klubową, z jakiej dał się wcześniej poznać, nagrywając choćby dla własnej firmy Cmyk Musik.

Ostatnie dokonania Alexa Undera pochodzą z 2009 roku. Od tamtego czasu hiszpański producent wycofał się z aktywności fonograficznej. Do teraz. Bo oto niespodziewanie otrzymaliśmy właśnie jego drugi album wydany przez renomowaną Somę. Po włożeniu krążka do odtwarza nasze zdumienie rośnie z minuty na minutę. I nie tylko zdumienie. Także zachwyt.

Już zaszumiony wstęp wskazuje, że Under porzucił typowe granie do tańca. I rzeczywiście – z analogowych zakłóceń wyłania się mechaniczna struktura rytmiczna oparta na zapętlonym loopie o stukającym brzmieniu, którą dopiero po dłuższej chwili uzupełnia zdubowany puls głębokiego bitu i basu, niosący rozwibrowane akordy skorodowanych klawiszy („Bola 2”). Kolejne nagrania płynnie przechodzą jedno w drugie – oszczędnie dozowane rytmy podszywa dronowy wyziew ozdobiony szeleszczącymi efektami perkusyjnymi i perlistym pasażem ambientowych syntezatorów („Bola 3”). Trudno skojarzyć te dźwięki z czymkolwiek, co powstało wcześniej – być może słychać tu echa dokonań DeepChord, ale dalekie, pozbawione jednoznacznych konotacji.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1894154-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1894154-02″ allowscriptaccess=”always”]

„Bola 4” jeszcze bardziej myli tropy. Z jednej strony mamy tu plemienne partie zredukowanych bębnów, a z drugiej – kościelny chór wysamplowany z jakiejś płyty z muzyką klasyczną. To zaskakujące zestawienie – tym bardziej, że spuentowane… dubowym pochodem basu. Bardziej czytelne odniesienia pojawiają się wraz z kąsającymi tonami Rolanda 303, otwierającymi „Bola 5”. Wolno wijący się strumień acidowych dźwięków od razu przywołuje na myśl wczesne dokonania Plastikmana. Hiszpański producent zanurza jednak te żrące brzmienia w onirycznych odmętach ambientowych syntezatorów, pozbawiając je toksycznego charakteru.

Spowolnione struktury rytmiczne o minimalistycznym szycie, na jakie trafiamy w „Bola 6” kojarzą się natomiast z zapomnianymi eksperymentami Wolfganga Voigta pod szyldem M:I:5, publikowanymi nakładem wytwórni Profan w drugiej połowie lat 90. To oczywiście techno – ale radykalnie przedefiniowane do poziomu abstrakcyjnej awangardy. Nie dziwi zatem, kiedy w „Bola 7” trafiamy na perliste arpeggia wydobyte z marimby rodem z „Music For 18 Musicians” Steve`a Reicha – bo idealnie pasują one do oszczędnych bitów podrasowanych industrialnymi ozdobnikami. A kiedy na finał płyty Under wytacza w „Bola 8” rytmiczny walec – smoliste uderzenia zbasowanego rytmu zanurzone w ambientowych odmętach wiodą nas w nieco bliższą przeszłość, bo do minimalistycznych dekonstrukcji Thomasa Brinkmanna, również firmowanych niegdyś przez kolońskiego Profana.

„La Maquina De Bolas” to wspaniała płyta – fascynujące przywołanie najszlachetniejszych tradycji post-techno, wpisane w nowoczesny kontekst o dubowej i ambientowej proweniencji. Chyba nikt się nie spodziewał, że właśnie pod palcami Alexa Undera powstanie tak sugestywny materiał. Nie przegapcie tego albumu – już teraz można stwierdzić, że to jedno z najważniejszych wydawnictw tego sezonu.

Soma Quality Recordings 2012

www.somarecords.com

www.myspace.com/somarecords

www.cmykrecords.com

Festiwal Nowych Form Przekazu w Bydgoszczy

Po ponad trzyletniej przerwie w niedzielę 8 kwietnia w klubie Mózg powraca do Bydgoszczy festiwal Magnetic – tym razem jako Festiwal Nowych Form Przekazu.

Czytaj dalej »

Yac, C.L.V.N. i Radrik na tropach dubu

Już dziś w szczecińskim klubie Alter Ego odbędzie się impreza pod szyldem „Where Is Your Dub Now”. Czytaj dalej »

Saschienne – Unknown

Podobno najpierw była miłość, a potem muzyka. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy zakochani artyści nagrywają wspólną płytę. Tym razem jednak padło na twórców związanych ze sceną elektroniczną.

On to niemiecki producent Sascha Funke, znany głównie ze współpracy z BPitch Control, dla której nagrał dwa świetne albumy, „Bravo” i „Mango”, ceniony w całej Europie autor energetycznego tech-house`u. Ona to Julienne Dessagne, francuska pianistka i wokalistka, specjalizująca się w kompozycjach Philipa Glassa i Louisa Sclavisa, mająca również na swym koncie współpracę z brytyjskimi klubami Optimo i Fabric. Poznali się dwa lata temu i efektem ich związku jest debiutancki album projektu Saschienne zrealizowany dla kolońskiego Kompaktu.

Materiał na krążku można podzielić na dwa segmenty. Pierwszy stanowią utwory o bardziej piosenkowym charakterze. Od takiego właśnie zaczyna się płyta – tytułowy „Unknown” to rozegrany na nowofalowej nucie klasyczny synth-pop wpisany w rytmiczny kontekst miękkiego techno. Dubowe efekty oplatające house`owe bity niosą z kolei „Caché”, gdzie tęskną melodię wprowadza nostalgiczna partia piano. Zwiewny charakter nadsekwańskiej chanşon wnosi na album zaśpiewana po francusku kompozycja „Aile Mut”. I tu rozbrzmiewa fortepian – ale tym razem wprowadzając dysharmoniczne uderzenia nerwowych akordów. No i wreszcie finałowy „Neue Acht” – chyba najlepsza kompozycja w zestawie. Łączy ona bowiem w wyjątkowo udany sposób hipnotyczną rytmikę z melancholijną melodyką, przywołując wspomnienie dawnych dokonań brytyjskiego projektu Electribe 101 z Billie Ray Martin przy mikrofonie.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/448348-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=448348-01″ allowscriptaccess=”always”]

Ten ostatni z utworów stanowi swego rodzaju pomost pomiędzy piosenkowym a tanecznym obliczem Saschienne. To drugie para twórców „Unknown” odsłania bardziej w trzech nagraniach. „November” to pulsujące funkową linią basu dynamiczne techno, niosące jedynie mruczaną wokalizę Dessagne. O wiele ciekawiej wypadają dwa następne utwory – „Knopfauge” i „Grand Cru”. Pierwszy z nich ma formę minimalowego killera – i wraz z zanurzonym w pogłosach śpiewem Francuzki jest najbardziej seksownym dokonaniem Saschienne. Drugi – zaskakuje zmysłowym duetem Saschy i Julienne podbitym niemal dronowym pochodem basu. Kontrapunktem dla tych klubowych kompozycji jest „La Somme” – eteryczny ambient, utkany z subtelnych dźwięków fortepianu i syntezatora zanurzonych w dubowych efektach.

Pewną niespodzianką jest tutaj wokal Dessagne. Bo w większości nagrań śpiewa ona z zaskakująco chłodną manierą – a jej głos niesie raczej chłód i mrok niż jakieś romantyczne treści (szczególnie w „Knopfauge”). Właściwie dopiero pod koniec płyty pojawiają się w nim cieplejsze nuty, co pozwala zakończyć całość w nastrojowy sposób („Neue Acht”). Nie jest to jednak zarzut – a wręcz przeciwnie: dzięki temu opowieść o miłości wyśpiewana przez Julienne (i częściowo przez Saschę) pozbawiona jest taniego sentymentalizmu, przypominając zdystansowane traktowanie romantycznej tematyki przez nową falę, tę filmową, i tę muzyczną.

Kompakt 2012

www.kompakt-net.de

www.myspace.com/kompakt

Mouse on Mars, Eskmo, Jimmy Edgar, The Black Dog w Katowicach

Kolejne elektryzujące gwiazdy tegorocznego Tauron Festiwalu Nowa Muzyka. Trudno wybrać wśród nich zdecydowanego headlinera. Każdy jest gwarancją ekscytującego koncertu. Czytaj dalej »

School of Seven Bells – Ghostory

Do niedawna było ich jeszcze troje, ale w 2010 roku Claudia Deheza postanowiła opuścić zespół i podążyć swoja własną ścieżką. School of Seven Bells stał się, więc duetem. Benjamin Curtis i Alejandra Deheza (siostra bliźniaczka Claudii) wydali właśnie nowy, trzeci w swojej wspólnej karierze, album „Ghostory”, na którym pokazują, że nawet w okrojonym składzie potrafią nadal intrygować. Czytaj dalej »

Indianie i Buraki na Selectorze

Do obsady tegorocznego Selector Festivalu dołączyły formacje Neon Indian i Buraka Som Sistema. Czytaj dalej »

Watergate w Warszawie

Legendarny berliński klub świętuje swoje 10 urodziny – z tej okazji w Warszawie zagrają jego rezydenci: Sebo K i Marco Resmann.

Czytaj dalej »

Stellate 1

Intelektualny dyskurs nigdy nie był mocna stroną nowej elektroniki. Właściwie po zakończeniu działalności przez Achima Szepanskiego i jego Mille Plateaux z trudem można się było doszukać szerszych konotacji filozoficznych w twórczości większości artystów i wytwórni nurtu. Dopiero teraz wątek ten podnosi w zupełnie inny – i kto wie czy nie ciekawszy – włoski producent Luca Mortellaro alias Lucy wraz z kolejnymi wydawnictwami swego Stroboscopic Artefacts.

Najpierw otrzymaliśmy cykl winylowych dwunastocalówek odwołujących się w niedwuznaczny sposób do starożytnej greki – od „Alpha” do „Delta”. Potem dostaliśmy coś jeszcze ciekawszego – serię płyt zainspirowanych pojęciem monady, wywiedzionym z filozofii Pitagorejczyków, a rozwiniętym w nowożytności przez Gottfrieda Leibniza. A teraz przyszedł czas na kolejny zestaw – „Stellate” – sięgający zarówno do historii, jak i polityki. Tym razem wybrani artyści zaproszeni zostali bowiem do odmalowania swą muzyką nastrojów powojennego krachu wszelkich ideologii. Jak to zabrzmiało na płycie?

Pierwsze dwie kompozycje serwuje Lucy. „Estragon” i „Vladimir” odwołują się swymi tytułami do słynnej sztuki „Czekając na Godota” Samuela Becketta. Nastrój beznadziejnej pustki i bankructwa utopijnych idei włoski producent oddaje minimalistycznymi dźwiękami o ambientowym tonie – które w dalekim tle podszywają jednak złowrogie pomruki tektonicznych bitów i basów.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2037435-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2037435-02″ allowscriptaccess=”always”]

Amerykański twórca z nurtu plunderphonics działający pod pseudonimem Borful Tang stawia w swych utworach na brutalny atak analogowego noise`u – uzupełnionego jednak fragmentami starych nagrań z czasów Wielkiego Kryzysu. Czy to znaczy, że „Meet The Band” i „The Seduction Ends In Tears” odkrywają niepokojącą paralelę między dwudziestoleciem międzywojennym a pierwszą dekadą XXI wieku?

Znany z industrialnych fascynacji Perc zabiera nas do powojennej Francji, gdzie rozliczenie się z rządem w Vichy postawiło pod pręgierzem moralność ówczesnej Europy Zachodniej. Nic więc dziwnego, że w „Paris” i „Molineux” pełno niepokoju – ewokowanego przez żrące pasaże zimnych syntezatorów, przywołujące wspomnienie wiekopomnego portretu Wielkiej Brytanii doby kryzysu końca lat 70. odmalowanego przez Thomasa Leera i Roberta Rentala na albumie „The Bridge”.

Najbardziej zaskakuje jednak Kevin Gorman – bo jego utwory tkwią korzeniami w eksperymentach amerykańskich  kompozytorów muzyki współczesnej sprzed czterech dekad. Zamaszyste partie harfy i smyczków w „Frequency Phases Part I – III” toną jednak ostatecznie w ambientowym oceanie dźwięków, nad którym unosi się eteryczna wokaliza rodem z dream-popowych dokonań Cocteau Twins oraz… fragmenty przemówienia George`a Busha, zapowiadającego niespełniony (czy aby na pewno?) New Word Order.

„Stellate I” ukazuje się na dwóch dziesięciocalowych płytach winylowych zapakowanych w metalowe pudełko w ilości zaledwie 300 egzemplarzy. Wewnątrz znajdzie się także pierwszy fragment grafiki, która ułoży się w konkretną całość (patrz: tytuł) po skompletowaniu wszystkich czterech części serii.

Stroboscopic Artefacts 2012

www.stroboscopicartefacts.com

www.facebook.com/StroboscopicArtefacts

El_Txef_A – Slow Dancing In A Burning Room

Z takim pseudonimem trudno będzie hiszpańskiemu producentowi zdobyć szerszy rozgłos. No bo jak tu wymawiać te dziwne zestawienie liter i znaków? A szkoda – bo pochodzący z Bilbao Aitor Etxebarria ma całkiem lekką rękę do tworzenia zgrabnych melodii opakowanych w nowoczesne brzmienia.

Zaczynał pięć lat temu, próbując swych sił w niemal każdym gatunku nowej elektroniki. Początkowo jego nagrania były dostępne na stronach mniej lub bardziej znanych net-labeli, z czasem jednak trafiły również na winylowe dwunastocalówki renomowanych wytwórni w rodzaju Hypercolour czy Suol. Debiutancki album Etxebarria postanowił jednak wydać na własny rachunek – i w tym celu powołał do życia Fiakun.

„Slow Dancing In A Burning Room” niemal od pierwszych minut zaskakuje wdzięcznym połączeniem niebanalnej melodyki z nowoczesnymi technikami producenckimi. Hiszpański twórca lubuje się w typowym dla brytyjskiej bass music serwowaniu spowolnionych wokali – słychać to już w otwierającym całość „A Place To Fall Apart”. W przeciwieństwie do wielu nagrań wykorzystujących te sztuczkę, w utworach Etxebarri daje ona całkiem dobre efekty. Być może dlatego, że hiszpański producent otacza groteskowe śpiewy dodatkowymi elementami melodycznymi – przede wszystkim nostalgicznymi partiami pianina i słodkimi pasażami filmowych smyczków („Breath” czy „In”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/446204-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=446204-01″ allowscriptaccess=”always”]

W pozostałej części albumu pojawiają się już klasyczne wokalizy. Śpiewają dwaj zupełnie nieznani w naszej części Europy piosenkarze – Biskonti i Hannot. Ich głosy mają ciepłą, niemal soulowa barwę i świetnie pasują do wyprodukowanych przez Etxebarriego podkładów, balansujących między detroitowym deep house`m („Rise And Fall”) a przyjemnie bujającym hip-hopem („Lovely Minds”). Ten „czarny” wątek przybiera w kilku nagraniach na sile – i wtedy pojawia się oparty na połamanych bitach niemal oldskulowy funk („Feeling Idiot”) czy subtelnie zrytmizowane electro („Love Potion” i finałowe „Save The World”). W nagraniach tych rozbrzmiewają dodatkowe wątki dźwiękowe – przede wszystkim przyjemnie kumkające gitary i radośnie pohukujące syntezatory wywiedzione z klasyki electro-funku rodem z lat 80. Wszystko to osadzone jest na onirycznych tłach o ciepłej barwie, tworzących pastelowy kontekst dla rytmów i melodii.

Debiutancki materiał Aitora Etxebarrii przypomina trochę ubiegłoroczny album Nicolasa Jarra, momentami kojarzy się z co bardziej tanecznymi dokonaniami Outcasts, niedaleko mu też do pomysłów zawartych na płycie duetu Sepalcure. Dziewczyny – bo to muzyka przede wszystkim dla Was – sięgajcie po tę płytę. Być może pokochacie przystojnego Baska?

Fiakun 2012

www.myspace.com/fiakun_label

www.myspace.com/eltxefa

Africa Hi-Tech na OFF-ie

Nowy projekt Marka Pritcharda z Reload, Jedi Knights i Global Communication zagra w tym roku na katowickim festiwalu. A do tego raperzy z Das Racist oraz młoda i piękna Dominique Young Unique.

Czytaj dalej »

Yac zagra w Szczecinie

Już w najbliższą sobotę w szczecińskim klubie Alter Ego wystąpi Yac – jeden z najlepszych specjalistów od szeroko pojętej muzyki dub. Czytaj dalej »