Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



School of Seven Bells – Ghostory

Do niedawna było ich jeszcze troje, ale w 2010 roku Claudia Deheza postanowiła opuścić zespół i podążyć swoja własną ścieżką. School of Seven Bells stał się, więc duetem. Benjamin Curtis i Alejandra Deheza (siostra bliźniaczka Claudii) wydali właśnie nowy, trzeci w swojej wspólnej karierze, album „Ghostory”, na którym pokazują, że nawet w okrojonym składzie potrafią nadal intrygować.

Co prawda, ostatnia płyta Nowojorczyków – „Disconnect from Desire” była niezbyt udana i rozczarowała tych, których zachwyciło brzmienie debiutanckiego materiału. „Diconnect…” był przekombinowany, przegięty w stronę magii, zaklęć i innych pompatycznych dziwactw, gdzie nawet teksty piosenek można było ledwo co zrozumieć. Duet najwyraźniej wyciągnął odpowiednie wnioski i przyhamował swoje zapędy, rodem z czasopisma „Wróżka”. Nadal mamy do czynienia z urzekającym dream-popem, przywołującym na myśl Bat for Lashes, czy CocoRosie, tyle, że udało się w końcu School of Seven Bells odnaleźć złoty środek i powstawiać wszystkie klocki w odpowiednie miejsca. „Ghostory” jest płytą zwartą, poukładaną, z wyrazistą ideą i pomysłem na jej realizację. Opowieści o duchach, stanowiące myśl przewodnią albumu, przybierają różne formy. Są tu dynamiczne, parkietowe rytmy, takie jak „The Night”, „Lafaye”, czy „White Wind”, jest nawiązanie do twórczości Massive Attack z czasów „100th Window” w postaci „Love Play”, znalazło się także miejsce dla owiniętych senną mgłą hipnotycznych songów w rodzaju „Reappear” i „Show me Love”. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich dziewięciu kompozycji zawartych na „Ghostory” jest pozorny chłód i dystans. Jeśli jednak przesłuchamy ten album kilka razy, odkryjemy w nim duże pokłady ciepła i pozytywnych emocji. Muzykę Amerykanów można przyrównać do księżyca Jowisza – Europy, który pokryty jest grubym lodem, ale całkiem możliwe, że pod jego powierzchnią kryje się ocean, tętniący nieznanym, tajemniczym życiem. Królową tego podwodnego świata mogłaby być z całą pewnością Alejandra, której kojący i zarazem wyrazisty głos, unosiłby się nad wodą i przebijał przez masywną skorupę śnieżną.

„Ghostory” to album, na którym muzyka pulsuje swoim własnym, indywidualnym tętnem. Dzięki niemu możemy oderwać się na chwilę, od szarej rzeczywistości dnia codziennego i przenieść się do magicznej, abstrakcyjnej krainy, stworzonej jedynie siłą naszego umysłu i wyobraźni. Nie trzeba czekać na nowy krążek Bat for Lashes, żeby zatopić się ponownie w samym sobie.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.