Akito – Gone Again
Paweł Gzyl:

Tak się bawią w Londynie.

Waajeed – From The Dirt
Paweł Gzyl:

Cała tradycja „czarnej” muzyki w formie klubowych killerów.

Ian William Craig – Thresholder
Jarek Szczęsny:

Grobowa ekspansywność.

System – Plus
Paweł Gzyl:

Duńscy weterani ambientu plus Nils Frahm.

Igor Boxx – Kabaret
Jarek Szczęsny:

Słuchanie do namysłu.

Objekt – Cocoon Crush
Paweł Gzyl:

Egzotyczny kolaż mikrodźwięków.

Julia Holter – Aviary
Jarek Szczęsny:

Uzasadniona epickość.

Shlømo – Mercurial Skin
Paweł Gzyl:

Elektroniczna retromania.

SHXCXCHCXSH – OUFOUFOF
Paweł Gzyl:

Rytmiczne wariacje.

Jessica Moss – Entanglement
Jarek Szczęsny:

Swoją drogą.

Book Of Air – Se (in) de bos
Łukasz Komła:

Ambient na osiemnastu muzyków!

Kittin – Cosmos
Paweł Gzyl:

Kittin ciągle ta sama, choć już bez „Miss”.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Jarek Szczęsny:

Strefa słyszenia.

Jan Wagner – Nummern
Łukasz Komła:

To nie numerologia, to czyste emocje!



Cari Lekebusch – You Are A Hybryd Too

W ciągu ponad dwóch dekad istnienia współczesnego techno, działało kilku producentów, którzy stawiając nie na eksperymenty, ale na klasyczne brzmienie gatunku, sprawili że przetrwał on lata dominacji drum`n`bassu, minimalu i dubstepu, wracając w ostatnich miesiącach do pełni łask fanów nowej elektroniki. Wszyscy wiemy o kogo chodzi – to chociażby Chris Liebing, Adam Beyer czy Cari Lekebusch. Siłą ich muzyki nie były nigdy nowe rozwiązania brzmieniowe, ale dzika i surowa energia, która przechowała w dźwiękowym depozycie tradycję techno w nietkniętym stanie do dzisiaj.

Ostatni z tych weteranów zadebiutował na początku lat 90. I od razu wyraźnie zdefiniował swój styl – interesowało go mocne i twarde granie, skoncentrowane na powtarzających się loopach, emanujące zwierzęcą niemal zmysłowością. Muzycznym manifestem tego stylu był debiutancki album szwedzkiego producenta o tytule zapożyczonym ze słynnego hasła Underground Resistance – „For Those Who Know” z 1996 roku. Siarczyste brzmienie umieszczonych na nim nagrań idealnie korespondowało z wulgarną okładką – dając mocny impuls do narodzin skandynawskiego sposobu grania i prezentowania gatunku. Mimo zmieniających się mód na klubowej scenie, Lekebusch i jego wytwórnia H-Productions przetrwali do dzisiaj w znakomitej formie. A świadectwem tego chociażby dwunasty album w dorobku producenta – „You Are A Hybryd Too”.

Tutaj nie ma zmiłuj – szwedzki twórca stawia przede wszystkim na ogniste granie w stylu klasyki z pierwszej połowy lat 90. Zaczyna od sprężystych rytmów i zawodzących loopów połączonych ze sobą właśnie w typowo skandynawski sposób („Out Of Nowhere”), uzupełniając te proste aranże schizofrenicznymi efektami wokalnymi, głęboko wtopionymi w strukturę kompozycji („Safety Off”). Potem przychodzi czas na wspomnienie niemieckiej szkoły techno rodem z Berlina i Frankfurtu. Rytmika staje się więc cięższa, a zapętlone fragmenty analogowych brzmień – nabierają industrialnego mroku („Spiritual Combat” czy „Pinnacle Of Desolation”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1974687-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1974687-02″ allowscriptaccess=”always”]

Nie brak tu również acidowych wtrętów – nadających kompozycjom toksyczny sznyt, bliski prehistorycznym dokonaniom Mike`a Inka i Burger Industries (znakomite „Monatomic Measure” czy „Pole Turtle”). W pewnym momencie Lekebusch przywołuje nawet tradycyjny niemiecki trance – uzupełniając dudniące bity i basy chmurnym pasażem kosmicznych syntezatorów („Black Diamond”).

Oczywiście szwedzki producent nie jest głuchy na eksperymenty, jakie współcześnie podejmują twórcy z takich wytwórni, jak Perc Trax czy Stroboscopic Artefacts. Oto bowiem w kilku nagraniach pojawiają się typowe dla nich nowoczesne tła – skorodowane na dubową modłę dronowe wyziewy rezonujące zaszumionymi pogłosami. Co ciekawe – w zestawieniu z bardziej bezpośrednią rytmika rodem z dawnego Tresora, utwory te przeradzają się w fascynujące swą amorficznością ponadczasowe hybrydy, łączące w pomysłowy sposób stare z nowym („Comprehesion Level Descent” czy finałowy „Vanishing Act”).

Zdarza się również zademonstrować Lekebuschowi, że potrafiłby on bez trudu wysmażyć cały materiał w stylu producentów z Berghain – o czym świadczy choćby wstrząsany tektonicznymi bitami „Approaching Singularity”. Żeby całkowicie nie zmiażdżyć słuchacza, szwedzki twórca sięga czasem również po nieco lżejszą rytmikę – i wtedy powstają jednak nadal dosyć masywne utwory w chicagowskim stylu („Ghost Notes” czy „Boiling The Frog”).

Całość ma sugestywne brzmienie o niemal „żywym” charakterze. Słychać wyraźnie, że muzyka ta świetnie wypadnie na potężnym sound systemie w jakimś dużym klubie. Ale to nic dziwnego – w końcu Lekenbusch poświęcił swe życie takiemu właśnie graniu. Przy okazji przechowując w swej twórczości klasyczne brzmienia europejskiego techno – niczym kielich świętego Graala dawni rycerze Lancelota.

H-Productions 2012

www.lekebuschmusik.se

www.myspace.com/carilekebusch

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. solcys

    Utwór „Ultraterrestrial” brzmi jak psytrance, czy mi się wydaje? 😉

  2. Mario

    „Słychać wyraźnie, że muzyka ta świetnie wypadnie na potężnym sound systemie w jakimś dużym klubie. ” – zgadza się w 100%! w Berghain na funktion-one wypadła doskonale! (niedz. 10.06. nad ranem, 3,5h set)