jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.



Steinvord – Steinvord EP

Niewiele o nim wiadomo. Firmowany jego pseudonimem profil na MySpace jest martwy od roku (w sekcji biograficznej czytamy: „hello, im 18/m/es and make music with a fuckin computer. thanks”). Podobno ma zaledwie 18 lat i pochodzi z Hiszpanii. Podobno muzykę w sieci publikuje co najmniej od 2008 roku, zaś niespełna półgodzinna epka to jego fonograficzny debiut (i od razu w barwach Rephlex!). Podobno jego kontakt z wytwórnią jest sporadyczny i nietypowy; producent zabronił publikować swoje nazwisko i wizerunek. Podobno to sam Richard D. James, który – mając dość zamieszania wokół zjawiska „Aphex Twin” – zaczął rzekomo nagrywać anonimowo i pod jednorazowymi pseudonimami, zaś swoje najsłynniejsze wcielenie zostawił na specjalne okazje.

Tego rodzaju dywagacje zostawmy pasjonatom (fora internetowe są pełne takich spekulacji, w rezultacie których nie wiadomo już, czy Richard jest Steinvordem, czy na odwrót, czy może jeszcze inaczej). Zawartość epki mogła powstać równie dobrze w studiu nagraniowym Jamesa, ale też Squarepushera, Luke’a Viberta czy Venetian Snares, jak i w sypialni nastolatka. Musiałby to być jednak piekielnie zdolny młodzian, na dodatek osłuchany w muzyce, która powstawała, gdy on na chleb mówił „wieszak”. Otwierający płytę „Backyard” nieuchronnie przywołuje echa odległych złotych lat tak zwanego drill’n’bassu: połamane werble, napierający bas, ambientowe podkłady, świdrujące sample i ogólny nastrój rodem z głowy schizofrenika na amfetaminie. To dobre wprowadzenie w atmosferę całości.

[embeded:
src=”http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http://api.soundcloud.com/tracks/39061105″
height=”81″ width=”100%” type=”application/x-shockwave-flash”
allowscriptaccess=”always”]

Centralną kompozycją jest tu „Maelstrom” – prawie dziewięciominutowy kolos o szorstkim, metalicznym i pełnym sprzężeń brzmieniu . Prym wiodą, rzecz jasna, nieokiełznane perkusjonalia, poszatkowane na plasterki i atakujące zewsząd precyzyjnymi uderzeniami. Mniej więcej w połowie utworu następuje niepokojąca chwila pozornego wytchnienia, które w finalnej partii rozpada się w pył z hukiem, ustępując miejsca frenetycznym bitom i morderczym przesterom. Mówiąc krótko, idealna ścieżka dźwiękowa do remontu m-3.

Następujący po tej wiertarkowej uwerturze „lyff Acid e1” to dość standardowy braindance a la Rephlex, upstrzony kwaśnymi dźwiękami słynnego Rolanda TB-303. Z kolei w pędzących na złamanie karku „Cyg X-1” i „Ontrack V2” (swoją drogą z RDJ łączy Steinvorda enigmatyczne nazewnictwo utworów, generowane prawdopodobnie przy pomocy domowego kota chodzącego po klawiaturze) rozbrzmiewa industrialny posmak soundtracku Clinta Mansella do filmu „Pi”. Przed oczami staje wręcz Max Cohen uciekający przed krwiożerczymi kapitalistami z nowojorskiej giełdy i ogarniętymi religijną gorączką syjonistami.

RDJ czy nie, epka robi wrażenie – głównie techniczną perfekcją, mniej świeżością. Steinvord jest wręcz konserwatywny w swoim podejściu do najbardziej radykalnych form brzmieniowych, co sprawia, że momentami jego muzyka jawi się jako wtórna. Jej główna wartość jest czysto użytkowa i przeznaczona na parkiety klubów grających breakcore, hardcore i pochodne. Do tej muzyki da się bowiem tańczyć – przy odrobinie dobrej woli i pod warunkiem, że ma się pod ręką kilka paczek gwoździ na sprzedaż.

Rephlex | 2012

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 6

  1. to jestpro jekt squera i afeksa . pierwszapczesc epkii jest squera druga afekssapozdroooo

  2. Grzesiek

    Sceptycznie podchodzę do wszelakich kopii AFX/Aphex Twina, ale…brzmienie staroświeckie, ale te charakterystyczne snare rush`e, time streche i pogłosy strasznie przypominają mi to co Rychu wyrabia na żywo….
    Każdy fan wie, że koleś zaliczył prawie wszystkie gatunki muzyki elektronicznej i jeśli te kawałki to jego dzieło, to chwała, że jest sentymentalny jak my i powrócił na stare śmieci z doza charakterystycznych patentów. Analord przywolywał stare czasy acidu, niech Steivord będzie tym samym dla dark core`a.

    Pozdro – furlag

  3. gradion

    takie granie faktycznie najlepsze lata ma juz za soba (druga polowa lat 90). dzisiaj brzmi troche staroswiecko, ale ma to swoj duzy urok. a recenzja swietna, styl p. Kaczmarskiego jest zdecydowanie najlzejszy i najbardziej dowcipny z calej redakcji, kazdy tekst czyta sie z duza przyjemnoscia… dobrze kojarze ze autor napisal jakas ksiazke?

  4. pascal

    4 utwór w tej prezentacji audio brzmi jak żywcem wyjęty z twórczości Aphex Twina. Albo ktoś tu kogoś naśladuje albo mamy nowe wcielenie AFX.

  5. Kamil

    Fajnie, że napisałeś recke tej epki Panie Macieju. Jak dla mnie jest dobrze. Tęsknie za podobnymi brzmieniami bo jestem kurna sentymentalny i już się cieszę na nowy album Squarepusher-a

    • wróżka

      popieram! ktoś powinien był to zrobić.. i jest i fajnie i fajnie, że Pan Maciej i drobny wulgaryzm jest również zdecydowanie na miejscu; podobne sentymenty mile widziane również…:)