Plaid ‎– Polymer
Mateusz Piżyński:

Londyński duet poruszający się na scenie elektronicznej już blisko trzydzieści lat, 7. czerwca wydał swój kolejny studyjny album zatytułowany „Polymer”.

Tyler, The Creator – IGOR
Jarek Szczęsny:

Władca marionetek.

Rod Modell – Captagon
Paweł Gzyl:

Mistrz dubowych brzmień prezentuje własną wizję techno.

Vanishing Twin – The Age of Immunology
Jarek Szczęsny:

Eskapizm potrzebny od zaraz.

Sstrom – Drenched 1 – 12
Paweł Gzyl:

Surowe techno z uszkodzonego komputera.

Mirt – Greed
Jarek Szczęsny:

Wątłe struktury.

Various Artists – 10 Years of Monkeytown
Paweł Gzyl:

Spojrzenie wstecz.

EABS – Slavic Spirits
Jarek Szczęsny:

Jazz w bardo.

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II
Jarek Szczęsny:

Nie chciałbym przesłodzić.

Resina – Traces (Remixes)
Mateusz Piżyński:

Najnowsze wydawnictwo naszej rodzimej, bardzo utalentowanej, artystki, Karoliny Rec (aka Resina) to zestaw 5 utworów, gdzie cztery to genialne reinterpretacje, za którymi stoją Abul Mogard, Lotic, Ben Frost i William Criag.

Różni artyści – Portrety
Jarek Szczęsny:

Sami perkusiści.

Tracey – Biostar
Paweł Gzyl:

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

Laurence Pike – Holy Spring
Jarek Szczęsny:

Łyżeczką, a nie chochlą.

Altstadt Echo – This Work Contains Lead
Paweł Gzyl:

Rozdarcie między światem ducha i materii.



Peter Prautzsch – Schwere See

Wszechocean potrafi być niewyczerpanym źródłem inspiracji. Peter Prautzsch obserwował ten żywioł przez mocno zadymiony bulaj – jego muzyka jest mroczna, często tonie w minorowych wirach. Zafascynowany rytmem fal oraz historią człowieka-marynarza nagrał album niełatwy w odbiorze. Tę muzykę jednak naprawdę warto zgłębić, gdyż jest to aktualnie jedna z ciekawszych, tegorocznych produkcji.

„Schwere See” najwygodniej określić jako elektroakustyczny ambient. Gdy album chyli się ku końcowi free-jazzowa nieprzewidywalność, brutalnie łamana faktura kompozycji oraz wszechogarniające uczucie klaustrofobii ustępują na rzecz gęstej sieci field recordingu i szacunku do ciszy. Jednak pietyzm, z jakim Prautzsch potrafi traktować pojedyńczą nutę, nie nudzi – fortepianowe melodie dryfując po chaotycznie niespokojnym tle okazują się równie zajmujące i ciekawe, co kontrabas cicho zawodzący wśród pulsacyjnych, elektronicznych drgań. Paleta brzmień oraz odcieni wykorzystana przez Prautzscha składa się na frapujący, wielowymiarowy obraz.

Trywialny wniosek, iż „Schwere See” ukazaje łagodną i drapieżną naturę oceanów powinien pójść w zapomnienie po pierwszym kontakcie z płytą – mistrzowsko poprowadzony przez kalejdoskop nastrojów „Skagerrak” nakreśla zarówno mistycyzm, potęgę, jak i niewypowiedzianą dramaturgię miejsca, jakiemu poświęcony jest utwór. Otwierający całość „Beaufort” można natomiast śmiało odczytać jako przestrogę przed, wydawałoby się, poskromionym i poznanym przez człowieka żywiołem. Bo przecież to nie my decydujemy, na którym stopniu tak naprawdę kończy się skala Beauforta. Fabularyzacja poszczególnych kompozycji, do której zachęcają tytuły utworów, jest z resztą tylko jednym ze sposobów eksploracji „Schwere See”.

Muzyka Prautzscha w jednej chwili potrafi przywołać na myśl błogobojny soundtrack Martineza do filmu „Drive”, by zaraz musnąć aurę przerdzewiałych, falloutowskich kompozycji Marka Morgana. Mimo tego „Schwere See” to przede wszystkim kolejny autorytarny, jasno świecący punkt na ambientowym firmamencie. Zainteresuje błyskotliwymi patentami brzmieniowymi oraz aurą miejsc, w które przenoszą słuchacza kolejne utwory – zamglona wioska rybacka, potężny sztorm, czy uśpiona, zlewająca się z horyzontem tafla oceanu. Świat, który, jak dobrze się zastanowić, bezpiecznie jest poznawać czytając „Moby Dicka” w domowych kapciach. Lub z prądami wyobraźni wraz z muzyką Prautzscha. Ambient morską pianą pisany.

Neo Ouija | 03.2012

4/5

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze